Fantastyka · 15 min czytania
Roben
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Niebo przybrało jasnozielony kolor, pojawiło się kilka obłoków, a wiatr powiewał we włosy postaci siedzącej pod drzewem wiśni. Roben był postacią niską, w pozycji stojącej ledwo dosięgał wzrostem rówieśnikom. Głowę pokrywały czarne, krótkie włosy, oczy szkliły się jasnoniebieską barwą, a buzia przez większość czasu przedstawiała poważną minę. Jego twarz zapomniała jak wygląda uśmiech. Nawet gdyby chciał wyrazić swoją radość, a nie było ostatnio ku temu powodów, mięśnie nie wiedziałyby jak to zrobić. Był nieszczęśliwy, wszystko dookoła go przygnębiało. Jego dusza była rozdarta na dwie części, z jednej strony chciał znaleźć powód do życia, nadzieję na lepsze jutro, a z drugiej strony wszystko mu było obojętne. Rodzina, znajomości, życie codzienne – te pojęcia traktował jako przykry obowiązek, nie czerpał z nich żadnej radości. Chciał się od tego uwolnić, problem w tym, że nie wiedział jak. Siedział tak bezczynnie, w nadziei, iż coś się wydarzy. Było mu obojętne, czy zdarzenie to zmieni jego życie, czy je odbierze. Zerwał się silny wiatr, chmury na niebie przesuwały się coraz szybciej, temperatura otoczenia spadła. Wariacje pogodowe niespecjalnie przeszkadzały Robenowi. Zimno, ciepło, słonecznie, pochmurno – wszystko nieważne, byle być sam na sam z potokiem myśli. Zmiana pogody nasilała się z minuty na minutę, sekundy na sekundę, aż sprawy przybrały nieoczekiwany obrót. Chmury wytwarzały wyładowania elektryczne, jedno za drugim, większość z nich uderzała koło wiśni, pod którą siedział Roben. Zachowanie pogody nie było naturalne, a mimo to nie odczuwał żadnych emocji. Część jego duszy chciała, aby trafił w niego piorun i zakończył jego żywot. Nastąpiło kolejne wyładowanie elektryczne, tym razem błysk był tak mocny, iż Robena oślepiło. Odruchowo przyłożył dłoń do twarzy i zasłonił oczy. Minęła chwila zanim częściowo odzyskał wzrok. „Jest za cicho” – pomyślał. Podniósł lekko głowę do góry i spojrzał w niebo, było kompletnie czyste, żadnej chmury, wiał lekki wiaterek. - Czego szukasz? – zapytał delikatny głos dochodzący z oddali. Roben szybko spojrzał przed siebie. Kilka kroków dalej stała młoda kobieta. Miała czarne, długie włosy, smukłą twarz i zielone oczy. Na jej buzię opadała równo ścięta grzywka. Przeciętna dziewczyna, poza tym, iż była bosa i nosiła na sobie białą, powabną sukienkę. - Czego szukasz? – zapytała ponownie. - Jak masz na imię? – powiedział monotonnym głosem jak miał to w zwyczaju. Nie był duszą towarzystwa, unikał kontaktu z rówieśnikami, ale w tej dziewczynie było coś, co go zaciekawiło. - Naprawdę cię to interesuje? - Nie. Pytam z przyzwyczajenia. Inni tu nie zaglądają. Dlaczego tutaj jesteś? - Ty tu jesteś, więc i ja tu jestemp – przymknęła oczy i uśmiechnęła się. Roben nie umiał się odwzajemnić. Zignorował to i kontynuował: - Znasz mnie? Ja na pewno ciebie nie znam. - Wiem o tobie wszystko. Pochodzisz z generacji Kreatorów, prawda? – uśmiech cały czas widniał na jej twarzy. - Nie uważam się za jednego z Nich. To tylko tytuł, nie mniej, nie więcejm – mówił szybko, ale wciąż monotonnie. - Potrzebujemy twojej pomocy. Pójdziesz ze mną? – zrobiła kilka kroków naprzód, zatrzymała się przed nim i kucnęła. Roben mógł przyjrzeć się jej z bliska. Było w niej coś nienaturalnego, jakby nie była stąd, nie była jednym z jego rodzaju. Milczał, nie odpowiedział na jej pytanie. Dziewczyna wyciągnęła w jego stronę dłoń i rzekła: - Chodź ze mną – mimo, iż nie podobała mu się myśl ruszania gdziekolwiek, jego ciało instynktownie samo zareagowało i uścisnął jej