Romans · 22 min czytania
Reserved
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nareszcie chwilka oddechu i to dość chłodnym, podziemnym powietrzem. Nie mogła zamknąć oczu nawet na chwilę, bo natychmiast by zasnęła. Kilka dni w podróży, przeplatanych całonocnymi imprezami i nieprzewidzianymi wydarzeniami dawały jej w kość. Na szczęście ostatni etap wakacji zbliżał się z każdą sekundą – była w Warszawie, w która stanowiła ostatni przystanek przed powrotem do domu. Ostatni wolny weekend już dawno przeznaczyła dla rodziny. Mknęła teraz metrem starając się nie zasnąć. Wzięła głęboki oddech i odchyliła głowę do tyłu opierając ją o szybę wagonu. Pojazd zwalniał właśnie na kolejnej stacji. Przyglądała się wsiadającym ludziom, lubiła to robić zawsze, choć w metrze wydawało jej się to nawet ciekawsze. W tym wielkim mieście nie miała zbyt wielu znajomych, dlatego nie musiała się obawiać, że kogoś spotka i będzie musiała prowadzić uprzejmą rozmowę. Pochyliła się do przodu opierając swoje rozgrzane czoło o duży, turystyczny plecak, który postawiła wcześniej między kolanami. Wiatr smagał jej kark i podrywał do tańca włosy. Poczuła na sobie czyjś wzrok więc powróciła do normalnej pozycji i rozejrzała się po pozostałych pasażerach. Siedział przy końcu wagonu. Miał na sobie garnitur, właściwie elegancką koszulę i spodnie, bo samą marynarkę trzymał na kolanach. Zamrugała kilkakrotnie oczami i odwróciła wzrok. Nie możliwe. Przystojny, młody facet (bo nie wyglądał na więcej niż 25 lat), wracający zapewne z pracy w banku albo innym dużym przedsiębiorstwie, nie mógł tak po prostu się jej przyglądać. Musiała być brudna, albo może włosy jeszcze bardziej jej się splątały. Nie pomyślała, że jej opalona skóra magnetyzująco kontrastuje z jasną bluzką, krótkie spodenki odsłaniają nogi z lekko zarysowanymi mięśniami, duże, błękitne oczy wyróżniają się na twarzy, jako jej najjaśniejszy punkt. Dodatkowo w jej ubiorze można było dostrzec pozornie nie pasujące do siebie i całej sytuacji elementy: srebrne pierścionki, pomalowane na bordowo paznokcie, błękitna chustka na szyi (mimo, że panował upał) i kilka wisiorków różnej długości, które jedynie podkreślały złoty odcień dekoltu. Wyglądała, jakby wracała z ciepłych krajów i, mimo zmęczenia, emanowała od niej niespożyta ilość energii. Nadal czuła to spojrzenie. Czyżby nawet tak zmęczona i zupełnie nieprzygotowana na jakiekolwiek flirty (zwłaszcza w środkach komunikacji miejskiej) również była atrakcyjna? Jeśli tak, (a wszystko na to wskazywało), to może naprawdę miała coś w sobie? Uśmiechnęła się do swoich myśli. Postanowiła więc przyjrzeć się lepiej temu chłopakowi. Prawdopodobieństwo, że zobaczy go jeszcze raz było znikome, dlatego mogła spokojnie nacieszyć oczy. Nie miała zamiaru go podrywać. Była zbyt oszołomiona jego urodą i faktem, że zainteresował sie właśnie nią. Dlatego, gdy nagle wstał i ruszył w jej kierunku, straciła całą udawaną pewność siebie. Nie była pewna, czy będzie umiała z nim porozmawiać... nie była pewna, czy on nie okaże się być jakimś kretynem, czy nie zepsuje tego oszałamiającego wrażenia, jakie na niej zrobił. Czas jakby zwolnił, ale doskonale wiedziała, że to w niczym jej nie pomoże – i tak nie znajdzie odpowiednich słów i błyskotliwych odpowiedzi. Stanął tuż obok. Ona, jakoś niekontrolowanie, automatycznie, również podniosła się. Patrzyli na siebie jak zahipnotyzowani. - Ja... – zaczął na tyle cicho, na ile pozwalał mu ogólny hałas, tym większy, że pojazd zwalniał na kolejnej stacji. – ja... – powtórzył, jakby sam nie wiedział co i jak powiedzieć. -...wysiadam tu... – rzucił szybko. Wiedział, że ma tylko kilka sekund, żeby wyskoczyć zanim zamkną się drzwi. Ona również to wiedziała. Dodatkowo właśnie poczuła jego perfumy, od których zakręciło jej się w głowie. Nie umiała jednak wydobyć z siebie słowa, wyciągnęła tylko rękę w stronę barierki, na której spoczywała jego dłoń. Gdyby zmagazynować całą energię, która przeszła wtedy między ich ciałami, metro mogłoby spokojnie jeździć przez kilka kolejnych dni bez dodatkowego zasilania. Pół sekundy później on stał już po drugiej stronie szyby, patrząc oszołomiony tym, co się właśnie stało. Ona również nie oderwała od niego wzroku, dopóki jasny i w miarę przytulny peron nie zamienił się w ciemne ściany tunelu. Sięgnęła po plecak, stanęła przy drzwiach. Zamrugała kilkakrotnie oczami starając się znaleźć jakieś wytłumaczenie, zrozumieć, co tak właściwie się stało.
