Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

aktualnosci · 15 min czytania

Rozmowa z telewizorem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kowalski postanowił się odchamić. Jego noworocznym postanowieniem było przeczytanie zaległych pozycji kanonu literatury światowej oraz słuchanie muzyki klasycznej. Jednak już pierwszego dnia słuchania radia z muzyką klasyczną był zmęczony. Jego uszy nie nawykły do takich dźwięków, a melodie drażniły go. Usprawiedliwiając się szybko zmodyfikował swój wybór. Wyszukał radio puszczające muzykę filmową. Ta stacja zdecydowanie bardziej przypadła mu do gustu i przy niej pozostał.

Kilka dni po Sylwestrze udał się do pobliskiej biblioteki, którą niegdyś omijał szerokim łukiem. Nie istniała dla niego. Wcześniej liczył się tylko sklep spożywczy, salon automatów z grami i boisko sportowe, na którym siedząc obserwował chłopców grających w piłkę nożną. Przekroczywszy próg biblioteki skierował swe kroki do działu literatury rosyjskiej. Wybrał czterotomowe wydanie „Wojny i Pokoju” Tołstoja. Dawniej nie miał ochoty na tak grube lektury, ale że temat był zawsze na czasie, to postanowił zacząć od niego. Wrócił do domu, włączył radio kuchenne, a potem przeniósł się do dużego pokoju. Usiadł wygodnie na kanapie i próbował czytać. Jednak zadanie to kłóciło się z jego przyzwyczajeniami, tak dziwnie było czytać książkę po wieloletniej przerwie.

Marian Kowalski dawno temu przekroczył czterdziestkę. Mieszkał sam w małym mieszkaniu. Żona zostawiła go i odeszła zabierając ze sobą dzieci. Wróciła do domu rodzinnego w odległym mieście, a dorosłe już dzieci studiowały na różnych uczelniach. Spotykał je na uroczystościach rodzinnych, w czasie świąt, ferii i przy innych okazjach. Nie wiedział o nich zbyt wiele, bo nigdy mu się nie zwierzały. Odkąd zniknęły z jego życia stały się prawie obce i niespecjalnie za nimi tęsknił. Jednak im był starszy, tym bardziej stawał się melancholijny. Postanowił coś zmienić w swojej monotonnej egzystencji, wypełnić czymś pustkę i nadać życiu sens.

Z kuchni dobiegały dźwięki muzyki. Mężczyzna odłożył tom pierwszy i poszedł coś przekąsić. Był piątek wieczór. Nazajutrz nie musiał wstawać wcześnie rano, aby pracować przy taśmie w fabryce żarówek. Nieśpiesznie zjadł kolację, zrobił duży kubek kawy i wrócił do pokoju. Coś się zmieniło podczas jego nieobecności, ale nie mógł odgadnąć co dokładnie. Stojący w kącie fikus wydawał się jakiś większy. Ziemia była poruszona, a małe jej okruszki rozsypane na podłodze wokół olbrzymiej donicy. Ponownie zawędrował do kuchni, wziął szufelkę ze szczotką i pozamiatał ubrudzoną posadzkę.

Tym razem postanowił nie rozglądać się już dookoła, tylko czytać książkę i popijać kawę. Z początku szło mu opornie, bolały go oczy, które co chwila musiał przecierać. Po kilku jednak stronach lektura wciągnęła go i zapomniał o otaczającym świecie. Dopiero senność zmusiła go do udania się na spoczynek.

*****

Odkąd Marian zaczął słuchać muzyki filmowej w domu zrobiło się przytulniej, spokojniej i wyczuwalnie cieplej. Jakby słońce mocniej grzało za oknem, a przecież był mroźny styczeń. Kwiaty na oknach rosły szybciej, a szczególnie olbrzymi fikus w pokoju z telewizorem. Jego liście stały się szerokie i rozłożyste, jakby tworzyły dach nad czyimś domem. Ziemia zawsze była spulchniona i porozsypywana wokół donicy. W takiej przyjemnej atmosferze miło było spędzać czas i dobrze się czytało. Natasza i książę Andrzej igrali w głowie Kowalskiego, a on czekał z utęsknieniem na ponowne spotkania z nimi. Prosto z pracy pędził do domu, aby spotykać swoich przyjaciół. Losy Pierra oraz samego Napoleona stały się jego codziennymi zmartwieniami.

