Komedia · 9 min czytania
Rewolucjonista albo fala kurzej rewolucji
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
W malowniczej wiosce, okolonej wysokimi górami, rodził się kogucik. Pierwszym wyraźnym znakiem, który od razu zauważyli kurzy mędrcy, było czarne piórko sterczące z białego kuperka, jakiego nigdy nie widuje się u grzecznych kogucików. Później zaś skojarzono wszystkie fakty: starą ptasią przepowiednię, wilki wyjące niespokojnie po całych nocach oraz straszne zaćmienie słońca, przez które w stajni zapanowały ciemności, choć oko wykol aż na dziewięć dni, a które podobno były wynikiem tego, że gospodarzowi po prostu odcięto prąd za niepłacenie rachunków. Niektórzy przypomnieli sobie też ryby, które w tym czasie zaczęły mówić ludzkim głosem. Inni demoniczny śmiech, o którym nie sposób było powiedzieć, skąd dochodzi. A także liczne znaki na niebie i ziemi mówiące o tym, że wkrótce ma pojawić się ktoś szczególny, że wkrótce kurzym światem wstrząśnie kurza rewolucja!
Pradawna ptasia przepowiednia, spisana starczą, zakrzywioną łapką mnicha Kuraka — uważanego w pewnych kręgach za ekscentryka, a może nawet kompletnego szaleńca — jasno mówiła o bohaterze, który całe stajenne ptactwo wyprowadzi z niewoli gospodarskiej. I okropnie rozchwianym pismem — co z jednej strony mogło świadczyć o niezwykłym natchnieniu i szale uniesień, z drugiej zaś o nazbyt wielkiej ilości wypitego trunku — Kurak z ferworem rozprawiał w Księdze Ptasich Przepowiedni o tym, jak to pewnej nocy ptaki całą swoją nieprzeliczoną gromadą — ukradkiem, na czele wielkiego wodza, promieniejącego złotym blaskiem — wejdą do domu gospodarza i już raz na zawsze się od niego uwolnią, najpierw wydziobując mu jego czarne serce, a następnie plugawe, kose oczy.
Historia ta była świetnie znana, od lat powtarzana, i każda kura modliła się codziennie, żeby to właśnie ona mogła dać życie wielkiemu wybawcy.
Większość ptasiego życia toczyła się oczywiście na podwórzu, na którym przy pracy uwijali się rosły chłopina z rozczochranymi, czarnymi włosami, oraz jego żona, tak bardzo do niego podobna, że gdyby tylko również posiadała wielkie, chmurne wąsiska, można by ją było wziąć za brata gospodarza. Ale wąsy miała gospodyni tylko niewielkich rozmiarów.
Znajdował się tam wielki pniak do rąbania drew, pachnący krwią i żywicą. Gospodarz, jak to gospodarz, posiadał też złego psa — wielkiego, tłustego owczarka, drzemiącego zwykle w pobliżu studni z czerwonym daszkiem, który zapewniał zwierzęciu odrobinę cienia nawet w najbardziej gorące dni, gdy nikomu nie chce się kiwnąć palcem, nie mówiąc o ciężkiej pracy.
Część 22 / 2
Zresztą, gospodarz mało kiedy ciężko pracował i zwykle raczej się wałkonił, bo nikt nie nauczył go jak się powinno pracować. Całymi dniami na przykład naprawiał swój rozklekotany ciągnik, którego naprawić nijak nie potrafił, wiecznie orał porośnięte chaszczami pole, którego nijak nie mógł zaorać...
Gospodarz był okrutnikiem, ale dobrze karmił swoje ptactwo, bo przyjemniej było mu kłaść na pniak szyje dorodnych kur i gęsi przelewające się od tłuszczu, niż szyje obciągniętych skórą kościotrupów, jakie widywał u zwierząt zaprzyjaźnionych chłopów. Przez lata gospodarowania, pomimo swojej ogromnej głupoty i zabobonności, zdołał na przykład zauważyć, że u ptactwa dorodnego krew była jakby szlachetniejsza. I fascynowało go również, że gdy zamaszystym ruchem ostrej siekiery odrąbywał bezrozumną głowę od tułowia, ten jak gdyby zaczynał żyć własnym życiem.
— Dłużej biegojom, jak dobrze karmione. — Jakie to dziwne, Hala, że uciołek żem jej łeb, a ona dalej biega w tom i wewtom — mówił gospodarz do żony, drapiąc się brudną ręka po czuprynie.
I obydwoje zaczynali rubasznie rechotać z miotającego się po podwórzu bezgłowego tułowia, z którego — w górę, wysoko — niby z małej fontanny buchał czerwony strumień ciemnej krwi i zdobił czarną połać ziemi szkarłatnymi, perlistymi kropelkami.
— Toć i tajemnica — powiedział chłop i znienacka uszczypnął żonę w gruby pośladek. Ta zdrowo strzeliła go łokciem w bok, tak że aż jęknął i zakasłał, i zaczęła wymyślać mu od pijaków, wstrętników i abnegatów. Gospodarz niespecjalnie się tym…