Komedia · 22 min czytania
REHABILITACJA: seria trzecia - Dotykoterapia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{font:verdana}{c:navy}{b}{u}REHABILITACJA, seria trzecia - Dotykoterapia{/b} - część ostatnia{/u}
{u}rozdział dziewiąty{/u} leżanka też czasem zaskrzypi
Słoneczny środowy poranek. Obudziłam się trochę połamana; wczorajszy masażyk dał się odczuć. Oh, masażyk… Na samą myśl usta wygięły mi się w rozmarzonym uśmiechu. Musiałam sobie poleżeć i powymyślać różne różności w moim nawiedzonym umyśle. Wcale mi się nie spieszyło wychodzić z łóżka, tak więc miałam dziś spore opóźnienie. Nie miałam więc ani czasu, ani tym bardziej ochoty, sprawdzać, czy ktokolwiek nie próbował się ze mną kontaktować drogą elektroniczną. Wchodząc na salę, od razu dostrzegłam naszą nową pacjentkę, oraz pacjentkę płynącą na sznurkach żabką do Bałtyku. W miarę moich możliwości zakwasowych, szybko uwinęłam się z ćwiczeniami na stojąco i ległam na materacu. Po chwili też przyszedł pacjent mojego masażysty i mój masażysta. Obydwoje zniknęli za zasłonką i pogrążyli się w rozmowie. Nie chcąc im ustępować zdolnościami komunikatywnymi, sama dużo gadam z pacjentką na materacu obok. Dziś wyjątkowo wcześnie zjawił się także i mój kuzyn i zajął ostatni wolny materac. - Widzę, że dzisiaj więcej ćwiczeń – zagadnęłam kierowniczkę i wskazałam na moją sąsiadkę. - Więcej, bo pani jest tu już drugi raz. – wyjaśniła mi i zażartowała – Widzę, jak cię korci, by jej zrobić taki kompleksowy trening. - Oczywiście – uśmiechnęłam się szeroko. - To ja już się boję… - zaśmiała się pacjentka, wykonując swój lajcik. Atmosfera na sali była miła, a czas płynął dość szybko. W końcu mój masażysta skończył z pacjentem i wyszedł zza zasłonki. - No to szykuj się – powiedział mi zaczepnie. - A nie chcesz sobie najpierw czegoś zjeść? – spytałam, zdziwiona. W sumie było dopiero kilka minut po dwunastej. - Zjem sobie po tobie – odparł spokojnie. - Będziesz głodny – zmartwiłam się. - Nie, może raczej wygłodniały – zaśmiał się, co z miejsca mi się udzieliło. On to potrafił rozbroić mnie w sekundę… A także, jeśli tylko chciał, zaskoczyć mnie popisowo. – Mam dla ciebie film, pójdę po niego. Nie chciałam, by znów mógł się pławić w docinkach, wyręczając mnie z ręcznikiem, więc od razu wstałam z materaca i udałam się w stronę naszej wnęki. Mój masażysta już szykował się do wyjścia po film, kiedy wlazłam za zasłonkę. Nie zauważyłam, że tam jeszcze siedział poprzedni pacjent! Jak tylko go spostrzegłam, zrobiłam szybciutko zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i zaczęłam go przepraszać. - Nic się nie stało – uspokajał mnie pacjent. Ja to miałam talent po prostu! - No, no, szalejesz – skomentował mój masażysta i wyszedł z sali. Poczekałam aż pacjent wyszedł, bym mogła zająć jego miejsce. Z jednej strony było mi trochę głupio, ale z drugiej śmiać mi się chciało. Byłam nie do podrobienia. Rozmyślałam tak nad swoim brakiem taktu, gdy mój masażysta wrócił i władował się do mnie za zasłonkę. - Dziś jeszcze coś innego – spostrzegł, że mam znowu inny stanik. - Mam w domu cały asortyment – odrzekłam bezpardonowo, dumna ze swojej kolekcji. - Masz tu płytkę i swoją książkę – położył na krzesełku dwa przedmioty i zabrał się za wkładanie mi za spodenki papierowych ręczniczków. – Zgrałem ci w sumie dwa filmy. - Super! – ucieszyłam się. – Dzięki! Oddam po weekendzie. - Nie musisz oddawać, są dla ciebie – powiedział, rozlewając mi na plecach oliwkę. Po chwili stwierdził – Muszę podregulować leżankę, leżysz za nisko. Schylił się i podkręcił mnie wyżej na leżance. Podnosząc się, połaskotał mnie po stopie; odruchowo pisnęłam i aż podskoczyłam. - Sprawdzałem tylko, czy masz odruchy prawidłowe, Młoda – zaczepiał mnie. Nie mógł sobie odżałować tych zaczepek. A mnie absolutnie one nie przeszkadzały. - Dlaczego mówisz do mnie: „Młoda”? – spytałam znienacka.