przygoda · 1 godz. 21 min czytania
Rekin to ja :)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Jestem Jola
Nazywam się Jolanta Shark i mam dziesięć.... prawie jedenaście lat. Mam komórkę Nokia 34 10. Mój pies wabi się October, a kot Monk. Nie mam rodzeństwa. Mama pracuje w banku. Rodzice są po rozwodzie Jak już pisałam jestem Jola, choć w szkole czasem mówią o mnie Rekin. To przezwisko jest od nazwiska. Nie wiem czy jestem ładna czy brzydka. Mam cienkie kształtne brwi, ni okrągłą ni kwadratową brodę, grube czarne włosy sięgające po ramiona, które czesze różnie choć zazwyczaj są rozpuszczone. Posiadam kocie oczy :). Moim ulubionym językiem obcym jest angielski i choć się go nie uczę, często zaglądam do słownika. Na przykład moje nazwisko oznacza ,,Rekin”, imię psa to Październik a kota Mnich. Sama je wymyśliłam. Mój pies nazywa się po polsku Październik. Nazywa się tak, ponieważ urodziłam się w tym miesiącu, a dosłownie 11. 10. 1995 r. Jestem zodiakalną wagą. Mnich, mój kot nazywa się tak bo spodobało mi się imię Monk (co nie oznacza że mój kot ma jakieś spokrewnienie z mnichami 8)). Oprócz angielskiego lubię czytać gazety BRAVO i Twist, grać w The SIMS i słuchać The Black Eyde Peas . Siedzę sobie w domu i głaszczę Monka. Myślę o wycieczce zaplanowanej za miesiąc. Jest czwarty września. Nie mam co robić. Przyniosłam plecak i odrobiłam lekcję, patrzę a jutro sztuka a ja nie mam gumki. ,,Pożyczę od kogoś”myślę sobie.
Przygoda z gumką
Jest sztuka. Pani wyszła. Rysuję sobie rysunek, przedstawiający alejkę z wierzbami na której bokach są krzewy różane. Szkic wychodzi świetnie ale jest kilka błędów trzeba by je zmazać. Ale czym? Iza ma gumkę. Moja sąsiadka poszła do toalety. Miałam zamiar zabrać gumkę bez pytania, wtedy naskoczył na mnie ten wredny Mikołaj. -Ej! Co ty sobie wyobrażasz?! To twoje?!-Mikołaj buja się w Izce od drugiej klasy -E...nie- bąknęłam. -No to czego ruszasz?!-Mikołaj zaczął mnie wkurzać. -Co tu się dzieje-przyszła właścicielka gumki, Iza. -Jola chciała ukraść ci gumkę!-krzyczał Mikołaj. -Ja...nie-jąkałam się, udając zakłopotaną . -No widzisz?! Kłamie!-Mikołaj był bezlitosny :) -Mikołaj uspokój się! Daj dojść do głosu Joli -Iza nie była zła na mnie, ale rozgniewała się na Mikołaja - Jolu proszę wytłumacz. -No ja... chciałam pożyczyć gumkę-Mówiłam cicho, wiedząc, że będzie zabawnie. -Bez pytania-warknął Mikołaj. Kontynuowałam. -A ciebie nie było, więc... Mikołaj na mnie naskoczył!- Dokończyłam już głośniej -Mikołaju zachowałeś się niegrzecznie, przeproś Jolę-Iza mówiła spokojnie -A po co?- burknął Mikołaj teraz dopiero Iza się zdenerwowała. -,,A po co”?! Ty się pytasz ,,po co”?! Naprawdę nie masz wstydu! Oskarżasz Jolkę o kłamstwo i kradzież i nawet nie chcesz jej przeprosić! Nie mam pojęcia jak tak można! I to chłopak! -Iza, naprawdę nie musisz...-mówiłam cicho. Było to strasznie śmieszne, jednak starałam się tłumić chichot. -Ale chce! Jola przecież on cię obraził!-Iza była wytrącona z równowagi -No dobra. Przepraszam-szepnął Mikołaj. Iza była różowa na twarzy, z trudem łapiąc oddech ale jednak uśmiechnęła się i zaczęła rysować swój obrazek. Parę chwil później przyszła pani. Mój rysunek był bardzo ładny i miał...drugie miejsce. Pierwsze zawsze ma Iza, bo jak mówi pani jej obraz żyję i to prawda, jej obrazek, a nawet obraz jest zawsze wycieniowany i dokładnie wyrysowany. Iza jest bardzo utalentowana artystycznie. Mnie też wychodzi to dość ładnie. Podoba mi się praca Izy. Jej obrazek przedstawia półkolisto ustawione krzewy różane, w środku jest figura smutnej syreny trzymającej harfę, a trawa jest zrobiona z różnej grubości kreskami. ,,Ten obrazek rzeczywiście pasuje na pierwsze miejsce”-pomyślałam.
