Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 3 min czytania

Reklama

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Co się dzieje? Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? Wokół mnie jakieś półki i ścieżki, a w głąb nich ciemność. Boję się. Idę, idę, a im głębiej, tym bardziej półki wypełnione patelniami, garnkami i różnymi częściami ciała, głównie rękami. Co to? To chyba wiszący łeb świni, jak trofeum. Jest większy od głowy zwykłej świni hodowlanej. Przyjrzę się jej bliżej… ożyła! Z lewej świnia, z prawej świnia, potem z lewej znów świnia i tak na prawie każdym zakręcie! Mają białe oczy i mam wrażenie, że mnie nie widzą, większość stoi, ale niektóre idą za mną! O Boże, ta ma strzelbę! W lewo, prosto, w prawo, prosto, w prawo, w lewo, to nie ma końca! Chwila, widzę schody… z rąk prowadzące w górę półki, chyba mógłbym po nich przejść na drugą stronę. Tak ciężko się po nich wchodzi. Nie ma wyjścia, zbliżają się. Już jestem, prawie na szczycie, AAAAA… coś złapało mnie za nogę! Boże, to najobrzydliwsza ręka jaką widziałem, niech mnie puści! Zjeżdżaj!!! Wreszcie puściła, czas stąd wyjść (szybki skok i lądowanie). O mały włos. O nie, to chyba znów labirynt, ale zielony, pełen krzewów i kilka metrowych żywopłotów. Chyba nie będę znowu łazić bez końca! A to co? Schody? Ale te idą w dół. Po krótkim namyśle schodzę. Dziwne, pokoje są różne, w większości czarno-białe, ale są też niebieskie, zielone, był też jeden czerwony i wszystkie pełne korytarzy. Te schody chyba nie mają końca. Są wreszcie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%