Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 20 min czytania

REHABILITACJA: seria trzecia - Dotykoterapia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{font:verdana}{c:navy}{b}{u}REHABILITACJA, seria trzecia - Dotykoterapia{/b} - część ostatnia{/u}

{u}rozdział siódmy{/u} bo najważniejsza jest kreatywność

Weekend był naprawdę ciekawie spędzonym czasem. Dzięki wykorzystaniu moich zdolności interpersonalnych, połączonych z otwierającymi na świat właściwościami alkoholu, w piątkowy wieczór niezbyt długo cieszyłam się samotnością. Wkręciłam się do grona młodych, radosnych, wyrozumiałych muzycznie ludzi, z którymi ostatecznie spędziłam również i sobotę. Nie chcąc natomiast całego mojego salowego wysiłku zaprzepaścić jednym tylko weekendem, niedzielę przeleżałam nad jeziorem, zatracając się w przyjemnej wakacyjnej lekturce. Co nie przeszkodziło mi w międzyczasie umówić się na poniedziałek na pizzę z moją starą ekipą ze studiów… Cóż, najwyraźniej jednak takiego psychicznego odpoczynku mi było trzeba. Uzbrojona w luzacki nastrój, byłam w stanie z powrotem zmierzyć się z wyzwaniami dnia codziennego. Poniedziałkowy poranek. Wiedziałam, że wcześniej, czy później, będę musiała odpowiedzieć mojemu uczniowi na gg, tak więc postanowiłam zrobić to teraz. Zakończywszy wszelakie poranne czynności, poukładałam w głowie to, co chciałabym mu przekazać, i odpisałam:

{i}„hej, piszę dopiero teraz, bo dopiero teraz skończyłam czytać taką jedną bardzo wciągającą książeczkę :D masz dziwne pytania czasami. To, co mnie się rzuciło w oczy to to, że przedtem raczej rzadko gadaliśmy przez gg, a ostatnio prawie że codziennie. Treść tych rozmów w sumie nie różni się zbytnio od tych wcześniejszych, choć mam czasem wrażenie, że masz ochotę trochę ponaginać zasady. Ale mam nadzieję, że tego oczywiście nie zrobisz :) Co do zachowania na żywo, nie mam wystarczającej ilości materiału do badań, żeby Ci coś konkretnego powiedzieć, bo nie pamiętam zbyt dokładnie wszystkich szczegółów sprzed tygodnia, ale tak normalnie funkcjonuje ludzka pamięć; gdybyś mi powiedział, że mam to potem analizować, bardziej bym zwracała na to uwagę. Nic to, idę na salę, bo ostatnio nieźle zatraciłam się w życiu towarzyskim i muszę doprowadzić się do stanu używalności. Miłego dnia!!”{/i}

