Thriller · 34 min czytania
Rok Samotnego Życia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
ROK SAMOTNEGO ŻYCIA
Nazywam się Aldon Korneliusz III Lubomirski i jestem alkoholikiem.
Co do imion to zawdzięczam je moim cudownym rodzicom, którzy nigdy nie mieli dla mnie czasu, lecz mamusia raz znalazła chwilkę by uświadomić mi historię mojego imienia. - Synciu, ta trójka nic nie oznacza, żaden z twoich przodków tak się nie przedstawiał, a jest ona, dlatego, że twojemu tatusiowi się podobają cyferki między imieniem a nazwiskiem, to brzmi tak po książęcemu jak twierdzi głupi cymbał. Nie przejmuj się, niejedną dziewczynę poderwiesz dzięki temu imieniu, bo co tu dużo gadać wygląd ani inteligencja ci w tym nie pomoże. Wykapany tatuś. Co do alkoholika to nieprawda, po prostu czasami lubię się więcej napić, a kiedy to zrobię mam nazajutrz kaca, wypijam klina ? jednego, drugiego i po trzecim znów mnie nachodzi ochota by wypić kapkę. Do tego stanu doprowadził mnie splot zdarzeń, który zakończył się tak niespodziewanie, że do tej pory nie mogę dojść do siebie, chociaż kto wie, może po prostu taki już jestem. Małżeństwo moich rodziców to była parodia tego, co uważamy za normę ? dobrze, że szybko umarli. Tata uważał się za Boga, a mama puszczała się nawet ze służbą. Raz ojciec nakrył mamę jak ?pomagała? myć maskę Lincolna szoferowi. Szofer dostał śrutem z dubeltówki w dłoń, a mama zakaz opuszczania miejsca zamieszkania. Skutki finansowe były duże, bo trzeba było przekupić kierowcę by zaświadczył, że to był wypadek, no i zmienić skrzynię biegów na automatyczną w limuzynie. Dalsze życie to sielanka ? matka dalej nie marnowała żadnej okazji na przygodny, niezobowiązujący seks, a ojca widywałem najczęściej raz w tygodniu. Miałem, mam wspaniałego przyjaciela. Ma na imię Gabriel i choć nie widziałem go już prawie rok to wcześniej byliśmy jak bracia. Ja miałem pieniądze a on wszystko pozostałe, czego nam było trzeba by być bardzo popularnymi w świecie rówieśników. Czy to w szkole średniej, czy na studiach nigdy nam się nie nudziło. Teraz powinienem opowiedzieć parę anegdotek lub przytoczyć kilka bezowocnych zdań, które by przedstawiły naszą przyjaźń w rajskim świetle, mam jednak zamiar ominąć te zabiegi i stwierdzić: ja po prostu kocham tego faceta, nawet nie raz się trochę o to obawiałem wiadomo z jakich powodów ? żeby rozwiać wszelkie wątpliwości oświadczam, że jestem w stu procentach heteroseksualistą. Mój ojciec był właścicielem najlepszej firmy prawniczej w kraju, trzeba mu przyznać, że prawo znał na wylot, najlepszy prawnik, jakiego udało mi się poznać, był mistrzem. Zimny, twardy, nieustępliwy a do tego miał serce z kamienia, czasem nawet myślałem, że zaraz po studiach pożyczył komuś uczucia a ten ktoś zapomniał mu ich oddać, ale tacie najwyraźniej to nie przeszkadzało. Pamiętam jak nieraz opowiadał o matkach przychodzących do firmy wynająć ?papugę? by wyciągnęła ich synów z tarapatów i wtedy się dowiadywały o cenie godziny pracy jednego z adwokatów firmy, czyli około połowy ich miesięcznych dochodów. - Dziś przyszła taka jedna ? zawsze tak zaczynał ? co jej syn buchnął dyrektorowi