Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 12 min czytania

Rozkoszne harfy I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mogło by się wydawać, że na świecie zawsze istniały dwie grupy ludzi. Pierwsza z nich, to ci którzy pędzą swój nędzny żywot w znoju codziennych obowiązków. Druga to ci, którzy dokonali bohaterskich czynów i zapisali się w pamięci dzięki pieśniom bardów. Oczywiście, jest jeszcze jedna grupa; ci którzy wzgardzili marnym żywotem szarego człowieka i próbowali znaleźć swe miejsce w pieśniach, niestety ich życiowa droga, zatrzymała się gdzieś po środku. Zapewne właśnie taki finał ma wiele lekkomyślnych wojaży. Bywa tak, gdy nieobdarzony zbyt hojnie mózgowiem młodzian, daje się ponieść fantastycznym opowieściom o przygodach, podbojach, skarbach czy zamorskich pięknościach. Po prawdzie, to nie ma większego znaczenia, czy jest głupi i biedny czy głupi i bogaty. Biedny biegnie do portu, zaciąga się jako ciura pokładowy i rusza na wyprawę, ulega więc chwili. Ten bogaty musi być znacznie bardziej słabowity na umyśle. On bowiem rusza do szkoły, uczy się wielu nieprzydatnych rzeczy, toczy boje intelektualne z zacnymi profesorami a nawet znosi wszelakie upokorzenia ze strony hardych oficerów. A to wszystko wymaga czasu, mógł więc zastanowić się nad swym przyszłym losem i uciec gdzieś do ojcowskiego majątku, by tam spokojnie chędożyć wioskowe dziewki, do czasu gdy będzie musiał się ustatkować. Ale nie, on cały czas ma w głowie tylko te obiecane cuda.

Gdzie więc zatrzymuje się jego historia? Pływa teraz sobie po morzach, ale już nie długo. Bo za okręt służy mu kawałek pokładu wraz z którym wyleciał za burtę, przy pierwszej pirackiej salwie. Kapitan, skądinąd porządny chłop, zapewne nawet nie pomyślał by narażać okręt i resztę załogi w imię ocalenia żywota swego nowego porucznika. Umykał więc, pod pełnymi żaglami, przed przeważającymi siłami przeciwnika. Owi piraci też niezbyt przejęli się losem rozbitka. Co prawda jakaś litościwa dusza próbowała skrócić jego męki za pomocą muszkietu, ale i odległość, i oko nie sprzyjało tym poczynaniom. Ołowiana kula pomknęła gdzieś daleko, a wraz z nią cały zapał strzelca.

Nenderian, bo tak nazywał się ów niezbyt roztropny młodzian, żeglował więc uczepiony kawałka drewna. Dopiero teraz zaczął zastanawiać się, co przyniesie los. Przemyślenia zapewne nieco spóźnione, trzeba docenić fakt, iż jednak poczynione. Ostatnie żagle zniknęły za odległym horyzontem nim słońce ukazało się w pełnej krasie. Teraz widniało już w zenicie, więc nadzieja na ratunek, nieważne jak płocha, znikła z pola widzenia dobre kilka godzin temu. Próby wymyślenia innego rozwiązania, nie kończącego się śmiercią w męczarniach, chwilowo spełzły na niczym. Co prawda pojawiła się koncepcja, żeby zanurkować głęboko pod powierzchnię wody z nadzieją, że już się nie wypłynie. Pomysł takowy miał nawet dwie zalety. Po pierwsze, uciekłby przed palącym słońcem, po drugie nie było by męczarni. Miał jednak także poważną wadę; pozostawała kwestia śmierci jako takiej.

Należało więc poczynić inne plany. Co prawda, jeśli to w ogóle możliwe, był nad podziw dobrze przygotowany na zaistniałą sytuację. Miał bukłak ze słodką wodą przypięty do pasa, jego zawartość powinna starczyć na kilka dni. Gdy wylądował w wodzie, w pierwszej chwili chciał się pozbyć zbędnego balastu w postaci krótkiego kordelasa, też przytroczonego do pasa, oczywiście razem z ową częścią garderoby. Ciekawe czy tylko te kawałki desek, czy jednak jakieś przejawy zdrowego rozsądku sprawiły, że zaniechał tego pomysłu? Otwarta pozostawała jednak kwestia wyznaczenia kursu i celu podróży dla tej, dość mikrej jednostki. Niestety, jedyny dostępny napęd, czyli taplanie się w wodzie, znacznie ograniczało jej zasięg.

Nim słońce pochyliło się nad horyzontem niewiele się zmieniło, wliczając to pozycję nieszczęśnika. Jednak w oddali zamajaczyła dziwna chmura. Nie poruszała się po niebie, jak to mają w zwyczaju obłoki, tylko po spokojnej tafli morza. Była też dwukolorowa, biała na dole, mroczna u góry. Od czasu do czasu w obłoku majaczyły też jakieś kształty. Ruszył energicznie w tamtym kierunku nie widząc czego się spodziewa.

****

Długonoga piękność, spowita białą zwiewną szatą leżała wygodnie rozparta na zdobionej otomanie. Mebel został ustawiony przy rufowych witrażach admiralskiej kajuty, za którymi majaczyły płomienie wielkich świec. Spoczywająca na nich kobieta była tu zarówno kapitanem jak i królową w jednej osobie. Na środku pomieszczenia stała wyprostowana na baczność inna niewiasta, ubrana w czarny, skórzany mundur. Na ramieniu jej kurtki widniała misternie wyszyta dwunastoramienna gwiazda oznaczająca, że jest pierwszym oficerem na tym okręcie. - Tak naprawdę, to wszystko tu musi się zmienić. - Długie, rude włosy królowej przez chwilę zasłoniły rozgniewane oblicze. - Ależ kapitanie, zmieniła Wasza Wysokość już niemal wszystko, nawet żagle. - Pierwszy oficer była najwyraźniej zakłopotana. Ostatnio w kasztelu pojawiło się wiele niebezpiecznych drobiazgów: porcelanowe koty, jaspisowe wazy i dzbany, wielka ilość kwiatów, kandelabry ze świecami, a do tego lampki z wonnymi olejkami. Jeśli przyjdzie im walczyć, okręt zapłonie niczym pochodnia, nawet bez specjalnego wysiłku wroga. - Tu jest tak okropnie przygnębiająco, to ma być mój nowy dom – głos stał się niemal piskliwy. - Muszę czuć się tu dobrze – tym razem intonacja świadczyła o tym, że dalsza dyskusja uważana jest za bezprzedmiotową. - Rozumiem, ale musimy trzymać się przynajmniej podstawowych zasad sztuki wojennej. - Zapominasz, że naszym celem nie jest wojowanie. Mamy bardziej subtelne sposoby! Nieprawdaż, moja droga Nimti? - Ale, Wasza Wysokość, nie możemy wykluczyć konieczności obrony lub ucieczki. - A ile razy musieliśmy walczyć lub uciekać w całej naszej historii? - Mały nosek powędrował wyzywająco w górę. - Tylko jeden raz, ale... - No to chyba mamy wszystko wyjaśnione. - Tak Wasza Wysokość – powiedziała zrezygnowana Pierwsza. Dygnęła grzecznie na pożegnanie i wyszła z kajuty.

Bosman Basse była potężną kobietą. Całe jej ciało zdobiły kolorowe tatuaże, nawet…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Rozkoszne harfy I — czytnik · opowiadania