Tak nie może być
Rano obudziłam się z bólem głowy. Pewnie nie poszłabym do szkoły, ale dziś zostałam sama w domu i po lekcjach miałam iść do Kasi. Trzy lekcje jakoś wytrzymałam, ale na czwartej nie. Powiedziałam to pani -Paluszek i główka to szkolna wymówka- zacytowała pani od j. polskiego -Ale... proszę pani...-mówiłam. -Rzeczowniki w formie...- kontynuowała lekcje. -Proszę pani ona jest chora- powiedziała Iza -Nie przeszkadzajcie, bo się nic nie nauczycie-dodała zdenerwowanym tonem nauczycielka. Podeszła do mnie Kasia -Ona ma temperaturę!- krzyknęła Kasia -Dość tego nie będę tolerować takiego zachowania- krzyczała nauczycielka-Kasiu dostajesz uwagę, a ty- zwróciła się do mnie- nic ci nie jest. Dlaczego nie powiedziałaś tego wcześniej?-wolałam nie odpowiadać bo oberwała bym. Kolejna lekcja to historia. Głowa bolała mnie potwornie. Myślałam że wytrzymam, ale nie mogłam. W pewnej chwili zaczęło mi się zbierać na wymioty. Jak oparzona wyskoczyłam z ławki i pobiegłam do łazienki. Zrzuciłam całe drugie śniadanie. Wróciłam czerwona i zapłakana. Nasza pani jest wyrozumiała i nie potrzebowała wytłumaczenia. Spytała tylko czy nie chce iść do domu. Odpowiedziałam że po szkole miałam pójść do Kasi bo mojej mamy nie ma w domu. Powiedziała że mam pójść z nią do pokoju nauczycielskiego. Tam dała mi tabletki i kazała położyć się na kanapie . Bez zbędnych pytań ulokowałam się we wskazanym miejscu i w końcu zasnęłam. Gdy się zbudziłam siedziałam na krześle dla nauczycieli. Przed oczami miałam sufit. Przetarłam oczy okazało się, że przespałam wszystkie lekcje. -Obudziła się- poznałam głos Kasi -Co się...- mamrotałam -Cała klasa została w szkole aby poczekać, aż się zbudzisz-szepnęła -Która godzina?-spytałam -W pół do czwartej- odpowiedziała obojętnie -CO!!!-zerwałam się na równe nogi i ponownie upadłam. -Mieliśmy cię zbudzić... ale tak smacznie spałaś...- Kasia udawała zmartwioną, ale ja zawsze ją poznaję. -Skoro już tu jesteśmy, to możemy tu zostać- powiedział Rafał. -Jasne- podniosłam się z krzesła i ruszyłam w stronę okna. -Gdzie idziesz?- Trochę z lękiem, zapytała Kasia. -Przecież się tu podusimy- uśmiechnęłam się -raczej nie wyskoczę. Po godzinie poszłam razem z Kasią do domu. Rozmawialiśmy o Dorocie ( nowa uczennica) . -Dorota też czekała?- spytałam -Yyy... tak -zrobiła skruszoną minę -Co się stało?- zapytałam, bo wiedziałam, że coś jest nie tak -Czemu pytasz?- zapytała obojętnie -Wiem że doskonała z ciebie aktorka ale mnie nie nabierzesz -No... rozmawiałam z nią- odpowiedziała -I...-dodałam -Zapytała czy nie zostałybyśmy kumpelami -A ty się zgodziłaś-dokończyłam za nią -Błagam o wybaczenie- naprawdę była skruszona. -Nie jestem zła, ale jak możesz przyjaźnić się z nią i ze mną. Tak nie może być- odparłam prosto. -Normalnie-burknęła wzruszając ramionami -Dorota jest bardzo lubiana, a ja teraz stracę przez nią przyjaciółkę- wkurzyłam się. - To nie prawda!- ma honor przyjaciółki. -Boje się, że tak będzie. Sory, ale musze wyjść- i poszłam w stronę parku. Kasia zaczęła mnie gonić -Ale ty masz przyjaciółkę Izę! A ja nie robie ci wyrzutów!- krzyczała. -Iza i ja kumplujemy się tylko jako koleżanki- warknęłam- ale ty Izę też lubisz! -To nie fair! Skoro tak, nie musimy się przyjaźnić!- krzyknęła. Spojrzałam na nią -Taak...-powiedziałam smutnym głosem- Proszę bardzo!- wrzasnęłam i poszłam dalej. Dopiero nad stawem, przypomniałam sobie, że mam wszystkie rzeczy u Kasi. Dlaczego Dorota sprowadziła się tu! Och... DLACZEGO?!! Popłakałam sobie troszkę. O nie! Z przodu mnie idzie Bartek z kumplami! Chyba nie wytrzymam! To najgorszy dzień w moim życiu! -Si emka, Jola!- przywitał mnie kolega ze szkoły. Si...sie ma- odpowiedziałam pochlipując Jola... ty płaczesz?- Co za pytanie! Oczywiście że płacze! Nie, śpiewam-odpowiedziałam ironicznym tonem i podciągnęłam nosem. Nie zauważyłem-odparł głupkowato. Parsknęłam śmiechem. Proszę- podał mi chusteczkę Dziękuje-otarłam łzy i podniosłam głowę. Nie było nikogo prócz Bartka A gdzie twoi kumple?- zapytałam Oni... poszli- odpowiedział jąkając się Dlaczego?- spytałam No, po prostu-odparł obojętnie Bujasz- powiedziałam Dlaczego?- miał bardzo niewinny głos Bo po pierwsze się kłóciliście, a po...-zaczęłam My się często kłócimy-przerwał mi A po drugie- ciągnęłam- wszyscy poszli w tę samą stronę No, to co?- burknął Normalka- powiedziałam No dobra- zaczął - chłopaki zobaczyli cię z daleka i... I...-dodałam- Albo nie...- ponownie się rozpłakałam, bo przypomniała mi się rozmowa z Kasią Dlaczego płaczesz- zapytał- to przeze mnie? Nie... to przez... Kogo?-wypytywał Hej! Czy to nie ty miałeś opowiadać-uśmiechnęłam się przez łzy Najpierw ty- powiedział Ty!-odparłam ja Ty!!-on TY!!! -ryknęłam. Ok, ok tylko nie krzycz-uspokajał mnie- więc tak. Chłopaki zobaczyli cię z daleka i powiedzieli, że beksa z ciebie a ja... powiedziałem, że każdy może się rozpłakać, a oni powiedzieli, że jestem idiotą i takie tam- opowiedział. Byłam pod wrażeniem. Po raz pierwszy jakiś chłopak mnie obronił. I właściwie, to było miłe. Teraz ty- rozkazał :D No dobra- mruknęłam- po szkole rozmawiałam z Kasią o Dorocie i...-opowiadałam Rozumiem- przerwał mi Bartek Ale skąd...-chciałam zapytać Po prostu słyszałem, jak Dorota rozmawiała z Kasią. Nie wiem dlaczego się przejmujesz. W końcu Dorota to fajna dziewczyna.- mówił Nie prawda! Jest wredna! A w ogóle ty nic nie rozumiesz! Po co tu przyszedłeś!- wybuchłam płaczem Już sobie idę, skoro przeszkadzam- obraził się Przepraszam – szepnęłam- możesz zostać Jolka, jestem chłopakiem. Nie rozumiem wszystkiego tak jak wy-odpowiedział Wiem. Mogę dokończyć tamtą historię?-zapytałam Jasne- odparł No dobra, a wiesz o czym rozmawiały? Nie wiem... chyba o jakiś butach... na początku. A później... nie wiem- wyliczał No to Kasia powiedziała, że zostały przyjaciółkami-powiedziałam szybkim i obojętnym głosem Acha...-zamyślił się- i ty zrobiłaś jej małą awanturę a ona... Kasia...