Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 10 min czytania

Roy i bestia z podziemi

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

" ROY i BESTIA Z PODZIEMI"

Gorąca tarcza Słońca wygrzebała się leniwie z jeszcze bardziej gorącego morza, palącego piasku. Ciepłe powietrze mocno falowało nad tym przepastnie rozległym terytorium, w całości pokrytym niezliczoną ilością fałd, garbów, zdradliwych dołów, ukrytych zapadlisk i będących w ciągłym ruchu lejów, napełnionych ruchomym, porywającym przypadkowe, nieświadome niczego ofiary, jasno żółtawym piachem.

Mikroskopijne drobinki pyłu, wirując zabawnie, rodziły małe trąby powietrzne w starciu z krążącymi gdzieniegdzie porywami suchego zefirka i lśniły, tworząc bursztynowe zasłony prześwietlane pomarańczowym blaskiem wschodzącego Słońca. Suche, poranne przewiewy, tworzyły nienaganny wężykowaty deseń fałd na pustynnej powierzchni.

Tu i ówdzie piasek zostawał przesiewany przez mocniejsze podmuchy i wędrował razem ze rdzawym popiołem z jednego końca na drugi, odsłaniając nieco większe kamyczki, kamienie wielkości pięści by ostatecznie uwolnić spod zwałów , zasypane przez wieki, okazałe głazy. Nieco dalej, pierwsze poranne zwierzaki, opuściły legowiska, by osuszyć nocny szron po dosyć zimnych, krótkotrwałych ciemnościach i nagrzać swoje, wyściełane bruzdami i łuskami, szare, brązowawe i zielonkawe pancerze niczym krokodyle nad Nilem. Niezliczone ilości kolorowych jaszczurek , brązowe legwany usiane licznymi cętkami o zielono spleśniałym odcieniu, węże ubarwione w czerwono kremowe paski, a wśród nich najliczniejsza rodzina grzechotników, słynąca ze zjadliwego podejścia , znalazły sobie miejsce wysoko na czerwono rdzawej płycie skalnej.

Półka skalna, która wystrzeliła w niebo wieki temu, na prawie sto metrów jak wielki tytan przedzierający się przez cienką wierzchnią skorupkę, skrywała innych mieszkańców tego monotonnego krajobrazu i była ich azylem od stuleci. Powstałe w niej pęknięcia i szczeliny a nawet wąskie wnęki powstałe na skutek erozji, wstrząsów tektonicznych i samych twardych warunków panujących tutaj od zarania dziejów, dawały bezpieczne schronienie i miejsca lęgowe ogromnym ptaszyskom o zakrzywionych dziobach i ostrych pazurach. Bo niemal pionowe ściany, zniechęcały nieproszonych czworonogów, o krwisto mięsnych upodobaniach, do łatwej zdobyczy.

W jednej z takich szczelin, piętrzącego monolitu skalnego, pojawiło się ogromne ptaszysko, zatrzepotało prężąc i naciągając silne skrzydła. skierowało je, jak czasza anteny satelitarnej, w stronę oślepiającej tarczy Słońca. Myszołów odbił się od płaskiej, naturalnie wyrzeźbionej rampki z rudawego piaskowca. Szybując dookoła korony skalnego bohomaza, wytropił pierwszą, niczego nie świadomą zdobycz, tego kolejnego bezchmurnego poranka. Podniebny łowca nie zdawał sobie sprawy z tak doskonałego wzroku mogącego wyostrzyć i rozpoznać pojedynczy element z odległości kilkuset metrów, a precyzyjny układ soczewek w jego oczach bezbłędnie naprowadzić go na cel z dokładnością lasera. Nie musiał, gdyż czy chciał czy nie, ten dar był mu dany i zarezerwowany już dla jego piskliwego potomstwa, przepychającego się w małej niszy tuż za miejscem startowym .

Mały piesek preriowy, wychylił pyszczek z nory wykopanej zwinnymi i szybkimi łapkami, w bardziej spoistym gruncie, niecałe sto metrów od gigantycznej fasady, tym razem brązowo szarego kamienia wbitego w piaskowy dywan pod niewielkim kątem. Śmiesznie i szybko, jakby zwęszył najlepsze danie szefa kuchni północno - amerykańskiej , poruszał czarnym, wilgotnym noskiem nie poruszając wcale brązowymi oczkami. Krok po kroku, futrzak opuszczał norę, dalej wibrując noskiem który działał jak skaner wychwytujący wszystkie aromaty świata. Nagle spłoszył go wielki kot. Jego wściekły ryk brzmiał wyraźnie i ostro tuż za niewielką kępą, wysokiej na trzy łokcie, trawy pustynnej. Ryk oznajmiał tym wszystkim stworzeniom pustynnego światka, że przybył większy i mocniejszy, a przy okazji drapieżny mięsożerca. Piesek z powrotem cofnął się w długie, podziemne, chłodne korytarze, prowadzące do jego legowiska.

Ryś dalej koncertował, otoczony kępami traw odpornych na suche powietrze i kilkuletni brak opadów deszczu. Czy był jakiś inny powód jego kapryśnego zachowania? Metrowej długości, z wytatuowanym, wyraźnym zygzakiem od czubka głowy aż po sam ogon, grzechotnik, niebezpiecznie blisko podpełzł do dzikiego kota, zostawiając za sobą utworzone na jaśniejącym piasku, półokrągłe smugi. Kot kręcąc łbem, zaryczał na widok zbliżającego się jadowitego węża. Wiedział, że niepozorny kawał długiego i chudego mięska, w rzeczywistości jest stuprocentowym zabójcą zaopatrzonym w silną toksyczną ciecz ukrytą wewnątrz szczęk. Czworonóg znał tego typa, więc trzymał się na dystans ,ale nie ulegał , bo to oznaczałoby okazanie słabości komuś kilkakrotnie mniejszemu. Machał dużymi…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%