szkoły samochód a potem go spalił z kolegami i jak jej powiedziałem, że musiałaby nas spłacać do końca życia a potem jej dzieciom też byłoby trudno się wypłacić to zrobiła taką histerię, że ochrona ją musiała wyprowadzić. To takie żałosne. Chyba tylko dla niego to takie było. Jednak dobrze na tym wyszedł, znieczulica, jaka panowała w jego umyśle była wszechmocna, sam o tym dobrze wiedział i wykorzystywał to jak tylko mógł. Chciał żebym też taki był, dlatego często zabierał mnie do kancelarii w celu wywołania u mnie instynktu prawniczego. Nie udało się, to była jego największa życiowa porażka, no może oprócz mojej matki. Rodzice od początku do siebie nie pasowali. Matka ? piękna hipiska nieustannie jarająca trawę i zagorzały w swej sztywności bogaty dupek, a do tego brzydki jak noc listopadowa ? tata. Jak oni mieli utworzyć szczęśliwe małżeństwo ? tego nikt jeszcze nie odkrył. Jak się domyślam mamusia była z tatusiem dla pieniążków, których potrzebowała na haszyszek, no i jej znajomkowie też nie stronili od ?palenia? więc tatuś miał na utrzymaniu prawie cały wydziałek socjologii. Co do urody matki to nie jest kłamstwem, że Bóg bardzo się postarał, powinno się ją okrzyknąć dziewiątym cudem świata. Ojcu, jak to zawsze bywa z czarnymi charakterami, należałoby się szybko umrzeć i tak też się stało. Nie miał serca więc to nie zawał, nie pił więc nie rozbił się samochodem w stanie wskazującym na spożycie, on po prostu miał raka. Ten rak był na tyle bezczelny, że zaatakował to co ojciec uważał za skarb narodowy ? jego mózg. Mama była zdruzgotana, bynajmniej nie jego odejściem ze świata żywych, lecz zapisem w testamencie, w którym tatuś dobitnie orzekł, cytuję: ?Tej dziwce, mojej żonie nie pozostawiam nic, nul, zero!!!?, koniec cytatu. Nigdy nie wybaczyła sobie zgody na ustalenie w intercyzie przedmałżeńskiej rozdzielności majątkowej. Jeśli chodziłoby o rozwód sprawy by się miały inaczej, dlatego nieboszczyk nawet nie chciał słyszeć o rozwodzie. Cwaniak, nie. Ja zostałem jedynym spadkobiercą, mama walczyła o pieniądze, które się jej niechybnie należały, bo przecież od czasu do czasu musiała się również przespać z tatą, wniosła sprawę do sądu lecz armia adwokatów tatowej firmy nie dała jej żadnych szans jak lew nie daje szansy rannej antylopie. Matka czekała na to wybawienie jakim była śmierć jej małżonka od momentu gdy powiedziała: ?Tak?, przed ołtarzem, a okazało się, że człowiek, którego uważała za ciotę zemścił się za wszystkie jej zdrady w sposób najbardziej dla niej bolesny lecz mamuńka długo się tym nie przejmowała, znalazła następnego bogatego fagasa, który został nowym dostarczycielem pieniążków i tak pasożyt zmienił nosiciela. Od tej chwili mogłem dzielić i rządzić, całe imperium było moje. Nie do końca całe, bo pozostawała kwestia zarządu firmy Lubomirski Jr. Case, który posiadał 40% akcji. Lubomirski senior nie chciał mi zastawiać całkowitej swobody więc dał ośmiu najlepszym pracownikom udziały firmy. W swojej przenikliwości nie przewidział geniuszu Gabriela, dużo się nauczył przy boku ojca i dzięki temu pomógł mi się pozbyć niechcianych udziałowców. Problem rozwiązany.
