Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 21 min czytania

REHABILITACJA: seria trzecia - Dotykoterapia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{font:verdana}{c:navy}{b}{u}REHABILITACJA, seria trzecia - Dotykoterapia{/b} - część ostatnia{/u}

{u}rozdział dziesiąty{/u} z zapartym tchem

Czwartek. Obudziłam się lekko zmaltretowana swoim wczorajszym koncertem. Głowa mnie trochę pobolewała, a gardziołko chrypiało. Wiedziona ciekawością, włączyłam komputer. Widziałam, że na gadu mam wiadomość od mojego ucznia, ale skasowałam ją, nawet jej nie przeczytawszy. Nie było sensu; podjęłam wczoraj decyzję, to teraz miałam już tylko się jej trzymać. Byłam pewna, że gdybym pozwoliłam mu narobić głupot, i to jeszcze z mojego powodu, czułabym się o wiele gorzej niż teraz, zrywając z nim kontakt i rezygnując z wszelakiego wsparcia, jakie zawsze u niego miałam. I byłam pewna, że postępuję słusznie. Zebrałam się powolutku przy cichych dźwiękach muzyki i wyszłam z domu. Zaszedłszy na salę, zauważyłam, że są już dwie pacjentki; jedna robiąca swoje żabki na sznurkach, a druga machająca nogami na materacu. Zanim jeszcze zdążyłam się przebrać, kierowniczka poprosiła mnie do swojego biurka i pokazała cały wór oryginalnej bielizny za pół ceny! - Jak chcesz, to sobie coś powybieraj – uśmiechnęła się. - Naprawdę mogę? – ucieszyłam się. Nie mogłam wręcz uwierzyć! Wszystko markowe, w dodatku za półdarmo! – A mogę poprzymierzać? - Jasne, nie krępuj się. Nawet ci lusterko przyniosę - zaoferowała. - Dzięki wielkie! – byłam wniebowzięta. Przymierzałam sobie różne dziwne rzeczy, a ona mi doradzała, czy pasują, czy też nie. - To jest zajebiste, leży idealnie! – oceniła zielony stanik. – I są też do niego majtki. - Wzięłabym w sumie – skusiłam się; rzeczywiście był genialny. – Przymierzę też i ten fioletowy. - Rewelacyjny, ja też sobie taki właśnie wzięłam – powiedziała i podałam mi kolejny ciuszek. – I patrz jeszcze na tą koszulkę nocną. - Zajefajna – stwierdziłam, zachwycona. W momencie jednak zdałam sobie z czegoś sprawę. – Tylko tak w sumie to nawet nie będę miała dla kogo tego zakładać… - Się przejmujesz – wzruszyła ramionami. – Jakby na ciebie szyta. A może i będzie motywacją, by sobie kogoś poszukać? - No, nie bardzo – skrzywiłam się. „Kolejna…”, westchnęłam w myślach, ale tym razem ugryzłam się w język. – Ok., wezmę i to. Mogę ci kasę na jutro przynieść? - Jasne – uśmiechnęła się. - Ale na jutro, bo jutro jestem już ostatni dzień, od poniedziałku idę na urlop. - To kto w takim razie będzie w poniedziałek i wtorek? – przestraszyłam się; dopiero co udało mi się ją do siebie przekonać, a już chce mnie tu samą zostawić... – Przecież nasza Piękna wraca dopiero od środy. - Jadę teraz w góry. Właśnie tam, gdzie jest teraz nasza Piękna – wyjaśniła. – Za to w niedzielę kolega już wraca z urlopu. - Kolega? Ten z… fizyko? – otwarłam szeroko oczy. - Ten sam – uśmiechnęła się niewinnie. Mnie sparaliżowało. Pamiętam, jak mi obiecywał, że jeszcze się spotkamy. I teraz jeszcze miałam go dostać na deser! Tylko ja mogłam mieć takie szczęście… - Boże drogi, za co?! – dałam wyraz swojemu entuzjazmowi. – Zapowiadają się naprawdę ciekawe dwa dni. - A to czemu? – zdziwiła się. - Kolega ma po mnie dość traumatyczne wspomnienia – zażartowałam. On po mnie, ja po nim, jak zwał, tak zwał. Było wesoło… Roześmiałam się na samo wspomnienie naszych przepychanek – Jak mnie tu zobaczy, to się chyba załamie. Ale będzie wiedział, że ma mnie stąd nie wyganiać, prawda? - Nie