- kiwnęłam głową-No to Kasia powiedziała że to nie fair... i się na siebie obraziłyście?- powiedział i tak znając odpowiedź No nie do końca. Bo ona powiedziała, że skoro tak to nie mamy się przyjaźnić-skończyłam opowiadanie. Rozumiem. Czułem się tak jak pobiłem się z Arkiem. Ale my nie przyjaźnimy się aż tak poważnie. Oczywiście chodzi mi tylko o to że możemy kumplować się też z innymi-odpowiedział widząc moją minę Dzięki za pocieszenie-powiedziałam ironicznym tonem Sorry. To nie miało tak zabrzmieć-skruszył się Wiem. Słuchaj, przepraszam cię ale za dziesięć minut przyjedzie moja mama i musze iść Cześć-powiedział zamyślony Cześć-odparłam bezbarwnie. Gdy odeszłam kawałek zaczął mnie gonić Kasia, mieszka dwie ulice stąd, może...- zaciął się- mógł bym cię odprowadzić?- zapytał Jasne- odpowiedziałam po chwili, bo na początku mnie zatkało. Szliśmy w milczeniu. Kiedy doszliśmy... No, to na razie.- powiedział. Pa- powiedziałam i odwróciłam się ale po chwili obejrzałam się- wiesz, fajny z ciebie kumpel- uśmiechnął się. Zapukałam do drzwi. Otworzyła Kasia była czerwona na twarzy. Nie odzywając się poszliśmy do pokoju. Usiądź- powiedziała słabym głosem. Zrobiłam to powoli. Panowała niezręczna cisza, którą po chwili przerwało pukanie do drzwi. To była moja mama Hej, dziewczynki! Co robicie?- zapytała wesoło. Rozmawiamy!- powiedzieliśmy chórem i spojrzeliśmy w podłogę. No to – spojrzała na mnie- chyba będę musiała wam przerwać bo pora iść do domu. Dobrze- mruknęłam. Po paru minutach jechałam już samochodem do domu. Co się stało?- spytała spokojnie mama Nic- odpowiedziałam, aż zbyt żywo Mnie nie oszukasz. Ty i Kasia byłyście mało rozmowne i nawet się nie pożegnałyście No i co z tego?- burknęłam To z tego że to nie w waszej naturze. A Kasia wcale się do ciebie nie odzywała. Czy to nie o nią chodzi?- moja mama zawsze wszystko wie, czasami to mnie denerwuję No, bo się pokłóciłyśmy. I....- przypomina moją gadkę. Po kimś ją odziedziczyłam. Zaczęło się w domu...- opowiedziałam całą historię od obudzenia rano, ale nic o Bartku. No, bo jak gadać z własną matką o chłopakach?! :D. To smutne. Ty i Kaśka to były bardzo dobre kumpele. Skąd ty masz taki charakter...- westchnęła. Po tobie- powiedziałam i zaczęłyśmy się śmiać. Przytuliła mnie. Samochód się zatrzymał. Poszłam z mamą do domu. Weszłam do pokoju i wzięłam do ręki pamiętnik. Opisałam całe zdarzenie. -Kochany pamiętniczku, bardzo bym chciała obudzić się dziś jeszcze raz i nie dopuścić do tego zdarzenia- pisałam– z drugiej strony przyjemnie się rozmawiało z Bartkiem. Jest świetnym chłopakiem. Właściwie bardzo fajnie byłoby... a nie ważne. -Rybko, chcesz kakao!?-zawołała mama z kuchni. Tak, poproszę-odparłam w zamyśleniu Słucham?- weszła moja mama- Co się dzieje? Nic... zastanawiam się- odpowiedziałam. A nad czym?- wypytywała Nad... a co to? Przesłuchanie?- zdenerwowałam się Córeńko...-zaczęła Nie chce – urwałam Cóż... a chcesz kakao Poproszę- powiedziałam Wstałam i podeszłam do okna. Padał deszcz. Chodnikiem szedł jakiś człowiek. Bez parasola. Przemoczony. Biednie ubrany. Patrzał w chodnik. Był to bardzo smutny obraz. Otarłam ręką twarz. -Podano do stołu- wróciła mama z kubkiem kakao Dzięki- uśmiechnęłam się Nie ma za co- puściła mi oko Położyłam się wcześniej spać.
W końcu warto spróbować
Część 22 / 3
Minęły dwa tygodnie. Dorota szybko została sławna na całą szkołę. Nawet mini grupę, składającą się z: Arka ( mój kumpel, który jak doszły mnie słuchy, się w niej zabujał), Bartka ( super gościa z naszej klasy), Kasi ( tej wrednej...) no i oczywiście tej wiedźmy Doroty. Czułam się bardzo samotna. Pomimo tylu koleżanek, Kasia cały czas była na pierwszym miejscu. A ona rozmawiała wesoło z Dodą- Kłodą. Byłam taka zła, że wymyśliłam jej przezwisko. Mama dostała awans i pracuje teraz za trzech więc nie ma za wiele czasu. Nie dziwie się jej. Wstaje przede mną. Robi mi i sobie kanapki. Odwozi mnie do szkoły. W pracy nie tylko wydaje ludziom pieniądze ale także liczy, przepisuje, robi szefowi kawę i pracuje za koleżankę więc pracuje dwa razy dłużej. Czyli do 19:30. Po szkole wracam do domu na piechotę. Podgrzewam to co ugotuje mama i robię to co zwykle. Moja mama ma piękne blond włosy, kocie oczy ( zupełnie jak moje), a jej bardzo młodą i śliczną twarz nie długo zniszczy stres. Ubiera się zgodnie z modą. Co wcale nie oznacza, że ciągle kupuje nowe ciuszki. Wręcz przeciwnie. Nie lubi chodzić po sklepach. Właściwie ja zawsze lubiłam oglądać ciuchy, ale ostatnio tylko spaceruje po sklepach. Bez entuzjazmu, po prostu aby wejść i wyjść. Pewnego dnia, krzątałam się po centrum handlowym. W pewnym sklepie zobaczyłam Kasie. Ona chyba też mnie zobaczyła bo ruszyła w moją stronę. Udawałam że jej nie widzę, ale na niej nie wywołało to najmniejszego ważenia. Masz zamiar unikać mnie cały czas?- zapytała zdenerwowanym głosem Kasia Ja nic nie mówiłam- odpowiedziałam nawet na nią nie patrząc Wiesz co? Nawet nie mam zamiaruj z tobą gadać! - krzyknęła i odwróciła się, a po chwili rzuciła mi się na szyję- Błagam! Nie zostawiaj mnie!- szlochała, na niby- Nie mogę wytrzymać bez ciebie! Jasne... nie duś mnie- powiedziałam wyrywając się z jej uścisku Co jasne? – spytała, kiedy strząsnęłam ją z siebie No wiesz.... stęskniłam się za tobą pokrako!-zawołałam. właściwie, warto spróbować. A ja?! - krzyknęła Nie wrzeszcz!- skarciłam ją . Dobra- uśmiechnęła się do mnie Wiesz co? Chciałabym poznać Dodę - Kło...yyy... Dorotę - pomyliłam się. ,,Dodę”, co?- zapytała krzywo na mnie patrząc. A... nie ważne.- odparłam. Acha... . To super!- pisnęła po chwili.