* * *
Rozbierała się powoli, lubiła to, nigdy nie zrywała z siebie ubrań w zapalczywej namiętności. Lekko kołysząc biodrami rozpinała koszulę, chwila po chwili ukazując kolejny skrawek nagich piersi. Tym niby tańcem, niby striptizem wprowadzała się w wielką rządzę, nie było dla niej nic bardziej odpowiedniego przed samym aktem miłości. Jej blond włosy zsuwały się z ramion i opadały w kierunku podłogi gdy pochylała się i wolno zsuwała majtki aby za chwilę delikatnie opadły na stopy. Obserwowałem jak jedyna część bielizny, jaką nosiła, nieuchronnie podążała w dół i doprowadzała mnie do szału długość tego wstępu. Niejednokrotnie, gdy jej majteczki sięgały wysokości kolan nie wytrzymywałem i brałem ją w ramiona i całowałem szalenie jej wyborną, aksamitną skórę, uśmiechała się wtedy i pragnęła mnie jeszcze bardziej, tak mi się przynajmniej wydaje gdyż obejmowała mnie wtedy nogami i nie było już miejsca ani czasu na inne wstępy. Niesamowite, jak piękne może być ciało kobiety, patrząc na całą postać, wyzbywając się jakichkolwiek porównań muszę powiedzieć, że nie istniała na świecie kobieta bardziej obezwładniająca urodą od niej. Na temat cudowności jej piersi można by było napisać książkę, nogi ? co najmniej nowela, twarz i reszta nabrałaby rozmiarów trylogii. Zawsze budziłem się pierwszy a wtedy mogłem godzinami wpatrywać się w jej twarz. Po prostu leżałem i wlepiałem wzrok w tą uroczą buźkę a w myślach kłębiły mi się wyimaginowane sceny z naszego przyszłego życia. Zwykłe codzienne zajęcia, wspólne śniadanie, podróże do sklepu, oglądanie dennego romansidła, na którym ona nie może powstrzymać łez a ja śmiechu. Wiem, jakie to ckliwe i sentymentalne lecz uwielbiałem to, te na pozór błahe chwile, które zwykliśmy zapominać po pięciu minutach przy niej nabierały innego wymiaru, niezapomnianych czasów całkowitej błogości egzystencji. Dużo bym dał... Pokochałem ją od momentu gdy dosiadła się z koleżanką do naszego stolika. Gabriel jak zwykle szukał jednonocnej kobiety, z resztą, ja też, mimo to wtedy od pierwszego uśmiechu chciałem z nią spędzić resztę mojego bytu na tej planecie lub na innej. Przez pół nocy przyglądałem się jak delikatnie i spokojnie poprawia włosy lekko zaczesując je za ucho, nie umiałem wyksztusić z siebie żadnego artykułowanego dźwięku, obezwładniła moją żuchwę dziwna niemoc, coś jak paraliż szczęki. Na szczęście ona uznała, że warto zamienić ze mną choć jedno zdanie: - Czego szukasz u kobiety? ? Spytała jakby w mojej odpowiedzi szukała nadziei trafienia w jej usposobienie. - Zaskoczenia. - To niedobrze, bo ja jestem prosta jak deska do prasowania. - Tego bym nie powiedział ? odparłem delikatnie spoglądając na jej piersi. Na szczęście moja bezpośredniość ją rozbawiła, ale chyba również nieco zbiła z pantałyku. - Nie o to mi chodziło ? i znowu uśmiech, i znowu poprawianie włosów. - Mi też nie chodziło o to, o co myślisz, że mi chodziło ? miałem ochotę się walnąć porządnie w głowę ażeby klepki w moim mózgu z powrotem zaczęły pracować ? znaczy, mam na myśli, że na pewno umiałabyś mnie zaskoczyć. - Wątpię, jak powiedział Al Pacino w ?Bezsenności? ? jestem przewidywalna jak sracz dla hydraulika. - Nie mogę się z tym zgodzić, niejeden hydraulik był tak zszokowany tym, co można wyczyniać z sedesem niczym biały ojciec, któremu biała żona urodziła czarnego synka. - Ściemniasz. - Ludzka wyobraźnia oraz głupota jest nieograniczona, zawsze kiedy jestem przekonany, że nikt ani nic nie może już mnie zaskoczyć właśnie wtedy ma to miejsce. - Życie jest pełne niespodzianek lecz to nie ja jestem ich autorką. Nie mogłem jej przekonać choć przez resztę wieczoru próbowałem. Rozmowa szła nam coraz lepiej, alkohol świetnie przełamuje lody a i moja szczęka nabrała giętkości. Spiliśmy się niemiłosiernie. Rano zapytała mnie: - Dlaczego spędziłeś ze mną noc? Wątpię żebym umiała cię wprawić w stan konsternacji ? miała przy tym słodko zaspaną minkę. - Zaskakują mnie ludzie równie uparci co ja ? przysiadłem na łóżku i sięgnąłem papierosa. - Ja nie jestem uparta, po drugie to na pewno nie to ? zabrała mi fajkę i zaciągnęła się ? powiedz szczerze. - Zapewne mi nie uwierzysz, ale i tak to powiem ? zawładnęła mną twoja osoba. Jestem pełen uwielbienia dla twej urody a i osobowość wydajesz się mieć mniej ?przewidywalną niż sracz dla hydraulika?. Resztę pobudki zajęła nam bitwa na poduszki, pierze sypało się gęsto. Tak ją poznałem. Miała na imię Sara.
