Komedia · 58 min czytania
ROMANTYCZNA JULIA - PODRYWACZ cz. IV
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ROMANTYCZNA JULIA
Z Julią umówiłem się w parku, bo według niej było to dużo piękniejsze i romantyczniejsze miejsce niż kawiarnia czy restauracja. Przyszedłem przed czasem, ale ona już siedziała na ławce przed małym stawkiem, po którym pływały dzikie kaczki. Podchodząc do niej zauważyłem, że była bardzo piękna i tym razem fotka wysłana mi na maila rzeczywiście należała do dziewczyny, z którą rozmawiałem na chacie. Miała długie, kręcone, kasztanowe włosy, ogromne, bardzo ładne, rozmarzone oczy, pełne usta i jasną cerę. Ubrana była w jasną sukienkę z dekoltem w kształcie litery U, a na nogach miała białe czółenka. - Cześć, to ja, Roman – podałem jej dłoń, którą ona bardzo delikatnie uścisnęła. - Bardzo mi miło, Julia – powiedziała z rozanielonym wyrazem twarzy. - Pisałaś mi na czacie, ze bardzo lubisz poezję – zagadałem elokwentnie. - Tak, wprost uwielbiam czytać wiersze i robię to pasjami. Czasem tak mnie to pochłania, że po prostu nie mogę się oderwać i dopiero gdy o świcie wstające słoneczko przegoni swoimi pierwszymi, zaróżowionymi promykami ciemności nocy, odkładam na bok tomik z liryką i zasypiam bosko zmęczona i wzruszona. - Też tak mam – poczułem, że będziemy mieli wspólne tematy. - Nieraz zdarza mi się zarwać noc, jak popijemy z kolegami. Znam ten ból. Najgorszy jest kac na drugi dzień. - A ty czytasz wiersze? – spojrzała na mnie tak jakby nie wiedziała o czym mówię. - Oczywiście, że tak - odparłem pewnym głosem, bo jestem niezłym aktorem. - Jaki jest twój ulubiony poeta? - Ten, no, Leopold..., Leopold Jeziorko – wytężyłem z całej siły pamięć, bo poetów zawsze miałem za nic. - Jeziorko? Nie znam takiego. - No ten, Stawek czy Staw. - A, Staff – uśmiechnęła się szeroko. - No przecież mówię, że Staff. - Tak, to wielki poeta, bardzo go lubię! Uwielbiam też Leśmiana, Tuwima, Asnyka i oczywiście naszego wieszcza narodowego, Mickiewicza. A ty jakich jeszcze cenisz mistrzów liryki? - Tych samych co ty. Lubiłem też... - zacząłem tak intensywnie myśleć, że aż mnie na moment rozbolała głowa. - Niezły był Kaka Baczyński. - Masz rację, niewątpliwie Krzysztof Kamil Baczyński wspaniałym poetą był. I w kim jeszcze się zaczytujesz? - W tym gościu z przerwą między zębami – zaczytujesz się, dobre sobie. Coś mi się niechcąco obiło o uszy, bo od czasu do czasu zjawiałem się na polskim, ale bez przesady. - Masz na myśli Kazimierza Przerwę Tetmajera? - Dokładnie. Mówiliśmy na niego Kazimierz Długo Długo Nic Tetmajer - zaśmiałem się głośno, ale z niewiadomego dla mnie powodu Julia jakoś nie podzielała mojej radości. Może nie zrozumiała żartu? Musiałem odbić piłeczkę, bo zaraz zdemaskowała by moją poetycką niewiedzę, a wtedy nici z podrywu. - A powiedz mi, piękna Julio, jaki jest twój ulubiony wiersz? - Ojej, bardzo mnie ucieszyło twoje pytanie! – dziewczyna ślicznie się uśmiechnęła.- Mało którego chłopaka interesują takie rzeczy i nawet nie wpadnie na pomysł, by o to zapytać. Najbardziej wzrusza mnie wiersz Bolesława Leśmiana „Dziewczyna”. Jeśli tylko chcesz, mogę zacytować. - Proszę bardzo – odparłem zadowolony, że przestała mnie maglować. - "Dziewczyna". Bolesław Leśmian – Julia przymknęła oczy, a jej twarz była pełna egzaltacji. „Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony, A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony. I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie, I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie... Mówili o niej: "Łka, więc jest!" - I nic innego nie mówili, I przeżegnali cały świat - i świat zadumał się w tej chwili... Porwali młoty w twardą dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem! I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem? "O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!" Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze.” - Dosyć, dosyć! Wystarczy! - krzyknąłem, nie mogąc dłużej znieść tych dyrdymałów. - To jest tak piękne, że gdybyś mówiła jeszcze przez chwilę, z pewnością bym się rozpłakał. Proszę cię, ani wersu więcej, bo się rozkleję! - Nie wiedziałam, że jesteś takim wrażliwym mężczyzną – spojrzała na mnie z zainteresowaniem i nutką podziwu w wzroku. - Cieszę się, że udało mi się ciebie zachwycić. - Tak, ten wiersz jest cudowny! A do tego ta mistrzowska interpretacja! - Nie żartuj sobie ze mnie, do mistrzostwa mi jeszcze daleko - skromnie spuściła wzrok, ale widziałem, że ukradkiem spoglądała na mnie, czy aby nie żartuję. - A ty znasz jakiś ładny, wzruszający, romantyczny wiersz? - No, pamiętam taki jeden, całkiem niezły. - To bądź tak łaskaw i wyrecytuj go dla mnie, dobrze? - Okey. To leci jakoś tak: „Ptaszek leci hen z daleka, Kotek pije sobie mleka, Żaba w wodzie dupę moczy, Kurwa, jaki dzień uroczy.” - Piękny. Uroczy wiersz – na twarzy dziewczyny ujrzałem autentyczny zachwyt. – Może tylko niektóre słowa są odrobinę zbyt obcesowe, ale ogólna wymowa tego niezwykle romantycznego utworu jest bardzo pozytywna. Tchnie z niego radość życia, zachwyt nad pięknem przyrody i sentymentalny obraz polskiej wsi. - Chodzi ci o „dupę” i „kurwę”? - chciałem ustalić, które to słowa były odrobinę zbyt obcesowe. - Tak, dokładnie. Zamieniłabym je bardziej adekwatnymi słowami, jeszcze podkreślającymi romantyzm i nastrojowość tego pięknego poematu. - To co byś wstawiła zamiast „kurwa”? - Proponowałabym „jejku”. A zamiast tego nieładnego słowa na literkę „d” wstawiłabym „nosek”. Przecież nie ma większego znaczenia, co ta malutka żabka tak naprawdę sobie moczyła, nie uważasz? - Uważam. W sumie masz rację. - Też tak myślę. Pozwól, że wyrecytuję cały wiersz już po zmianach. - Pozwalam – zgodziłem się łaskawie. - Dziękuję bardzo. A więc proszę o chwilę ciszy i zadumy – wstała, zamknęła oczy i zaczęła deklamować z nawiedzonym, lekko głupawym wyrazem twarzy: „Ptaszek leci hen z daleka, Kotek pije sobie mleka, Żaba w wodzie nosek moczy, Jejku, jaki dzień uroczy.” - Brawo, brawo! Genialnie to zrobiłaś! – zaklaskałem głośno, starając się zachować powagę. - Dziękuję, dziękuję bardzo – spłonęła lekkim rumieńcem i dygnęła niczym dama dworu. Pochyliła się przy tym i wtedy udało mi się zajrzeć jej za dekolt. Spełniły się moje obawy – dziewczyna nosiła stanik, więc będzie o jedną przeszkodę więcej do pokonania. Ale damy radę. Chwilę siedzieliśmy w milczeniu, aż w końcu Julia spojrzała na mnie i uśmiechając się zniewalająco powiedziała słodkim, rozmarzonym głosem: - Chciałabym sprawdzić, jak bardzo jesteś romantyczny. Czy mógłbyś podać mi dziesięć synonimów na te rozkoszną, przepiękną część ciała kobiety, którą większość chłopców i młodzieńców prozaicznie zwą cipką? Oczywiście muszą to być słowa inne niż cipka, bo po pierwsze byłoby to za łatwe, a po drugie nienawidzę tego brzydkiego i prostackiego określenia tak cudownego fragmentu kobiety. - No postaram się. A więc lecimy: pipka, szparka, kuciapka, bóbr, kot, bułeczka. Ile było? - Sześć. - Dopiero sześć? A nie siedem? - Nie. Jeszcze cztery. - Ok. – wytężyłem umysł. – Broszka, kasia, pipka… - Pipka już była! – zaprotestowała. - Była? Niemożliwe! - Możliwe. Pipki nie zaliczam. Mów dalej. - Pizdeczka i… i wagina – odetchnąłem z