– Przecież jestem starsza od ciebie. - Zawsze tak mówię – odparł ze spokojem. – Do mojej żony też tak mówię. Albo „Młoda”, albo „Mała”. Wolisz, żebym mówił do ciebie „Mała”? - Wiesz, co mogłaby ci odpowiedzieć? – wtrącił się mój kuzyn z materaca i zaczął zlewać. – Mam taką koleżankę i jak jej kolega kiedyś powiedział, że jest mała, to ona mu odpowiedziała: „mała to jest twoja pała.” - Powiedziałabyś tak do mnie? – zainteresował się mój masażysta. - Nie wiem – odparłam, powstrzymując się od śmiechu. Miałam wręcz ochotę turlać się i bić pięścią w leżankę! – A tak w ogóle, zrób coś dla mnie – zmienił temat. - Postaram się – odparłam, zaciekawiona, powoli uwalniając się z obezwładniających szponów głupawki. O cóż może mnie poprosić? W tej chwili w moich dłoniach wylądował… jego telefon komórkowy! - Wejdź we wiadomości – polecił. Wykonałam. – Super, teraz w ostatnią wiadomość i powiedz mi, co tam pisze. Trzymałam w dłoniach jego telefon. „Pozwala mi się bawić swoim telefonem! Jeszcze nikt mi się nigdy nie pozwolił bawić swoim telefonem…”, kombinowałam, odczytując wiadomość; był to fragment o Sodomie i Gomorze, napisany po angielsku… Cóż za abstrakcja! Przetłumaczyłam mu słowo w słowo. - Fajnie – zaśmiał się. – Dostałem tego SMS-a o północy. Tylko zobaczyłem, że coś przyszło i poszedłem spać dalej. - Niezłe czuby do ciebie piszą – skomentowałam. - Nawet nie wiem, od kogo to – westchnął. – Ludziom się nudzi czasami. Po ogólnej rozgrzewce, poprosił mnie o położenie na plecach lewej ręki. Wiedziałam, co mnie czeka. - Znowu łopatki… - jęknęłam. - Leż luźno – polecił. – Ramię ma być swobodnie oparte o leżankę. - Staram się – westchnęłam i spróbowałam się rozluźnić. - Otwórz się przede mną – powiedział tryumfalnie. Nie byłam pewna, czy do mnie, czy do mojej łopatki. – Wiesz, mamy w domu maleńkie dziecko. Niezwykle otwarta dziewczyna. Zwłaszcza, kiedy jest bez ubranka. Tylko macha tymi nóżkami przed każdym, kto do niej podchodzi. - To musicie mieć z nią kupę radości. Gratuluję! – odrzekłam. „Czyli jednak!”, wydedukowałam. „Dziewczynka!”, ucieszyłam się. „Ty to masz szczęście do tych dziewczyn, farciarzu!”. On w tym czasie podszedł do leżanki z lewej strony i sobie na niej usiadł, by było mu wygodniej zajmować się moją „otwartą” łopatką. Podczas ruchów jego dłoni, leżanka zaczęła się trochę kiwać i wydawać dziwne odgłosy. - Fajnie sprężynuje – zauważył. Specjalnie trochę się na niej pokiwał. – A jak fajnie skrzypi! - Nie ruszaj się tak, bo jeszcze sobie coś pomyślą – zaczęłam się chichrać. On natomiast najwyraźniej świetnie się bawił, bo celowo zaczął coraz szybciej kołysać się na tej leżance. A ona zaczęła dość znacząco skrzypieć w rytm jego ruchów. - I co się tak śmiejesz – droczył się ze mną. – Twój kuzyn już pewnie cały czerwony podsłuchuje po drugiej stronie zasłonki. - Mówicie coś o mnie? – kuzyn się zainteresował. Leżanka skrzypiała dalej. W akompaniamencie mojego jęczenia, wywołanego doznaniami odłopatkowymi, i śmiechu mojego masażysty. - Tak, obgadujemy cię! – odpowiedział mu mój masażysta, wciąż się śmiejąc. – A ty leż mi tu prosto – upomniał mnie. W końcu zaczął maltretować moją łopatkę do tego stopnia, że aż, zamiast chichrania, zachciało mi się płakać. W pewnym momencie pisnęłam żałośnie; ból był straszny. On przytrzymał mi uścisk na jednym z mięśni. - Powiedz, kiedy