- Ona jest bardzo fajna... ale nie tak jak ty- dodała na wszelki wypadek. Na pewno- dodałam z uśmiechem- Ale na razie powiedz mi jak wyglądam w tej bluzce- i zaczęłyśmy przymierzać ubrania. Minęła godzina. Poszłam z Kasią do Doroty. Trochę byłam przestraszona. Ale Kasia powiedziała że Dorota jest miła, a do tego jest tak lubiana że zna pół szkoły. Pomyślałam że jak dam mówić Kasi to będzie dobrze. Kasia zadzwoniła i otworzył nam lokaj. Weszliśmy do wielkiego domu, powiedziałam z zachwytem ,,wow”. Było tam przepięknie. Pokój (hmm... a może komnata? :D), był ogromny. Przy wielkich frontowych drzwiach, stały dwie rzeźby. Tu i ówdzie wałęsała się służba. Na marmurowej podłodze leżał dywan z tygrysa. Kasia powiedziała że to nie prawdziwy, ze względu na Dorotę, bo ona nie lubi myśliwych którzy niepotrzebnie zabijają zwierzęta. Było tam wiele drzwi ale Kasia poprowadziła mnie schodami. Był to taki jakby balkonik. Dalej poszłyśmy korytarzem pełnym prawdziwych dzieł sztuki. Przedstawiające między innymi: portrety sławnych ludzi i chyba członków rodziny, pejzaże, martwą naturę. Szczególnie spodobał mi się obraz który przedstawiał stare zamczysko. Wyglądał upiornie. Prowadziła do niego droga, która po bokach miała drzewa iglaste. Zamek miał cztery wieże a wrota zamku były otwarte. Prowadziła do niego kręta droga nad przepaścią. Niebo było zachmurzone. Padał deszcz. Niestety, nie było tytułu, więc wymyśliłam sobie taką nazwę ,, Polana w... Lesie “. Dałam tam wielokropek ponieważ nie mogłam nadać temu lasu nazwy. Kiedy tylko wpadł mi do głowy jakiś pomysł zaraz był dla mnie całkiem do bani. Ale pomyślałam że później się zastanowię. Potem, natrafiłam na obraz identyczny do tego którego widziałam parę tygodni temu w oknie. Zapytałam Kasie czy wie kto go namalował. Nie wiedziała. Potem spytałam kiedy skończy się ten korytarz. A ona odpowiedziała, że jeszcze godzinę, ale chwile później skręciłyśmy w jakiś ciasny korytarz i doszliśmy do ogromnych szklanych drzwi. Kasia zapukała. Ktoś zawołał proszę. I weszliśmy. Było tam wspaniale. Na ścianach były powieszone plakaty różnych, znanych zespołów, chyba najnowszy komputer na świecie, łóżko przypominało bardziej ogromnego kota, ale jednak to było łóżko. Ściany były beżowe, a na podłodze była biała wykładzina. Ogromna szafa i wiele półek, zastawione było porcelanowymi figurkami i wieloma dziwnych i orginalnych rzeczy. Drewnianych, metalowych, z różnych kości, z kamieni szlachetnych... itp. Biurko było wykonane z jakiegoś egzotycznego drzewa. Stało także kino domowe i wieża stereo, obok którego leżało chyba ze tysiąc płyt. Ogółem to pokój z moich marzeń. Cześć, Dorota!- zawołała Kasia Yyy... Cześć dziewczyny- zdziwiła się chyba moim widokiem, Dorota. Przejdę do rzeczy. Macie się polubić. I to szybko!- rozkazała Wiesz, Jolu...- zaczęła nieśmiało Dorota- ja... cię bardzo polubiłam. Patrzałam na twoje zachowanie, a w ogóle Kasia dużo mówiła o tobie Dorota... ja myślałam o tobie, ale byłam taka zła że nie mogłam myśleć o żadnej zalecie. Ale wydaje mi się że masz ich więcej niż ja. Na pewno. Przestań. Nie mów tak, bo to nie prawda- powiedziała sympatycznie Dorota Nie była rozpuszczoną, jedynaczką jak myślałam. Wręcz przeciwnie była dość miła, choć Kasia mówiła że jest BARDZO płaczliwa i bojaźliwa, a już naprawdę nienawidzi różnych, że tak powiem, ohydztw. Teraz,co do jej wyglądu. Ma czarne, długie włosy, związane w warkocz, Piwne oczy i bardzo delikatne rysy twarzy. Można by powiedzieć, że jest trochę jak lalka barbie. Dorota, chciałam cię spytać... czy nie będziesz miała ze mną pokoju?- (na wycieczce) spytałam szybko Ja?- zdziwiła się chyba ze szczęścia Dorota. Proszę- poprosiłam Naprawdę chcesz? Och... Dzięki, dzięki,dzięki...- śpiewała Dorota Nie ma za co- uśmiechnęłam się Co mam dla ciebie zrobić?- powiedziała Nic, głuptasie. A może... mogłabyś powiedzieć kto namalował pewien obraz w tym korytarzu- wpadło mi na myśl. Myślałam o tym człowieku. I też trochę o tym zamku. Nie ma sprawy- puściła mi oko.- Ale zejdźmy na dół i sama go mi pokażesz. Jasne- odparłam. Kasia odetchnęła z ulgą. Poszłyśmy na dół. Dorota nie wiedziała kto namalował te obrazy. Powiedziałam że nie ma problemu. Szkoda. Później, poszłyśmy zobaczyć jej psy. Dorota ubierała się zgodnie z modą. Zawsze starała się podkreślić swoją urodę. Na przykład dziś, założyła beżową sukienkę, puchowe niby-kozaczki (mówiła, że to tylko wysokie buty) i futrzane bolerko. Kiedy wracałyśmy z Kasią do domu, usłyszałyśmy jakieś hałasy, odwróciłyśmy się gwałtownie, ale nic tam nie było. To pewnie kot.- powiedziała trzęsącym się głosem Kasia. Coś huknęło. Koty nie przewracają koszów na śmieci- odparłam. Coś wybuchło. Coś uderzyło mnie w głowę. To była ludzka ręka. Cała od krwi. Błe... AAA!!!- zaczęłyśmy krzyczeć. Jakiś łysiejący, gruby facet, z budynku obok, wyjrzał z okna. Co się dzieje! Smarkule do domu! Gdzie się włóczycie po nocach!- krzyczał. Rzuciłam w niego ręką A jak pan to wytłumaczy- powiedziałam ze łzami w oczach. Obie z Kasią ryczałyśmy jak małe dzieci. Ja wam pokaże smarkacze jedne! Już wam się odechce...- burczał Ale my nic...- zaczęłam Kochanie nic się nie stało. Zaczekajcie chwile.- powiedział miło. Wyszedł do nas i skierował się do koszów na śmieci.- Smarkacze jedne! Niech no tylko dojdziemy do domu- ciągnął za uszy dwóch chłopaków. To byli nasi koledzy z klasy. Jaś i Kuba. Dwaj nieznośni bliźniacy. Obaj rudzi jak wiewiórki, ale zachowują się czterdzieści razy gorzej. Śmiali się tak szczerze i głośno, że aż w oczach mieli łzy. Posłałyśmy im piorunujące spojrzenia. Dziewczynki, chodźcie z nami.- zaprosił nas miło ten pan. Z chęcią weszłyśmy do środka. Dostaliśmy herbaty - Skąd jesteście?- spytał grzecznie ojciec łobuzów Ja z ulicy Niepodległości- odparłam A ja z Jana Pawła- odpowiedziała Kasia To dość daleko. Zaraz, zaraz... czy wy nie chodzicie z tymi patałachami do klasy? Niestety, tak- burknęłam Nie powinnyście chodzi same po nocach. Uciekł bardzo groźny przestępca. Zadzwonię po wasze matki aby was odebrały. Dobrze?- spytał. Kiwnęłyśmy głową.- Jaki numer?. Mama przyjechała zdenerwowana. Wzięła nas. W domu powiedziała że nieodpowiedzialnie jest samemu włóczyć się po nocach. Cóż, było niespokojnie. Ale było, minęło. I w końcu przyszedł miły, spokojny sen.