ulgą. - Dobrze, udało ci się. A teraz spróbuj wymienić dziesięć określeń na narząd męski, często określany słowem na literę „ch”, tak brzydkim, że aż mi ten wyraz nie chce przejść przez gardło. Z tym że nie możesz już użyć właśnie tego słowa na „ch”. - No dobra, spróbuję. Kutas, fujara, pała, kutafon, wałek, fajfus, penis, chuj… - Chuja nie zaliczam! – krzyknęła. – Mówiłam, że nie może być słowa „chuj”! - W porządku, to bez chuja. Wacek, członek i te, no, dalej! Już wiem – przyrodzenie! - No brawo! Zaimponowałeś mi. Jesteś jedynym chłopakiem, jakiego znam, który potrafił tego dokonać! To dowodzi, iż jesteś bardzo oczytany, inteligentny, masz duży zasób słownictwa, a więc gdybyś chciał, mógłbyś pisać wiersze. To by potwierdzało moje pierwsze wrażenie, bo wyglądasz mi na romantyka. - No tak. Taki właśnie jestem – z dumą wypiąłem klatkę piersiową. - To znaczy, że jesteśmy bratnimi duszami, bo ja też jestem romantyczką. Niektórzy nawet mówią, ze niepoprawną. - Romantyzm to bardzo piękna i niesamowicie rzadka cecha w dzisiejszych czasach. Coraz trudniej spotkać takie wspaniałe, wrażliwe i sentymentalne kobiety jak ty - kadziłem jej, bo tak trzeba przecież robić, żeby zmiękczyć dziewczynę. - Możesz mi opowiedzieć jakąś romantyczną historię ze swojego życia? - Oczywiście. Było ich wiele, więc wspomnę ci jedynie o tych najbardziej interesujących i wzruszających. Na przykład w zeszłym roku byłam z pewnym mężczyzną w górach i wynajęliśmy tam pokój z prawdziwym kominkiem, w którym można było rozpalić ogień. Oczywiście ciągle kochaliśmy się jak szaleni na niedźwiedziej skórze leżącej tuż przy kominku, aż pewnego razu iskra spadła na gęsty, rozkoszny trójkącik między mymi jedwabiście gładkimi udami i zaczęłam się palić... - Zapaliła ci się cipka od kominka?!- krzyknąłem zdziwiony. - Tak, to było takie romantyczne! Miłowaliśmy się tak bardzo, że aż płomień tej miłości rozpalił moje ciało, zaczęłam spalać się, płonąć! Jejku, jak sobie o tym pomyślę, to jeszcze teraz robi mi się ciepło i wilgotno! - I co, mocno sie poparzyłaś? - Nie, mój dzielny kochanek uratował mnie, polewając rozgrzane do czerwoności łono winem! - No w sumie nic dziwnego. Ratował to, na czym najbardziej mu w danej chwili zależało i czego najbardziej potrzebował – uśmiechnąłem się. - Tak, to było takie słodkie i wzruszające! Jeszcze chwila i oboje spłonęlibyśmy w ogniu miłości. Ach, cóż to była za cudowna przygoda. A mój nieustraszony mężczyzna był taki bohaterski! - Pewnie gdyby mu się zapaliły jajka albo fujara, też byś go uratowała? - To jasne jak słoneczko na bezchmurnym, błękitnym niebie – rozmarzona Julia zamknęła oczy. - Zgasiłabym trawiące go płomienie czymkolwiek! Moimi karminowymi ustami, jędrnymi piersiami, wilgotnym łonem! Udostępniłabym każdy rozkoszny otworek mojego ciała, byleby tylko odjąć mu choć odrobinę bólu! - Dzielna z ciebie i oddana dziewczyna - pochwaliłem Julię.- Też kiedyś byłem w takiej potrzebie i muszę ci powiedzieć, że moja kobieta stanęła na wysokości zadania. - Opowiedz mi o tym, proszę – spojrzała na mnie błagalnie tymi swoimi dużymi, błękitnymi oczami. - Otóż byłem z panienką nad morzem. Mieliśmy wynajęty pokój z łazienką i gdy wieczorem moja laska poszła wziąć prysznic, postanowiłem do niej dołączyć. Rozebrałem się, odsunąłem drzwi od kabiny i już do niej wchodziłem, gdy laska nie wiem czemu wypchnęła mnie i zasunęła drzwi przed nosem. - Pewnie była z niej strasznie wstydliwa dziewica – Julia westchnęła z egzaltacją. - Nie wiem, co jej wtedy odwaliło. Pech chciał, że przytrzasnęła mi najbardziej wtedy wystającą do przodu i najwrażliwszą część