Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 5 min czytania

Roxanne

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

(...) Z kanałów dobiegał nocny koncert świerszczy. Oddychała głęboko, serce waliło jej jak bębny z okazji narodowego święta w USA. Zaświeciła latarką (model wyprodukowany chyba w 14 r. p.n.e., świecący na żółto, w dodatku obklejony był sloganami z tekstów piosenek Nowo Orleańskich raperów - można się domyślać, że sporo było tam słowa "fuck" i "Katrina") prosto w gęstą ciemność, a cała reszta wydarzeń potoczyła się w ciągu ułamka sekundy. Nikłe światło wulgarnej latarki odbiło się od świecących, wilczych oczu, po czym sama latarki właścicielka wrzasnęła i upuściła przyrząd, a jej piskliwy głos odbił się echem po kamiennych budynkach i długiej, wąskiej uliczce.

- Litości, kobieto. - wilk przewrócił oczami i spokojnie sięgnął po papierosa z kieszeni eleganckich spodni. Pstryknął złotą zapalniczką, i na chwilę znów oczy jego rozjarzyły się potwornym zielonożółtym światłem. Uśmiechnął się jednym kącikiem...cóż, paszczy, gdy patrzył, jak kobieta strzepuje kurz z płaszcza, i próbuje wstać, na co zagorzałym uporem reagują jej buty na niebotycznym, błyszczącym obcasie. Westchnął, i podał jej łapę. Obrzuciła go wymownym spojrzeniem, i z lekką pomocą ściany, dość niezgrabnie (ale z ogromnym samo - a raczej szpilko - zaparciem, i dumą w oczach) podniosła się z ziemi. - Kompletnie oszalałeś! Miałeś nie postawić więcej łapy w tym mieście. - rzekła odrzucając ognistorudą kaskadę włosów do tyłu. - Tymczasem widzę Ciebie spokojnie zamawiającego szklankę mocnego absyntu z anyżu, przy barze w Merlocie. - Wolno przyjrzała się jego długiemu, siwo-brązowemu ogonowi, przez wystający spod rozpiętej koszuli gąszcz sierści, aż po wilczy pysk, na którym nonszalancko, jak zwykle, jak wisienka na torcie, umieszczony był czarny kapelusz. - Oh, bébé, mam Calvadosa i jego groźby w dupie. - odrzekł spokojnie, wypuszczając dym, wpatrując się z wilczym apetytem na jej błyszczące łydki, kryjące się za kabaretkowymi pończochami. Roxy zauważyła jego spojrzenia, i teatralnie prychnęła. - Nie wiedziałem, że umiesz tak śpiewać - rzekł filuterskim tonem, i kiwnął mordą na klub naprzeciwko, z obdrapanym, acz świecącym soczystą, jarzącą się w ciemności, krwistą czerwienią napisem CHARME. Roxanne westchnęła głęboko na wspomnienia związane ze stojącym przed nią dostojnym wilkiem w kapeluszu, i spojrzała się w stronę okienek zasłoniętych

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%