Zbrodnia · 9 min czytania
Rozejść się o łokciach (4)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kochanek siedział na rogu krzesła, sącząc resztki czyjegoś piwa, bo tak było oszczędniej. Szukał jakiejś przyjemnej, prostej dziewczyny w gęstniejącym wokół baru tłumie. W tłumie było pełno dziewcząt, w większości nieprzyjemnych i skomplikowanych. Jedna z nich właśnie siadała naprzeciwko kochanka, świdrując go swoim lubieżnym wzrokiem. Kochanek swoim wdziękiem cherubina wyróżniał się na plus w takich społeczno-ludycznych kloakach. A teraz właśnie nerwowo przełykał ślinę. - Przepraszam? - Proszę. Spełnię każde twoje życzenie. Jej język lekko dotknął czubka wargi, tam gdzie dwa wzgórki zamykają się w serduszko. Kochanek stał się nagle ciasny i opięty. - Pani chyba mnie z kimś pomyliła.... - Ja się nigdy nie mylę. A jeśli dzisiaj również się nie mylę, będziesz dwudziestym szóstym mężczyzną, który weźmie mnie w ramiona, a wszystkie dwadzieścia pięć poprzednich razy było po prostu fantastyczne. Kochanek starał się odchrząknąć swoje zbulwersowanie tkwiące mu w gardle tuż przy jabłku Adama. - Ale ja jestem....tylko kochankiem.... - Kochanie, uzgodnijmy że w naszym dwuosobowym towarzystwie to ja będę profesjonalistką. Jesteś produktem męskiej zdegenerowanej literatury szowinistycznej, mogłabym sypnąć tytułami. Ale ja ci pokażę co znaczy kobieta wyzwolona, będziesz mnie błagał żebym przestała a ja będę właśnie nieubłagana. Kochankę z żalem pomyślał dlaczego wszystkie wyzwolone kobiety są brzydkie. - Mam przyjaciela który czeka na mnie przy barze. - Jest okej, może być dwudziesty siódmy. Umilkła bo w ich kierunku zbliżał się przyjaciel, lekko zachodząc na lewą stronę i kurczowo trzymając się ręką za kieszeń kurtki. - Jakieś buce zajęły mi miejsce. Cześć kochanek, cześć ladacznica. Ladacznica zatrzepotała wdzięcznie rzęsami w odpowiedzi na komplement. Chwyciła przyjaciela za krocze. - Jesteś śliczny i agresywny, w ogóle silny taki, a ja jako prawdziwa kobieta to pochwalam i doceniam. Być może ty również dostąpisz zaszczytu wstąpienia do mojej łożnicy. - Odwal się nimfomanko, bo zostanę gejem. Słuchaj kochanek, nie masz może fajki. Szybko zapalił jedną ręką , rozgniótł sobie żar na policzku i ruszył chwiejnie dalej, przeciskając się z mozołem przez pusty korytarz. Lafirynda patrzyła za nim z niesmakiem. - On był grubiański i w ogóle pewnie homo, ale teraz jesteśmy już sami, więc powiedz, gdzie chciałbyś mnie dotknąć. Kochanek westchnął. - Słuchaj, doceniam troje profesjonalne umiejętności, ale, bo widzisz...ja nie jestem zainteresowany. Ladacznica skamieniała. - Poświęciłem swoje życie sztuce i poezji. Nigdy nie miałem do tego odpowiedniej twarzy, jak skazany, ale starałem się tak bardzo jak mogłem. Nie myśl sobie, ale z kobietami lubiłem czytać wiersze, oglądać filmy, jeździć pociągami przed siebie i palić papierosy na wietrze. Aha, jeszcze pić młode wino pod gwiaździstym niebem. A z tym seksem, piersiami, językiem...to trochę mnie przerasta. Ladacznica zamrugała, jakby coś wpadło jej do oka, odkaszlnęła i zaczęła mówić zupełnie innym głosem. - Słuchaj, kochanku, ja też trochę nie jestem taka, jak mówiłam. Kochanek spojrzał zdziwiony, bo zauważył, że istotnie nie była taką do końca ladacznicą. - Z tym językiem, to wiesz... trenowałam przed lustrem. Z tym dwudziestym szóstym to też nie do końca prawda. Gdybyś był, a chyba już nie będziesz, byłbyś bardziej...dziesiąty. Może szósty. Trzeci. Kochankę zauważył ze wyglądała niewinnie. - Z tą łożnicą...Właściwie mieszkam z mamą. Ale mam własny pokój. I plakaty na ścianach. I nie jestem właściwie wyuzdana. W kochanku coś się gięło i cięło, przegryzało ze sobą nawzajem. Tak sobie myślał: "Może już? Może to już teraz? Będzie spokój i równowaga, i koniec tej w pupę walonej jazdy literackiej bez hamulców i drugiej części. Nie jest taka zła, jest w sumie bardzo w porządku, ma ładne oczy i ładnie pachnie." A kiedy już miał się łamać, ta druga część mu mówiła: Ale to jest nie to. Musi być gdzieś coś więcej, wyżej, dalej." I kochanek wstaje i mówi: - Przykro mi. Muszę iść. - Posłuchaj, nie idź jeszcze,…