Stał na peronie starając się opanować kołaczące serce i drżenie dłoni. Miejsce, którego dotknęła paliło do żywego. Jakby otworzyła największą puszkę Pandory, jaką kobieta może otworzyć w mężczyźnie. Nie sądził, by zrobiła to specjalnie. Nie, na pewno nie. On miał tę przewagę, że wiedział więcej. Wyciągnął pośpiesznie telefon i wystukał numer. - Nie wracam w ten weekend do domu. – nie czekał na odpowiedź, po prostu się rozłączył. Po czym spokojnie ruszył w kierunku wyjścia. Miał czas.
Nie mogła zasnąć. Zawsze tak miała, po długotrwałym wysiłku, kiedy emocje jeszcze nie zdążyły opaść i podniecenie nie pozwalało się wyciszyć. Dodatkowo, za każdym razem gdy zamykała oczy, widziała postać nieznajomego z metra i o spokojnym śnie nie było już mowy. Zwłaszcza, że pokój, w którym zawsze się zatrzymywała gdy była u babci, został wynajęty. Nie lubiła spać w nie swoim łóżku, otoczona obcymi sprzętami i tykaniem zegarów. Postanowiła napić się mleka. Może niekoniecznie miała ochotę akurat na mleko, ale musiała zrobić cokolwiek. Podłoga nie mogła być zimna – blok z wielkiej płyty na Mokotowie, w środku upalnego lata, w nocy wydawała się być nawet cieplejsza, niż w dzień. Ale wielkie miasta mają to do siebie, że wieczory są duszne i upalne mimo spadku temperatury. Dopiero chłodne powietrze z lodówki przyniosło oczekiwaną ulgę. Sięgnęła po butelkę i jakby instynktownie wyczuła, że ktoś jeszcze jest w kuchni. Widok osoby, stojącej za drzwiami lodówki, przyprawił ją o lekki zawrót głowy, spowodowany najprawdopodobniej natłokiem pytań, które w jednej sekundzie pojawiły się w jej myślach. Szeroko otwarte oczy, rozchylone ze zdziwienia usta, niemożność wykonania jakiegokolwiek ruchu lub wypowiedzenia słowa, sprawiały, że czuła się jeszcze bardziej zaskoczona i zakłopotana. - Alllleeee... – jęknęła ledwo zrozumiale nawet dla samej siebie, lecz towarzysz przyłożył sobie palec wskazujący do ust, nakazując ciszę. Równocześnie zamknął drzwi lodówki, odebrał jej z rąk mleko i napełnił jej kubek. Dopiero wtedy postanowił się odezwać. Uśmiechał się przy tym cały czas, jakby zadowolony z siebie. - Musimy być cicho, twoi dziadkowie mają bardzo płytki sen. Zaraz ci wszystko wyjaśnię. Po pierwsze, jestem Adam. – wyciągnął przed siebie rękę, którą automatycznie uścisnęła - Wynajmuję pokój w końcu korytarza. Ty musisz być Ewa. Na ścianach wiszą też twoje zdjęcia, po tym cię poznałem. – Podniosła wzrok na jego twarz. Mierzyła go wzrokiem powoli odzyskując pewność siebie. Wspomniane zdjęcia były zrobione osiem lat temu. To cholernie dużo, zwłaszcza, że teraz skończyła 20. - Nie możliwe... – szepnęła. – Skąd... jak... nie wierzę... – uśmiechnął się porozumiewawczo. - Też nie wierzyłem, kiedy zobaczyłem cię w metrze. Też nie byłem w stanie się odezwać. – nie wierzyła w aż takie zbiegi okoliczności. Chociaż do tej pory cała ta historia trzymała się kupy. – Od kilku dni trwały tu gorączkowe przygotowania z okazji twojego przyjazdu. - Podobno na weekendy wyjeżdżasz do domu... – tak, to była jedna z niewielu informacji, którą zapamiętała z opowiadania ciotki o lokatorze. - Właśnie jechałem po rzeczy... jak mogłem wyjechać, wiedząc... – dopiero teraz, trochę bardziej na trzeźwo, mogła zauważyć, że on również jest zdenerwowany. Ręce