Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 31 min czytania

Rozdział 1: "Niespodziewana wizyta"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Myślisz, że rozmowa z rodzicami zaginionej nam pomorze? To pytanie wyleciało z ust Pawła Szymańskiego. Był to wysoki, dwudziestosiedmioletni mężczyzna o półdługich, kruczoczarnych włosach i brązowych oczach. - Nie wiem. – odparła Lila, co jakiś czas zaglądając do trzymanej w ręku kartki z nabazgranym adresem: Morelowa 8. Byli na długiej, brukowanej ulicy. Po obu stronach znajdowały się wymyślne domy jednorodzinne z bogatymi w najróżniejsze, piękne rośliny ogrodami. Oboje ruszyli przed siebie, co jakiś czas spoglądając na numery domów. Doszli w końcu do ostatniego po lewej stronie, żółtego, dużego budynku z brązowym dachem. Obok okna na parterze wisiała tabliczka z napisem: {i} {u} Morelowa 8 {/i} {/u}. Lila jako pierwsza ruszyła w stronę furtki. Zaraz za nią podszedł Paweł. Gdy tylko do niej doszedł nacisnął mały guziczek w domofonie. Chwilę później usłyszeli, nieco zniekształcony przez domofon, kobiecy głos: - Słucham? - Dzień dobry – rzekł Paweł. – Pani Zych? - Tak – odparła kobieta. – Państwo z policji? Lena mówiła. Proszę, niech państwo wejdą. Lila i Paweł weszli przez furtkę i ruszyli po małej ścieżce do domu. Nim zdążyli tam dojść, drzwi otworzyły się, ukazując starszą kobietę z siwymi włosami i w okularach z grubą oprawką. - Proszę wejść – powiedziała. Jak się okazało jej głos nie wiele był zniekształcony. Właściwie prawie w ogóle się nie różnił niż teraz. Lila była pewna, że to z powodu strachu o córkę. Ale to troszkę dziwne, żeby ta kobieta była matką Oliwii Zych. Wyglądała jakby miała sześćdziesiąt siedem, sześćdziesiąt osiem lat. W każdym bądź razie coś koło tego. - Niech państwo siądą – rzekła kobieta, gdy już wprowadziła ich do salonu, wskazując im starą sofę. Lila i Paweł usiedli w wyznaczonym miejscu i poczekali aż staruszka również usiądzie, ale nie zrobiła tak. Zamiast tego powiedziała: – Państwo wybaczą... Zawołam rodziców Oliwii... Wyszła na chwilę z salonu, a gdy znów się w nim pojawiła, towarzyszyło jej małżeństwo, które musiało być rodzicami zaginionej. Oboje usiedli na drugiej, troszkę mniejszej kanapie. - Państwo szukają Oliwii? – zapytała matka Oliwii. - Robimy wszystko co w naszej mocy – rzekła Lila. – Ale najpierw muszą państwo odpowiedzieć na kilka pytań. - Oczywiście – odezwał się po raz pierwszy ojciec Oliwii. - Kiedy po raz ostatni widzieli państwo swoją córkę? - Tuż przed tym jak wyszły z Leną na zakupy. Bo widzi pani... U nas w rodzinie nie długo będzie wesele i obie chciały sobie wybrać jakieś sukienki. - Czy zauważyli państwo coś dziwnego w zachowaniu córki? - Nie – powiedział powoli pan Zych. - Na pewno? Nic dziwnego? Może ostatnio często gdzieś znikała? - Nie... Właściwie ona zawsze gdzieś znika po pracy. Odkąd pamiętam tak było. Ale teraz siedzi cały czas u siebie w pokoju i się stamtąd nie rusza... - Proszę mówić dalej, to może być ważne – rzekł Paweł wyciągając notatnik i długopis, by notować co usłyszą. - Właściwie to