mojego ciała. - Nosek? - naiwnie spytała Julia. - Nie, niżej. Znacznie niżej. - Czyli co? - Czyli wacusia. - To był tam z wami jeszcze jakiś Wacuś? - dziewczyna zrobiła zaskoczoną minę. - Nie. Kutasa mi przytrzasnęła, kapujesz? - trochę się zdenerwowałem, że opowiadam jej o tak bolesnych dla mnie sprawach, a ona mnie nie rozumie. - Ojej, to ale musiało boleć – położyła mi rękę na udzie tuż przy członku i współczująco spojrzała w oczy. - Bolało mnie jak cholera! I w dodatku zaraz strasznie mi spuchł! Co ona się wtedy mnie naprzepraszała, nacałowała, nagłaskała! Już nie wiedziała, co ma robić, wszędzie go brała – i do rączki, i do buzi, i między cycusie. Ale dopiero jak pozwoliła mi włożyć ptaszka tam, gdzie chciał się znaleźć już pod prysznicem, moje cierpienie ustało. W sumie ona też była zadowolona, bo był wyraźnie grubszy niż zwykle. - Doskonale ją rozumiem, bo postąpiłabym dokładnie tak samo, by uratować ukochanego. Masz może z tego wydarzenia jakąś romantyczną pamiątkę, bliznę albo znamię? Bo jeśli tak, to chętnie bym na nie rzuciła okiem - powiedziała z poważną miną. - Niestety nie. - Pewnie źle patrzyłeś. Nie jesteś krótkowidzem? Ja mam bardzo dobry wzrok, na pewno bym coś zauważyła, jakieś zaczerwienie czy mikroblizenkę. No nie bądź taki, pozwól zaspokoić ciekawość romantycznej miłośniczce ran powstałych w czasie uprawiania wspaniałej miłości. - Ale ja naprawdę nie mam żadnych mikroblizenek! Tyle razy oglądałem sobie ptaka, że gdyby coś tam było, z pewnością bym zauważył. - Szkoda. Uwielbiam oglądać takie ślady przypominające o pięknych, minionych chwilach spędzonych w miłosnych uniesieniach. - A ty masz jakąś pamiątkę z poparzenia cipki? -- zadałem najbardziej naturalne w tym momencie pytanie. - Bo też bym chętnie na nią rzucił okiem? - No coś ty, głuptasie! Włoski już mi dawno odrosły – zaśmiała się głośno. - Miałaś jeszcze jakieś fajne przygody? - zmieniłem temat, skoro nic nie wyszło z oglądania pamiątek. - Bez liku! Kiedyś na przykład wybrałam się z moim kochankiem na wycieczkę rowerową za miasto. Stanęliśmy na drewnianym, skrzypiącym moście, spinającym brzegi niewielkiej, rozkosznie szumiącej w dole rzeczki, by zachwycać się uroczym zachodem słońca. Byłam tak oszołomiona rozpierającą mnie miłością do tego słodkiego chłopca, że zapomniałam ubrać majteczek, a mój Romeo zauważył to i stojąc za mną i pieszcząc moje krągłe piersi, śmiałym ruchem zadarł mi sukienkę i wszedł we mnie jednym mocarnym pchnięciem. Zasłaniając mi usta, bym swym krzykiem rozkoszy nie postawiła na nogi całej okolicy, zadawał mi miłosne pchnięcia swoim... - Dupczył cię na moście w biały dzień? – przerwałem jej zdziwiony. - A jakby ktoś was zobaczył? - Nie wstydziliśmy się naszego cudownego, głębokiego uczucia! A tak w ogóle to mieliśmy jednego widza. W gęstych zaroślach porastających brzeg rzeczki zauważyłam uroczego, starszego pana, który przyglądał się nam z rozanieloną miną przez lornetkę, trzymaną w jednej dłoni. W drugiej miał swoje przyrodzenie i pieścił je energicznie, z pewnością wspominając swoją burzliwą młodość, gdy sam kochał się z uroczymi, namiętnymi dziewczynami niemal równie urodziwymi jak ja w jakiś romantycznych ruinach czy leśnych ostępach. - Przepłoszyliście chama? - Mój ukochany mężczyzna zobaczył go dopiero wtedy, gdy już akt miłości dobiegł końca, a gorący, gęsty jej dowód miałam już głęboko w sobie. Sympatycznie pokiwał mu wtedy zaciśniętą pięścią i przyjaźnie krzyknął: „Spieprzaj dziadu”. Jednak ten nieśmiały i myślę, że bardzo wrażliwy staruszek nie wiedząc czemu nie przyszedł się z nami przywitać i w kulturalnej rozmowie