Nie pamiętałam w tej chwili, lekkomyślna istota, że z facetami trzeba postępować konkretnie i nie wolno dawać im nadziei na nic. Ten brak rozwagi już wkrótce miał mnie kosztować sporo nerwów… Dziś znów nie mogłam liczyć na podwózkę przez kuzyna, który to miał z tylko sobie znanych powodów dojechać później. Tym razem rzeczywiście dojechał - jakąś godzinkę po mnie. W drodze na salę zahaczyłam o kiosk i zaopatrzyłam się w gazetę; potrzebowałam się zorientować, czy gdzieś ktoś czasem nie potrzebuje lektora języka angielskiego. Niestety, pustki… Ten brak ofert coraz bardziej mnie irytował. Utknęłam w jednej szkole językowej, od dwóch lat nie widząc na oczy podwyżki, korków z roku na rok coraz mniej… „Jak dobrze, że załapałam się na to hotelarstwo”, pomyślałam, chowając gazetę do torby. Gdy weszłam na salę, kierowniczki nie było. Jedyną obecną osobą była pacjentka na wyciągu – sympatyczna starsza pani. Przebrawszy się w stój do ćwiczeń, rozpoczęłam ostro swój trening. Obeznana z całym sprzętem, podeszłam do jednej z klatek z wyciągiem i zabrałam sobie dwukilowy odważnik. Był to jedyny taki na całą salę, tak więc by mieć drugi wzięłam dwa jednokilogramowe na rzepy i złączyłam je razem. W międzyczasie wdałam się w dyskusję z pacjentką na wyciągu, która właśnie zaczęła robić tak zwane żabki. - Dopłynęła już pani do Bałtyku? – zażartowałam. - Do Bałtyku to może jeszcze nie – uśmiechnęła się serdecznie. – Ale załóżmy, że prąd jest wartki, więc może do wieczora tam dopłynę. - Co robisz? – spytała kierowniczka, która właśnie weszła na salę. - Zaprzyjaźniam się – odparłam z szerokim uśmiechem. Zwróciłam się z powrotem do mojej poprzedniej rozmówczyni, mając na myśli pacjentkę po operacji kolana. – Tu niektóre panie dają mi buzi na przywitanie – i dodałam, myśląc tym razem o pacjentce, którą poznałam tu w kwietniu; nauczycielce hiszpańskiego. – A jeszcze inne nazywają mnie swoim Słoneczkiem. - Wie pani, starszym ludziom, wbrew pozorom, potrzebny jest kontakt z takimi młodymi – przyznała, a ja odpowiedziałam jej uśmiechem. - Chcesz przejrzeć gazetę? – spytałam kierowniczki. Jest artykuł o służbie zdrowia. - Dobra, dawaj – zainteresowała się. Podzieliłam się gazetą i wróciłam do swoich ćwiczeń i pogawędki z pacjentką. Rozmawiałyśmy do czasu, gdy skończyłam zestaw na stojąco i przeniosłam się na materac. Wkrótce potem pojawił się pacjent na masaż, a tuż po nim masażysta i mój kuzyn. Kuzyn rozłożył się na sąsiednim materacu i zajął się sobą. Gdy mój masażysta skończył już z pacjentem, postanowił zrobić sobie przerwę obiadową. Razem z rehabilitantką rozsiedli się przy biurku i zaczęli o czymś dyskutować. W pewnym momencie zauważył moją gazetę i zaczął ją przeglądać. - Młoda? – zawołał, żując kanapkę. - Moi ? – spytałam zaczepnie. Wprawdzie byłam jedyną pacjentką na sali, która nie przekroczyła jeszcze trzydziestki, ale jednak wolałam się upewnić. - Szukasz pracy? – chciał wiedzieć. - Wiesz, mieć, to robotę wprawdzie mam, ale myślę, czy by nie zacząć pracować gdzieś indziej – przyznałam. – Jakbyś znalazł coś z działu „edukacja”, to mi powiedz. - Znajdę ci coś, nie martw się – uśmiechnął się szeroko. Oj, coś mi podpowiadało, że będzie wesoło! - Jak ty mi coś znajdziesz, to ja już się boję – odparłam, chichrając się sama do siebie. - No, tu na przykład, poszukują ekipy to ochrony osób i mienia – odparł poważnym głosem. - Jasne, już lecę! – zakpiłam. - Przecież wiesz, że jestem taką delikatną i kruchą istotą. - Ona i delikatna – wtrącił się mój kuzyn z powątpiewaniem. – Pierwszy zbir w okolicy! - Tak, postrach lądów i oceanów – spojrzałam na niego spode łba, rzucając mu ironiczny uśmieszek. - Albo to: potrzebują młodych, dyspozycyjnych kobiet – ciągnął mój masażysta, tym razem wręcz naukowym tonem. - Oferują szkolenie i pięć tysięcy tygodniowo. - Ach, dziękuję, że tak wysoko mnie cenisz – odrzekłam zgryźliwie. Nie wiem dlaczego, ale się spodziewałam, że i ogłoszenie z takiego działu mi przeczyta. - Albo