Część 22 / 2
* * *
Znowu ten pieprzony budzik. Powoduje potworny ból, nie mogę go wytrzymać i jak zawsze rzucam nim o ścianę, sam się dziwię, że jeszcze w ogóle działa. Nawet nie wiem dla kogo go nastawiam ? ja się nigdzie nie wybieram, po prostu taki nawyk, nie powiem ? nieznośny. Zapominam o tylu rzeczach a nigdy nie zapomnę o tym małym, głośnym zasrańcu, codziennie przed snem, jeśli zamierzam spać lub nie zasnę w ostatnio obranej pozycji siedzenia lub leżenia byle gdzie, biorę do ręki tą zmorę śpiochów i nakręcam z wprawą godną zegarmistrza. Nie mam żadnych planów więc budzenie się z pomocą tego szczekacza jest totalnym bezsensem lecz nikt nie zakazał mi robienia głupich rzeczy więc je z intensywnością powtarzam. Tak się zaczyna kolejny dzień reszty mojego życia ? szumne hasło dla mnie praktycznie bez znaczenia. Zatrzymałem swoje życie w jednym punkcie i nie uśmiecha mi się go zmieniać więc ja się uśmiecham do mojego kumpla, a na imię mu Tadeusz, Pan Tadeusz albo Jack Daniels. Życie kończy się i zaczyna kilka razy w ciągu naszego istnienia. Ileż to razy zaczynamy wszystko od nowa po to aby znowu się przejechać i wrócić do pozycji wyjściowej. Ileż to razy obiecujemy sobie, że wszystko się zmieni, że my się zmienimy i przez jakiś czas jesteśmy tacy jak założyliśmy, a potem wszystko spełza na niczym, tylko nielicznym udaje się być takimi do końca ? odmienionymi. Mi nigdy to się nie udawało, od chwili kiedy wyjrzałem z łona matki do tej pory nic się nie zmieniło w moim zachowaniu. Od małego miałem nałogi i swoje kaprysy, poczynając na ssaniu kciuka na hazardzie kończąc. Dlatego nie dziwię się czemu teraz piję. Był czas uzależnienia od seksu od momentu gdy go zasmakowałem, potem narkotyki zmieniłem na hazard a teraz złocisty, bursztynowy bądź też przezroczysty płyn dodaje mi sił. Całymi dniami delektuje się alkoholowym upojeniem i powiem, że mi z tym dobrze. Siedzę sobie na plaży i piję. Niejeden by tak chciał. Nie pojmuję ludzi co narzekają na brak zajęć, uprawiają sporty by imponować swoim sympatiom, panie oczywiście aerobik, grube babsztyle poskaczą na deskach i myślą, że młode lowelasy będą się za nimi oglądać ? nic z tego, a młode dziewczyny myślą, że pozbędą się kompleksów, ale też nic z tego. Ja też nie powiem nieźle sobie wyćwiczyłem biceps od podnoszenia butelki. Nie tęgi ze mnie kolo, dresy na pewno by chciały żebym z nimi posiedział na ławce przed blokiem. Może kiedyś tak zrobię jak na razie mam lepsze zajęcie ? napiję się. Mieszkam w domku na plaży, może źle to ująłem, w rezydencji na plaży. Rodzice często zamiarowali go sprzedać lecz szczęśliwie pozostał w naszym majątku. Matka chciała nadal tu przyjeżdżać i robiła to ? sama, szkoda mi jej było więc czasami jej towarzyszyłem, jak się później okazało miałem tutaj dużo ?wujków?, mamusia nie traciła okazji a ojciec i tak o wszystkim wiedział także nawet nie starała się tego ukryć. Na pożegnanie tata mawiał: - Co? Już cię swędzi? A ja? - Gdybyś tylko umiał drapać!!! Wtedy jeszcze nie wiedziałem o co im chodzi i uważałem przez to tatę za kompletnego idiotę, no bo kto nie umie drapać a nawet jako dobry syn zaoferowałem