wymienić doświadczeniami, tyko wziął nogi za pas. Co za wzruszająca wstydliwość! Pewnie nieraz potem w swojej samotni śnił o moim ciele, wygiętym z pożądania w rozkoszny łuk, rozpamiętując dawne czasy i romantyczne miłości. - Na pewno! Cholerny, obleśny onanista! - już ja wiem, o czym myślał dziadek w swojej chałupie, gdy brzydko bawił się pod kołdrą. - Kochałeś się kiedyś na łonie natury? - spytała patrząc na mnie z zainteresowaniem. - Jasne, dziewczyno! Kiedyś razem z taką jedną Beatą pojechaliśmy kaszlakiem do lasu, bo wiesz, ani u mnie, ani u niej nie było warunków. Rozłożyłem kocyk, wypiliśmy winko, pojedliśmy winogron, a potem wziąłem się za dziewczynę. Rozebraliśmy się do naga, a wtedy pomysłowa Beatka ubzdurała sobie, że najlepiej byłoby to zrobić w samochodzie, bo tam jeszcze nigdy nie uprawiała seksu. Zgodziłem się, więc weszliśmy do tyłu i zrobiłem co trzeba, chociaż było ciasno i spociłem się w tej blaszanej puszce, bo to był środek lata. - Jak ślicznie zapowiada się ta opowieść! - Gdy chcieliśmy wyjść z samochodu, okazało się, że zatrzasnęły się drzwi od strony kierowcy. Z drugiej strony wcale się nie otwierały, więc trzeba było wyjść oknem. Od strony pasażera szyba opuszczała się tylko do połowy, z drugiej strony wcale, jak to w małym fiacie, a nie zgodziłem się, żeby ją stłuc, bo co będę potem za szybą latał, nie? - A nie mogliście się otworzyć od zewnątrz? - Nie, bo kluczyki zostawiłem na kocu. No i wtedy Beatka powiedziała, że spróbuje jakoś przecisnąć się przez okno. Jednak chyba źle się do tego zabrała, bo nogami do przodu i głową w dół. - Dlaczego źle? Mój dziadunio zawsze powtarzał: „Nogami do przodu, to jedyne wyjście!” - Tyłek jakoś jej przeszedł i już stopami dotykała ziemi – opowiadałem dalej – ale miała takie wielkie balony, że cycki już nie chciały się zmieścić. No i utknęła – ani wte, ani we wte. Próbowałem ją wciągnąć z powrotem, ale nie dało rady. Nie wiem, czy z nerwów spięła się i za mocno napinała mięśnie dupne, przez co tyłek był większy w obwodzie, czy co, ale mimo wspólnych wysiłków nie daliśmy rady cofnąć jej do samochodu. - Zaiste piękny i wzruszający to musiał być widok, gdy twoja kochanica tkwiła tak uwięziona, ze swoją nagą, obnażoną kobiecością, wystawioną na łaskę i niełaskę przechodniów! - powiedziała z rozmarzoną miną. - Masz rację, goła baba z wypiętym tyłeczkiem to zawsze ciekawy widok. - I co zrobiłeś, by wyrwać umiłowaną kobietę z tej straszliwej matni? - Wziąłem komórkę i zadzwoniłem po kumpla. Przyjechał dosyć szybko, ale najpierw gapił się jak sroka w gnat na tyłeczek zdenerwowanej Beatki, zaśmiewając się przy tym do rozpuku, a potem powiedział, że należy mu się znaleźne i dopóki go nie dostanie, to nas nie uwolni. - Jakie znaleźne? - No przecież znalazł nas w lesie, nie? Miało być wypłacone z góry i w naturze. - Chciał zjeść wasze winogrona? - Nie! Skorzystać z gołej dupeczki Beatki i przelecieć ją! - Julia była dziwnie mało domyślna. - Oczywiście zgodziłem się, bo też byłem zdania, że znaleźne się należy jak psu micha. Jak bym wyglądał przed kumplem, gdybym się nie zgodził? Jak ostatni cham! Beatka trochę protestowała i krzyczała podczas wypłacania znaleźnego, ale nie zwracaliśmy uwagi na jej babskie gadanie. Kobieta nie wie, co to honor. Jak trzeba zapłacić, to trzeba, nie? - No pewnie! Znaleźne rzecz święta! Co za chytra, małostkowa i niehonorowa dziewczyna. Ja zawsze daje innym to, co im się słusznie należy. Pierwsza bym zaproponowała wypłacenie należnego znaleźnego i nawet pozwoliłabym wybrać dziureczkę. Skąd ty wytrzasnąłeś taką zacofaną, nieżyciową dziewczynę? Za uwolnienie