wszystko... Tak to nie było nic nadzwyczajnego. - Państwa córka ma ile lat? - Dwadzieścia siedem. - A zauważyli państwo, jak jeszcze znikała, z kim się spotyka? - Nie – odparła matka Oliwii. - Nie pytam jej co robi. Jest dorosła i dojrzała, więc wie co wolno, a czego nie, prawda? - Oczywiście... – mruknęła Lila. Jak na razie nie wiedzieli nic co by im się przydało. Lila w kilka sekund przeanalizowała wszystko co powiedzieli państwo Zych i dostrzegła pewien błąd, przez którego nie wszystko się zgadzało. – Jeszcze jedno pytanie... Powiedział pan „nie pytam”? Czy to było przejęzyczenie? - Nie – odpowiedziała za niego żona. - Więc co się stało? – dopytywał się Paweł. - Państwo wybaczą, ale to jest bardziej osobiste i wątpię, żeby pomog... - Wszystko może pomóc – rzekł Paweł. – Rozumiem, że to może być coś wstydliwego, czy może po prostu nie chcą państwo o tym mówić, ale to nam może bardzo ułatwić sprawę. - Jeśli nie będzie miało związku ze śledztwem, nikt się nie do wie. - Oliwia... Oliwia to nie jest moja córka – powiedziała cicho żona ojca zaginionej. – Lena tak, ale Oliwia nie. - Proszę nam o tym opowiedzieć – poprosił Paweł. – To się może przydać. - W szkole byłyśmy przyjaciółkami – mówiła pani Zych. – Razem z mamą Oliwii, Barbarą. Po szkole poszłyśmy na studia. Ona na medycynę, a ja chciałam nauczać. Ale mieszkałyśmy razem. Oliwia zapoznała mnie z Wojtkiem. – tu spojrzała na męża. – Od razu zaczęli razem chodzić. W końcu wzięli ślub. Byłam świadkiem... Ja również swego czasu wyszłam za mąż. To był Stanisław Kochanowski... Ale wzięliśmy rozwód. Nie układało nam się. Po kilku miesiącach Barbara urodziła Oliwię. Po trzynastu latach zdarzył się wypadek samochodowy. Bardzo poważny. Zatrzymali moją przyjaciółkę w szpitalu na kilka tygodni... Potem pozwolili jej wrócić do domu. Niedługo potem wykryto u niej raka. Po pół roku zmarła. Wtedy ja i Wojtek zaczęliśmy sobie nawzajem pomagać, wspierać się. Było nam ciężko. Pomagałam mu przy Oliwii, a rok po śmierci Barbary wzięliśmy ślub cywilny. Bardzo się kochaliśmy. Państwo rozumieją... Oliwia jest dla mnie jak córka. Nie przeżyłabym gdyby i jej coś się stało. Bardzo cierpiałam po śmierci Barbary. Byłyśmy jak siostry. - Bardzo współczuję – powiedziała cicho Lila, której łzy nachodziły do oczu po takich wyznaniach. – Ale czy może nam pani opowiedzieć wszystkie, nawet te najdrobniejsze szczegóły? Wszystko o całej sprawie. - To w zasadzie wszystko... – mruknęła pani Zych. – O moim byłym mężu chyba nie muszę mówić... - To również się może przydać – rzekł Paweł. - Poznałam go zaraz po szkole. Szybko się zaprzyjaźniliśmy... Na pierwszym roku się zaręczyliśmy... A potem ślub. Wydawał się wtedy taki uroczy, przystojny. Chyba nie było dziewczyny na uczelni, która by go nie pokochała. On nic nie studiował. Wtedy chodziliśmy razem. Był starszy o trzy lata. Miał prawo jazdy i odbierał mnie z uczelni, zabierał na jakieś przyjęcia... Jego rodzice byli bardzo zamożni. Kupował mi dużo prezentów, najczęściej kwiaty i zabierał do drogich restauracji. Było mi tak cudownie, ale jednak czułam się trochę