Fantastyka · 20 min czytania
Rien ne va plus
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Znowu coś nie tak!? - irytował się. - Widzę przecież po tobie, że się złościsz. Marek przytulił ją mocno, zanurzając nos w jej pachnących, gęstych włosach. - Proszę cię, odezwij się - nalegał. - Ciągle cię nie ma, ciągle gdzieś wyjeżdżasz a jak przyjedziesz to się tak śpieszysz, że zanim zdążę się skoncentrować, już jest po "wszystkim" - wyrzuciła z siebie ze złością. - Ach, to o to chodzi? - widać było, że się rozluźnił. - A o co mogłoby innego chodzić? Ja nie jestem kawałkiem tortu, który można ugryźć a resztę odstawić z powrotem. Jestem kobietą i też chcę coś z tego mieć, ty egoisto! - Nie gniewaj się. Wiesz przecież, że mam taką pracę. Muszę ciągle gdzieś jechać. Coś załatwić. A to sympozjum, to konferencja...Przecież to nie zależy ode mnie. Chcę nam zapewnić wszystko, co jest możliwe i potrzebne do życia. - Nie wiedziałeś o tym, że seks jest również potrzebny? Jestem zdrową kobietą i ciągle samotną. Zauważyłam, że robię się złośliwa i nerwowa, a przecież taka nie byłam. - Masz rację kochanie, proszę cię nie gniewaj się. Chodźmy już spać. Obiecuje ci, że jutro wszystko naprawię. - Tak sądzisz? Przeczytaj ostatnią pocztę. Jutro masz być w południe w Londynie na jakimś następnym zebraniu tej twojej cholernej rady nadzorczej! Odwróciła się rozgoryczona i wyraźnie wściekła. Przytulił się do jej pleców. - Proszę, nie gniewaj się. Wrócę za dwa dni. Będziemy znowu razem. - Tak, tylko ciekawe na jak długo? Na jedną noc? I znów cię nie ma! Była nielicho wkurzona, tym bardziej, że za parę minut usłyszała miarowy oddech Marka, którego Morfeusz porwał w swe sieci jak zwykle szybko i niepostrzeżenie. Długo nie mogła zasnąć. Rano z nosem spuszczonym na kwintę szykowała go, jak zwykle perfekcyjnie w podróż służbową. Chodził za nią krok w krok. Był przesadnie czuły i sprawiał wrażenie jakby chciał ją za coś przeprosić. - Punktualnie o ósmej trzydzieści masz samolot. Numer lotu 108, nie zapomnij - stała w drzwiach z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, podczas gdy Marek tulił ją i całował po twarzy. - Proszę, nie bądź już taka naburmuszona. Jak wrócę porozmawiamy jak to wszystko zmienić. Obiecuję. - Daj spokój - udała, że już mniej się gniewa. Ciągle to samo - pomyślała ze smutkiem odprowadzając wzrokiem odjeżdżający samochód Marka.
Siadła przy komputerze popijając poranną kawę. Program wertował strony internetowe i w pewnym momencie zatrzymał się na jednej z nich. Coś przykuło jej uwagę. Strona Agencji Rządowej. "Zdrowie i medycyna". - O, to może byś ciekawe - przemknęło jej przez głowę. - Wchodzę - pomyślała i kliknęła. - "Elektroniczny stymulator rozkoszy" - czytała z zainteresowaniem. - To chyba jakieś żarty, to nieprawdopodobne!? - Czuła, że jej ciekawość rośnie z minuty na minutę. - "Orgazm na życzenie, o każdej porze dnia i nocy, nie tylko dla samotnych". Instytut Fizjologii - zapisy na rozmowę z profesorem Emilianem Starowiczem drogą elektroniczną [e-mail]... - Muszę to sprawdzić - jej palce nerwowo muskały klawiaturę. - O boże, ale tłok...pierwszy wolny termin dopiero za miesiąc... - O co tu chodzi? - cóż, zaryzykuję - pomyślała, podając dane i wysyłając maila ze swoim zgłoszeniem. Szybko dopijała kawę. Była dziwnie podniecona, ale to z pewnością nie była wina kofeiny w kawie. Usiadła wygodnie w fotelu. - Jeśli nie mogę nakłonić niebios, poruszę piekło - była wyraźnie z siebie zadowolona.