z tak straszliwej, mrożącej krew w żyłach opresji wybawiciel mógłby zażądać ode mnie dużo większej nagrody, na przykład ulubionego tomiku poezji, i też byłoby trzeba się wywiązać i oddać arcydzieło liryki. - Cieszę się, że rozumiesz, co to męski honor i wdzięczność za przyjacielską przysługę. Wyobraź sobie, że zanim doszło do wypłacania, bezczelnie przeszkadzała, kręciła tyłkiem na prawo i lewo i wierzgała nogami. Co za dziwka! - Nie lubię takich nieprzyzwoitych wyrazów, ale tu muszę się z tobą zgodzić. Żeby nie chcieć wypłacić znaleźnego to trzeba mieć charakter ladacznicy! - Na szczęście kumpel szybko sobie z nią poradził. Jak ją przyszpilił swoim zaganiaczem, to od razy zmiękła, zrozumiała swoje złe zachowanie i przestała się rzucać. - Jak ja bym chciała, żeby jakiś dzielny wybawiciel przyszpilił mnie tak w jakimś nieprzebytym lesie wśród szumu dębów i śpiewu ptaków – Julia znów się rozmarzyła. - Nie ma sprawy, mogę zadzwonić po kumpla – zażartowałem. - Pewnie kręci się teraz po mieście. - I co było dalej? - nie zareagowała na moją zaczepkę.- Przyjaciel znalazł kluczyk i was otworzył? - Tak. A wtedy ta niewdzięcznica najpierw dała w pysk koledze, potem mnie, wzięła swoje rzeczy i nawet się nie ubierając uciekła w głąb lasu. Coś tam wykrzykiwała o męskich, napalonych, szowinistycznych świniach, ale nie bardzo wiedzieliśmy, o co jej chodziło. - Bardzo dziwna kobietka z tej Beaty! I w dodatku obrażalska. Stroiła fochy o byle co i w ogóle nie potrafiła się zachować w towarzystwie. Ani taktu, ani romantyzmu, ani nawet kultury osobistej. Twój przyjaciel po wielu poświęceniach uratował was jak średniowieczny rycerz na białym koniu księżniczkę z sięgającej nieba wieży, a ona żałowała mu tej malutkiej, drobnej uprzejmości, do której miał pełne prawo! To się wprost w głowie nie mieści. - Dlatego więcej się z nią nie spotykałem. - Świetnie cię rozumiem. Skoro ty posiadłeś jej ciało, to co jej przeszkadzało, że jeszcze jeden chłopak zrobił to samo? Nie rozumiem! Wiesz, też chciałabym kiedyś przeżyć taką romantyczną, piękną przygodę w lesie i dać się potem uratować komuś równie szlachetnemu i prawemu jak twój przyjaciel – wyznała mi z błyskiem w oczach. - W moim towarzystwie takie przygody masz zagwarantowane – zapewniłem ją. - Zwłaszcza, że ciągle mam tego malucha. - Nie wątpię. Jak on wygląda? - Fajnie. Zadbany, czyściutki, granatowy. - Granatowy? Oj, biedaku! Co ci się stało? Przytrzasnąłeś go sobie drzwiami? I proszę cię, nie nazywaj go maluchem. Na pewno gdy jakaś ładna, romantyczna dziewczyna weźmie go delikatnie do ręki, pogłaszcze, pomasuje, pocałuje, to nie będzie już z niego wcale taki maluch, tylko prawdziwy kawał... - A o czym to mówisz? - przerwałem jej.- Bo ja o moim maluchu, to znaczy fiacie 126p. - Tak? O jejku, to przepraszam. A ja myślałam, że o... Nie ważne. - Muszę się pochwalić – odezwała się po chwili krępującej ciszy – że też miałam kiedyś bardzo sympatyczną przygodę w leśnej głuszy! Mój kolejny najukochańszy, jedyny, najdroższy kochanek zaprosił mnie na kulig. Pędziliśmy saniami przez odwieczne bory w złocistym blasku pochodni, a mróz był trzaskający. Najmilszy mój mężczyzna zgubił gdzieś rękawiczkę i strasznie zmarzły mu palce jednej ręki. Spytał, czy może je ugrzać pod moim płaszczem, więc się zgodziłam, bo mam dobre i czułe serduszko. - Dobrze wiedzieć. - Jednak nadal marzła mu ręka, więc przystałam na to, by schował ją w moich spodniach, a gdy ciągle było mu zimno, poświeciłam się dla ukochanego i pozwoliłam, żeby włożył paluszki w moje majteczki. A że najcieplej jest w środku mojej gorącej, wilgotnej