nieswojo i trochę nie w porządku wobec niego. Mnie ledwo starczało by zapłacić za mieszkanie, więc nie mogłam mu niczego dać. Starałam się to wynagradzać miłością. Powiedziałam mu, żeby z tym przestał, żeby nie przynosił mi tych prezentów. On to zrozumiał, jakbym mu powiedziała, że nie podobają mi się one. Zaczął tak strasznie na mnie krzyczeć... Zerwaliśmy ze sobą, ale niedługo potem znów byliśmy razem. Wzięliśmy ślub. I na drugim roku już byliśmy po rozwodzie. Dowiedziałam się, że mnie zdradza. - I to wszystko? – zapytała Lila. Kobieta kiwnęła głową. – Dobrze, więc my już pójdziemy. Gdy tylko coś będzie wiadomo powiadomimy państwa. - Dobrze – powiedział pan Zych. - Do widzenia – pożegnała się Lila. Oboje opuścili dom, wyszli na ulicę i już po chwili siedzieli w samochodzie, jadąc do Komendy Głównej Policji. Gdy już byli w boksie Pawła, on wyciągnął kartki z notatkami i przeczytał je uważnie. Lila zaglądała mu przez ramię. - Myślę, że powinniśmy znaleźć adres tego Kochanowskiego – podsunął Paweł. - Możemy zaraz tam pójść. I przy okazji... Pani Zych mówiła, że to był bardzo poważny wypadek? Więc na pewno coś będzie w gazetach. Trzeba tylko poszukać w starych wydaniach. To może być bardzo przydatne. - To załatw te stare wydania, a ja polecę po adres – polecił Paweł. Po chwili już ich tu nie było. Paweł wrócił po kilku minutach, ale Lila jeszcze zbierała stare wydania gazet. Gdy w końcu i ona wróciła, zajęli się przeglądaniem tego. - Chyba coś mam – rzekł Paweł. – Czy ona wspomniała, że to był wypadek lotniczy? - Mówiła, że samochodowy. - Dobra, to nic nie mam. Po dwudziestu minutach Lila uporała się ze swoją częścią starych gazet. - Masz coś? – zapytała, a Paweł w odpowiedzi tylko pokręcił przecząco głową. - Nic zupełnie – rzekł ze zrezygnowaniem. Lila westchnęła, patrząc na zegarek. Ta żmudna robota zajęła im dwie godziny. - Chyba trochę za późno, by składać wizytę – rzekła, wyglądając za okno, gdzie już było ciemno. - Jaką wizytę...? Ach! Do Kochanowskiego? No, za późno. Pójdziemy tam jutro z rana. Lila tylko kiwnęła głową. - A powiedz mi jeszcze... – rzekł Paweł. – Jak tam idzie śledztwo Moniki i Witka? - Ach... Ostatnio się tym nie interesowałam – rzekła Lila. – Myślisz, że powinnam? - Zrobisz jak uważasz – rzekł Paweł. – Ale w końcu chodzi o twoją siostrę, prawda? - Tak. Ale czasem mam nadzieję, że to jest jakiś koszmarny sen! Przeklęte świństwo! - Co takiego? - Narkotyki! Zastanawiam się tylko jak jej chłopak ją do tego wciągnął? Przecież wiedziała, że źle robią! - Ludzi nie zmienisz – mruknął Paweł. – Lila... Ty chyba nie wiesz gdzie ona się ukrywa, co? - Co? No jasne, że nie! Chyba nie myślisz, że jej pomagam? Owszem to moja siostra, ale za długo pracowałam na to, by być policjantką. Nie zmarnuję tego. Ona już sobie spaprała życie i nic tego nie zmieni. Lila wstała z krzesła, pożegnała się i wyszła z boksu. Po kilku minutach była już w drodze do domu. Jechała przez Szalokwisko. Minęła rondo w Dolnych Starachowicach, supermarket, skrzyżowanie, tory, most, kolejne skrzyżowanie, by w końcu dojechać do