Nieubłaganie nadszedł termin spotkania z profesorem. Czekała z niecierpliwością. W sekretariacie Instytutu znalazła się pięć minut przed dziewiątą. Była wyraźnie stremowana i niespokojna. Jednak jej determinacja i ciekawość wyraźnie górowała nad strachem i niepewnością. Punktualnie o dziewiątej drzwi otworzyły się. - Nazywam się Starowicz. Emilian Starowicz. Bardzo mi miło zaprosić panią do środka. Podała mu niepewnie dłoń. Wyczuł jej obawy. - Proszę się rozluźnić. Umawiamy się na początku, że jest pani tutaj tylko po to, aby uzyskać pewne informacje na interesujący panią temat. To wszystko. To nie zobowiązuje nikogo z nas absolutnie do niczego. Był sympatyczny, uśmiechnięty i niezwykle uprzejmy. Zapach markowych kosmetyków doskonale uzupełniał jego skromny gabinet. Ciemne, olbrzymie biurko, skórzane fotele i paląca się na biurku fajka, tworzyły nastrój, któremu z przyjemnością sie poddała. W kilku zdaniach, dosyć szybko i chaotycznie opowiedziała o swoich problemach. - No cóż, wiem o co chodzi. Chciałaby pani uzupełnić niepełne wrażenia ze swojej alkowy o prawdziwe doznania, których nie zawsze może pani dostarczyć mąż, ciągle przebywający poza domem. To typowa sprawa. Wiele porządnych kobiet, którym pojęcie zdrady nie mieści się w ich moralności, ucieka do środków zastępczych, które pozwalają utrzymać i męża, i dom a jednocześnie zapewniają systematyczny trening rozkoszy seksualnej. I wilk syty i owieczka niewinna. Nie tylko sposób prowadzenia rozmowy ale jego mimika, tembr głosu i swoboda z jaką rozmawiał, zdradzała wielką klasę, rozległą wiedzę i elegancję, która emanowała z każdego jego ruchu. - Cały zabieg jest tak zwanym zabiegiem prawie kosmetycznym. Nasz stymulator orgazmu to aparat wielkości orzecha laskowego. Generator wszczepiamy pod skórę pośladków i łączymy go przy pomocy elektrod umieszczonych w rdzeniu kręgowym. Pilot, przypominający breloczek do kluczy, uruchamia pani serię bodźców, które doprowadzają w efekcie do orgazmu. Słuchała uważnie, spoglądając czasami na palącą się fajkę. Zauważył to od razu. - Chciałbym panią uspokoić. Ta fajka jest nieprawdziwa. To ruchomy obraz hologramu laserowego połączony z efektami zapachowymi podobnymi do palącego się tytoniu. Mówiąc to, położył rękę na klawiaturze laptopa. - Pstryk...i już jej nie ma - powiedział, śmiejąc się jak mały chłopiec. - To taki gadżet poprawiający moje samopoczucie. Faktycznie, po fajce na biurku nie było śladu. - Wracając zaś do naszego tematu - poprawił się w fotelu jak rozmówca przed dłuższą mową... - Stymulator miał być przeznaczony przede wszystkim dla kobiet cierpiących na anorgazmię. Proszę mi wierzyć, że to wcale nie rzadkie zaburzenia.. Dotyczy to nie tylko osób sparaliżowanych i zażywających leki. Co piąta, kobieta ma problemy z osiągnięciem orgazmu. Prawie tyle samo nie odczuwa satysfakcji z seksu, a dla co szóstej kobiety kontakty seksualne są zbyt bolesne, co również prowadzi do zaburzeń. Wiele kobiet, tak jak i panią, może zatem bardziej zadowolić wszczepiony implant niż drogie leczenie u seksuologa, często bezskuteczne, czy nieuzasadnione zmienianie partnerów. Przerwał na moment. - Ale jestem gapa...czy mógłbym pani coś zaproponować do picia? - Tak, kawę, jeżeli można - rozluźniła się nieco. To wszystko zaczynało być coraz bardziej