Dziwne kształty
Minęło parę tygodni. Dziś jedziemy na dwa tygodnie, na wycieczkę. Może nie będę się dobrze bawić, ale w to wątpię. W końcu nie będę tam sama. Jedziemy autobusem już z dobrą godzinę. Jesteśmy już blisko... auł! Ktoś uderzył Kasie kulką. Au... mnie i Dorotę też. Obejrzeliśmy się a to Bartek z Arkiem. Zaczęli chichotać. Obrażone odwróciłyśmy się i chwile później zatrzymał się autobus. Wyszliśmy z autobusu i czekaliśmy na ,,rozkazy”. Gdy już wszyscy wyszli, autobus odjechał i chwile później przyszli nauczyciele. -Zaraz pójdziemy do pawilonów, gdzie rozpakujemy torby. Jest problem. Dziewczęta będą musiały mieć pokój z chłopcami. Przykro mi ale nic nie mogę na to poradzić. Teraz dobierzcie się piątkami - skończyła nasza wychowawczyni. O nie! Z chłopakami?! Szybko dobrałam się z Kasią i Dorotą . Zaczęłyśmy szukać chłopaków. -Może Arek i Bartek-po krótkim namyśle powiedziała Dorota -Będą chcieli?- spytała się Kasia -Jak będzie Dorota to na pewno-powiedziałam z uśmiechem -No, weź- Dorota udawała że jest zła. -Możemy się pośpieszyć?-Kasia bardzo nie chciała czekać,więc po chwili byliśmy już przy chłopakach. -Chcecie mieć z nami pokój?-Spytali się w tym samym czasie Dorota i Arek -Tak-dokończyli i zaczęli się śmiać -No to chodźmy, bo zabiorą wszystkie pokoje -Kasia była zniecierpliwiona. Pobiegliśmy po klucze i szybko do pokoju. To pomieszczenie nie bardzo przypominało pokój. Przypominało ono prostokąt, w którym były po umieszczane przedmioty. Przy jednej ścianie Była szafa i jedno łóżko, na kolejnych dwóch, dwa łóżka, a na ostatniej okno. Każdy usadowił się na jednym łożu. Obok mnie zajął miejsce Bartek. Gdy już wszystko było załatwione (a trwało to długo bo Kasia i Arek kłócili się o miejsce obok Doroty) Spytałam się o plan dnia który dostałam od razu. Z pomocą Doroty powiesiłam go na ścianie. Wyglądał on tak:
Poniedziałek 09.00. Przyjazd, zajęcie miejsc w pawilonach 09.30.Śniadanie 10.00Pójścię do ,,Małpiego Gaju” 11.00.Czas wolny 14.06.Obiad 14.39.Próba chórku 15.00.Zbiórka harcerska 17.00.Kolacja 17.33.Czas wolny 18.00. Ognisko 19.00.Klub gier
-Ju-chu!!! Jest klub gier- ucieszyła się Dorota -I ognisko -rozchmurzyła się Kasia (przegrała walkę o miejsce) -W porządku, ale zbiórka harcerska?- mam wątpliwości co do tego, bo nie jestem w drużynie- przecież nie wszyscy na nią chodzą, prawda?- zaniepokoiłam się. -Prawda- odparła Kasia- nie chodzę na to -Ja też nie- powiedział Arek -I ja-zgodził się Bartek -A ty, Doroto?- spytałam -No co w końcu każdy może!-wybuchnęła Dora -OK, OK- uspokajałam ją -Mhm...-mruknęła Kasia- darujcie sobie te uprzejmości i chodźcie obejrzeć teren, mamy jeszcze 10 minut- dodała spoglądając na zegarek. Wyszliśmy i poszliśmy w lewo. Rozmawialiśmy o zbiórce harcerskiej . Po drodze mijaliśmy różne drzewa. Doszliśmy do płotu. Skręciliśmy w lewo . Tam były jakieś pawilony i... . Zauważyłam, chyba wszyscy zauważyli, za płotem, nad lasami kształt. Po prostu kształt. Trochę przypominał literkę M i odrobinę piramidę. -Yyy... co to jest?- zdziwiła się po dłuższym czasie Kasia -Nie mam pojęcia- palnął z otwartą gębą Arek. -To dziwne fakt, ale śniadanie trwa już 10 MINUT!!!-Powiedziała Kasia i prędko pobiegliśmy do stołówki. Oczywiście dostaliśmy ochrzan i nawet karę. Objedliśmy się strasznie. Gdy wróciliśmy, przyszedł nauczyciel i powiedział że za kare nie pójdziemy na zbiórkę harcerską. Też problem, mi i Kasi nie zależy chłopakom też nie, ale Dorocie chyba trochę . -Nie bój się to tylko dziś- powiedział do niej Arek. -Właśnie. Może skoro nie idziemy na zbiórkę pójdziemy na tam to miejsce- zaproponowałam, na co kiwnęli głowami. 10 minut później szliśmy do ,,Małpiego Gaju” było tam super! Jest bardzo dużo wysokich drabinek. Podobno tu ćwiczą żołnierze. Chodziliśmy i chodziliśmy, aż wyszliśmy. Teraz zamiast czasu wolnego, musieliśmy iść do nauczycieli po minusa do ,,organizacji wycieczek” to jakby taki dziennik. Godzina wytłumaczenia, oczywiście kłamaliśmy, bo i tak by nam nie uwierzyli. Mieliśmy jeszcze 3 godziny, ale od ,,Małpiego gaju” i staniu przy nauczycielu strasznie bolały nas nogi. Leżeliśmy i rozmawialiśmy tak, jakby każdy zapomniał o dziwnym kształcie. I zasnęliśmy. Puk, puk – ktoś stuka do drzwi. Szybko wyszłam żeby nie zbudzić reszty. -No, prędko obiad za chwile- powiedział zarozumiale Magda, lizus nauczycieli. -Ale oni śpią- mówiłam szeptem -To ich zbudź, śpi się w nocy – Magda bardzo lubi obrażać ludzi. -Odwal się- mruknęłam. -Licz się ze słowami- może Magda uważa się za największą mądrale w szkole, ale na pewno się myli. -Bo co? Grozisz mi?-nagle wezbrała mi się wielka odwaga, przecież bronie też chłopaków ^^. -Daj spokój- burknął ktoś za moimi plecami- nie warto strzępić sobie języka na takie... -Bartek tylko dokończ a powiem pani- w oczach Magdy pojawiła się mieszanina złości i zazdrości. -Skarżypyty-dokończyłam- to też powiesz?