Inne · 16 min czytania
Rozdział 2: "Wspomnienie i zła wiadomość"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W spokoju minął kolejny słoneczny dzień. Lila siedziała właśnie przy biurku w swoim małym domku, po raz kolejny zastanawiając się głęboko nad powodem dla którego Oliwia Zych zaginęła. Nie mieli nic. Żadnych poszlak, nawet jednego podejrzanego! Alibi dziadka porwanej jest sprawdzone, nie ma mowy, by kłamał... Z resztą przecież Lila i Paweł byli u niego i widzieli jak bardzo zależało mu na wnuczce. Więc dlaczego miałby ją porwać? Chociaż jakby się tak dłużej zastanowić nad Kochanowskim... Miałby dobry motyw. Przecież to pasierbica byłej żony jego brata. Na pewno wiedział jak bardzo pani Zych zależy, by odnaleźć Oliwię, a przecież to ona rzuciła jego brata... Złamał jej serce, a ona odpłaciła mu tym samym... Nagle do uszu kobiety dobiegł głośny gwizd i jednocześnie rozbrzmiała jej ulubiona piosenka wydobywająca się – jak się okazało – z jej kieszeni. Lila wyciągnęła komórkę i odebrała, zalewając sobie zagotowaną wodą kawę. Dobrze wiedziała, że na kawę już grubo za późno, ale ten gorący napój zawsze ją rozbudzał. - Lila Stąpor, słucham? - Lila? Cześć, to ja. Paweł. Mamy ją! - Kogo? – niezrozumiała Lila. - Och... No, Oliwię Zych! - Poważnie!? Gdzie ona jest? - Podobno w jakimś starym magazynie... Próbowała uciec, ale ktoś ją tam wciągnął z powrotem. Mamy świadka! Natychmiast po tym co zobaczył przyjechał do Komendy i wszystko opowiedział. Tą dziewczynę, która chciała uciec opisał. Nie ma mowy o pomyłce! - Gdzie jesteś? – spytała Lila, odstawiają pełny kubek na szafkę, łapiąc pelerynę, klucze od samochodu, oraz torebkę. - Na Komendzie. Czekam na ciebie. - Zaraz tam będę! – oświadczyła i rozłączyła się. Wsiadła do samochodu, odpaliła silnik i wyjechała na ulicę, pustą o tej porze. Nawet nie zauważyła, że telefon stacjonarny leży tuż koło jej broni i odznaki, a komórka została w domu. Dojechała do Komendy, wpadła do środka i dostrzegła Pawła. Doszła do niego. - Jedziemy? – spytała natychmiast. - Tak, zaraz – odparł. - Paweł! Przecież wiemy, gdzie ona jest, to co tu wciąż...? - Lila, ten świadek... Był bardzo przerażony... Och! Przeklęty Mazurowski! - Paweł, mów co się dzieje! – rozkazała Lila, mając złe przeczucia. - Powiedział, że go zobaczyli porywacze – zaczął Paweł, a Lila zrozumiała, że mówi o tym świadku. – Przestraszył się i nie chciał powiedzieć gdzie to jest. Ja i Mazurowski go przesłuchiwaliśmy... Znasz Mazurowskiego... Straszny nerwus i... Świadek stracił przytomność, zanim zdążył cokolwiek więcej powiedzieć. Także na razie wiemy tylko jak wyglądała ta porwana dziewczyna. Opis pasuje do zdjęcia Oliwii Zych. - Co z tym facetem? – spytała Lila. - Lekarze się nim zajmują. - A czy ten facet był samochodem? - Nie – odparł zdziwiony Paweł. - A mówił czy to daleko stąd? – dopytywała się Lila. - Stwierdził, że za miastem... Przed Ostrowcem Świętokrzyskim. - Mówił, że kiedy to widział? - Jakieś dwadzieścia minut temu. - Licząc od teraz? - Tak. - Więc wtedy było jakieś pięć minut temu. A to oznacza, że miał jakieś pięć minut, by stamtąd uciec i znaleźć się tutaj, prawda? - Co masz na...? – zaczął Paweł, ale nagle zrozumiał, do czego dążyła Lila. – On faktycznie by nie zdążył! - No właśnie – rzekła Lila. – A to oznacza, że składał fałszywe zeznania. - Czyli Mazurowskiemu się nie dostanie... Ten facet chciał, żebyśmy nie mogli odnaleźć Oliwii. - Mazurowskiemu i tak się dostanie – mruknęła Lila. – W końcu byliście stuprocentowo pewni, że facet jest niewinny. Skoro Mazurowski go pobił, to chyba jasne, że będzie musiał płacić jakieś odszkodowanie, ale w tym wypadku świadek raczej nic nie dostanie. Złożył fałszywe zeznanie. Sam sobie piwa uwarzył. - Dobra, ale to i tak nie wyjaśnia po co mu to. - Widocznie miał w tym jakieś zyski. To pewnie wyjaśni się podczas śledztwa, albo po nim. - Lila, to może być ważne. Im więcej wiemy, tym lepiej. - Ale... - Stąpor! Stąpor! Lila wzdrygnęła się, gdy usłyszała swoje nazwisko wymawiane przez najgorszego pod względem