kobiecości... - Czyli w cipce? - musiałem się upewnić. - Dokładnie tam, więc nie oponowałam, gdy jego wskazujący i środkowy palec zagłębiły się właśnie w niej. Na nieszczęście po chwili nasze sanie wywróciły się na zakręcie, wylądowaliśmy w śnieżnej zaspie i mój biedaczek złamał sobie właśnie te dwa paluszki. - Ha, ha, ha – zaśmiałem się głośno. - Ale jajca! Akurat wtedy musieliście zaliczyć glebę. - Pewnie nawet nie zdążył ugrzać tych swoich paluchów? - Pomyśl sobie tylko! - Julia z dezaprobatą przyjęła moje rozbawienie. - Jakie to piękne i romantyczne, odnieść ranę podczas randki z ukochaną i swoje miłosne zapędy niemal przypłacić kalectwem! - powiedziała Julia. - Tak, jasne – odpowiedziałem z przekąsem. - Trudno o lepsze zakończenie randki niż złamanie sobie palucha podczas grzebania nim w cipce. - Wiesz, jak on później obnosił się z tym palcem? Jak bohater z raną odniesioną w boju. Wszystkim opowiadał o tym wydarzeniu i wzbudzał niekłamany podziw kolegów. Na mnie też dziewczyny patrzyły z podziwem w oczach. Tylko jedna nazwała mnie lampucerą. Nie wiedziałam, czy mam jej podziękować za miłe słowo czy huknąć w łeb torebką? - Trzeba było podziękować, laska miała dobre intencje. - A co to jest ta lampucera? - To taka dziewczyna, która ma bardzo ładną cerę, szczególnie korzystnie wyglądającą w świetle lamp – odpowiedziałem z dużym znawstwem. - No to zachowałam się jak prostaczka, mogłam zrewanżować się jej jakimś wyszukanym komplementem. - Nie przejmuj się. Następnym razem nazwiesz ją lafiryndą i będziecie kwita. - Świetny pomysł! A co to jest lafirynda? - Tak się mówi na miłą, serdeczną przyjaciółkę – wytłumaczyłem jej zgodnie z moją ogromną wiedzą. - To od francuskiego „lafi” - kochana. A „rynda” to przyjaciółka, tylko nie pamiętam po jakiemu. - A ja myślałam, że lafirynda to zwykła dziwka! - Nie, skądże! Chwilę siedzieliśmy w milczeniu, a ja przypatrywałem się Julii myśląc, że naprawdę jest prześliczną dziewczyną. Gotowy byłem wytrzymać jej przesadnie romantyczną gadkę, byle tylko być z nią przez czas wystarczająco długi, żeby sprawdzić, jaka jest w łóżku ta urocza nimfa. Oczywiście związek na dłuższą metę nie wchodził w grę, bo jeden z moich żelaznych punktów brzmiał, że dziewczyna nie może wnerwiać ucha, a poetycka gadka Julki od czasu do czasu podnosiła mi ciśnienie. - Może zabawimy się w pewną bardzo fajną i pouczającą grę? - odezwała się dziewczyna z ognikiem w oczach. - Jaką? - Poetycką. Zacznę recytować początek pewnego utworu lirycznego, a ty dokończysz. Później się zamienimy i okaże się, kto lepiej zna się na poezji. - Przecież wiadomo, że ty jesteś większą ekspertką, moja ty słodka cipulko – absolutnie nie miałem ochoty na takie gierki. - O! Jak ty ładnie mnie nazwałeś – uśmiechnęła się promiennie. - Ale nie bądź taki, daj się pobawić. Zaczynam: „Nam strzelać nie kazano. Wstąpiłem na działo…”. Proszę cię, mów dalej. - „Działo wyjebało. Spojrzałem na pole. O ja pierdolę. Wkoło same trupy. Mają sine dupy.” Julia spojrzała na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Chyba jej się nie podobało. - No co, taką znam wersję tego utworu – próbowałem się usprawiedliwić. - Chyba rzeczywiście to nie był dobry pomysł z tą grą poetycką – stwierdzała z kwaśną miną. Ale mam lepszy! - Jaki? - spytałem z obawą, spodziewając się najgorszego. - Napisałbyś dla mnie wiersz? - Mogę napisać – pomyślałem sobie, że to żaden problem ściągnąć jakiś wierszyk z neta i podać jako swój. - O czym? - O muszelce. - O jakiej muszelce? - No wiesz co? Oczywiście, że o mojej! - Mam pisać o takich pierdołach? - To nie są żadne pierdoły! – powiedziała