Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Opowiadania.pl · 10 min czytania

Rocznica ślubu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Minnesota. Trzydziestodwuletni Ben Piccock jechał drogą krajową numer 169 do Onamii, rodzinnego miasteczka liczącego niecałe 900 osób. Zmęczenie i padający intensywnie deszcz powodowały kiepski nastrój pomimo, że miał przed sobą spotkanie z rodzicami po 2 latach rozłąki. Jego wizyta związana była z bardzo miłą uroczystością 40-lecia ślubu państwa Piccock. Impreza miała odbyć się w nowo zakupionym domu, w którym Ben jeszcze nie był. Wreszcie po 4 godzinach męczącej jazdy, GPS poinformował go, że znajduje się blisko celu. Skręcił w Roosevelt Street, gdzie mieszkał kiedy był dzieckiem i zwolnił, żeby przypomnieć sobie lata dzieciństwa. Ku jego miłemu zaskoczeniu niewiele się tu zmieniło poza tym, że dobudowano kilka domów. Uśmiechnął się, gdy zobaczył przed sobą grupkę śmiejących się i biegających w deszczu dzieci. Przywrócił wspomnienia, kiedy to on był takim małym chłopcem z rozwianą czupryną. Z zamyślenia wyrwały go słowa nawigatora „dotarłeś do celu”. Rozejrzał się i otworzył szeroko oczy ze zdumienia. Dom rodziców był na Park Street, miał dwa piętra, ładną dachówkę i przepiękną werandę. Dookoła był duży zadbany ogród. Deszcz w końcu przestał padać i słońce wyszło zza chmur. Ben w dużo lepszym humorze wysiadł z samochodu, wziął z bagażnika walizkę i poszedł w stronę drzwi wejściowych. Zapukał trzykrotnie, jednak nie było odpowiedzi. -”Nie ma nikogo... Gdzie oni mogą być? Zobaczę, może są za domem.” pomyślał Ben. Jednak tam nie ma nikogo. Furtka na końcu ogrodu prowadziła nad jezioro Onamia. Ben zszedł na brzeg, usiadł na pobliskiej ławce i przyglądając się falom, oddał się wspomnieniom. Pamiętał doskonale, że jezioro było szczególnie piękne o zachodzie słońca. Postanowił tu wrócić za kilka godzin. Siedział tak przynajmniej pół godziny, kiedy zorientował się, że rodzice mogli już wrócić. Wstał więc i leniwym krokiem poszedł dłuższą drogą, wzdłuż Park St. Ponownie zapukał do drzwi, teraz miał pewność, że ktoś jest w środku, ponieważ słyszał donośny głos swojego ojca. Drzwi otworzyła mu matka. -Benjamin! - krzyknęła i ze łzami w oczach rzuciła się w ramiona syna. - Jaką miłą niespodziankę nam sprawiłeś! Wreszcie jesteś! Stęskniliśmy się za tobą! Strasznie się o ciebie martwiliśmy! Jak minęła podróż? Nie jesteś głodny? -Petunio, - odezwał się ojciec - daj chłopakowi wejść do domu. Przypomniałeś sobie o staruszkach, co synu? - powiedział serdecznie ściskając Bena - Przepraszam was bardzo za to, że tak długo nie przyjeżdżałem, ale jak wiecie jestem prezesem jednej z większych firm produkujących oprogramowanie do telefonów komórkowych. W ostatnim czasie popyt bardzo wzrósł i chcąc utrzymać się na rynku musieliśmy sprostać wymaganiom klienteli. Sprawiło to, że mieliśmy bardzo dużo pracy. Kilka tygodni temu sytuacja unormowała się. Na szczęście, ponieważ przybywając na waszą uroczystość, jestem spokojniejszy o firmę. -A gdzie Caroline i dzieci? - zapytała z troską matka. -Nie martw się mamo, na pewno dotrą na wasz jubileusz. Ja przyjechałem wcześniej, żeby wam pomóc w przygotowaniach. Zobaczysz swoje wnuki w piątek wieczorem. Co mam teraz robić? - zapytał Ben. - Część zakupów zrobiliśmy, zapiszę ci co jeszcze potrzebuję, a ty pójdziesz do miejscowego sklepiku i kupisz- odpowiedziała matka. -Jutro zaczniemy dekorować altanę w ogrodzie - wtrącił ojciec. - A ty pamiętasz drogę do sklepu? -Ależ oczywiście! Ben wyszedł z domu i spokojnym krokiem szedł po czystych i cichych ulicach. Uwielbiał to miasto. Można było tutaj odpocząć od wielkomiejskiego gwaru i tłoku. Tu człowiek czuł się wolny. Gdy dochodził do sklepu, zauważył zaniedbanego człowieka, ubranego w stare, podarte ubrania z butelką taniego wina w ręku. „Oho... Zaraz pewnie do mnie podejdzie i poprosi o dolara. Nie znoszę takich darmozjadów.” pomyślał z obrzydzeniem Ben. Spojrzał raz jeszcze i twarz wydala mu się znajoma. Jakby kogoś mu przypominała. Nieznajomy podszedł do niego, jednak nie żebrał o pieniądze, ale bacznie mu się przyglądał. -Ben? - chrapliwym głosem odezwał się pijak I wtedy dojrzał w oczach nieznajomego swojego przyjaciela z młodzieńczych lat. -Adam? - niepewnie zapytał. -A jednak mnie poznałeś -ucieszył się Adam -Kopę lat! Co u ciebie? Wyglądasz świetnie! Za to ja... sam widzisz. -Dobrze, że cię widzę, tyle lat! Poczekaj chwilę, zrobię szybko zakupy i pójdziemy gdzieś pogadać. Adam Stewens i Ben chodzili do tej samej klasy w szkole podstawowej. Byli najlepszymi przyjaciółmi i bardzo dobrymi uczniami. Pod koniec podstawówki Adama ojciec awansował, w związku z czym przenieśli się do sąsiedniego miasta Milaca. Od tego momentu chłopcy spotykali się rzadziej. Po dwóch latach nauki w nowych szkołach ich kontakty urwały się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%