Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Podróże · 5 min czytania

restauracja

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Restauracja

Hotel jak hotel. Jedyne, co go wyróżniało to restauracja. Schodziło się do niej po wysokich schodach wyłożonych czerwonym chodnikiem. Jak na festiwalu filmowym. Już w trakcie schodzenia człowiek stawał się bardziej dystyngowany. W oknach ciężkie, drapowane, bordowe zasłony, oddzielające szary świat od tego bardziej eleganckiego. Do tego plisowane, złote obrusy. Z głośników sączył się Mozart lub inny klasyk. W tej atmosferze nie trzyma się łokci na stole i używa noża. Glodny jak trzy psy chciałem zbiec do tej restauracji, ale dostrzegłszy jej wystrój, zszedłem powoli. Byłem sam. Usiadłem w kącie. Kelner zjawił się błyskawicznie i podał menu. Zacząłem wertowac. Wybór dania to zadanie karkołomne. Jedzie człowiek 200 kilometrów, zmordowany, głodny. Chciałby się po prostu najeść. A tu nie ma lekko. Nazwy potraw zaszyfrowane, prawdopodobieństwo, że trafisz jak w totolotku. Sola na plastrach cukinii. Pory pod beszamelem. Kaczka pieczona w owocach. Dlaczego nie wśród czy obok. Ziemniaki wśród sosu. Mięso obok frytek. Stek handlarzy wina. I teraz, chłopie, kombinuj czym odżywiali się ci handlarze. Jedli dużo czy mało? Miłośnicy wina z mojej dzielnicy raczej mało jedzą. Ale to nie handlarze. Pstrąg saute w gotowanych warzywach zwykle okazuje się być rybą z malutkimi, gotowanymi, bezsmakowymi warzywami jednakowej wielkości. Skąd oni biorą sto jednakowych, malutkich, ohydnych marchewek? Albo manipulują przy genach, albo skrobią z dużych marchwi. Albo coś ze swojskiej kuchni: miska pierogów po chłopsku. Dostajesz pięc sztuk, Jakby chłop dostał taką porcję, to by swoją babę zabił. Tak czy owak nadal jestem piekielnie głodny, ale trzeba by czujnym bo ryzyko jest wielkie. Nie raz już gnałem do spożywczego po chleb i kiełbasę. Mam paru kumpli, też nocujących, którzy nie wierzą lokalnej kuchni. Zawsze skaczą do spożywczego. Natchniony wystrojem i atmosferą sali zamówiłem frutti di mare. Z ryżem. Na ryżu. Wśród ryżu. Obojętne, byle było dużo. Nie miałem gazety, więc nudziłem się okrutnie czekając. W końcu dostałem. Macki, odnóża i inne fragmenty o całkiem przyzwoitym smaku. Jeśli jestem bardzo głodny, jem jak zwierzę. Głowę opuszczam nisko, talerz ochraniam ramionami. W przerwach warczę. Konsumując poczułem na sobie czyjś wzrok. Rozejrzałem się po sali.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
restauracja — czytnik · opowiadania