Horror · 13 min czytania
Rozmowa z Aniołem Śmierci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Autobus powoli, z jękiem starych hamulców zatrzymał się na przystanku. Drzwi otworzyły się z
sykiem sprężonego powietrza. Przecisnąłem się między ludźmi i wydostałem się z pojazdu. Odetchnąłem z
ulgą, wdychając w miarę świeże powietrze. Jazda autobusem wypełnionym ludźmi, przy ponad
trzydziestostopniowym upale, to jedna z niewielu rzeczy, za którymi zdecydowanie nie przepadam. Drugą
był brud i smród dużych miast. A Warszawa była właśnie takim dużym miastem. Rozłożyłem małą, kieszonkową mapę i próbowałem znaleźć miejsce, w którym stałem. Za dobrze mi
to nie szło. Nigdy nie potrafiłem dobrze czytać map. Postanowiłem więc zaczepić któregoś z
przechodniów.
-Przepraszam.- powiedziałem do jakiegoś mężczyzny w średnim wieku, który szedł właśnie z swoją
około czteroletnią córką.- Nie wie pan przypadkiem, jak dojść na ulicę…- zerknąłem na karteczkę, na
której miałem zapisany adres-…Warszawską?
-Idziesz pan prosto, na pierwszym skrzyżowaniu w lewo. Potem w prawo i jesteś pan na
Warszawskiej.- odpowiedział mężczyzna, przy okazji machając zamaszyście ręką i pokazując kierunek.
-Dziękuję.- odpowiedziałem.
Część 22 / 6
Schowałem mapę do małej torby, którą miałem przewieszoną przez ramię i odwróciłem się.
-Hmm.- Westchnąłem.- Na skrzyżowaniu. Tylko, cholera, na którym?
Jakieś trzy metry dalej drogi krzyżowały się ze sobą. Następne skrzyżowanie było jakieś
pięćdziesiąt metrów dalej. „To chyba będzie pierwsze skrzyżowanie.”- pomyślałem. „A jak nie, to zawsze mogę się wrócić.”. Poszedłem zgodnie z instrukcjami, jakie otrzymałem. Pięć minut spaceru i znalazłem się na
szukanej przeze mnie ulicy. Osiedle „Niedźwiadek” było chyba najbrzydszym miejscem, jakie miałem
okazje zobaczyć w swoim dwudziestoośmioletnim życiu. Wszędzie walały się śmieci, każda ławka miała
wyłamane deski, śmietniki- jeśli gdzieś były- albo leżały przewrócone, albo spopielone. Po chodnikach
chodziły kilkuosobowe grupy łysych, ubranych w dres młodych. Włożyłem rękę do kieszeni i
profilaktycznie zacisnąłem ją na małej puszce z gazem pieprzowym. Tak na wszelki wypadek. „Piękny przykład polskiego społeczeństwa.”- pomyślałem. Błądziłem przez dobre dziesięć, może piętnaście minut, zwracając uwagę wszystkich dresiarzy
jakich napotkałem. Zawsze wtedy zaciskałem dłoń mocniej, próbując sobie w ten sposób dodać otuchy. W
końcu udało mi się znaleźć ten budynek, do którego chciałem trafić. Blok mieszkalny, oznaczony numerem
57, był zdaje się najmniej zdewastowanym- albo niedawno odnowionym- blokiem w okolicy. Ściany pod
oknami pełne były sprayowych napisów „HWDP” czy „Legia”, a czasem dłuższych wiązanek pełnych błędów
Część 33 / 6
ortograficznych. Trochę niepewnie wszedłem do budynku. Klatka schodowa wyglądała nie lepiej, niż ściany na zewnątrz, z tą różnicą, że tutaj wszystko
było napisane markerem, nie sprayem. Podszedłem do drzwi windy i nacisnąłem przycisk. Brak reakcji.
Spróbowałem ponownie, z tym samym skutkiem. Szarpnąłem za drzwi, ale winda najwyraźniej nie była na
parterze. Westchnąłem i zacząłem wchodzić na górę po schodach. Zanim doszedłem na czwarte piętro,
zabrakło mi tchu w piersi. Przystanąłem na chwilę, żeby odpocząć. Nacisnąłem dzwonek przy drzwiach do mieszkania numer 34. Brzęczenie rozległo się po całym
mieszkaniu. Cichy trzask zamka i drzwi otwarła mi starsza pani, na oko sześćdziesięcioletnia.
