Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 5 min czytania

Romans na stoku cz. 8

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Widzę, że bardzo lubisz swoją nową „mamusię”. – zaśmiałam się. - Ta, uwielbiam. – zaśmiał się. - Zwłaszcza, że jest tylko pięć lat starsza ode mnie. Przebywam z nią tylko od wielkiego święta. I to też nie dłużej niż godzinę, bo mogłaby mnie wyprowadzić z równowagi… - nie mówił tego jednak z jakimś wstrętem. Mówił to normalnie, bez większych emocji.

Mijały dni. Wrócili nasi rodzice, a my wróciłyśmy do szkoły. Wiktor cały czas się z nami spotykał, nawet zaczynał mi się podobać. Miło mi się z nim rozmawiało, rozśmieszał mnie swoimi żartami. Po prostu dobrze mi się z nim gadało. Pewnego dnia przyjechał po nas do szkoły. - To co, spadamy? – zapytał. - Skąd się tu wziąłeś? – zapytałam. - Przyjechałem po was. – odpowiedział, niby zwyczajnie. - To jedź z Wiktorem, bo ja się jeszcze z Bartusiem umówiłam. – powiedziała do mnie Karolina. - Wytłumaczysz ją przed waszymi rodzicami? – zapytał Wiktor, gdy już wsiadłam do samochodu. Swoją drogą, bardzo fajny miał samochód – Czarną Toyotę Rav4. Zawsze te samochody mi się podobały. Moja pierwsza myśl, gdy tylko go zobaczyłam w tym samochodzie, to „pewnie tatuś mu kupił”.

- Chodzą pogłoski, że jutro masz osiemnaste urodziny… - chciał zacząć rozmowę. - Pogłoski? – zapytałam podejrzliwie. – Czy te „pogłoski” nazywają się może Karolina Miłowicz? – zaśmiałam się. - Oj, nie ważne, jak się nazywają. Ważny jest sam fakt twoich urodzin. - Czy ty mi coś insynuujesz? – zapytałam podejrzliwie. - Jutro piątek, więc może wyskoczylibyśmy do baru, opić to święto? - To zaproszenie? - Owszem. - Więc czemu nie? Pod warunkiem, że z nami pójdzie też Karolina z Bartkiem. - Okej! – zgodził się ochoczo. - Czy tutaj jest jakiś haczyk? – zapytałam podejrzliwie. - No skąd? Nigdy w życiu. - A Karolina wie, że chcemy jutro „wyskoczyć”? - Wie. Wszystko już z nią ustaliłem. Wasi rodzice też już są uprzedzeni. - Dlaczego ja o wszystkim dowiaduję się ostatnia? – zapytałam niczym mała, rozkapryszona dziewczynka. On położył dłoń na mojej dłoni. Zamarłam na sekundę. - No, to ja lecę do domu. – powiedziałam, gdy stanął na naszym podjeździe. Chciałam pocałować go w policzek, jednak on odchylił się tak, że „trafiłam” na usta. Nie przestawał mnie całować. Był cudowny, delikatny, ale za razem stanowczy. Taki, o jakim zawsze marzyłam. - Dobra, to ja polecę! – zarumieniłam się, gdy się od niego „oderwałam”. - Kocham cię. – wyznał, gdy już chciałam otwierać drzwi. Nie miałam odwagi wyznać mu tego samego, choć to właśnie czułam.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%