oburzona. – Moja muszelka jest dla mnie bardzo ważna. - No to dobra. Może być o muszelce. Opowiedz mi coś o niej. Jaka ona jest? Mała, duża? - Taka średniawka, ale dość ciasna. - Skąd wiesz? Wkładałaś w nią palec czy co? - I to dosyć często – zachichotała. – A czasami nawet dwa, chociaż wchodziły z trudem. - Zresztą nie tylko palce penetrowały muszelkę. - A co jeszcze? - Nie wiem, czy mogę ci powiedzieć – zaśmiała się jak podlotek. - No dobrze, powiem. Kiełbaska! - Aha, rozumiem, kiełbaska – tak naprawdę nic nie rozumiałem. Kto zdrowy na umyśle wkłada kiełbasę do muszelki? Ale zostawiłem moje przemyślenia dla siebie, bo bardzo taktowny ze mnie gościu. - To jest muszelka morska czy rzeczna? - spytałem. - Oczywiście, że miejska! Nie rozumiem twojego pytania. A jaka by miała być, jak całe życie mieszkam w Poznaniu? - Pierwsze słyszę o takich muszelkach, ale niech ci będzie. Jaki ma kolor? - Kasztanowy – taki jakie mam włosy na głowie. A jak ją ogolę to oczywiście ma kolor mojej skory, a w środku jest taka ładna różowiutka. - Golisz muszelkę? – spytałem zdziwiony. - A co w tym dziwnego? Wiele dziewczyn tak robi, zwłaszcza latem. - To twoja muszelka ma włoski? - Oczywiście, że ma! Widzisz w tym coś nienormalnego? - No wiesz, jeszcze nie widziałem muszelki z włoskami – zacząłem powątpiewać w to, czy Julia jest normalna. - To mało widziałeś! - Julia podniosła głos. - Każda muszelka ma włoski, chyba że zostanie ogolona, albo dziewczyna jeszcze nie zaczęła dojrzewać. - Nie bardzo rozumiem, co ma dojrzewanie do kłaków na muszelce. Wiesz co, najlepiej będzie, jak mi ją po prostu pokażesz. - Gdzie? Tutaj? Chyba zwariowałeś! - trochę się zirytowała, jakbym prosił ją o coś wyjątkowego. - Zresztą nie pokazuję mojej muszelki chłopcom na pierwszej randce. - A masz ją przy sobie? - Jasne, że mam. Każda dziewczyna ma zawsze przy sobie swoją muszelkę. Dziecko jesteś czy co, że zadajesz takie idiotyczne pytania? - To dlaczego nie chcesz mi jej pokazać? O co chodzi? - Bo się wstydzę. Zobacz ilu tu chodzi ludzi? - To jak mam napisać wiersz o czymś, czego nigdy nie widziałem?! – zdenerwowałem się. - Nigdy nie widziałeś muszelki? – zaśmiała się głośno. – Nawet na filmie? O ty biedaku! Nie wiedziałam, że jesteś prawiczkiem. Jakie to romantyczne! - Nie jestem prawiczkiem! I w ogóle skąd ci to przyszło do głowy? Pokażesz mi w końcu te muszelkę czy nie, bo zaraz dostanę szału?! - Ale z ciebie napaleniec! Nie pokażę i koniec! - Nie wiem, czego tu się wstydzić, ale jak chcesz, to możemy iść tam, w krzaki – wskazałem ręka na pobliskie zarośla. – Tam na pewno nikt oprócz mnie nie zobaczy tej twojej muszelki. - Mówiłam ci już, że nie pokazuję muszelki na pierwszej randce. Zresztą nigdy nie pokazuję pierwsza. Najpierw musiałabym zobaczyć twojego, no wiesz, żołnierzyka – wstydliwie spuściła oczy. - Żołnierzyka? A na jaki temat my w ogóle rozmawiamy? Czy aby o tym samym? Wytłumacz mi dokładnie, jeszcze raz, o czym ma być ten wierszyk? - Ile razy mam ci mówić? O mojej muszelce, różyczce, kwiatuszku, ogrodzie miłości, jamce rozkoszy, słodkiej dolince! - Czyli o twojej cipce! – nagle mnie olśniło. - Tak, ale nie musisz jej tak brzydko nazywać. Proszę cię, trochę romantyzmu! Stać cię na to. Przecież tłumaczę ci od pół godziny, że chodzi o moją muszelkę! - Tak, tak, teraz już wiem, o twoją cip.. muszelkę. Wszystko jasne. Chętnie o tym coś naskrobię, ale naprawdę musiałbym ją przedtem zobaczyć. - A nie możesz sobie jej wyobrazić? Przecież tak dokładnie ci ją opisałam – zdziwiła się Julia. - Ja mam bardzo słabą wyobraźnię, praktycznie nie mam żadnej. Potrafię sobie wyobrazić co…