Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 6 min czytania

rozdział I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

rozdział I

Był to ogromny, czerwony dom z amarantowym odcieniem. Drzwi domu były prostokątne, szyby w oknach owalne. Wokól domu obracał się piękny ogród. W ogrodzie zaś była rzeźba łabędzia, który w pięknym geście kładł łeb na skrzydłach. Wewnątrz domu zapowiadało się jeszcze ciekawiej. Wszystkie meble były w stylu klasycznym. W przedpokoju na parkiecie rozścielał się czerwony dywan, na którym pletły się gałęzie. Sufit był ogromny. W kuchni, na przeciwko stał kredens. Na środkowych drzwiczkach kredensu wyryta była płaskorzeźba królika. Łóżka były dębowe. Szafa znajdujaca się obok łóżka była niewielka. W górnym segmencie tej szafy nie było półek, zamiast nich w szafce stało pięknie oświetlone akwarium. W starych, lecz pieknych meblach zaklęte były dusze minionych lat.Tą bajeczna konstrukcję miały wszystkie domy w Lodhemar. Lodhemar nie było ani miastem, ani wsią, było starym miejscem, do którego nigdy nie zaglądał księzyc. Na niebie wisiało tylko słońce. Tak było do czasu. Teraz jest to miejsce zapomniane przez wszystkich. Miejsce w którym już nigdy nie będzie ani zachodu ani wschodu słońca. Jedynym urokiem Lodhemaru pozostały piękne domy, w których dawno temu mieszkały niezwykłe istoty z wygladem zwierzęcia, z charakterem człowieka. Byli to burbensi. Istoty nadzwyczaj piękne duchowo. Jedyną ich wadą była nieufność do przybyszów, do obcych. Nikt nie zna historii ich tajemniczego zniczenia. Wiadomo jest tylko to, że zniknęli wszyscy, i że to było kilka tysięcy lat temu. Teraz historia Lodhemaru i burbensów pozostała bajką, która od czasu do czasu zostaje opowiedziana dzieciom na dobranoc. * - Marway! No chodź...szybko, bo ci zajmą ławkę. Był to niewielki chłopczyk z szata blond włosów lekko opadającą na ramiona. Oczy nie ukazywały najmniejszego cienia życia, były lekko przymknięte i bez blasku. Marway bo tak mu było na imię cichutko podszedł do szkolnej ławki. Wyciagnął plecak, wyłozył na brzeg stołu książki i bezszelestnie zaczął przeglądać ostatnie zapiski z lekcjii. A przynajmniej udawał, chciał zaimponować obserwującemu go nauczycielowi, że jest sumiennym uczniem i nie robi na przerwie po potowego bajzlu w klasie jak jego koledzy, którzy bynajmniej świetnie sie bawili skacząc po ławkach, wyrzucając piórniki do kosza, rzucając się mokrą gąbka od tablicy. - chłopie po co kujesz? Wakacje są. Ostatni tydzień, oceny wystawione, luzik Mocny tubalny głos dochodził zza jego pleców. Był yo Robin, jego kolega ze szkolnej ławki. Był wyższy od niego przynajmniej o półtorz głowy. Więc nie dziwota, ze Marway był przy nim zakompleksiony. Chłopiec nie odpowiedział, wskazał dyskretnie czubkiem głowy w stronę niskiego lysawego pana stojącego w drzwiach, który na każdy głupi wybryk uczniów reagował marszcząc lekko

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
rozdział I — czytnik · opowiadania