-Witam.- powiedziałem.- Ja tu byłem umówiony na wizytę z medium.
-Ach, tak, proszę wejść.- kobieta odpowiedziała mi grubym, suchym głosem.
Uchyliła drzwi szerzej, żebym mógł wejść. Wnętrze mieszkania było udekorowane różnymi obrazami przedstawiającymi krajobrazy. Największy
z nich pokazywał Kościół Mariacki w Krakowie. Z kuchni wyraźnie dobiegał mnie zapach bigosu.
-Mateuszu!- staruszka zawołała.
-Tak?- ktoś odpowiedział.
-Możesz wyłączyć komputer i iść gdzieś na jakąś godzinę? Mam klienta.
Część 44 / 6
Z pokoju wyszedł nastoletni, masywny chłopak. Nie wyglądał na zadowolonego z faktu, że musi
wyjść z domu w taki upał. Ja sam bym wolał siedzieć teraz w swoim wentylowanym pokoju.
-Proszę za mną.- powiedziała staruszka i zaprowadziła mnie do salonu.
W pomieszczeniu znajdowały się tylko i wyłącznie dębowe meble. Dębowe regały pełne książek,
dębowe biurko i dębowy, okrągły stół. Stał on na środku pokoju, przykryty ciemnopurpurowym obrusem.
Madame Iwona postawiła na nim wysoką na dwadzieścia centymetrów szklana piramidę o osobliwej,
jasnoszarej barwie, jakby była wypełniona dymem. Wszystkie okna były zasłonięte grubą, czarną kotarą.
Wszędzie panował półmrok.
-W dzień kontakty ze zmarłymi ciężko się przeprowadza. Najodpowiedniejszy jest środek nocy.-
powiedziała staruszka, siadając przy stole.- Oczywiście, noc powinna trwać tam, gdzie dana osoba
zmarła.
-Dobrze się składa, ponieważ z tego co wiem, osoba, z którą chcę się skontaktować, zmarła w
Brazylii. Tam, o ile się nie mylę, teraz jest noc.
Część 55 / 6
-Proszę usiąść, panie…
-Tomasz Brown.- przedstawiłem się, podając staruszce dłoń i siadając naprzeciw niej.
-Madame Iwona. Nie jest pan Polakiem, prawda?
-Nie do końca. Jestem w połowie Amerykaninem. Urodziłem się w Stanach, ale moi rodzice wrócili
tu zaraz po stanie wojennym.
-Dobrze.- odpowiedziała Madame.- Czym się pan zajmuje?
-Jestem dziennikarzem. Piszę artykuły dla gazet, zarówno Polskich, jak i Amerykańskich i
Brytyjskich. W wielu historycznych czasopismach można przeczytać moje prace.
-Ciekawe. A kogo pan chciałby przywołać?
-Josefa Mengele.- odparłem prawie szeptem.
-Słucham?
-Josefa Mengele.- powtórzyłem głośniej- Anioła Śmierci z Auschwitz.
Część 66 / 6
Madame Iwona westchnęła lekko przerażona.
-A dlaczego chce pan akurat jego? -Chciałem dowiedzieć się kilku rzeczy odnośnie Oświęcimia i jego badań.
-Niech pan wie, że nie robię tego chętnie. I daję panu nie więcej, niż dwadzieścia minut. Taki
zły duch nie może być w naszym świecie za długo. Wie pan, co by się stało, gdyby tutaj wrócił?
-To duchy mogą wracać? Do naszego świata?
-A pan myśli skąd się biorą nawiedzone domy? Niedoświadczeni ludzie przywołują ducha, a potem
nie potrafią go odesłać. Taki duch zostaje. Wiele chce wrócić tam, skąd ich przyzwano, a że nie mogą,
proszą ludzi o pomoc. Jednak oni zazwyczaj uciekają. Boją się stanąć naprzeciw kogoś, kto od lat nie
żyje.
Odchrząknąłem i zapytałem:
-Czy będę mógł notować podczas seansu? Bo zdaje mi się, że powinienem trzymać panią za ręce. -Bujda. Trzymanie rąk to tylko bajeczka. Spokojnie może pan notować co pan chce. Jeśli jest
pan…