swoją pomoc wtedy mama zabiła mnie śmiechem. Postanowiłem nigdy jej nie pomagać. Z tym domkiem wiążą się również dobre wspomnienia. A nawet bardzo dobre choć troszkę żenujące, czasami. Tutaj po raz pierwszy zalałem się w trupa i przez cały następny rok chwaliłem się seksem z Martyną. Oczywiście nic nie pamiętałem a fakt naszego zbliżenia wywnioskowałem z widoku jej nagiej pupy przed moimi oczami tuż po przebudzeniu. I byłbym o tym przekonany w stu procentach nie mniej jednak w końcu ośmieliła się oznajmić mi moją porażkę ? zasnąłem podczas gry wstępnej. Kiedy sobie to przypominałem oblewał mnie rumieniec a w chwilę później ogarniała ogromna, niewyobrażalna złość, aż chciało mi się wyrywać włosy z głowy i wrzeszczeć: ?Zatańczysz ze mną jeszcze raz?. Przecież to Martyna! Martyna!!! Miłym wspomnieniem jest również mój związek z dwunastolatką z sąsiedztwa. Marcia, bo tak ją wszyscy nazywali była śliczna jak aniołek. Jeździłem do niej moim czterokołowym motorem kupionym specjalnie na tą potrzebę, mieszkała około 1 kilometra od nas a ja wtedy nie byłem jeszcze zdolny do pieszych poświęceń. Ona to jako pierwsza dała mi zasmakować widoku nagiego dziewczęcego ciała oraz cudownego smaku ust, delikatnych i jedwabistych.
* * *
- Gabriel? - Cóż tak zdrętwiałeś, nie przywitasz starego kumpla? Jakby ktoś rąbnął mnie obuchem w łeb. Nie to żebym nie był zadowolony lecz nie widziałem go taki szmat czasu, że jego widok przyprawił mnie o lekki szok. Po małym przywitaniu i wymienieniu okolicznościowych uprzejmości, w jego przypadku całkowicie szczerych: - Wyglądasz jakby ktoś cię żuł przez tydzień a potem wypluł. Zaproponowałem drinka, na którego przystał z ochotą. I tak drinkowaliśmy sobie wspominając i śmiejąc się z naszych szczeniackich wyczynów. Gabriel miał szczegółową pamięć ja znałem tylko ogólny zarys dlatego to jego szczęka pozostawała w ciągłym ruchu. - A pamiętasz co wyprawialiśmy z Papuciem? - Co jak co, ale gówniarza, który biegnie w kurtce lecz bez spodni a do tego w buciorach większych niż moje trzy pary razem wzięte się nie zapomina. - Dostał za to trzy fajki. - Wyszedłby na tym nieźle gdyby nie potknął się o krawężnik. Tak nam mijał wieczór kiedy on nagle wypalił: - Kiedy zapomnisz o Sarze? - Nigdy ? dziwne, odparłem mu z całkowitym spokojem. - Musisz wreszcie się pozbierać, nie możesz tak żyć. - Mnie się podoba. Po drugie, mamusiu, nie rzucaj mi tutaj sztampowych haseł. Nic ci to nie da. - Nic cię nie obchodzi? Firma, przyjaciele, wszyscy czekają aż wrócisz do świata żywych. - Ty jesteś moją firmą i przyjacielem ? nie mam zamiaru nikomu się tłumaczyć, wiem, że przyjechał tu z dobrego serca, dlatego nie w takt jest zakończyć tą rozmowę, ale niechybnie do tego ona zmierza. - Aldi, nie możesz się poddać... ? muszę mu przerwać bo zaczynam odczuwać kościółkowy nastrój ? jest jaszcze tyle rzeczy... - Nie poddaje się, przecież wciąż żyje. To wystarczyło. Zrozumiał, że nic dzisiaj nie osiągnie więc dał sobie na spokój. Miło go zobaczyć martwiącego się ? wiem, głupio to brzmi, ale dało mi to sporo do myślenia i jest już trzecia nad ranem a ja nie mogę przestać rozważać plusów i