bój się, nie wygoni cię – kierowniczka sama zaczęła się śmiać. - No, mam nadzieję – westchnęłam. Poszłam się przebrać, po czym zajęłam się zestawem z ciężarkami na stojąco. Pacjentki dość szybko się zebrały i poszły do domu. Zostałyśmy same. Nagle się roześmiałam; dopadło mnie jedno z kwietniowych wspomnień. - Co jest? – zaciekawiła się. - Raz przed masażem przyłapał mnie na tym, jak jem jogurt, to mi się oberwało, że przed zabiegiem się nie je – wyjaśniłam, zanosząc się od śmiechu. – Powiedział, że nie powinien mnie w ogóle przyjąć, ale jako że mam takie znajomości w przychodni, to nawet się nie ośmieli mi odmówić. Spojrzałam na niego i spytałam, o co mu chodzi, jakie znajomości!? – śmiałam się bez opamiętania. - To teraz kiedy mnie tu zobaczy, jak rządzę się jak u siebie w domu, to się chyba załamie. Śmiałyśmy się obie. Po chwili oświadczyła mi, że idzie pohandlować ciuchami do dziewczyn z gabinetu obok i zostawi mnie na parę minut samą. Ćwiczyłam sobie w milczeniu. Dopiero kiedy położyłam się na materacu, wszyscy nagle hurtem zwalili się na salę: kierowniczka, nowa pacjentka na wyciąg lędźwiowy, a także pacjent mojego masażysty oraz i mój masażysta. Gdy panowie zniknęli za zasłonką, rehabilitantka zapięła pacjentkę na tym specyficznym łóżku. Ja się przyglądałam; nie widziałam wcześniej, jak obsługuje się to cudo. - Ciekawa jestem, jak to się zapina – wyjaśniłam, wstając z materaca. - Zawija się jak prezent – zaśmiała się kierowniczka, zapinając pacjentce rzepy na brzuchu i podkładając jej pod kolana trójkątną poduszkę. – A kiedy pacjent jest już zawinięty, pompuje się, o tu. - Bardzo mi pomagają te zabiegi – przyznała pacjentka, opatulona na całej swojej długości. Wróciłam na swój materac bogatsza o nową wiedzę. Zdałam sobie sprawę, że ja rzeczywiście lubię się uczyć nowych rzeczy. - Ja wychodzę na komputer, a ty bądź z panią w kontakcie – kierowniczka poprosiła masażystę. - Ok. – odparł i zagadnął zaczepnie pacjentkę – Jest pani ze mną w kontakcie? - Jestem – odrzekła pacjentka. - To może zainstalujemy pani gniazdko elektryczne, ja będę miał swoje i jak oboje wsadzimy paluszki, to będziemy się mogli kontaktować – żartował. - Coś może zaiskrzy… – podpięłam się do rozmowy. - Taa – zaśmiał się. - No wiesz, po wczorajszej skrzypiącej leżance, spodziewam się tu już wszystkiego – zażartowałam. – A tak w ogóle, znalazłam swój materiał szkoleniowy. - A któż to taki? – zaciekawił się. - Taka moja przyjaciółka – pochwaliłam się. – Mieszkałam u niej w górach w zeszłe wakacje. Na początku myślała, że dwóch dni ze mną nie wytrzyma. Okazało się, że byłam tam trzy tygodnie. - To nieźle – zaskoczyłam go. - Jest bardzo fajna. Ale o wiele bardziej ekspresywna ode mnie. Gwarantuję, że będzie się działo – obiecałam. - Bardziej od ciebie? Niemożliwe! – ocenił trochę złośliwie i wrócił do rozmowy z pacjentem. Wkrótce kierowniczka wróciła na salę i sama odpięła pacjentkę z wyciągu lędźwiowego, po czym zajęła się kilkoma kolejnymi pacjentami. Gdy mnie się udało dobić do końca zestawu na mięśnie brzucha, masaż za zasłonką też akurat dobiegł końca. - Zanim pan pójdzie, poproszę jeszcze o autograf na karteczce – masażysta upomniał pacjenta. – A ty, Młoda, wskakuj! - Już idę – zebrałam się z materaca. Dziś przypilnowałam, by pacjentowi udało się uciec z wnęki przede mną. Położyłam ręcznik na leżance i zaczęłam sobie wiązać włosy. Mój masażysta zajrzał do mnie po chwili i wywrócił oczami. - Wiem, wiem – westchnęłam. – Ileż można się