ciekawe. - Widzi pani - kontynuował, gdy sekretarka postawiła na stoliku kawę i wyszła z gabinetu. - Seksualność kobiet jest wyjątkowo zaniedbanym zakamarkiem ludzkiej duszy. Zdziwi panią zapewne fakt, że już Zygmunt Freud na początku ubiegłego stulecia to zauważył i docenił. Tak się składa, że mózg człowieka uczestniczy we wszystkich etapach aktu seksualnego. W płacie czołowym powiązane są ośrodki odpowiedzialne za doznania seksualne. Jeden z nich odbiera na przykład informację o zabarwieniu erotycznym, mogą to być wrażenia wzrokowe a w kolejnej fazie następuje pobudzenie części prawego płata, gdzie znajduje się sfera emocji i przyjemności. Uruchamia to lawinę reakcji fizjologicznych, kontynuowanych przed przed wzgórze. Zawiesił na moment głos. - Czy nie nudzą panią przypadkiem te naukowe dywagacje? - Ależ nie, absolutnie nie. - To dobrze, ta wiedza pozwoli pani zrozumieć lepiej cały mechanizm powstawania orgazmu. - W trzeciej fazie - ciągnął dalej - w korze mózgowej rodzi się odczucie orgazmu. Jak pani widzi, nie jest to prosty mechanizm lecz seria powiązanych i uzupełniających się procesów. Zarówno pożądanie, jak i przeżycie rozkoszy wymaga wielokrotnych sygnałów łączących mózg, układ nerwowy i lokalne reakcje fizjologiczne. Domyśla się pani, że towarzyszą temu pewne procesy przeciwstawne. Człowiek, w końcu, nie jest maszyną - zamyślił się na moment... - Ta przeciwstawność to przede wszystkim podniecenie i jego hamowanie, pożądanie i strach, rozkosz natychmiastowa i opóźniona. Oznacza to, że orgazmu nie można zatem sprowadzić wyłącznie do fizjologii, mimo, że jest reakcją na serię bodźców. Samo odczucie orgazmu zdeterminowane jest przez osobiste doświadczenia, wyobrażenia o miłości, mity o seksie oraz czynniki społeczno-kulturowe. - Bo widzi pani, seksu po prostu trzeba się nauczyć, tak jak wszystkiego czego uczymy się w życiu i doświadczamy. Ja mam również rodzinę i żonę, z którą jestem już prawie dwadzieścia lat. Mamy wiele wspólnych problemów, ale tak całkiem prywatnie powiem pani moją definicję prawdziwego orgazmu, która w swej prostocie wymowy jest wręcz genialna. - Spuściła na moment oczy pod jego badawczym spojrzeniem. - Największą przyjemność sprawia nie tyle korzystanie z prawdziwej rozkoszy, ale umiejętność równoczesnego dzielenia się nią. Przerwał, zauważył, że to ostatnie zdanie zrobiło na niej spore wrażenie. - Panie profesorze - zaczęła nieśmiało - my, z moim mężem, jesteśmy zdrowymi ludźmi i psychicznie i fizycznie. Problem jest w tym, że on ma na to wszystko za mało czasu a ja zbyt wiele... - Tak, to typowy problem - pokiwał ze zrozumieniem głową. - Ten stymulator może pani oddać nieocenione usługi jako uzupełnienie pewnej sfery emocjonalno-fizjologicznej. - Proszę mi wybaczyć nieco naiwne pytanie - zaczęła mówić już swobodniej - co stanie się wobec tego z prawdziwym seksem i z prawdziwą miłością? Pana rewelacje naukowe zmieniają moje dotychczasowe pojęcie o sprawach, które towarzyszą ludziom już od wieków i wydają się być odporne na wszystkie otaczające nas zmiany technologiczne. - To bardzo ciekawe pytanie, proszę pani - profesor wyraźnie się ożywił - prawdziwa miłość jest piękna i potężna i chociaż czujemy wszędzie jej obecność, to na ogół ona jest zawsze tam, gdzie nas nie ma. I racją jest też, że nieodłącznym…