zachowania policjanta – Kamila Mazurowskiego. - Tak? – odezwała się, odwracając tyłem do Pawła i stając twarzą w twarz z przystojnym, zbyt pewnym siebie mężczyzną. - Co ty się tak czepiasz szczegółów? Przecież ona rzadko się przydają przy moich śledztwach. - Przy twoich może tak, ale jakbyś zapomniał... To nie jest twoje porwanie! – warknął Paweł. - Gdyby było moje już dawno by się skończyło – rzekł spokojnie Mazurowski. – A teraz wybaczcie, ale nie lubię tracić czasu na nieprzyjemne rzeczy. - Więc po co zaczynałeś rozmowę? – zwołała za nim Lila. Mężczyzna nie odpowiedział, więc zawołała jeszcze raz: - Mazurowski! Czemu nie odpowiadasz!? Teraz uniósł tylko rękę w geście pożegnania i pomachał zaciśniętą w pięść dłonią. - Mam go powoli dosyć – rzekła Lila. - Nie tylko ty – westchnął Paweł, a potem wyraził swe oburzenie w zdaniu: - Czy on zawsze musi krytykować naszą pracę?! - Nie ważne – oświadczyła Lila. – Bierzmy się do roboty, jak już jesteśmy w pracy. - Ach! Przez to całe zamieszanie zapomniałem ci powiedzieć... - Czego? – spytała Lila, patrząc na niego pytająco. - Monika i Witek cię szukali. Chyba chcą z tobą o czymś porozmawiać. - Nie wiesz gdzie są? – spytała Lila. Paweł wskazał ręką na korytarz za nią, a gdy się odwróciła zobaczyła idącą w jej stronę wysoką, blondynkę z dużymi, niebieskimi oczami i pełnymi ustami. Lila również ruszyła w jej kierunku, zatrzymując się w połowie drogi, przy drzwiach do swojego boksu. Otworzyła je i wpuściła do środka Monikę Ozdoba – partnerkę zawodową Witolda Romana. - Cześć – mruknęła Monika mijając ją. Lila tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi, a złe przeczucia powróciły, z tymże dotyczyły jej siostry. - Siadaj – mruknęła, gdy zamknęła za sobą drzwi. Monika usiadła przed biurkiem Ewy, a Lila na swoim. – Szukałaś mnie? - Tak – odparła Monika. – Chodzi o twoją siostrę. Oj, Lila... Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale... Wczoraj trafiła do szpitala... Przedawkowała narkotyki. Lila zbladła, patrząc cały czas na blondynkę siedzącą kawałek dalej. Ale to spojrzenie nie było już pytające. Było przerażone. - Z tego co wiem od Witka... jest teraz w szpitalu... Patrycja przeżyła, zrobili jej płukanie żołądka. Ale chyba wiesz, że musimy ją aresztować? - Jasne... – mruknęła cicho Lila, czując, że kolory powoli wróciły na jej twarz, ale znów zniknęły, gdy Monika powiedziała, że Patrycja trafi do więzienia. – Po prostu trudno mi w to uwierzyć... - Lila, wiem, że jest ci ciężko, ale... Proszę cię! Nie rób nic głupiego! To tylko pogorszy sprawę Patrycji i tobie również nie pomorze. - Nie... Nie mam zamiaru jej pomagać. Możesz być spokojna, Moniko – skłamała Lila. Dobrze wiedziała, że musi wyciągnąć rękę do Patrycji, niezależnie od tego jak się to wszystko skończy. Jednak miała już w głowie opracowany plan wyprowadzenia siostry ze szpitala dzień wcześniej, niż powinna. - Możesz się z nią zobaczyć, jeśli chcesz – mruknęła Monika, głosem pełnym udawanego współczucia. Monika była bardzo miła, sympatyczna, ale jej głos zawsze potrafił powiedzieć co myśli o osobie z którą rozmawia. Obie były dobrymi koleżankami z pracy, ale odkąd Patrycja zaczęła handlować narkotykami, Monika przestała szanować do końca jej siostrę – policjantkę. A do samej handlarki narkotykami czuła tak silny wstręt, że trudno było ubrać to w słowa. Ale mimo tego co odczuwała, zawsze była taka sama jak wcześniej. - Tak, jasne... – rzekła Lila, która w głębi serca wiedziała, że ta chwila kiedyś na pewno nastąpi, ale jednak nie była na nią przygotowana. Bo, przecież jakim cudem Patrycja może trafić do więzienia?! To jest niemożliwe! Ale realne... - Lila, słuchasz mnie? – zapytała Monika, a Lila otrząsnęła się z zamyślenia i zwróciła wzrok na towarzyszkę. - Przepraszam, Moniko. Możesz powtórzyć? - Pytałam się, czy mam cię zawieźć do szpitala. - Nie, dziękuję Mo... Tak! – poprawiła się natychmiast. Wiedziała, że nie powinna w takim stanie prowadzić. - Dobrze, zawiozę cię. Chodź... Lila wyszła za Moniką na korytarz. Poczuła, że jej oczy robią się…