przestanie boleć i będziesz czuć sam ucisk, ok.? - Ok. – obiecałam, łapiąc powietrze w panice. Po chwili zaczęło przechodzić. Mój oddech się uspokoił. Uśmiechnęłam się – Już tylko ucisk. Bawiliśmy się tak dość długo. Umęczona byłam strasznie. Żeby nie myśleć o bólu, zaczęłam opowiadać historie z życia wzięte. - Wiesz, mam takiego kumpla… – zaczęłam, a on się wtrącił. - Kochanka, chciałaś powiedzieć. - Nie, tylko się kumplujemy – sprostowałam ze spokojem. – Znamy się już kupę czasu, wychodzimy czasem na pizzę, do kina… - Czyli na randki – poprawił mnie, co mnie z miejsca poirytowało, więc wzięłam zamach i go kopnęłam. Lekko. W ramach ostrzeżenia. – Za co!? - Uprzedzałam, że cię kopnę, i to nie raz – wyjaśniłam. Żarty żartami, ale wszystko miało swoje granice; nawet moja anielska cierpliwość. – Nic nie wiesz na temat mojego życia osobistego. Ja i on po prostu nie jesteśmy w swoim typie i tyle, ale bardzo się lubimy. - Dobra, obiecuję, że nie będę cię tak więcej drażnił – powiedział trochę zasmucony moją reakcją. W momencie dały o sobie znać moje genialne wyrzuty sumienia. Wiedziałam przecież, że mój masażysta nigdy celowo by mi ani źle nie życzył, ani tym bardziej świadomie przykrości najmniejszej nie wyrządził. Najwyraźniej musiał być przekonany, że ja naprawdę potrzebuję z kimś być, tylko przed światem udaję sopel lodu. Poczułam się tak nieswojo… - Podziwiam cię za tą twoją cierpliwość do mnie, wiesz – powiedziałam jako zakamuflowane „przepraszam, nie powinnam była cię kopnąć za twoje dobre chęci”. - A skąd wiesz, że ją mam? – spytał zaczepnie. Tak samo, jak i ja na niego, on się na mnie nie potrafił gniewać. - Jeszcze ze mną wytrzymujesz? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie. - A potem muszę przechodzić terapię po takiej traumie – nabijał się. Chyba sam zdał sobie sprawę, że trochę przesadził i chciał mnie sobie z powrotem zjednać. – Wracam do domu i biję żonę. Jesteś okropna! - Ojej, mam to biedactwo na sumieniu… - pociągnęłam nosem i się roześmiałam. Wszystko było w porządku. Leżanka zaskrzypiała; on też się chichrał. – To już nie będę. Zamieniam się we wzorową pacjentkę! - To teraz prawa rączka – przypomniał mi, że to dopiero połowa cyrku z łopatkami. Jak się okazało, prawa bolała trochę mniej niż lewa. Zdziwiło nas to. - Jest to o tyle zaskakujące, że masz gorszą prawą stronę właśnie – zachodził w głowę. – Prawa powinna cię bardziej boleć. - Ale bardziej boli lewa – sama się dziwiłam. – To ty się na tym znasz, powinieneś wiedzieć lepiej ode mnie, o co w tym chodzi. - Jesteś wyjątkowym przypadkiem – stwierdził ostatecznie, z jakąż powagą w głosie. – Poza tym, uczymy się całe życie. Człowiek głupim się rodzi i głupim umiera. - Prawda – zgodziłam się. – Nie da się wiedzieć wszystkiego. Moi uczniowie czasami zadają mi pytania, na które nie znam odpowiedzi. Mówią potem, że skoro mam to mgr, to powinnam to wiedzieć. Zawsze ich się wtedy pytam, czy znają wszystkie słówka po polsku. Oczywiście, że nie znają! A przecież mówią tym językiem od urodzenia. Zresztą, magister to tylko tytuł, wcale się nie czuję jakoś lepsza, czy coś, tylko dlatego, że go mam. - Ja też – przyznał. - Ludzie mówili, że powinienem iść jeszcze na doktoranckie. - A po co ci? – wzruszyłam ramionami. Wiedziałam doskonale, że sam tylko tytuł, czy papierek, niekoniecznie odzwierciedla umiejętności jakiegoś człowieka. I zawsze wkurzały mnie buraki, które szczyciły się swoimi literkami przed nazwiskiem, a nie prezentowały sobą niczego, z czego można by było tak naprawdę być dumnym. - To samo im mówię. Wystarczy mi to co mam. Do tego mam…