domu. Zaparkowała, wysiadła z samochodu, zamknęła go na klucz i skierowała się w stronę domu. Weszła po małych schodkach do drzwi, wyciągnęła klucz z torebki i już go miała wsadzić w zamek, kiedy dostrzegła, że drzwi są uchylone. Lila przestraszyła się, że ktoś się włamał, powoli otworzyła drzwi, weszła na placach, w półmroku wymacała laskę, którą kupiła na pamiątkę w górach i ruszyła jak najciszej przed siebie. Jednak zrobiła zaledwie dwa kroki, światło w korytarzu zapaliło się, ukazując stojącą pod schodami dziewczynę o czarnych oczach i czarnych, do ramion włosach. Jednak nie były one tak lśniące, jak włosy jej siostry. - Co ty tutaj robisz? – zapytała cicho Lila. - Jeszcze nie zapomniałaś mnie, co? - Jeśli ktoś cię zobaczy... - A kto mnie może zobaczyć? – zapytała kobieta. - Nie wciągniesz mnie do swoich interesów! – warknęła Lila. - Nie mam takiego zamiaru. Chcę tylko, żebyś mi pomogła. - Zapomnij. - Lila! Potrzebuję twojej pomocy! Nikt się o tym nie dowie! Proszę... - O co ty mnie prosisz, co? – krzyknęła Lila. – Patrycja! Jakbyś nie zauważyła, mam prace, swoje życie i nie obchodzą mnie twoje brudne interesy! Masz szczęście, że nie zadzwonię, żeby cię stąd zabrali. - Nie zrobisz tego – powiedziała cicho Patrycja. – Bo jestem twoją siostrą, a po za tym padłoby na ciebie podejrzenie, że chciałaś mi pomóc. - Wyjdź – szepnęła Lila. – Wyjdź i nie wracaj. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. - Ale, Lila... - Wyjdź! – zawołała Lila. - Nie rozumiesz... Marcin... On mnie zabije... Musisz mi pomóc. Nie mam się gdzie ukryć! - Jaki Marcin? Co ty bredzisz? - Mój były chłopak... To on mnie w to wszystko wciągnął. On myśli, że to przeze mnie nas szukają! Że dałam im wiadomość, gdzie będziemy! - Mało mnie obchodzisz ty i ten twój Marcin. A teraz liczę do trzech. Jeśli nie wyjdziesz, zadzwonię na policję. - Lila, proszę – wyszeptała Patrycja ze łzami w oczach. - Raz – powiedziała bezlitośnie Lila. - Lila... Nie rób tego... Ja się zmienię... Już się zmieniłam! - Dwa. - Proszę... - Trzy – rzekła Lila, biorąc do ręki komórkę. Zaczęła wykręcać numer na policję. Patrycja, łkając minęła ją i wyszła z domu. Lila, czując się okropnie, poszła na górę. Wzięła zimny prysznic, przebrała się, i weszła do sypialni. Spojrzała w lusterko. Niby się wycierała, ale jej twarz była cały czas mokra. Coraz to nowe krople spływały z jej oczu. Otarła je i położyła się spać, ale długo nie mogła usnąć. Cały czas myślała nad tym spotkaniem z Patrycją. Gdy rano wstała, wiedziała już co ma zrobić i nie zmieni zdania. Poszukiwania wcale nie posuwały się naprzód. Znaleźli w starej gazecie coś o tym wypadku, ale było tego tak mało, że nie potrzebnie tracili czas na przeglądanie tego. Kilku zdaniowa wzmianka. - Napisali o śmierci matko Oliwii – rzekła Lila, starając się skupić na swoim zadaniu, ale jej myśli bardzo chciały znaleźć się już w domu, by... - Lila! – przerwał jej Paweł. – W ogóle mnie nie słuchasz? - Przepraszam. Jestem dzisiaj roztargniona. Co mówiłeś? - Że mamy iść do Kochanowskiego. - A tak, tak! - To, co idziemy? Skoro nie ma tutaj nic co