Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 10 min czytania

Romans

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jak zaczął się ten dziwny związek? Normalnie, chyba tak samo jak wiele innych związków. Była impreza, wszyscy pili alkohol, wszyscy się bawili. Usiadłam, aby odpocząć, a on siedział sam. Zagadnęłam do niego, bo nie lubię jak ktoś siedzi samotnie na takich imprezach. Co powiedziałam? Nie pamiętam, ale pewnie coś zwykłego i oklepanego, jakieś „Dobrze się bawisz?”. Po prostu rozmowa jakoś się zaczęła i tak byłam pijana, więc za bardzo jej nie pamiętam. Wiem, że na koniec imprezy wymieniliśmy się telefonami, bo fajnie się nam rozmawiało, kiedyś chodziliśmy do tej samej szkoły i jakoś tak wyszło, że mieliśmy wspólnych znajomych. Nie, nie widziałam go wcześniej. Albo po prostu nie pamiętam tego. Tyle twarzy się przewija przed moimi oczami, że nie wszystkie pamiętam. Nie zwracam często uwagi na nowo poznane osoby, ale on przyciągał moją uwagę. Jak pierwszy raz z nim się spotkałam tak bez znajomych to nawet nie wiedziałam jak ma na imię. Dopiero przy piwie się go o to zapytałam, bo głupio było mieć go zapisanego w telefonie jako „Przystojniak”. Nazywał się Michał. Zwykłe imię dla zwykłego człowieka, ale mnie coś do niego przyciągało. I tak od jednego spotkania do drugiego zaczęła się rodzić między nami więź. Nie wiem ile było tych spotkań, może tylko 3 a może 10, trudno powiedzieć. Nie zapisywałam tego, wiem, że się spotykałam z nim i to dość często. Kiedy zaczęliśmy ze sobą chodzić? A to coś zmieni jak nie odpowiem? No dobra, chyba na którymś ze spotkań zaczęliśmy rozmawiać o naszym stosunku do związków. Pamiętam jak mówił, że w kobiecie szuka przyjaciółki, jakiejś bratniej duszy i seks tak się dla niego nie liczy. Ja powiedziałam, że mam podobne odczucia, ale z tym tylko, że ta druga osoba powinna też podzielać moje zainteresowania i powinna mnie słuchać. Tego wieczoru odprowadził mnie pod dom i wtedy się pierwszy raz pocałowaliśmy. Pamiętam, że to było pod koniec września, bo wieczory były już chłodne i mnie przytulił. Potem rozwinęło się to szybko, spotykaliśmy się, co dzień. Przeważnie u mnie albo na mieście. Nie, nie byłam nigdy u niego w domu, nie zapraszał mnie a ja sama się nie wpraszałam. Nie widziałam w tym nic dziwnego, że siedzimy tylko u mnie, bo czasem tak bywa, gdy druga osoba z pary ma liczne rodzeństwo. Z reszta mi pasowało to, że ja nigdzie nie musiałam jeździć. Sam do mnie przyjeżdżał i było nam dobrze. Rodzice nigdy nam nie przeszkadzali, nigdy się do niego nie czepiali, uważali, że jest miły. Ja też podzielałam takie zdanie. W końcu był spokojny i opanowany, zawsze mnie słuchał i nigdy się ze mną nie kłócił. Był ideałem faceta. Pamiętam jak na Walentynki zaprosił mnie na romantyczną kolację. Tej restauracji już nie ma, ale to była jedna z droższych w mieście. Jedliśmy jakąś kaczkę czy królika, nawet nie pamiętam dokładnie, bo w głowie został mi tylko deser. Były to lody z bita śmietaną polane jakimś likierem. Zabawne, że przypominam sobie to teraz, bo wcześniej myślałam, że to zwykła polewa, ale jak teraz cofam się wstecz to pamiętam, że lekko mi się kręciło w głowie, gdy skończyłam jeść. Następnie poszliśmy do teatru, jakaś nowa sztuka była, a my siedzieliśmy w pierwszym rzędzie. Czułam się wtedy taka kochana. Znowu odbijam od głównego wątku, ale teraz jak tak myślę to nie wiem, co ze mną się stało. Był przecież idealnym chłopakiem, idealnym facetem, był jak młody bóg. Zawsze przy mnie, gdy potrzebowałam pocieszenia, zawsze wiedział, kiedy się odezwać, aby mi ulżyć w cierpieniu. Nie chciałam go stracić. Uważałam, że to ten jedyny, ten wymarzony książę z bajki. Po moich wcześniejszych związkach ten był tak wspaniały, taki spokojny i bezpieczny. Potrzebowałam takiego związku, żeby móc znowu zaufać ludziom. Kiedy zazdrość się wkradła? To było takie nagłe uczucie. Nie wiem czy on pierwszy zaczął być zazdrosny czy ja, ale w którymś momencie odsunęliśmy się od siebie. Ja na imprezach zaczęłam rozmawiać z innymi znajomymi, on z innymi. Ja zaczęłam odnawiać swoje dawne znajomości, które zaniedbałam będąc z Michałem. On z kolei poznawał nowe osoby i cały czas chciał wiedzieć, z kim się spotykam. Ja też chciałam wiedzieć, z kim się spotyka, ale nie wierciłam mu o to dziury w brzuchu. Wiedziałam, że każdy potrzebuje znajomych i przebywanie w towarzystwie jednej osoby na okrągło może doprowadzić do nienawiści. Dlatego pozwoliłam na pewne oddalenie się od siebie. Myślałam, albo może wręcz wierzyłam, że potem zatęsknimy za sobą i wrócimy znowu do siebie. Ja naprawdę w to wierzyłam i z tego powodu nie ukrywałam przed nim tego, że na jakiejś imprezie gadałam z tym, albo tamtym kolegą. Za późno się zorientowałam, że on jest bardzo zazdrosny. Mi wystarczyło wiedzieć, z kim się spotyka i o czym gada z tą osobą. Jemu jednak musiałam…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Romans — czytnik · opowiadania