Zbrodnia · 8 min czytania
Rozejść się po łokciach (5)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Fale, które głucho i groźnie rozlewały się po całej sali, trzęsły Przyjacielem raz za razem. Bo w tych falach słyszał i miłosne śpiewy samotnych w wielkich błękitach wielorybów, i coś z pomruku nadciągającej burzy od strony gór, i naprawdę dobra trąbka z tłumikiem też w tych wibracjach była. Rozgoryczony tłum który chwiał się niepewnie pod barem wyrywając sobie z rąk kieliszki czegoś gorzkiego i opalizującego także zaczynał już kołysać się w takt przypływów i odpłynięć. Przyjaciel czuł je znacznie lepiej, ale też słuch miał wyćwiczony, wzrok dokładny a ręce sprawne. Takie echa dalekich dźwięków miały jeszcze spotężnieć znacznie, skręcić wszystkich skoszmarniałą amplitudą, potem pęknąć w takt rozbijanego werbla i ostatecznie się rozjechać bez puenty. Do tego momentu, w którym najlepiej jest na chwilę skoczyć do domu, zostało jeszcze dobre pół nocy. Niemniej przyjaciel swoim wprawnym uchem wychwytywał te szczątkowe polifonie grane w wielu wariantach i niepokoił się. Chciał porwać Chińską promocję, uprowadzić ją i zniewolić, ubezwłasnowolnić smukłe ręce i spętać piękne nogi. Wolał rzucić się z siekierą na Wenus z Milo, uciec z kościoła wymachując Jezusem na krucyfiksie czy też uderzyć własną matkę. Czuł jednak, że poprzez ponury absurd swoich zamiarów mogą one właśnie okazać się skutecznymi. Przyjaciel musiał odwrócić przeznaczoną mu śmierć z rąk dużego, co w praktyce równało się odrzuceniu kardynalnych praw natury, cyklu księżyca, następstwa dnia i nocy. Miał zamiar dokonać swojej herezji w celu złamania tego porządku - tylko bluźnierstwo dostatecznie zuchwałe mogło się okazać skutecznym. Ponuro dopił swoją porcję gorzkiego opalizującego i poczuł się istotnie mniej rozgoryczony. Wracało mu upojenie magiczne, nieostrożnie przez chwilę utracone.
Upojenie magiczne, w odróżnieniu od innych, bardzo pospolitych i szarych w swojej istocie upojeń, budzi się razem z rozkwitającym kwiatem paproci, kiedy saper szarpie zielony przewód, karciarz stawia swoją córeczkę na trójkę dziewiątek a żona Lota zamienia się w słup soli. Zamiast oglądać się za siebie, żona koncentruje swój wzrok na blacie , chwyta półpełny, półpusty, kieliszek i go przykładnie wypija, objawia jej się upojenie magiczne. Zostaje przedstawiona ulicom bez tabliczek z nazwą i numerami domów, oraz bohaterom bez imion i zawołań rodowych, ratujących dziewice po przejściach. Każdy magiczny zakątek pryska orgazmicznie miejskim wachlarzem przystępnych mitologii, pomiędzy którymi przemykają fantazyjnie zamroczeni nektarem stróże prawa. W magicznej chwili odciskają się magiczne słowa. Kochanek widzi przed sobą oczy dziewczyny, która już do końca będzie jego, i rzuca się za tym widmem aby boleśnie uderzyć się w przystanek tramwajowy. Magia czystego etanolu przenika ulice tocząc z nich doliny, wąwozy i korytarze, na których barbarzyńcy, rycerze i wróżki z nędznej fabuły będą walczyć o swoją trzeźwość, wstrętną trzeźwość. Na pustych placach i opuszczonych targowiskach będą miały miejsce szczególnie krwawe i zaciekłe konwersacje, z których każda powinna być opiewaną przez wędrownych trubadurów i każda legnie na plecach w śniegu, jak pierwsza lepsza pijana kurwolewna. Upojenie magiczne sublimuje mi kartki zapisane chwiejnym pismem w brulionie, o których nie wiem skąd się wzięły. Palą się wyjątkowo jasnym płomieniem i zajeżdżają eterem.
Przyjaciel siedział w swoim upojeniu przeświadczony, że miał zrobić coś bardzo ważnego, co chwilowo mu umknęło, ale zaraz sobie przypomni. Lekkim dziewczęcym truchtem, charakterystycznym dla młodych pensjonarek w wysokich podkolanówkach podbiegła do niego Fikołek i usiadła mu na kolanach. - Podstawową charakterystyką kryteriów struktur poznawczych - zaszczebiotała -jest ich stopień złożoności, czyli skomplikowania. W ten sposób dochodzimy do podziału struktur na abstrakcyjne tudzież konkretne. Fikołek miała tego wieczora lekką i bezproblemową jazdę po dwóch kuflach cieńkiego piwa, która cisnęła jej…