by nam pomogło... Jednak nim Paweł zdążył dokończyć zdanie, Lila już opuściła swój boks i udała się w stronę parkingu. Po chwili i on ją dogonił. Wsiedli do samochodu i ruszyli. Po chwili byli już na odpowiedniej ulicy, szukając starej kamienicy. Nie tak trudno było ją znaleźć. Reszta bloków mieszkalnych była kolorowa, a po za tym były dużo większe. Weszli do odpowiedniego budynku, wspięli się po schodach na drugie piętro i zapukali do drzwi z małą, ledwo widoczną czternastką na środku. Za nimi rozległy się ociężałe kroki i po chwili stanął przed nimi wysoki, chudy blondyn o jajowatej głowie i wodnistych oczach. - Dzień dobry – powiedziała uprzejmie Lila. – Pan Stanisław Kochanowski? - A bo co? – zapytał. - Jesteśmy z policji – włączył się Paweł. – Możemy zadać panu kilka pytań? - Ale Staniek to mój świętej pamięci brat – mruknął, takim tonem, jakby niewiele go to obchodziło. - Jak to „świętej pamięci”? – zapytała Lila. - No po prostu. Umarł na cośtam i go nie ma. A tak w ogóle to czemu mi nos państwo zawracają? Ja jestem zajęty... - Ale zajmiemy panu tylko chwilkę... – powiedziała Lila. – Czy moglibyśmy się czegoś dowiedzieć o pańskim bra... - Dziękujemy za pomoc – przerwał jej Paweł. – Do widzenia, panu. Złapał partnerkę zawodową za ramię i poprowadził ją do schodów. Gdy byli już w samochodzie, Lila spojrzała na niego ze zdziwieniem. - Co ty robisz? – zapytała. – Mieliśmy okazję czegoś się dowiedzieć. - Ale po co? – zapytał Paweł. – Skoro macocha zaginionej nic nie wspomniała o bracie, o wątpię, żeby w ogóle o swoim istnieniu wiedzieli, więc on nie jest w to na pewno zamieszany. - Dobrze – rzekła Lila. – A jego brat? Przecież mógł w tym brać udział... - Lila, Lila – westchnął Paweł. – Skoro zmarł dwa lata temu to jakim cudem mógł porwać kilka dni temu tą Oliwię? - Racja – mruknęła Lila. - No chyba, że zrobił to pośmiertnie – rzucił Paweł. – Ale tego raczej nie będziemy brali pod uwagę... - Czyli wracamy do początku sprawy. - Ale myślę, że lepiej się upewnić jak on ma na imię i jechać z tym do pani Zych – podsunął Paweł. - A może po prostu zastanowimy się nad tym później – rzekła Lila, kiedy już weszli do boksu. - Wiesz co? Sprawdzę czy ten Kochanowski ma jakiegoś brata. Coś mi tu się nie podoba. - Dobra – zgodziła się Lila. Po piętnastu minutach Paweł wrócił. Minę miał strapioną. - Nic nie mamy – rzekł. – Ekipa zbiera odciski palców, na miejscu porania, a informacja o śmierci Kochanowskiego jest jak najbardziej prawdziwa. Ma brata Piotra i siostrę Aleksandrę. Ona mieszka w Londynie, tam ma swoją rodzinę. Piotr jest sam, siedział w więzieniu osiem lat za próbę morderstwa. Całkiem możliwe, że nawet nie wspomniał o tym, że ma rodzinę. - Pani Zych mówiła, że jego rodzice byli bogaci... - Tak – mruknął Paweł. – Ale oni również już nie żyją. Ta kobieta nie powiedziała nam wszystkiego. Trzeba będzie im złożyć wizytę. Jedziesz, czy tylko ja mam jechać? - Jedź, ja muszę coś załatwić – mruknęła Lila, starając się jakby zabrzmiało to normalnie, spokojnie. Nie wiedziała czy

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%