- zagadnęłam jadowicie, a ta natychmiast się odwróciła. -Dzięki, właśnie miałem zamiar to powiedzieć – powiedział Bartek. -Nie ma za co – odparłam- ale chyba trzeba ich zbudzić, Dorota chyba nie chce opuścić kolejnej zbiórki. -Masz racje- zgodził się Bartek i zaczął szturchać Arka, na co ja Kasię. Gdy zbudziłam Kasie, nagle rozległ się wrzask. Wrzask ten był głośny i przeraźliwy. O mało nie pękła mi czaszka. I choć ten dźwięk był strasznie głośny to usłyszałam cichą melodie. Ta melodia choć cicha była przepiękna, ale bardziej przypominała melodie niż jakiś sławny śpiew. Dorota się zbudziła sekundę później niż skończył się ten ,,koncert” . Po drodze... -Czy ktoś ... yyy... to słyszał- bąknęłam -Ja.- odpowiedział stanowczo Bartek. -Ja też- zgodzili się Arek i Kasia. -Ale co?-zdziwiła się Dorota. Wszyscy otworzyli buzie żeby odpowiedzieć ale ja byłam szybsza -Nic - odparłam. Skoro tego nie słyszała to pewnie nam nie uwierzy. Dlatego w czasie obiadu wytłumaczyłam im moje kłamstwo. Zwialiśmy z chóru bez Doroty i zaczęliśmy gadać. -Słuchajcie to nie w porządku że nie ma z nami Doroty- powiedziała Kasia. -No- zgodzili się chłopcy i cała trójka spojrzała na mnie - Może macie racje, ale nie rozumiecie że to nie jest normalne?!-wszyscy z skinęli głowami- Może dostajemy świra? Przecież żartuje- dodałam pośpiesznie gdy zobaczyłam, że wszyscy zbledli -Zrozumcie wiecie jaka delikatna jest Dora. Naprawdę lepiej jej na razie nie mówić. -Niby tak, ale... -Żadnych ale, nie mówcie nic Dorocie -Czego mają mi nie mówić?
Małe kłamstwo
Dorota stała w drzwiach . Wszyscy wpatrywali się w nią w zdumieniu, ale ja poczułam się podle. Przecież okłamywać jedną z najlepszych kumpel? Ale co mam zrobić. Myśl, Rekinie myśl. -To miała być niespodzianka, ale nie potrafię okłamywać przyjaciółki- jestem wredną przyjaciółką -Skoro tak mogłaś dać szanse innym- powiedziała Kasia znakomicie udawanym, obrażonym tonem. Dorota uśmiechnęła się -Cóż szkoda że się dowiedziałam, ale skoro tak, to mi jej nie róbcie. -Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem- zażartowała Kasia, ale gdy Dorota zrobiła dziwną minę szybko dodała- naprawdę, bo jak już wiesz to nie możemy jej zrobić. -Ta jasne. Ale jest jeszcze jedna sprawa, dlaczego nie byliście na chórze -Właśnie z tego powodu- odparł Bartek -Okej.- powiedziała niezbyt przekonującym tonem. Przez całą tę sprawę omal nie zapomnieliśmy o ,,kształcie” ale oczywiście Kasia nam przypomniała popędziliśmy na miejsce ale kształtu nie było. Spytałam czy pamiętają która była wtedy godzina -Coś koło 9-powiedział Arek-chyba za dziesięć minut śniadanie. 09.20 tak dokładnie, chociaż... to już była pewni 9.30, jednak równie... -Sprawdzimy jutro- przerwała mu Dorota odwracając się- powinniśmy pójść do pokoju. -Dobra – zgodziłam się -Jasne- Bartek też -Okej-I Arek -A ty Kasiu?- Kasia patrzała w jeden punkt. -Mam pomysł ale chodźcie do pokoju -Właśnie to zaproponowałam-dodała Dora ze złością Pomysł Kasi wcale z początku nie był fajny' -Po prostu myślę że powinniśmy założyć jakiś mały klub. W końcu wszyscy jesteśmy przyjaciółmi, - przyjaciółmi! Na prawdę ,,my”. Należę do ich grupy. Juchuuu!!!- myślę że ja będę szefem -DLACZEGO TY!!!- ryknęli wszyscy chórem. -Dlatego że wy jesteście już parami. No sami spójrzcie Dorota, Arek. Jola...Dobra a ja zostaje sama i już. -Niech ci będzie jesteś szefem.-Arek odpowiada . -I cała grupa będzie prowadzić śledztwa. Więc teraz przydzielmy zadania. -Chcesz nam rozkazywać -Arek chyba trochę się z nią drażnił -Tak, a szefa się słucha więc posłuchajcie. Jola narysuj kształt. Bartek pomyśl nad tym wrzaskiem... -Jakim wrzaskiem?- Dorota nie wie o co chodzi ale trudno. -Arek chmm... ty... Resztę zadań ustalę po obejściu drugiej strony podwórka. Więc poszliśmy w prawo. Po drodze szliśmy alejką wierzbową po której bokach były... krzewy różane? Przecież to dokładnie tak jak na moim rysunku. -Aaach... jakie piękne kwiaty-zachwyciła się Dorota i chwile później Arek podał jej pęk czerwonych róż . -Dzięki- zarumieniła się Dorotka. Kasia i ja zachichotałyśmy. Dalej zaczął się bardzo ponury las -Nie chcę tam iść- powiedziała drżącym głosem Dorota -Wygląda ponuro-dodała Kasia -Nie bój się Arek cię obroni- zakpiłam. -Cha, cha, cha bardzo śmieszne-urażonym tonem odparła Dora. -Co racja, to racja. Bo skoro Arek zdobył się na odwagę raz, no to może i drugi raz mu się to uda-powiedział Bartek zupełnie zwyczajnym tonem. -Ja tylko żartowałam...- zmieszałam się -Skończcie już. Jestem szefem i mówię że idziemy dalej- powiedziała stanowczo Kasia. Dalej już nikt nic nie mówił tylko poszliśmy dalej. Doszliśmy do rozdroża -Rozdzielmy się- rozkazał szef -Lepiej nie -przestraszyłam się- możemy się zgubić. -Jolka ma racje, to trochę niebezpieczne- poparł mnie Bartek . -Powiedziałam IDZIEMY!!!.