Inne · 8 min czytania
Ród cz.I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Zabiję gnoja!- Dźwięk tłuczonej ceramiki. -Tak go zabiję, że… że… że umrze skurwiel!!!- Opadające na posadzkę skrawki podartej przed sekundą tkaniny. -Demi… spokojnie. -Nie będę spokojna, do cholery!- Fala rudych loków, opadająca na bladą ze złości twarz. Wyższa dziewczyna kuca, podnosi popękane fragmenty drogiego jak cholera wazonu i wyrzuca je przez okno, licząc, że nie zabiją żadnego przechodnia. -Wiesz… co… on… zrobił w ogóle?!- Rudowłosa sapie pomiędzy wyrazami, zaciska pięści, aż bieleją jej knykcie. Druga z dziewczyn odwraca głowę od okna i patrzy na nią spokojnym, opanowanym wzrokiem. -Tak. Poprosił cię o rękę. To chyba normalne w waszej sytuacji. -Gówno! Nienormalne!- Demi już chwyta w roztrzęsione dłonie następny wazon, unosi go nad głowę, i już ma roztrzaskać go o posadzkę gdy słyszy chłodny głos brunetki: -Kosztuje 100.000, nie jest naszą własnością i ja nie mam zamiaru płacić ani galeona.- Ruda, upomniana tak przekonującym argumentem, odstawia ozdobę, z powrotem zaciska pięści i, jeszcze bardziej wściekła siada w wielkim, bordowym fotelu w rogu pokoju. Wysoka dziewczyna uśmiecha się lekko, co zmienia jej twarz z bezbarwnej maski w przyjemne dla oka, pogodne oblicze. -No, skoro kwestie rozdrabniania w drobny mak pamiątek rodowych mamy już za sobą proponuję spokojnie pogadać.- Ruda, przed chwilą jeszcze usilnie wpatrująca się w niewielką plamę na podłodze, teraz unosi głowę i z wściekłością mierzy siostrę spojrzeniem, które niejednego mogłoby przerazić. Amira Gronori, bo tak nazywa się wysoka brunetka, jest jednak przyzwyczajona do „zabijającego” wzroku swojej o dwa lata młodszej siostry. Toteż, wciąż lekko się uśmiechając, siada w fotelu naprzeciwko, krzyżuje ręce na piersiach, i ze spokojem czeka, aż Demi rozpocznie rozmowę. -Oj! No bo ty nic nie rozumiesz!- Odzywa się, głosem pełnym wyrzutu (i wedle oczekiwań), młodsza z sióstr Gronori. -Z pewnością. Dlatego oczekuję, że swoje zachowanie wyjaśnisz na tyle klarownie, że nawet ja zrozumiem.- Rudowłosa bierze głęboki oddech. -Gdyby nie zrobił mi dziecka, to nie chciałby się ze mną żenić. -Ale zrobił. I chce. -Ale gdyby nie zrobił, to by nie chciał!!!- Demi unosi się lekko w fotelu, w oczach błyszczą jej łzy. Niektórzy mogliby pomyśleć, że ze smutku, ale to wniosek bardzo mylny. Dziewczyna ostatni raz płakała z tak normalnego dla innych powodu dwanaście lat temu, kiedy podczas zabawy jej ulubiona lalka wpadła do rzeki. Od tamtej pory płacze wyłącznie ze złości. -Daj spokój. Nie zadręczaj się, on cię kocha. -Jasne! I dlatego… -I dlatego chce się z tobą ożenić, nie pozwolić na skandal, uratować dobrą opinię twoją i naszej rodziny, i zapewnić dziecku szczęśliwe dzieciństwo w kochającym domu. Rzeczywiście masz powody, żeby rzucać drogimi wazonami, wrzeszczeć i robić sceny. -Oczywiście, że mam!- Amira unosi jedną brew, brodę podpiera na wierzchu dłoni, łokieć na oparciu fotela i w sposób niemy (używając jako środka wyrazu wyłącznie spojrzenia w kolorze piwnym) prosi o wyjaśnienia. -Zanim mu nie powiedziałam, że wpadłam słowem nawet nie wspomniał o małżeństwie. Spotykamy się od dwóch lat, a ślub od zawsze był tematem tabu. Dopiero teraz, nagle, zebrało mu się na deklarację „dopóki śmierć nas nie rozłączy”. I jak ja miałam się poczuć? Co ja miałam myśleć? -Ja bym pomyślała, że mnie kocha i chce zapewnić spokojną przyszłość mnie i naszemu dziecku. No ale ty możesz myśleć co chcesz, oczywiście. Tylko jak wyjdzie na jaw, że jesteś w ciąży i urodzisz nieślubne dziecko… cóż, nie chciałabym być na twoim miejscu. -Myślisz o rodzicach?- Amira kiwa głową, potwierdzając słuszność jej podejrzeń. -Tym się nie przejmuj. -To nie ja się powinnam przejmować, ale ty, Demi. -Ja też nie muszę. Mam zamiar uciec z domu.- W pokoju zalega cisza. Ciężka, bardzo kłopotliwa, nieznośna cisza. Atmosfera błyskawicznie ulega pogorszeniu, a nad Amirą kłębi się gęsta, czarna chmura, pełna negatywnych uczuć. Gdy brunetka zaczyna mówić, jej głos jest równie miękki co…