Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 8 min czytania

Rosół

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Użyj nosa. - rzekł pełny głos, jak do całkiem przygłuchej.

- Czyżby to telewizor słowem chlapnął? Ma mnie za starą wariatkę?

Spurpurowiałam, ołówek wypadł mi z ust. On ani parsknął. Błyszczący, nietknięty.

- Ćwiczę nie dla sportu, a dla wizerunku. Wystarczy? Krzywych ust obecnie nie nosi się - wygarnęłam, wlepiając oczy w czarny ekran.

Postałam jeszcze trochę w ciszy, jakbym czekała, że w jego prostolinijnej urodzie ujrzę choć cień aprobaty.

W telewizorze tylko coś zasyczało.

- Ano, chyba już przyszła moja kolej... Na tym starość polega? - przemknęło.

Czując się zwolniona z dalszych wyjaśnień, wróciłam do sypialni. Przed lustrem zlustrowałam się na chybcika.

Dokładnie oklepałam kremem wystający podbródek i czoło. Uśmiech zlikwidował poranną brzydotę.

- Ogólnie dobrze, tylko włos na okrętkę. Żadna ozdoba.

Wyjęłam nożyczki. Twarda ręka, sztywny nadgarstek, kilka ruchów palców i świst poszedł. Rude kosmyki opadły na podłogę.

Niedawny udar zrobił swoje, spadł na mnie jak burza, wyrywając kilka lat z życia. Ale głowa pozostała bez zarzutu. Umiem pewnie stać na nogach, prawa ręka nadal jest mocna, oko wiele dojrzy. Wyszłam, jakby inną osobą. Rogata. Uparta. Chyba ładnych lat jeszcze dożyję. Nie utknę w bezczynności, będę pisać dalej. Chwycę tylko dobry temat i jazda. Za wcześnie na pogrzeb marzeń.

Z wiekiem przeszłość musiała mnie dogonić. To chyba nieuniknione. Życie to zawikłana opowieść, pociemniała nie do poznania, pod warstwami rozmaitych werniksów i sadzy. Moja przyzywająca palcem, często szalona. Niekiedy przerywana zapadnięciem zmroku lub końcem wizyty rodziny i przyjaciół.

Tyle się wtedy działo. Mijały miesiące i kwartały. Boże Narodzenia przechodziły w Wielkanoce, Wielkanoce w Boże Narodzenia. Dziś historia przesącza się przez przedmioty wypełniające niewielką przestrzeń mojego domu. Zbierałam je latami. Są inspiracją, sposobem na dobry nastrój o bladym świcie. Nie pozwalają mi zapomnieć. Sekretarzyk otulony światłem małej lampki wzdycha tęsknie wyglądając pracowitych rąk. Laptop mój wierny towarzysz bezsennych nocy w uśmiechu szczerzy klawisze do śpiących spokojnie książek.

Wspomnienia pojawiają się z początku niepewnie i tajemniczo. Później płyną coraz bardziej wartko, coraz szerzej i głębiej. Niektóre są niczym rozdziały wycięte z książki. Lubię do nich sięgać w porze jesiennej szarugi.

Jako mała dziewczynka nabijałam sobie głowę różnymi teoriami, które znajdowały podatny grunt w zielonym, niepielonym ogrodzie mojej głowy. Czytałam i rozprawiałam, a to o książkach, a to o owadach, najchętniej o stonogach, które dusiłam gołymi rękami i o kaktusach. Lubię je do dziś. Miałam tysiąc pomysłów na minutę. Mama patrząc mi w oczy, przyznawała z bólem, że jedynie nie udało się jej obudzić we mnie miłości do jedzenia, i że na pewno umrę z głodu. Wszyscy mieli nadzieję, że mi przejdzie. Ile tym gadaniem krwi mi napsuli. I nic, za żadne skarby. Ostentacyjnie omijałam kuchnię. Nieważne, dokąd niosły mnie chude nogi. Byle dalej..., nuciłam pod nosem, tupiąc głośniej niż zwykle. “Paskudztwo” to był jedyny komentarz do całej tej sytuacji.

Aż raz, na mojej drodze, wiodącej do niechybnej śmierci, wyrósł rosół. Niezwykła zupa mojej mamy, niemy świadek bankructwa mojego dziecięcego uporu. Jeszcze w snach czuję jej łechcący podniebienie wyborny smak i i upojny zapach.

Figuruje w stałym zestawie moich opowieści obiadowych. Wywołuję ją z łatwością z lasu mojej pamięci, gdy z kuchni dochodzi głos mojej wnuczki wystarczająco długo odmawiający zjedzenia makaronu lub puree. Wszystko w nim było, jak trzeba. Mama rzadko odsłaniała tajniki swojej kuchni. Od rana chodziła dumna jak paw, dyrygując hufcami garnków i patelni. Powtarzała, że proporcje składników rosołu wymuszają okoliczności. Inne na co dzień, inne na imprezę, jeszcze inne w święta.

Pamiętam jak dziś:

- Starałam się, by rosół był…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Rosół — czytnik · opowiadania