-ryknęła Kasia. Jak Kasia ryknie to nie można jej się sprzeciwiać. -Arek idzie z Dorotą i ze mną, a Bartek z Jolą. -Yyy... dobra- odparł spoglądając na mnie. Poszliśmy z Bartkiem w lewą ścieżkę . Tam nie było nic ciekawego. Całkiem zwyczanjie wyglądające drzewa i krzaki. Kilka muchomorów i... -Auć! Co to... -wskazałam na żółty głaz- JEST?!!!-krzyknęłam przerażona rzucając przedmiotem. To nie był głaz, to była czaszka. - Chodź, pokażemy reszcie- powiedział Bartek spoglądając podejrzanie na czaszkę. Poszliśmy do reszty, ale nie mogliśmy ich znaleźć. Szliśmy już z pół godziny. Aż doszliśmy do płotu. Tam kucała Dorota i Arek a Kasia wspinała się po płocie. -Ej! co ty tam robisz- powiedział Bartek, tonem dorosłego mężczyzny, któremu narusza się własność. Skutek była taki że Kasia spadła z płotu a Arek z Dorotą wskoczyli w krzaki. Zaczęliśmy się z Bartkiem śmiać. -Bardzo śmieszne- mruknęła Kasia, obcierając sobie obolałe pośladki. Arek i Dorota wyszli z krzaków, na co znowu zaczęliśmy się śmiać, ale tym razem z Kasią. -Kasia, co robiłaś na tym płocie?-spytałam, cały czas się uśmiechając -Próbowałam przejść. -Patrzcie, co znalazła Jola- na te słowa wzdrygnęłam się. Ta okropna czaszka. -Fuj! Co to ma być?- Dorota nie lubi takich rzeczy tak samo jak ja -Wow! Mogę ją sobie zatrzymać?- Dorota i ja spojrzałyśmy na Kasie krzywo- No co? -My, chcieliśmy wydłubać dziurę w zardzewiałym płocie-zmienił temat Arek. -Właśnie! Ta dziura to twoja robota, zrób ją- ach,ta Kasia. -Czyje? - zapytał Arek. -TWOJE!!!- ryknęliśmy wszyscy. -Wracajmy już- poprosiłam- to miejsce przyprawia mnie o dreszcze. -A co z tą czaszką?-Spytała Dorota drżącym głosem. -Zabiorę ją.-Kasia była bardzo uradowana Ruszyliśmy do pawilonów. Akurat za 5 minut miała być kolacja. Poszliśmy, ale nikt nic nie przełknął, nielicząc Kasi, która jak zwykle miała wilczy apetyt. Siedzieliśmy w pokoju słuchając muzyki którą przywiozłam. Nikt się nie odzywał, tylko Kasia śpiewała. I tak do ogniska. Wzięliśmy koce i udaliśmy się na miejsce. Tam, siedzieliśmy przy ognisku zajadając kiełbaski. Kasia nie zjadła nic, ale schowała kilka do pojemnika na śniadanie. Rozmawialiśmy o szkole, śmialiśmy się i poszliśmy do pawilonów. Kasia położyła na stole śniadaniówkę. A ja, spojrzałam na łóżko Kasi i spytałam -Gdzie masz... -Ciii! Niebezpiecznie jest mówić o tym tu- przerwał mi Bartek. Wszyscy przytaknęli głową -Ale gdzie ją masz?- zapytałam ostrzejszym tonem. -W plecaku- rzuciła Kasia. -Fuj! Jak możesz to trzymać w plecaku-wzdrygnęła się Dorota. -Jak nie będzie wam potrzebna to mogę ją zatrzymać? Proszę!- Na te słowa Dorota krzyknęła -FUJ!!!- Dora lekko przesadza. -Jasne! Ale póki co, nie mów o niej- powiedział Bartek spoglądając na Dorotę. Poszłam na Klub Gier z Dorotą. Arek, Bartek i Kasia zostali w pokoju. Kasia powiedziała że idzie się przejść. Arek powiedział, że będą z Bartkiem grać w warcaby. Powiedziałam że tam też można gra, ale oni powiedzieli, że tam za duży tłok ( Dużo tego ,,powiedziałam” ;)) Nie namawiałam. W każdym razie tutaj nie ma za bardzo co robić. Właściwie Dorota bawi się świetnie, ale ona zna całą masę ludzi. Bo na przykład ja, ograniczam się do poznawania towarzystwa. Chwile pograłam w ,,MONOPOL” i po kryjomu wyszłam z Klubu. Po kryjomu, bo jak już się wejdzie to trzeba zostać do końca. Miałabym niezłe kłopoty gdyby któryś z nauczycieli się dowiedział. Skradłam się do pawilonu i stałam chwile pod drzwiami. Nagle usłyszałam swoje imię, zamieniłam się w słuch. -Wiem, że to nie specjalna dziewczyna-usłyszałam głos Bartka. -Opanuj się. Przecież mógłbyś mieć każdą. Nawet Natalie z 4 c.- to powiedział Arek na co wezbrała się we mnie fala złości. -Mam to gdzieś. Jak ona spojrzy na mnie tymi swoimi zielonymi oczami to serce mi wali jak oszalałe.-,, jaki on uroczy-pomyślałam -To tak samo jak ze mną i Dorotą ale ja jej się chyba też podobam, nie?- ,,no pewnie, ale się jej dziwie”. Byłam gotowa wejść do pokoju i to powiedzieć ale się opanowałam -No pewnie- Bartek odpowiedział za mnie. -Słuchaj. Powiedz jej to- powiedział prosto Arek. Wydaje mi się że to by było najlepsze wyjście. -Coś ty! Jeszcze by mnie wyśmiała.- szybko dodał Bartek. W tym momencie usłyszałam głos Doroty. I Co teraz. Nie zastanawiając się dłużej weszłam do pokoju. -Cześć chłopaki!- przywitałam się . - Hej- powiedział drżącym głosem Bartek -Co tak siedzicie?-pytałam, aby nic nie podejrzewali -A nic.- odpowiedział Bartek. -Sie ma- weszła Dorota- Jola gdzieś ty była?-spytała mnie. Wszyscy na mnie spojrzeli a ja szukając wymówki zauważyłam puste łóżko Kasi -Szukałam Kasi- odparłam bez zastanowienia -A właśnie. Gdzie ona jest?- Wszyscy spojrzeliśmy na siebie i pędem pobiegliśmy w stronę lasu. Skąd wiedzieliśmy? Nie mam pojęcia. To było przeczucie. I nie myliło nas. Przynajmniej w pewnym sensie. Na miejscu zardzewiałego płotu, była ogromna dziura i kawałek spodni Kasi -No pięknie. I gdzie my ją znajdziemy- powiedziałam-Trzeba będzie tam pójść
