Fantasy · 15 min czytania
Rozdział II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ROZDZIAŁ II
Otworzyłam oczy. Było zbyt ciemno, bym mogła dostrzec, gdzie jestem. Spojrzałam więc w stronę okna. Była noc. Usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Powoli zaczęłam przyzwyczajać się do ciemności, zauważyłam więc, że znajduję się w dość ładnie urządzonym pokoju. Ściany były jasne, chyba kremowe, ale nie potrafiłam tego dokładnie określić. Siedziałam na czarnej, skórzanej kanapie, a przede mną znajdował się szklany stolik. Po lewej stronie stały szafy, chyba ciemnobrązowe. Jedna z nich była otwarta. W środku nie było ubrań, jedynie lustro. Odbijała się w nim postać mężczyzny. Odwróciłam głowę w jego stronę i przeraziłam się tak bardzo, że nie mogłam złapać oddechu. Przypomniałam sobie, dlaczego się tu znalazłam. Mężczyzna wpatrywał się we mnie i ruszył w moją stronę, gdy tylko go zauważyłam. Chciałam uciec, ale strach mnie sparaliżował, siedziałam więc niespokojnie, oczekując tego, co się wydarzy. Było za ciemno, żebym mogła go rozpoznać. Uklęknął przede mną i ujął moją twarz w dłonie. Mogłam mu się wyrwać, ale jego bliskość działała na mnie niepokojąco przyjemnie, zastygłam więc w bezruchu. Spostrzegłam, że ma na sobie ciemne jeansy i koszulę, która w tym świetle, a właściwie jego braku, wydawała mi się granatowa. Powoli zwróciłam wzrok w stronę jego twarzy. Doskonale wiedziałam, kogo ujrzę. - Nie bój się, Isabel – powiedział Luke. – Nie zrobię ci krzywdy. - Nie bój się. – Prychnęłam lekceważąco, odzyskując zdolność ruchu. Wyrwałam mu się. – Najpierw włamujesz mi się do pokoju i mówisz, że potrzebujesz mojej pomocy. Potem porywasz mnie z domu i trzymasz… tu i twierdzisz, że nie chcesz zrobić mi krzywdy? Skoro tak, odwieź mnie natychmiast do domu! Moja babcia na pewno umiera z niepokoju. - Nie przejmuj się babcią. – powiedział. – Rozmawiałem z nią i wszystko jej wytłumaczyłem. Ciężko było ją przekonać, z początku nie chciała mi wierzyć, ale w końcu się udało. - To dlaczego od razu jej tego nie wytłumaczyłeś, tylko mnie porywałeś? – wrzasnęłam. W ogóle mu nie uwierzyłam. Dlaczego babcia miałaby dać się przekonać takiemu szaleńcowi? - To nie było takie proste. – tłumaczył mi spokojnie. - Obserwowałem was. Widziałem, jak idziecie w odwiedziny do jakiejś sąsiadki. Domyśliłem się, że pewnie dowiecie się, że nie jestem wnukiem tej całej Marthy. Wtedy zrozumiałem, że muszę to zrobić. Twoja babcia nie pozwoliłaby mi zbliżyć się do ciebie, nie dałaby też sobie nic wytłumaczyć. Z pewnością pomyślała, że jestem kimś innym niż w rzeczywistości, dlatego musiałem działać. Nie miałem innego wyjścia. Bardzo cię potrzebuję. Wstałam z kanapy i ruszyłam w stronę drzwi, ale w połowie drogi zmieniłam zdanie. Wyjrzałam przez okno. Znajdowaliśmy się w jakiejś bogatej dzielnicy, pełnej eleganckich domów. Niestety, nigdy tu nie byłam, nie miałam więc pojęcia w jakiej części miasta się ona znajduje. - Posłuchaj – Luke znalazł się za mną i objął mnie ramionami. Poczułam się bezpiecznie. Nie miało to nic wspólnego z tamtą chwilą w salonie mojej babci, podczas naszego pierwszego spotkania. Wręcz przeciwnie, było to bardzo przyjemne uczucie – Jeśli chcesz, zadzwoń rano do babci. Ona wszystko potwierdzi, zobaczysz. - Oczywiście, że do niej zadzwonię! – odpowiedziałam, po raz kolejny wyrywając się z jego objęć. – I to natychmiast. Powiem jej, że jesteś psychopatą i że natychmiast ma mnie zabrać … właśnie stąd. – „Gdziekolwiek byłam” dopowiedziałam w myślach. Już zaczynałam widzieć dziury w moim planie. Jak ktokolwiek miałby mnie stąd wydostać, skoro sama nie miałam pojęcia gdzie jestem? - To nie ma sensu – powiedział Luke spokojnie – Jest środek nocy, twoja