Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 11 min czytania

Rozchmurz się Alojzy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Do pokoju na poddaszu od dawna zagląda księżyc. Na gałęziach drzew nie drga nawet listek, najlżejszy dźwięk nie przerywa zadumy przyrody. Noc podmienia sny, tylko Zosia nie może zasnąć. Chodzi od okna do okna, w oczach kręcą się łezki, bose stopy dotykają podłogi. Minęły wakacje, jest wrzesień i szkoła zaczęła się na dobre. Dni wloką się ponuro, upływają na nauce. Dziewczynka popadła w rozpacz, gdy stary Mątwa, nauczyciel polskiego kazał dzieciom napisać bajkę. Oczywiście odrabiała lekcje, nie próżnowała, ale zadanie ją przerosło. Czas płynie nieubłaganie, a bajki jak nie było tak nie ma.

Krasnoludki są na świecie! Och, gdyby tam były! Zwykle żyją w opuszczonych miejscach. Mam plan, to moja ostatnia szansa.

Zrywa się z krzesła, wciąga kurteczkę i w podskokach wybiega z domu na lśniący gwiazdami świat. Stare sosny witają ją jak starzy znajomi. Biegnie co sił w nogach, przystając dla złapania oddechu. Nie boję się ciemności, znam drogę. Wyprawa jest słuszną sprawą i oby powiodła się.

Wydaje się, że stroma ścieżka nigdy się nie skończy. Serduszko dziecka bije jak szalone.

– Skręcam i jeszcze tylko sto kroków i będę na miejscu – szepcze zdyszana.

Po kwadransie ścieżka nagle się kończy, dziewczynka zbiega po wąskich skrzypiących schodkach prowadzących do starej altanki. Drzwi są uchylone, widać smugę światła. W główce Zosi pojawia się promyk nadziei. Zagląda z zaciekawieniem przez szparę. W nikłym światełku lampy naftowej spostrzega drobną zgarbioną postać w czerwonej czapce naciśniętej na czoło, siedzącą przy stole i zajadającą ze smakiem suchary. Wygląda niegroźnie, siwa, rozczochrana broda, za luźny, przykrótki, przepasany sznurem kaftan i stare kamasze. Dziewczynka łapie za klamkę, wchodzi do małej nędznej izdebki. Tuż za progiem straszy wyszczerbiona ceramiczną waza, koślawe krzesło ze skórzanym siedziskiem i pusta stara biblioteczka. Zosi nic jej nie zraża, podchodzi bliżej.

– Dzień dobry – mówi, niepewnie patrząc w oczy gospodarza.

Niewielka postać spogląda badawczo bystrymi oczami spod okularków, zsuniętych na czubek okazałego czerwonego nosa. Na pucołowatej twarzy pojawia się uśmiech.

– Czy mnie wzrok myli? Zosia, we własnej osobie?

– A ty jesteś zapewne Krasnoludkiem?

Głos gospodarza nie zabrzmiał zachęcająco.

– To znaczy, jesteś czy nie? Zosia okrąża Krasnoludka i czeka z nadzieją, że to prawda.

– Jestem – mówi, przełykając z trudem ostatni kęs suchara.

– A więc dobrze trafiłam. Cudownie!

Dziewczynka uspakaja się i siada naprzeciwko na drewnianym zydelku.

– Nigdy, dotąd nie widziałam Krasnoludka.

– To całkiem możliwe, dziecko. Mów szybko, co cię sprowadza. Czasu mam niewiele i mnóstwo zajęć.

– Już wyjaśniam, przyszłam pożyczyć bajkę. To chyba nic złego?

Krasnal robi surową minę, obrzucając Zosię podejrzliwym spojrzeniem.

Ta mała ma poczucie humoru. Chyba się przesłyszałem.

Dziewczynka kręci się jak na szpilkach.

– Muszę się z tobą dogadać, Krasnoludku. Oczywiście, gdyby to było możliwe.

– Nic, dalej nie rozumiem. Dziwna dziewczynka, chyba wiem czemu – cedzi przez zęby zdumiony Krasnoludek.

Zosia oddala się w róg izby, by krasnal mógł pomyśleć spokojnie. Po chwili powtarza ofertę, uśmiechając się słodko:

– Pożyczysz jakąś nową bajkę, zaniosę do szkoły i po krzyku, nikt nie zauważy, proszę. Może być o krasnoludkach albo najlepiej o smoku. W zeszłym roku bajki o smokach dostały od naszego nauczyciela lepsze oceny – wyrzuca z siebie jednym tchem.

– Hmm… to niepojęte! Jak świat, światem dotąd nie słyszałem, żeby dzieci musiały pisać bajki? Co za czasy?

Krasnoludek z dezaprobatą kręci głową.

Zosia nie daje za wygraną.

– A w jakiej bajce obecnie występujesz?

– Dziecko, i tu tkwi problem. Ostatnio, wciąż mnie przesuwali z bajki do bajki. I jak to bywa, wszystkim przeprowadzkom towarzyszy hałas i wielkie zamieszanie. Postanowiłem dać sobie spokój z bajkami, zwłaszcza, że w głębi duszy czuję się stary i zmęczony. Moje główne zajęcie to zbieranie grzybów, jagód i korzonków w pobliskim lesie. Gdy spotykam na ścieżce Czerwonego Kapturka, to mówię, żeby nie szła dalej. Nie bywam na Szklanej Górze, bo tam jest zbyt zimno i brak ogrzewania. Królewna Śnieżka też gdzieś zniknęła, chyba na wieść, że Złej Królowej stłukło się zwierciadło. Moi bracia byli bez wyjścia, zeszli do kopalni, by ciężko pracować. Zostałem sam i wszystko zostało na mojej głowie.

Zosia zamyśla się, wzruszając ramionami.

– Chyba też nie chciałabym być Królewną Śnieżką. Codziennie to samo: rano spacer, sprzątanie, gotowanie dla siedmiu głodomorów, po obiedzie drzemka w szklanej trumnie i całowanie ze znużonym, przypadkowym przechodniem udającym księcia. I to ma być bajka?

Zosia zamyśla się, wzruszając ramionami. Krasnoludek czerwienieje niczym turecki pieprz.

– Czy możesz mi pomóc? Właściwie tylko to miałam na myśli – poprawia się dziewczynka.

Krasnoludek daje do zrozumienia, że jest bardzo zajęty.

– Miałam zupełnie inne zdanie o krasnoludkach – szepcze, zwieszając ze smutkiem główkę.

Spodziewała się jakiejś pociechy, ale z ze słów Krasnala wynika, że

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Rozchmurz się Alojzy — czytnik · opowiadania