Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 11 min czytania

River

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział III

Obudziłem się z ogromnym bólem, w znajomym mi pomieszczeniu. Byłem jednak zbyt słaby i wzrok mi się rozmazywał, przez co nie mogłem się zorientować gdzie dokładnie jestem. Ciężko i z trudem oddychałem, za każdym razem krzywiąc się z bólu. Całą klatkę piersiową paliło tępe uczucie rozrywanego na kawałki ciała.

Pochylały się nade mną dziwne zamglone smocze pyski, każdy z ponurym wyrazem.

- River, River… Trzymaj się. – Rozbrzmiało mi w głowie echo tych słów, a po tym ciemność. Nieprzenikniona, ziejąca grozą i mrokiem ciemność.

W pewnym momencie coś spostrzegłem. Piękną, o delikatnych kształtach i potężnych skrzydłach ze złotą błoną, rubinową smoczycę. Tuliła do siebie małe ciałko z połamanymi skrzydłami i poparzonymi, lekko zwęglonymi łuskami.

Mały Dragus był skulony i w ogóle się nie ruszał. Naprzeciwko usiadł potężny, pokryty bliznami, czarny jak noc smok ze stanowczym, dziko złotym wzrokiem.

- Zostaw go Namiro. Niech wie, że Dragus, który nie walczy to martwy Dragus. – Odezwał się mroczny gad, którego skóra na górnej części głowy, karku, grzbiecie i ogonie przypominała zbroję z czystego onyksu.

Z obrzydzeniem patrzył na małe nieruchome ciało Dragusa w objęciach smoczycy. Z bólem i łzami położyła dziecko na zaplamioną krwią trawą. Zamknęła mocno oczy i się odwróciła tyłem, kiedy potężny mroczny Dragus zionął swoim czarnym „ogniem” w niewinną skuloną istotę. Poczułem jak coś ciepłego spływa mi po policzku ze zdrowego oka. Dobrze pamiętałem tą lekcję od ojca. Nosiłem na ciele jego znaki w postaci czarnych pasów na górnej części ciała.

- River, trzymaj się. – Zrozpaczony głos mojej matki, kiedy moc mojego ojca zaczęła mi się wżerać w skórę, zmuszając mnie do krzyku.

Skrzywiłem się. Otworzyłem lekko oko. Zanurzony byłem w jakiejś gęstej czerwonej, przyjemnie gorącej cieczy. Wyciągnąłem rękę i chwyciłem krawędź płytkiego wgłębienia, gdzie leżałem. Podniosłem się do pozycji siedzącej. Lawa leniwie spływała z mojego ciała, czułem jak wolno sunie po moim karku, okala pierś jak ciepłe ubranie człowieka. Złapałem się za obolałą głowę i starałem otrząsnąć z przyjemnego uczucia przypominającego objęcia matki.

- Szybko wstałeś, zważywszy na fakt, w jak krytycznym stanie byłeś. – Odezwał się Aldaren za moimi plecami. Sam był do mnie odwrócony grzbietem.

Spojrzałem na płynącą w szczelinie, gęstą magmę, w której byłem zanurzony.

- Matka każdego z nas zawsze wybiera miejsce naszych narodzin. Wiele Dragusowych matek wrzucało swoje jaja do wulkanów chcąc zapewnić swoim młodym ochronę magmy. Z tych wszystkich ty, jako jedyny przeżyłeś. Inne młode nie wytrzymywały temperatury po wykluciu. – Powiedział siedząc przy krawędzi jaskini i patrząc w niebo. - Niektórzy wykluli się spadając z ogromnych wysokości, inni pogrzebani ogromną ilością ciężkich głazów, jeszcze inni w odmętach najgłębszych wód czy w jaskini jakiejś dzikiej bestii. Tylko jedno jajo może się wykluć w wybranym przez smoczyce środowisku. Twoja matka wrzuciła cie do uśpionego od lat wulkanu.

Naparłem ręką bardziej na krawędź i wyszedłem ze szczeliny wypełnionej lawą. Wolno do niego podszedłem z każdym krokiem zostawiając na ziemi kałuże spływającej ze mnie magmy.

- Mijały dni, po tym miesiące. Namira i Renamer zaczęli tracić nadzieję. Wtedy po kilku nocach Dragusi zamieszkujący teren nieopodal wulkanu przybyli w panice ze swoim dobytkiem i rodzinami na klif, mówiąc z przerażeniem, że wulkan się obudził. – Kontynuował, a ja go słuchałem, tak jak uczeń słucha swojego mistrza. – Nikt nie uwierzył w to. Kiedy z twoimi rodzicami i kilkoma innymi poleciałem tam, cała ziemia drżała, a po tym wulkan wypluł wysoko w górę ogromną ilość magmy. Wszystko wokół spłonęło. Cały krajobraz nakarmił sobą lawę i został pod nią pogrzebany. Wtedy usłyszeliśmy rozpaczliwy, słaby ryczek małego Dragusa i już wszyscy wiedzieliśmy, że właśnie zrodziło sie nowe życie. Leżałeś kuląc się z zimna tuż przy wyjściu z otworu wulkanu na skalnej półce w połowie do spokojnej resztce lawy, która płynęła na dole.

- Rodzice mi to tysiąc razy chyba opowiadali. Moja matka zawsze płakała jak o tym mówiła, a ojciec dopowiadał tylko niewzruszony to, czego mama zapomniała powiedzieć. – Powiedziałem bez żadnych emocji i zbyłem to wzruszeniem ramion.

- Nie rozumiem twojej arogancji. Oni cię naprawdę ko…

- Aldaren! – Krzyknął z radością jakiś mały zielony Dragus ze złotymi, niewielkimi jeszcze płytami wyrastającymi z kręgosłupa i sunącymi aż do czubka ogona, oraz z trzema niewielkimi, złotymi kolcami na policzkach.

Błękitny smok się odwrócił i uśmiechnął do małego, biegnącego w jego stronę gada. Też się odwróciłem, ale tylko po to, by wyjść. Znieruchomiałem, gdy do pomieszczenia weszła ametystowa, smoczyca z gładkim ciałem. Bez kolców, bez rogów. Zacisnąłem dłoń w pięść i cicho zacząłem warczeć.

- Mama! – Krzyknął znowu zielony maluch ześlizgując się z grzbietu Aldarena i ruszył w stronę przybyłej, ze szczęściem.

- Zapłacisz mi za to! – Ryknąłem i zaatakowałem ją, kiedy jej młode było dopiero w połowie drogi. Chwyciłem Dragusa za szyję i rzuciłem nią o ścianę. Chciała mnie podrapać zaniepokojona, ale uderzyłem mocno, tak, że padła u moich łap kuląc się i wypluwając krew z pyska.

Zielony Dragus z przerażeniem podbiegł do krwawiącej z rany na szyi matki, Aldaren był oszołomiony. Spojrzałem na tą nic nieznaczącą, nędzną…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%