dłoń. W chwili, kiedy to zrobił nastąpiło kolejne wyładowanie elektryczne. Błysk znów był tak silny, iż musiał zamknąć oczy. Gdy je otworzył znajdował się już w zupełnie innym miejscu. Właściwie nie można tego było do końca nazwać „miejscem”, gdyż zewsząd otaczała go przestrzeń kosmiczna. Jedyną rzeczą, którą mógł dostrzec z daleka były gwiazdy, małe święcące punkciki. Nie było ich zbyt wiele. Wywnioskował, iż musiał znajdować się na obrzeżach wszechświata. - Dlaczego tutaj jesteśmy? - Przepraszam, potrzebuję chwili na regenerację sił. Skoki międzyplanetarne to nie moja specjalność – jej oddech był teraz ciężki i szybki. Widać było po niej, iż jest słaba, mimo to mocno trzymała jego dłoń. Po chwili odpoczynku pojawiło się światło i przeskoczyli w następne miejsce. Zobaczył coś, co przypominało kosmiczną kolonię, tyle, że nikogo w niej nie było, prócz małych, różnokolorowych światełek, dryfujących pomiędzy przezroczystymi korytarzami „kolonii”. Cała instalacja zwieszała się w kosmosie, wydając się nie mieć końca. - Gdzie jesteśmy? - Witaj w moim domu – odpowiedziała radośnie, lecz spokojnie. - Jeżeli to jest twój dom, to gdzie są jego mieszkańcy? - Wszędzie. Spojrzał jeszcze raz na cały kompleks i przyjrzał się światełkom. - Chyba już teraz rozumiesz, prawda? - Dlaczego wyglądasz tak jak ja? - Inaczej nie mogłabym się z tobą porozumieć. Różnimy się, ty i ja. Moja generacja jest zupełnie inna niż wy, Kreatorzy. Nasze ciała nie składają się z tych samych elementów, co wasze, nie możemy egzystować na jednym poziomie, dlatego musiałam przybrać ciało jednego z Was, choć nie było to łatwe. Aby mi to umożliwić musiało zginąć wiele istnień, poświęcając swoją energię. Nie musimy pożywiać się energią, aby kontynuować egzystencję jak musi to robić większość istnień we wszechświecie. Jesteśmy samowystarczalni. Płacimy jednak za to wysoką cenę i nie możemy sobie pozwalać na to, co Wy. - Co masz przez to na myśli? - Jesteśmy kompletni, nie potrzebujemy niczego, aby żyć, ale nie możemy sobie pozwolić na obronę Naszej generacji. Wy natomiast potrzebujecie pewnych elementów, aby móc egzystować, ale potraficie się bronić. Roben wiedział o wielu istnieniach żyjących we wszechświecie, ale o Nich nigdy nie słyszał. Był zaciekawiony możliwością poznania nowej generacji, bardziej jednak chciał widzieć, w jakim celu dziewczyna go tutaj sprowadziła. - Dlaczego tutaj jesteśmy? - Wiesz dlaczego. Potrzebujemy twojej pomocy. - Dlaczego ktoś, kto jest kompletny potrzebuje mojej pomocy? - Umieramy. Ty jesteś jedynym, który może nas teraz wspomóc. Zagraża nam niebezpieczeństwo, obca generacja. - Co może zagrażać takiej generacji, jak Wam? - Jak już wspomniałam wcześniej, nie umiemy się bronić. Nawet gdybyśmy chcieli, nasza obecna forma nam na to nie pozwala. Jesteśmy pokojową generacją, nie znamy takich emocji jak gniew, nienawiść, zemsta. Mimo to, jesteśmy łatwym celem dla innych form życia. - Co to za formy? – ciekawość rosła w nim z każdą chwilą. Chciał wiedzieć jak najwięcej. - Techno Nomadzi. Nigdy o nich nie słyszałeś. Nie są jeszcze znani w twojej części wszechświata. To kreatury, które podróżują po wszechświecie żerując na słabszych generacjach, eksterminując je w celu pożywienia się, następnie niszczą ich domy. Jak już możesz sobie wyobrazić jesteśmy idealnym celem. Nasze ciała składają się z czystej energii i nie posiadamy własnego systemu obronnego. Wkrótce znowu się pojawią i położą kres naszej egzystencji. - Byli już tu wcześniej? - Nie tutaj. Kiedyś żyliśmy na pięknej planecie, podobnej do twojej, wiedliśmy spokojne życie, ale znikąd pojawili się Techno Nomadzi i…