Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Opowiadania.pl · 7 min czytania

Reveil

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gwizdek czajnika wyrwał mnie z zamyślenia. Zalałem kawę kupioną za grosze na ruskim bazarze i usiadłem przed komputerem wziętym na raty, których chyba nigdy nie spłacę, w swojej malutkiej kawalerce za kredyt, którego chyba też nigdy nie spłacę. Ściany w moim pokoju gościnnym, który jest jednocześnie sypialnią i kuchnią, od dawna porasta dorodny grzyb, o łazience już nie wspominając. Do dziś pamiętam to bieganie od banku do banku z rodzicami, którzy uznali, że mając dwadzieścia osiem lat powinno się już mieszkać na swoim i mieć co zostawić dzieciom w spadku. Przy czym akurat dzieci to sobie nie życzyłem, poza tym i tak nie było z kim sobie ich życzyć. Ze świeżą kawą mogłem przystąpić do przeglądania skrzynki, w której spodziewałem się kilku maili od redaktora naczelnego w związku z tym, że nie dotrzymuję terminów. No bo i jak mam dotrzymywać skoro w naszej redakcji pracuje dwanaście osób, z czego tylko pięcioro jest dziennikarzami, a materiału, niewiadomo skąd, jest na pęczki. Odpisałem, że przepraszam, że to się więcej nie powtórzy, że bardzo mi przykro i dzisiaj wszystko będzie gotowe. Co z tego, że wiem, że nie będzie. Niech myśli, że się staram. Dostałem też zaproszenie na jakiś pokaz mody któregoś z lokalnych, kompletnie nikomu nieznanych, projektantów w starej remizie strażackiej. Pewnie z całej redakcji tylko ja będę musiał na nie iść i sporządzić z niego relację. Chociaż tyle, że na zaproszeniu piszą coś o darmowym szampanie dla gości. Zamknąłem laptopa, dopiłem kawę i zgasiłem, zapalonego w międzyczasie, papierosa. Zarzuciłem na siebie starą kurtkę od ojca, któremu ciężko było wytłumaczyć, że coś co było szczytem luksusu czterdzieści lat temu dzisiaj nie wygląda najlepiej, i wyszedłem na tramwaj. Miało być „upalne i słoneczne lato, czas urlopów i odpoczynku” a leje jak z cebra i zimno do tego. Przedarłem się jakimś cudem na przystanek, robiąc co kilka kroków unik przed parasolami, które podejrzanie zmierzały w moje oko. Po drodze wziąłem jeszcze darmową gazetę od chudego faceta w podeszłym wieku, bo na normalne mnie już i tak nie stać. Dojechałem do redakcji w miarę szybko i bez żadnych komplikacji co wydało się dość dziwne, zważywszy na moje doświadczenie z komunikacją miejską. Po drodze jeszcze wstąpiłem na pocztę zapłacić rachunek sprzed trzech miesięcy. Kobieta w okienku wydała mi o siedemdziesiąt złotych za dużo i przez chwilę się wahałem czy nie zwrócić jej uwagi na tę pomyłkę ale uznałem to za zbędne, chwyciłem pieniądze i wyszedłem. Jeszcze nigdy nie miałem tak dobrego poranka, więc zacząłem nabierać podejrzeń, czy czasem los nie robi sobie ze mnie żartów. Gwar panujący w środku usłyszałem jeszcze zanim przestąpiłem próg w drzwiach do redakcji. Wszyscy biegali nerwowo tam i z powrotem, wydając kompletnie niezrozumiałe dźwięki. Nagle podszedł do mnie Jego Ekscelencja Redaktor Naczelny z gratulacjami. Dzisiaj wyjątkowo był ubrany w stary, znoszony garnitur i poważniejsze okulary przeciwsłoneczne. Było to o tyle niespotykane, że na co dzień zwykł ubierać się bardziej jak…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Reveil — czytnik · opowiadania