babcia na pewno śpi, a budzenie jej to nie najlepszy pomysł. Pozwól mi wszystko wytłumaczyć. Usiadłam z powrotem na kanapie. Chciałam coś zaplanować, musiałam jakoś uciec temu szaleńcowi. Co on sobie myślał? Że porwie mnie, a ja z własnej woli zacznę mu pomagać, po tym, co mi zrobił? Byłam święcie przekonana, że ten człowiek ma nie po kolei w głowie. Na razie jednak postanowiłam udawać, dopóki nie natrafi się szansa ucieczki. - A więc słucham – powiedziałam ostro. – Co takiego ważnego masz mi do powiedzenia, że musisz mnie porywać? - Nie wiem od czego zacząć – powiedział Luke, ale pod wpływem mojego spojrzenia zaczął opowiadać. – Moja… Moja przyjaciółka, Hayley, jest … kimś wyjątkowym. Ale ta wyjątkowość obróciła się przeciwko niej. Pewien człowiek pragnie posiąść jej umiejętności, chce z niej wyciągnąć, gdzie się tego nauczyła. Porwał ją więc i uwięził. Luke przerwał na chwilę, żeby sprawdzić, jak zareaguję na jego słowa. Wszystko to brzmiało bardzo absurdalnie, ale częściowo pokrywało się z tym, co widziałam w moich snach. - To wszystko moja wina – kontynuował, a głos mu się załamał. – Zaufałem komuś, złej osobie, powierzyłem mu jej tajemnicę, a on nas zdradził. Wydał Hayley na śmierć. Czuję się za nią odpowiedzialny, bo gdyby nie ja, ona byłaby bezpieczna. Ale nie potrafię jej pomóc. Nie mam pojęcia, gdzie ją ukryli. Kiedy pomyślę, jak ona tam cierpi… Z pewnością ją torturują, a ty jesteś jedyną osobą, która może pomóc mi ją odnaleźć. Chciałam się zaśmiać, ale tego nie zrobiłam. Wpatrywałam się w niego uważnie. Czy to… czy to mogła być prawda? To co mówi, to co widziałam? Nie chciałam, nie potrafiłam w to uwierzyć. Co ja mam z nimi wspólnego? Przecież oni byli dla mnie obcymi ludźmi. - A niby jak miałabym ci pomóc? – prychnęłam ze złością. – Zresztą, dlaczego miałabym chcieć to zrobić? Nie znam ani ciebie, ani tej dziewczyny. Chcę, żebyś natychmiast odwiózł mnie do domu! – zakończyłam i skrzyżowałam ramiona. - Nie znasz nas, ale Hayley zna ciebie – powiedział Luke, czym ponownie wywołał u mnie chęć pogardliwego zaśmiania się. Musiał to zauważyć, bo dodał – Może nie osobiście, ale słyszała o tobie. Głos Luke’a powoli zaczął niknąć. Pokój robił się coraz ciemniejszy, a ja leciałam w dół, najpierw powoli, potem coraz szybciej.
{i}Ból był okropny, czułam go w każdej części ciała. Nie chciałam, ani nie mogłam się ruszyć. Pragnęłam tylko, żeby zostawili mnie w spokoju. Czułam do siebie obrzydzenie za to, kim jestem. Gdybym była normalna, nic takiego by się nie stało. Usłyszałam kroki. Znów po mnie idą. Idzie. To jednak jedna osoba. Czego ode mnie chce? Klucz w zamku przekręcił się i zobaczyłam mężczyznę, ich przywódcę, tego, który znajdował się przed budynkiem, gdy tu trafiłam. Jego nienawidziłam najbardziej. Chciałam, żeby został tam, gdzie stoi, żeby nie podchodził ani o krok bliżej. Moje pragnienia były jednak złudne. - Hayley – powiedział miękko, co bardzo mnie zaniepokoiło. – Nie chciałem robić ci krzywdy, ale mnie do tego zmusiłaś. Wystarczyłoby powiedzieć prawdę. - Powiedziałam ci wszystko! – wrzasnęłam. – Daj mi spokój, wypuść mnie. Jesteś obłąkany! - Jestem Hank, jeśli już musisz wiedzieć. – powiedział – Powiedziałaś mi całą prawdę, tak? A co z tą drugą, jak jej tam, Isabel? Zamarłam.To niemożliwe. Skąd on mógł o niej wiedzieć? - Nie wiem, o czym mówisz. Hank zaśmiał się. - Nic się nie nauczyłaś, prawda? Hankowi Beens się nie kłamie. Albo powiesz mi całą prawdę, albo… Nie musiał kończyć. Doskonale wiedziałam, co mnie czeka. Powiedziałam mu całą prawdę, z wyjątkiem tego o Isabel, ale o niej nie mógł się dowiedzieć. Nie potrafiłam skazać jej na takie tortury i cierpienie. - Powiedziałam ci całą prawdę. – chciałam krzyknąć, ale