rozbierać… Ściągnęłam koszulkę i ułożyłam się na leżance. Zaskrzypiała. Był to wyraźny sygnał, że może już wejść. Zabezpieczył mi spodenki i rozpiął stanik. - Markowy – stwierdził z zadowoleniem. – Ale na dole nie widzę metki ze znaczkiem firmowym… - Lubię markowe – zaśmiałam się. – Ale to nie znaczy, że normalnych też nie noszę. - Ja też lubię markowe – sam się roześmiał. – Sobie też takie kupuję. Powiedz mi, chcesz dzisiaj na delikatnie, czy na ostro? - Och, mogę mieć wybór? – zdziwiłam się. „Jak w sklepie z zabiegami”, pomyślałam. - Dzisiaj tak – potwierdził. - A to jest jakiś dzień dobroci dla pacjentki? – chciałam wiedzieć. Poziom mojego nastroju wzrastał z sekundy na sekundę. - Mam po prostu taki dzień, więc decyduj – zachęcił mnie. - A mogłoby być takie pół na pół? – spytałam, nie mogąc się zdecydować. - A mogłoby być – zgodził się. – Myślałem nad jutrem. Jeśli dobrze to rozegramy, to będziemy mieć dla siebie godzinę od dwunastej, jak tylko skończę z tym panem, co jest przed tobą. - Całą godzinę! – ucieszyłam się. Nie spodziewałam się aż tyle! – Dzięki! - Ale wiesz, godzinę na was dwie – zaznaczył od razu. – Jeśli chcesz się uczyć przez godzinę, to wiesz. - Tak, wiem – rozumiałam doskonale. – Kosztem mojego zabiegu. - Właśnie – potwierdził. – To już jak chcesz. - Nie no, z mojego nie mogę zrezygnować – postanowiłam. Tak opcja nie wchodziła nawet w rachubę. – A jej w zupełności starczy pół godzinki. I tak mi tylko pokarzesz co i jak i będziesz mnie monitorować, prawda? - Usiądę sobie w fotelu, wezmę kanapkę i uwalonym w maśle paluchem będę ci pokazywać i wszystko krytykować! – nabijał się. Najwyraźniej sam też już był myślami w dniu jutrzejszym, też czekał na niego tak samo, jak i ja. - Tu źle robisz, tam źle, zobaczysz! - Jasne – chichrałam się. – Tylko wiesz, pokaż mi coś takiego, czym bym nie zrobiła nikomu krzywdy – poprosiłam. - W sumie to wszystkim można zrobić krzywdę – odrzekł. W tym momencie dołączyła do nas kierowniczka i poinformowała mojego masażystę: - Jakaś pacjentka znów o ciebie pytała. - Dobra, przecież dobrze wiesz, że zapisy są dopiero na przyszły rok – odpowiedział jej, wywracając oczami. - Oj, wiem, ale była raczej natrętna – wyjaśniła i znów wyszła z sali na komputer. - Widzisz, chcą się o ciebie pozabijać – podłapałam. - Tak, ale co z tego wynika? – zamyślił się. Nie wydawał się być jakoś szczególnie zachwycony swoją popularnością. - Masz chociaż satysfakcję – podsunęłam mu. - Tak, ale satysfakcji do garnka nie włożę – zauważył. - Prawda. – przyznałam. - I mówisz, że mam za długie paznokcie? – chciałam się upewnić, pokazując mu moje pazurki. - Zdecydowanie za długie – ocenił. – Będziesz musiała obciąć. Mają być takie, jak moje. - Ale to bardzo krótko – jęknęłam. – Przy takiej długości będą mnie palce bolały. - No, to zależy, co tymi palcami potem będziesz robić – drażnił się ze mną. - Nic nimi nie będę robić – parsknęłam śmiechem. Jednemu z pacjentów nagle zadzwonił minutnik. Jako, że kierowniczki nie było na sali, zaszczyt wyeliminowania wycia rzeczonego ustrojstwa i przepięcia pacjenta z wyciągu przypadł znów mojemu masażyście. - Muszę iść wyłączyć to urządzenie – powiedział. – Nie ruszaj się stąd. - A niby gdzie miałabym pójść? – zaśmiałam się. „Ta, jasne, z oliwką na plecach i z rozpiętym stanikiem przeparaduję się przez całą przychodnię”, kpiłam sobie w myślach. Mojego masażysty

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
REHABILITACJA: seria trzecia - Dotykoterapia — czytnik · opowiadania