Historia · 10 min czytania
Rozdział 1. A teraz nie możemy być razem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Shakespeare był pijakiem i gadał głupoty, a ludzie się nad tym zastanawiali* – powiedział głośno i stanowczo, nie mogąc dłużej już słuchać monologów Hamleta, recytowanych przez otaczające go młode damy, które jakby prześcigały się w tym, która doda im więcej dramatyzmu a jednocześnie typowej dla tego bohatera melancholii i ciągłego rozważania „być albo nie być?”. Nagle w całym pomieszczeniu, do którego zaproszono młodych ludzi z najbliższych okolic na podwieczorek, zapadła cisza, a siedząca na przeciwległej sofie blondynka, która całej tej scenie od początku przyglądała się z lekkim rozbawieniem, uniosła do góry jedną brew i zmierzyła wzrokiem bruneta, który tak śmiało wyrażał swoją opinię o jednym z najlepszych światowych dramaturgów. Nie wątpiła, że był inteligentny i z wykształceniem, jednak wyrażanie tak śmiałej oceny było czymś nadzwyczajnym w jej oczach, a ciekawość aż zmusiła ją, by rozwinąć nieco ten temat zwłaszcza, że miała przebywać tutaj przez całe lato lub jeszcze dłużej, a kilka ciekawych znajomości do późniejszej korespondencji by się jej przydało, chociaż większość zebranych tu osób była tak jak ona z Londynu, dlatego mniej więcej kojarzyła, kto jest kim, jednak wypudrowane twarze młodych kobiet przyglądających się jej z zazdrością, że młody panicz chce z nią rozmawiać, i tym samym nie sprawiało zbyt miłego wrażenia, jednak nie dbała o to, gdyż w przeciwieństwie do większości nie miała zamiaru szukać sobie męża, lecz intelektualnego pożywienia dla jej duszy. - Kto by pomyślał, że człowiek obyty z kulturą tak jak pan, wyraża się w ten sposób na temat własnego rodaka, który swoimi sztukami zasłynął na całym świecie – powiedziała nieco zaczepnie, ciekawa, co odpowie. Wszyscy zasiedli już na swoich miejscach i przyglądali się mężczyźnie, który w tak brutalny sposób przerwał im całkiem dobrą zabawę, jednak trzeba przyznać, że James Winchester nie czuł się z tego powodu bardzo skruszony, chociaż był gospodarzem owego przyjęcia popołudniowego. Zawsze miał swoje zdanie i chociaż słuchał cierpliwie opinii innych, nigdy nie szedł za tłumem jak większość jego znajomych, zaznaczmy jednak, że nie poczuwał się lepszy od innych z tego względu. - Nigdy nie lubiłem jego sztuk prawdę mówiąc – odpowiedział spokojnie, wytrzymując spojrzenie Elizabeth. – Moim zdaniem zawsze brakowało w nich tego „czegoś”. Chociaż po obszernym salonie w dworze Winchesterów przeszły pomruki niezadowolenia młodych dam, które przy każdej okazji płakały nad Romeem i Julią, Elizabeth przytaknęła tylko głową. Lubiła długie i zajmujące dyskusje z ludźmi obytymi w świecie, chociaż tak jak w tym przypadku nie musiała się z nimi zgadzać. Zawsze zazdrościła mężczyzną tego, że mogą studiować na uniwersytetach i poznawać świat, kiedy kobietą było to stanowczo zabronione. Nie pociągała ją zbytnio myśl siedzenia w domu i rodzenia dzieci, nawet, gdyby miała dom, taki jak ten – pełen kosztowności, obrazów namalowanych przez najlepszych portrecistów z Paryża, kosztownych tkanin, dwór pełen przepychu, jednak urządzony z wielkim smakiem. Zawsze zwracała uwagę na wystrój wnętrza, bo uważała, że to, jak mieszkasz, odzwierciedla cześć twojej duszy. - Może nie chciał pan znaleźć w nich tego „czegoś”? – odpowiedziała w końcu, przerywając swoje rozmyślenia. – Nie zawsze to, czego szukamy, jest nam podane na srebrnej tacy, czasami najbardziej oczywiste rzeczy są ukryte między wersami i wystarczy tylko poświęcić im chwilę, żeby je odszukać, bo nie jest to wcale takie trudne. W Chesterfield przebywała dopiero od 2 dni, jednak okolica zaczynała jej się podobać, zwłaszcza, że w tym roku pogoda była wyśmienita, chociaż łagodny, morskie klimat panujący na wyspie nie pozwalał wzrosnąć temperaturze powyżej 22 stopni, co i tak było wystarczającym upałem jak dla dam jej pokroju. Był rok 1796 i prawdę mówiąc, chociaż była dopiero jego połowa, od początku nie wyróżniał się spośród innych lat niczym nadzwyczajnym, dlatego burżuazja uznawała go za rok udany. Powszechnie jednak było wiadomo, że państwem rządzą ci, którzy mają pieniądze, a kiedy polityka utrzymuje się na dobrym poziomie, nie wprowadzając zbyt wielu zmian, to tych dźwięczących monet nie brakuje, co w wyniku prowadzi do zadowolenia arystokracji, która chętnie trwoni majątek na wszelkiego rodzaju rozrywki i zabawy, których nie zawsze dostarcza im miasto. Dlatego dworki w Chesterfield na nowo zostały tchnięte życiem i wszystko zapowiadało na to, że będzie to niezapomniane lato, przynajmniej dla większości tu przybyłych. - A więc może pani pozwoli nam odnaleźć tok myślenia poety? – powiedział jak do tej pory milczący Albrecht Amstrong, przyglądający się całej tej scenie opierając się o drzwi. Dziewczyna wzruszyła lekko ramionami, jednak grzecznie przytakując głowa i podnosząc się z miejsca, stając na lekkim podwyższeniu w pobliżu fortepianu,