to: młodych, energicznych i dowcipnych jako partnerki na przyjęcia – wyczytał, zanosząc się od śmiechu i odkładając gazetę. - To ja! – odegrałam entuzjazm tak dobrze, jak tylko potrafiłam. – No widzisz, co ja bym bez ciebie zrobiła… - Zginęłabyś – uśmiechnął się zaczepnie. - A film jest? – chciałam wbić mu własną szpileczkę. Byłam prawie pewna, że o nim zapomniał. - Zupełnie wyleciało mi z głowy… - usłyszałam oczekiwaną odpowiedź. - W piątek wyjeżdżaliśmy, a wróciliśmy dopiero wczoraj wieczorem. - Nic, trudno, następnym razem… – machnęłam ręką. Chciałam zmienić temat. – Dzwoniłam w weekend do tej naszej Pięknej na urlopie – pochwaliłam się jednym ze swoich niedzielnych wyczynów. – Mówi, że już opalona na bambusek. - To wy często do siebie dzwonicie – zauważył, trochę zdziwiony. - No, kontakt mamy, praktycznie rzecz biorąc, codziennie – przyznałam z nieukrywaną satysfakcją. – Żyć bez siebie nie możemy. - To może zmień orientację, albo płeć na męską – zażartował. „Czyżby zazdrość?”, nie mogłam się powstrzymać, by tego nie pomyśleć. - Nigdy! – obruszyłam się. Co za profan! Zdecydowałam jednak, że najlepszą obroną jest żart – Ale wiesz, gdyby była facetem, to rozważyłabym poważnie nasz związek. - Pięknie – uśmiechnął się. – A wiesz, że jedna pani, w Brazylii bodajże, zmieniła płeć? Brała hormony i już broda jej wyrosła, a tu nagle okazało się, że jest w ciąży. - No to sytuacja nie do pozazdroszczenia – oceniłam. Spróbowałam to sobie wyobrazić i jakoś z trudem mi to przyszło. – Choć, jakby na to nie patrzeć, urodziła się kobietą. - Ale tej ciąży nie ma szans donosić – wtrącił się mój kuzyn. – Proporcja hormonów jest nieźle zachwiana. - Tu masz rację – zgodził się mój masażysta. Wywiązała się między nimi jakaś „naukowa” rozmowa, więc się nie wcinałam. – Co najwyżej wyjdzie jakiś mutant. W pewnej chwili na salę przyszedł pacjent, który miał mieć wyciąg pod postacią uprzęży – na szyję. Kierowniczka była za zasłonką ze swoją pacjentką, więc zawieszanie nowoprzybyłego pacjenta na tejże uprzęży przyszło mojemu masażyście. „Coś jak Hannibal Lecter”, pomyślało mi się i zaczęłam się przypatrywać. Mój masażysta dostrzegł to zainteresowanie i rzucił mi spojrzenie z serii: „no, co znowu?” - Tak patrzę, bo ciekawie to wygląda – odparłam. – Do czego to właściwie służy? - W to się wkłada głowę i prostuje się kręgi szyjne. – wyjaśnił mi. – A co, chciałabyś spróbować? Zapiąć cię? - Wybacz, ale jak dla mnie, to to urządzenie jest zbyt sadomasochistyczne – skwitowałam. Mogło sobie wyglądać osobliwie, ale niekoniecznie ciągnęło mnie, by przetestować je na własnej głowie. - No wiesz, wsadzimy ci główkę do tego, rączki ci przywiążemy do kraty i będziesz miała swoje sadomaso – zażartował. Posłałam mu tylko powątpiewający uśmieszek i wróciłam do swoich ćwiczeń. W sumie czekaliśmy tylko, aż rehabilitantka skończy swój zabieg, bym ja mogła rozpłaszczyć się na leżance. Cóż, dziś najwyraźniej ta ich manualna się przedłużyła, więc automatycznie moje wejście również zostało opóźnione. Gdy już pacjentka wyszła, podniosłam się z materaca i poszłam za zasłonkę. Ledwo co ją zasunęłam, dołączył do mnie masażysta, trzymając mój ręcznik, który to zapomniałam z tego wszystkiego wziąć ze sobą z materaca. - O, widzę, że już się rządzisz moim ręcznikiem, nie za dobrze ci? – spytałam z ironicznym uśmieszkiem; wolałam zaatakować zanim poczęstowałby mnie jakąś swoją uszczypliwością. Której mi zresztą nie oszczędził. - No bo widzisz, ty taka niesamodzielna jesteś, że wszystko za ciebie trzeba robić – kpił sobie ze mnie, rozkładając mi ręcznik na leżance. „Ja niesamodzielna!?”, krzyczałam w myślach, posyłając mu tylko spojrzenie z cyklu: „z tobą to czasami idzie zwątpić.” Nie chciało mi się jednak z nim kłócić. Uśmiechnął się. – Kładź mi się tu grzecznie. - Pobiłeś się dzisiaj z żyletką? – spytałam, zwracając uwagę na jego dziś wyjątkowo nieogoloną twarz. Weszłam…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%