Przyjaźń · 7 min czytania
Róża
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Róża
Siedzę na starym drewnianym krześle. Skrzypi niemiłosiernie, za każdym razem kiedy poruszę się choćby najbardziej delikatnie. Do pokoju, który znam lepiej niż samą siebie wpadają nieśmiało pierwsze promienie słonecznego poranka. Ona podchodzi szybko do okna i zasuwa rolety, jej kot spogląda na nią z wyrzutem, dla niego to koniec niezwykle interesującej zabawy, dla niej to ukojenie. - zrobię Ci kawę- mówię. Ona spogląda na mnie leniwie i wzrusza ramionami. Ja i tak nie spodziewałam się jej zainteresowania, więc wstaje i robię kawę a sobie herbatę. Zabieram- też z kuchni dwa papierosy zrobione przez jej mamę poprzedniego wieczoru. Wchodzę do pokoju, ona leży pod kocem, ja siadam na swoim krześle i opieram nogi o łóżko. Ja w milczeniu pije herbatę ona kawę, gęsty dym papierosa otula nas, czyniąc nasze twarze nierealne na kilka chwil. - to co? Zaczynamy?- pytam ją. Przez moment milczy, potem spokojnie kiwa głową. Z szuflady wyciąga szydełko, a z dna szafy stare pudło. Podaje mi je i siada tyłem. - dlaczego niczego nie słuchamy?- pyta. Kiwam ze zrozumieniem głową, biorę etui pełne płyt i zamyślona zastanawiam się czego chcemy posłuchać. Jaki rytm i temat nadamy sobie dziś. Czytam uważnie każdy tytuł i nazwę wykonawcy. Znam je wszystkie na pamięć. Drogi jest mi każdy takt, każde słowo. -co powiesz na to? Ona patrzy przez ramię na płytę i uśmiecha się do mnie. Odtwarzacz cd walczy przez moment z płytą, jakby chciał przygotować się do ciężkiej pracy. Spokojna melodia, natchniona, a może przeklęta? Żadna z nas nie potrafi tego odgadnąć. Wokalistka śpiewa o światach , które mają miejsce w naszych marzeniach. Smutni optymiści twierdzą, że one istnieją. My szczerze chcemy w to wierzyć i równie szczerze w to wątpimy. Biorę do ręki pudło, otwieram je i spoglądam na niezliczoną ilość białych, aksamitnych piór. Zawsze pierwsze wrażenie to dla mnie zapach zimy. Ewidentny zapach mrozu, śniegu, urokliwego zimowego poranku. Kiedyś nawet zażartowałam, że wcześniej te pióra zdobiły eleganckie boa Królowej Śniegu, ale jej ten dowcip w ogóle się nie spodobał. Biorę do ręki szydełko, jedno z piór i zaczynam swoją pracę. Mimo tego, że na pewno sprawia jej to ból, ona nigdy nie daje tego po sobie poznać. Delikatnie chwytam szkielet konstrukcji wbudowanej w plecy. Ma go odkąd ją znam, pewnie ma go od zawsze. I ciągle coś złego dzieje się z jej skrzydłami. Konstrukcja wygina się, pióra czernieją lub wypadają. A ja jestem od tego, żeby wplatać je z powrotem. Ona nigdy nie mówi dlaczego tak się dzieje, ja nie pytam dlaczego tak się dzieje. - pokochałam kogoś- mówi cicho. Zawsze mówi o tym jakby z zawstydzeniem, jakby bała się o tym powiedzieć głośno. Obie wiemy jak wypowiedziane słowa umieją rzucać zły czar. A ja jak zwykle nie wiem, co w tej sytuacji powiedzieć. Więc sobie tak siedzimy ja wplątuje jej pióra, które gubi namiętnie w swych poszukiwaniach. Może to koniec myślę, może nigdy nie będę musiała tego robić? Ona powoli zaczyna opowiadać o swojej miłości. Jej słowa sprawiają mi taką przyjemność, jak muzyka, która bawi się przestrzenią wokół nas. Mówi pięknie, rozmarzona uśmiecha się do swoich słów. Zaczyna nawet gestykulować, co do niej niepodobne. Zachowuje się teraz jak bardzo młoda dziewczyna, jest szaloną Karusią, Julią i księżniczką uwolnioną od złego zaklęcia. Kiwam głową w rytmie jej słów, uśmiecham się wtedy kiedy ona, myślę o tej osobie, którą kocha.