Psychologia · 11 min czytania
Relikt z przeszłości
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Czy to się kiedyś skończy? - drżącą ręką, powoli jak w zwolnionym tempie sięgnęła po kolejną tabletkę na uspokojenie, która chociaż na jakiś czas pozwalała jej normalnie funkcjonować. Ten strach jak zły koszmar odbierał jej resztki człowieczeństwa. - To moja wyobraźnia, – ale czy napewno? Popielniczka pełna niedopałków, walające się po podłodze ubrania, o które można było się przewrócić, sterty nieprzeczytanych kolorowych czasopism, przedstawiały żałosny widok - powoli sięgnęła po pióro, tabletka zaczęła działać, poczuła się spokojniej, ale drżenie rąk nie pozwalało swobodnie utrzymać go w ręku. Nerwowym wzrokiem błądziła po zagraconym mieszkaniu, które jeszcze nie tak dawno uważała za swój azyl i przystań, o którą tak dbała. - Muszę pisać… muszę pisać… Tamten dzień… to było dokładnie cztery dni temu. "Właśnie wróciłam z wycieczki do Egiptu, którą wygrałam w jednym z konkursów. Byłam szczęśliwa i cieszyłam się jak małe dziecko, kiedy dowiedziałam się o wygranej. Nie miałam nigdy szansy na taką podróż ze względu na finanse, no cóż nie należę do osób dobrze sytuowanych, a wypłata starczała mi na przeżycie kolejnego miesiąca. Nie mówię o biedzie czy o tym, że nie miałam, co jeść, nie, to nie o to chodzi. Po prostu żyłam w miarę dostatnio, ale nie na tyle by móc pozwolić sobie na taką wycieczkę. To było dla mnie szczytem moich marzeń." - Gdym wtedy wiedziała… gdybym wiedziała… - cichy jęk wydobył się ze ściśniętego bólem gardła. "Siedem dni pełnego szczęścia… Zwiedzanie, zwiedzanie i jeszcze raz zwiedzanie. Nie dałam odpocząć swoim nogom nawet na chwilę. Wiedziałam, że już drugi raz na pewno taki fart mi się nie trafi, więc chciałam tę szansę wykorzystać do końca" - kolejny zapalony papieros i cichy odgłos wciąganego głęboko powietrza. Pióro ponownie zaczęło swą wędrówkę po zagniecionej kartce papieru w pamiętniku, który pisała chyba od zawsze. Teraz przypominał starą zużytą książkę. "Był ostatni dzień mojej wspaniałej przygody, postanowiłam poświęcić go na wędrówkę po sklepikach w poszukiwaniu niezwykłych pamiątek, żeby móc później oczarować nimi swoje koleżanki z pracy. Zanosiło się na kolejny upalny dzień. Rano, jak co dzień pośpiesznie ubrałam się, nie chcąc marnować ani minuty, zeszłam na dół małego, ale jakże przytulnego hoteliku, w którym panował już ruch i gwar, ale nie zwracałam na to uwagi, chciałam jak najprędzej wyjść by po raz ostatni przejść się wąskimi uliczkami i zostawić ten obraz w swojej pamięci jak najdłużej" - drobna ręka zdusiła w stojącej obok pełnej już popielniczce, kolejnego wypalonego papierosa. Podniosła się, niecierpliwym krokiem skierowała w stronę kuchni po następny kubek mocnej kawy. Mimochodem spojrzała w wiszące lustro, roześmiała się widząc swoje odbicie. Włosy w nieładzie, sukienka gdzieniegdzie przepalona papierosem i poplamiona kawą, której nie mogła utrzymać w trzęsących się dłoniach, makijaż niezmywany od dawna nadawał twarzy groteskowy wygląd. - Co się zemną stało, gdzie jest ta kobieta z planami na przyszłość, co się stało z moim domem?! - szlochając opadła na dywan, po chwili zerwała się i pobiegła do kuchni. Z kubkiem w ręku, mamrocząc coś po cichu spieczonymi ustami, usiadła ponownie na kanapie. - Muszę pisać… muszę pisać, nikt mi nie uwierzy… pomyślą, że zwariowałam… Spojrzała nienawistnym wzrokiem w kierunku stojącej nieopodal małej szkatułki z pozytywką. - To przez ciebie! - drżącym palcem wskazała szkatułkę. - To przez ciebie moje życie legło w gruzach - zamachnęła się, z krzykiem na ustach i obłąkanym wzrokiem jakby chciała zrzucić przedmiot, kiedy szkatułka jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, otworzyła się i zaczęła grać smętną, jakby żałobną melodię. Po chwili z lekkim szelestem wieczko zaczęło wolno opadać by z głośnym trzaskiem zamknąć się. Cisza, jaka zapadła w chwilę po tym, aż kłuła w uszy - słychać było jedynie histeryczny śmiech i trzask kolejnej zapalanej zapałki. - Muszę pisać… "Miałam już kończyć swoją wędrówkę, kiedy przechodząc obok maleńkiego sklepiku wzrok zatrzymał się na małej szkatułce stojącej na wystawie. Torba była już pełna zakupów, nie chciałam, więc zbytnio nadwerężać i tak już prawie kończących się zapasów pieniędzy, stanowczym krokiem ruszyłam dalej. Niestety coś mnie powstrzymywało, jakaś niewidzialna siła nie pozwalała mi się oddalić. Na przekór sobie odwróciłam się kierując swoje kroki do małego sklepiku, jak w transie wskazałam na małe pudełeczko. Nawet nie próbowałam go oglądać, kupiłam od razu. Kiedy wyszłam ze sklepiku byłam wstrząśnięta tym co zrobiłam. Po powrocie do hotelu tylko raz spojrzałam na małą szkatułkę, uśmiechnęłam się, nie czułam już żalu do siebie za tak pochopne postępowanie, chociaż bardzo mnie ono zaskoczyło. Przyznam się, że byłam już trochę zmęczona. Było cudownie, ale zaczynałam już tęsknić za chłodem, domem, normalnym jedzeniem i chwilą odpoczynku, których tutaj tak siebie pozbawiłam. Późniejszy pośpiech związany z pakowaniem i wyjazdem następnego dnia, pozwolił mi zapomnieć o małym pudełeczku leżącym na dnie jednej z walizek,…