Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 17 min czytania

Rok 2056

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gdzieś na obrzeżach centrum Rybnika na południu Polski

– Kochanie, jestem taka podekscytowana - powiedziała młoda dziewczyna wtulając się do idącego z nią mężczyzny - wreszcie zobaczę coś o czym tak dużo opowiadała mi babcia. – Tak. relikt przeszłości - odpowiedział mężczyzna. – Ale co będzie jak nas złapią - mówiła - boję się. Grożą za to olbrzymie kary. – Sami do tego doprowadzili - podenerwował się mężczyzna - My musimy cierpieć za ich błędy. Żyjemy jak w średniowieczu. Pozbawieni wszelkich wynalazków techniki. – Na pewno wszystko zadziała? - dopytywała - Sprawdziłeś sprzęt? – Nie sprawdzałem, ale pochodzi z pewnego źródła - uspokajał ją - Sprzedawca zapewniał, że stan jest idealny. – Och. Cała drżę - wtuliła się mocniej - to będzie ogromne przeżycie. – Jasne - uśmiechnął się i przytulił mocniej dziewczynę - załatwiłem samą klasykę... Nagle stanął jak wmurowany. Nie dokończywszy zdania znieruchomiał z otwartymi ustami. Wpatrywał się w coś co zauważył kilkanaście metrów przed sobą. – Co się stało? - zdenerwowała się dziewczyna - Co zauważyłeś? - spojrzała do przodu gdzie patrzył jej partner. – O kurwa - wydusił z siebie i nadal wpatrywał przed siebie. – Nic nie widzę. Co tam jest? - dziewczyna już prawie krzyczała – Co zauważyłeś? Chciała się od niego odsunąć, ale przytrzymał ją. Próbował znaleźć to co przed chwilą zauważył, ale nic nie widział. Było ciemno. Może mu się przewidziało. Przez chwilę stali w milczeniu. Oboje spoglądali przed siebie jednak nic nie widzieli. – Widziałem coś... jakby... coś widziałem... na jednym z... ale to niemożliwe - wydukał mężczyzna – Co widziałeś do cholery - dziewczyna była bardzo zdenerwowana - Przeraziłeś mnie.. – Jak kupowałem... - znowu coś próbował sklecić - kupiłem dziś rano... on był taki sam... mógłbym przysiąc że to był on - mówił coraz ciszej, aż przerwał. Nastała dłuższa cisza. – Możemy już iść - dziewczyna nic z tego nie rozumiała - robi się ciemno. Ruszyli powoli przed siebie. Mężczyzna cały czas się rozglądał. Serce waliło mu jak oszalałe. Czegoś się przestraszył, ale nie był pewien co tak naprawdę widział. Szedł ostrożnie ze swoją dziewczyną czując że są obserwowani. Do mieszkania mieli niedaleko. Tuż za zakrętem jest jego kamienica. Kiedy już tam dotrą czeka ich noc pełna wrażeń. Ta myśl dodała mu energii i żwawiej ruszył do przodu. Kilka kroków później mężczyzna znów znieruchomiał. Tym razem dziewczyna również. Powoli odsunęła się od niego wpatrując w jego klatkę piersiową. Mężczyzna skierował wzrok w dół. Od brzucha w kierunku jego lewej piersi powoli przesuwał się trójkąt. W zasadzie to były to trzy wierzchołki trójkąta równobocznego. Oddalone od siebie o jakieś 8-10 cm. Trzy czerwone punkty. Zatrzymały się na piersi mężczyzny, dokładnie w miejscu gdzie miał serce, które w tej chwili waliło jak oszalałe. Mężczyzna podniósł wzrok i spojrzał przed siebie. Również dziewczyna skierowała wzrok ze swojego ukochanego na to co stało kilkanaście metrów przed nimi na dachu małego sklepu znajdującego się na zbiegu ulic. Oboje dostrzegli dziwną postać. Jakby mężczyzny w przebraniu, czy raczej w jakimś pancerzu z maską na twarzy. W prawej dłoni trzymał długą lancę. Na prawym przedramieniu miał długie i zakrzywione podwójne ostrze. Na lewym przedramieniu miał jakieś dziwne urządzenie, jakby mały komputer. Oboje jednak skupili w tej chwili uwagę na jego lewym ramieniu. Znajdował się na nim jakiś rodzaj pistoletu z celownikiem laserowym, który wycelowany był w pierś mężczyzny. Trzy kropki były tak naprawdę celownikiem laserowym pistoletu wymierzonego prosto w jego serce. Stali tak dłuższą chwilę. Cała trójka bez ruchu. W końcu mężczyzna odezwał się cicho. – Marta, uciekaj. Powoli. Może cię nie zauważy. Dziewczynie zaczęły płynąć po policzkach łzy. Musiała jednak wziąć się w garść. Powoli i bardzo ostrożnie zaczęła wycofywać się. Kiedy już prawie cała znalazła się w cieniu i tylko malutki odcinek dzielił ją od skrętu w boczną uliczkę tajemniczy napastnik zeskoczył z dachu i zgrabnie wylądował na ulicy. Szybkim krokiem ruszył w stronę pary. Jego pistolet wciąż był wycelowany w pierś mężczyzny. Kobieta