mimo wszystko trochę mu się trzęsły. I dopiero teraz zdałą sobie sprawę, że wtedy w metrze, niekoniecznie był zachwycony jej osobą. Właściwie to pewnie był zaskoczony całym zbiegiem okoliczności, żadnej chemii, żadnych iskier. Czego nie można powiedzieć o niej. Pomyślała, że musi wyglądać żałośnie. Rozczochrana, bez najmniejszego śladu makijażu, w zwyklym białym, trochę za dużym t-shircie (dziękowała opatrzności, że przynajmniej nie dała się namówić na pidżamkę od ciotki). - ...wiedząc, że tu będziesz. – dokończył nie odrywając wzroku od jej oczu. - A co to zmienia? Powinno wręcz zadziałać odwrotnie. – podniosła kubek z mlekiem i niby zupełnie obojętnie, wypiła łyk. - Wyjechałabyś na moim miejscu? – spytał po chwili ciszy. Co mogła mu odpowiedzieć? Co odpowiada się komuś, kto przed chwilą był jedynie nigdy nie mającą się spełnić fantazją, a teraz stoi tu, na wyciągnięcie ręki? Co lepsze, za chwilę będzie spał kilka metrów obok... Odstawiła kubek, spojrzała na swoje stopy, a potem, powoli unosiła wzrok zatrzymując się dopiero na jego oczach. Miał przewagę, bo wiedział o niej wszystko. Znał jej rodzinę, dla której była oczkiem w głowie. - Zależy... – szepnęła - ...zależy, kogo widziałabym w metrze: wnuka ze zdjęć czy... – przygryzła dolną wargę, patrzyła na jego usta. Lekko uśmiechnięte, idealnie symetryczne, wyglądające na miękkie i słodkie... - ...ciebie. – uśmiechnął się szerzej – Mleko. – musiała je mieć na twarzy, uniosła automatycznie rękę, ale zatrzymał ją. Gdy tylko jego dłoń dotknęła jej dłoni, poczuła dokładnie to samo, co w metrze: ciepło, niesamowitą energię, przyciąganie i nieodpartą chęć na więcej. Odważnie podniosła wzrok na jego oczy. Czuła zapach jego perfum, który jeszcze bardziej ją oszołomił. Miał ją, pewnie już to wiedział, a jej spojrzenie utwierdziło go tylko w tym przekonaniu. Nie kontrolowała za bardzo swoich odruchów, stanęła na palcach i pocałowała go. Nie, nie było to lekkie muśnięcie w policzek. To był pocałunek, który mówił, że na nim się nie skończy. Nie była pewna, czy jest w tym momencie coś, co mogłoby ją powstrzymać.
Nie wierzył. Nie wierzył, że to co się działo, działo się naprawdę. Oczywiście, że miał ogromną ochotę, żeby ją pocałować, od kiedy tylko zahipnotyzowała go swoją osobą w metrze. Nie wierzył jednak, że to może być taka dziewczyna. Że sama weźmie to, czego będzie chciała. A teraz, ewidentnie, chciała jego. Widział to w jej wzroku, czuł w każdym muśnięciu, ruchu języka. Przeleciało mu przez myśl, że ona może być bardziej nakręcona niż on. Nie było już odwrotu. Delikatnie oderwał się od niej, złapał za rękę i nakazując ciszę, powoli pociągnął ją w stronę swojego pokoju.
To było najbardziej stresujące, a zarazem najbardziej podniecające doświadczenie w jej życiu. Tylko świadomość, że za cienką ścianką śpi jej babcia, która prawdopodobnie dostałaby zawału, gdyby dowiedziała się co wyrabia jej ukochana wnuczka przed ślubem, mogła powstrzymać ją od wydawania jakichkolwiek dźwięków. Ledwo mogła się zrozumieć. Przecież w ogóle nie znała tego chłopaka. Nie miała pojęcia skąd jest, ile ma lat, ba! Gdyby ktoś ją spytał, jak ma na imię, pewnie nie umiałaby udzielić odpowiedzi. Liczyło się tylko to, jak na nią patrzył. Gdy patrzył na nią,…