Część 33 / 3
Zakazany Las
Szliśmy i szliśmy. Było już bardzo ciemno i zimno. -Zaraz zamarznę- powiedziałam – gdzie ona chodzi po nocach -Załóż ją- powiedział Bartek i podał mi kurtkę. -Ale...- zaczęłam. -Żadnych ale. Zmarzłaś- wpadł mi w słowo. Posłusznie założyłam kurtkę -Mi też jest zimno- powiedziała Dorota trochę krzywo patrząc na Arka. Arek tylko wzruszył ramionami -Wydaje mi się... wiem że to nie odpowiednia chwila... ale... kiedy my się zaprzyjaźniliśmy- dodałam szybko bo na początku chciałam opowiedzieć o podsłuchanej rozmowie. -Nie mam pojęcia- burknęła nachmurzona Dorota -Dorota i Kasia, ja i Arek- wyliczał Bartek -Nie prawda !- to był cios w samo serce - Kasia i ja byłyśmy najlepsze kumpele i... teraz przyjaźnimy się w trójkę- mówiłam to z wielką wiarą w naszą przyjaźń -Oczywiście mój błąd- szybko dodał Bartek. Mimo woli zarumieniłam się. Z jednej strony dlatego że Bartek tak szybko odpowiedział, a z drugiej dlatego że przecież kłóciłam się z Kasią i przez jakiś nie byłyśmy kumpelkami. Ale po co wspominać głupie czasy. -Hej! Tam się coś rusza!- Po godzinie zauważyłam coś- to Kasia Kasia kręciła się i w końcu nas zobaczyłam Co ty tu robisz!!!- krzyknęła Dorota- My cię szukamy, a ty siedzisz w krzakach!- po tych słowach wszyscy zaczęli się śmiać. Kasia wyszła z poważną miną Widziałam znaki, trzy czaszki i starą kartkę papieru zapisaną w innym języku- powiedziała bardzo poważnie Jak to...- zaczął Arek Mam to tu- i wyjęła z plecaka wszystkie wymienione rzeczy. Przeszły mnie dreszcze i innych chyba też I nie bałaś się- zapytała trzęsącym się głosem Dorota Nie- odparła stanowczo- trochę...-dodała po namyśle A co szukałaś w tych krzakach?- spytał Bartek Acha! Prawie bym zapomniała. Tam jest więcej kartek- po tych słowach wszyscy poszliśmy w stronę rośliny. Znaleźliśmy trzy kartki. A na nich były dziwne wzorki, obliczenia, i napisy napisane w obcym języku. Co to jest?- spytał Arek Nie mam pojęcia-powiedziałam – słuchajcie jest już po dwudziestej drugiej! O nie!!!-Krzyknęła Dorota- A jeśli sprawdzają pokoje!?! Chodźcie-powiedział Bartek. Poszliśmy do pawilonów. Gdy doszliśmy było w pół do dwunastej. Pawilony zamknięte O nie! I co my zrobimy?- Dorota się rozpłakała- Za dużo tych przygód... jak na jeden dzień. Nie płacz! - powiedział Arek Zaraz – myślał Bartek- ma któraś z was spinkę? Ja mam – odpowiedziałam. Podłubał w zamku i otworzył drzwi. Dorota rzuciła mu się na szyję Dość tych czułości- Burknęłam. Zazdrosna? Nieee... Może trochę... TAK!!! Weszliśmy do pokoju. Przebraliśmy się i zasnęliśmy.
* * * Następnego dnia, obudziliśmy się, albo raczej tylko ja, zbudziłam się około dwunastej. Reszta spała jak zabita. Wstałam i poszłam po plan dnia. Dostałam burę, ale powiedziałam że nie mogliśmy spać i dostałam nawet duży talerz ze śniadaniem. Gdy wróciłam wszyscy jeszcze spali. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo gdy podeszłam do stolika ktoś objął mnie w pasie. To była Kasia. -Jedzenia... jedzenia- mówiła słabym głosem -Śmiało! Coś się załatwiło.-uśmiechnęłam się. -Pychota!- pisnęła i porwała kawałek chleba z serem -No cóż . Reszta śpi więc... TO DLA MNIE!!!- krzyknęłam i rzuciłam się na jedzenie. Dlaczego?- powiedziała z uśmiechem Kasia która pożerała już drugi talerz bekonu A co to za hałasy?- zbudziła się reszta. Śniadanie do pokoju? Ale super!- ucieszył się Arek Nie! I jak się nie pośpieszysz to nic nie dostaniesz!!!- krzyknęła Dorota i porwała kanapkę z dżemem. Zjedliśmy wszystko i ubraliśmy się A plan dnia?- zapytała mnie Kasia Zaraz , gdzieś tu powinien być...- zaczęłam szukać- jest!
WTOREK
9.30. Śniadanie 10.00. Zbiórka Harcerska 11.30.Próba chóru 12.30.Lekcja ceramiki 13.25.Czas wolny 14.00. Obiad 14.30.wyjazd na basen 16.00. Czas wolny 17.00.Kolacja 17.30.Czas wolny 18.00.Dyskoteka
Fajnie. Powieszę go na ścianie- powiedział Bartek Jest dy-sko-te-ka! Jest dy-sko-te-ka!-śpiewała Dorota No nareszcie na basen- puściła do mnie oko Kasia. Uśmiechnęłam się do niej bo wiedziałam o co chodzi Była lekcja ceramiki-przeczytała Kasia No nie! Znowu przegapiłam ważną lekcje- Dorota znowu posmutniała A my mamy teraz czas wolny- powiedział z uśmiechem Bartek Super, a teraz proszę Kasie i idziemy się przejść -oznajmiłam Czekajcie idziemy z wami- powiedział ochoczo Bartek Przepraszam ale to sprawa... hm... dla dziewczyn- wyjaśniałam ze skruchom Jasne- odparł rozczarowany, jakby chciał dodać ,, wy zawsze tak samo”. A ja...- szepnęła Dorota Możesz- odpowiedziała Kasia. Bo ja patrzałam w podłogę Nie przejmuj się – pocieszała mnie Kasia gdy wyszliśmy Dlaczego zostawiliśmy chłopaków?- spytała Dorota Powiem ci- zaczęłam- bo chcemy wywołać wrażenie