znieruchomiała. Obserwowała zbliżającą się postać. Napastnik podniósł w górę lancę jakby chciał rzucić nią w kobietę. Zamknęła oczy i wrzasnęła przerażona. Stało się jednak coś niespodziewanego. Zamiast bólu spowodowanego lancą przeszywającą jej ciało usłyszała tylko głuche uderzenie o ziemię. Otworzyła oczy. Ukazał się jej zaskakujący widok. Otóż na ulicy leżał powalony napastnik, a obok niego na ziemi leżała lanca. Jej chłopak stał przerażony w tym samym miejscu gdzie się zatrzymał. – Co się stało? - zapytała podbiegając do ukochanego - Kto to zrobił? – Nie wiem - odparł - nikogo nie widziałem. Nie było również słychać żadnego strzału. Napastnik się poruszył. Rękami chwytał się za gardło. Ostrożnie podeszli do niego. Chłopak podniósł lancę i wycelował ją w pierś leżącego. – Zdychaj! - wrzasnął i zrobił zamach aby wbić ostrze w swoją ofiarę. – Nie! - zawołała kobieta - Stój! Nie wiemy kto to jest i jakie były jego zamiary. – Przecież celował we mnie, a potem chciał zaatakować ciebie. – Ale tego nie zrobił, mimo że miał dużo czasu. Może nas z kimś pomylił. – Powinniśmy go zabić. W obronie własnej. – Ciekawe jak to udowodnisz policji. A jak przeszukają twoje mieszkanie natychmiast nas zamkną. – Zabijemy go a potem ukryjemy cały towar z mieszkania. – Bez zabijania - dziewczyna podeszła do napastnika i przykucnęła obok jego lewego ramienia. – Uważaj - ostrzegł ją mężczyzna - Ostrożnie. On jest niebezpieczny. – Spójrz - pokazała mu palcem lewe przedramię leżącego. Miał na nim przymocowany mały monitorek na którym migały czerwone kreski. Podobnie jak w zegarkach cyfrowych tyle że były nieregularnie porozrzucane i ciągle migały. Było ich bardzo wiele, ale z każdą chwilą jakby ich ubywało. – Co to jest? - zastanawiał się. Tymczasem dziewczyna skierowała się już w stronę głowy napastnika. Sięgnęła ręką w stronę maski zasłaniającej twarz. – Zobaczmy kim jesteś - powiedziała zdejmując mu maskę – Uważaj - zdążył tylko rzucić jej chłopak. Znowu szok. Pod maską nie było ludzkiej twarzy. Wyglądała na pierwszy rzut oka jak twarz bardzo zdeformowana. Z boków głowy opadały jakby grube, czarne i długie do ramion włosy. Miał ich po kilka z obu stron. Grubością przypominały dredy. Środek i tył głowy miał zupełnie łysy. Jego skóra wyglądała jak twarda skorupa. Czarne oczy zagłębione w oczodołach nie posiadały białek. Usta wyróżniały go jednak najbardziej. Miał potężne żuwaczki za którymi znajdowała się szczęka. Nie było jednak widać nosa. Próbował otwierać i zamykać usta rozszerzając żuwaczki i odsłaniając szczękę. Przychodziło mu to jednak z ogromnym trudem. – On się dusi - powiedziała Marta - Musimy mu pomóc. – Pomóc? - zdumiał się jej chłopak - Temu czemuś? – Nasze powietrze go zabija - rzuciła - Pomóż mi go zanieść do twojego mieszkania. – Do mnie? - teraz był już kompletnie zaskoczony - Nie ma mowy. – To tylko kilka metrów - powiedziała - Ty masz oczyszczacz powietrza. Proszę. Mężczyzna nie mógł odmówić więc podniósł osobnika za tułów a kobieta złapała za nogi. Z ogromnym trudem donieśli go do kamienicy. Mimo, że było to tylko kilka metrów to jednak napastnik był duży i ciężki. Zabrali też jego lancę, żeby nie pozostawić żadnych śladów na ulicy. W czasie transportu dziewczyna przypomniała sobie wcześniejsze zdarzenie. – Jacek, czy to jego widziałeś kiedy się pierwszy raz tak przeraziłeś - zapytała. – Tak mi się wydawało, ale szybko zniknął - odpowiedział. – Widziałeś już kiedyś coś takiego - dopytywała - Mówiłeś jakbyś znał… – Wydaje mi się - ściszył głos, żeby nikt nie usłyszał - że taką postać widziałem na opakowaniu jednego z filmów, który dzisiaj kupiłem. Miał tytuł PREDATOR. – O czym był ten film – interesowała się coraz bardziej. – Predator przybył na ziemię z obcej planety i polował na ludzi. – Może to przebieraniec, który widział ten film - zastanawiała się. – Nie wygląda na przebierańca – nie zgodził się mężczyzna - Myślałem że filmy to tylko fikcja. Jesteśmy - powiedział gdy dotarli do drzwi kamienicy. Otworzył je po cichu i wnieśli Predatora do środka. Jacek mieszkał na pierwszym piętrze. – Chyba nikt nic nie zauważył - powiedział zamykając drzwi - Zrobię kawę. Oparł lancę o ścianę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Rok 2056 — czytnik · opowiadania