Któregoś wieczora siedząc na kanapie i czytając książkę kątem oka dostrzegł jakiś ruch. Z kuchni dochodziło brzmienie muzyki, spojrzał w tę stronę i wrócił do lektury. Nagle podniósł głowę i zauważył, że coś przygląda mu się z naprzeciwka. Była to wielka, różowa dżdżownica stojąca przed nim, z głową na wysokości jego własnej głowy. W swojej postawie trochę przypominała kobrę, ale na tym podobieństwa się kończyły. W pierwszym odruchu wstrząsnęło nim obrzydzenie. Małe dżdżownice, których pełno było na ulicach po deszczu, były okropne. Ale ta była najohydniejsza ze wszystkich.

- Fuj! Coś ty za jedna? – spytał z odrazą – Skąd się tu wzięłaś? - Mieszkam tutaj – odpowiedziała i dodała smutniej – Nie jesteś zbyt przyjacielski. - Gdzie dokładnie? Co tutaj robisz? - Nie mogę powiedzieć. To moja tajemnica. - Wcale mnie to nie interesuje, tak tylko spytałem. Przeszkadzasz mi. Znikaj stąd! - Czemu jesteś dla mnie taki niedobry? Co ja ci zrobiłam? - Daj mi spokój! Chcę wreszcie poczytać książkę.

Wrócił do przerwanej lektury. Odbywał się właśnie pierwszy bal Nataszy, która to drżąc cała z emocji rozglądała się na boki. W jej kierunku szedł pięknie odziany książę Andrzej z zamiarem poproszenia jej do tańca. Frapujący to był fragment lektury, który zmącił swym pojawieniem się wielki robak. Stał przed nim wciąż i wpatrywał się w niego pytającymi oczyma.

- Czego ode mnie chcesz? – zapytał wrogo Marian. - Ja tylko chciałam usiąść obok ciebie na sofie i wygodnie wsłuchiwać się w tę piękną muzykę. Odkąd jej słuchasz stało się tutaj tak nastrojowo, że nie mam ochoty ukrywać się. Opuszczam moją kryjówkę i pełzam sobie wokół. - Rób co chcesz. Ale już mi nie przeszkadzaj. - Dobrze. Będę cicho jak trusia.

Dżdżownica wpełzła na wersalkę obok mężczyzny i siedziała w skupieniu. Zaczytany Marian tak był zaintrygowany losami bohaterów, że nie zastanawiał się dłużej skąd wzięło się tutaj to dziwne stworzenie. Nie zwracał na nią uwagi.

*****

Mijały tygodnie. Kowalski przywykł już do obecności różowej dżdżownicy w swoim domu. Nikomu o niej nie wspominał i tak nikt by nie uwierzył, ani tym bardziej w jej znajomość ludzkiej mowy. Któregoś wieczora przerwał czytanie, aby obejrzeć wiadomości.

- Wow! Co to jest? – zachwyciła się dżdżownica. - Jak to co? Telewizor – poinformował ją mężczyzna. - Nigdy nie widziałam telewizora. - To siedź i patrz. A w ogóle to jak masz na imię? - Jestem Matylda. - Ja Marian. Znamy się już tak długo i wypada, abyśmy zwracali się do siebie po imieniu.

Dżdżownica obserwowała co działo się na ekranie telewizora. Jakieś grupy ludzi stłoczonych, brudnych i popychanych przez policję maszerowały powoli.

- Dlaczego oni są tacy smutni? Dokąd ich prowadzą? – spytała Matylda. - To imigranci z Syrii. Uciekają ze swojego kraju, bo nie chcą tam umrzeć. - A co złego zrobili, że muszą uciekać? - Nic. W ich kraju panuje reżim, ucinają głowy nawet niewinnym. Jeśli chcą przeżyć muszą opuścić swój kraj i szukać schronienia za granicą. Porzucają swoje domy, cały swój dobytek i podróżują do Europy. - Dobrze im tam jest? - spytała zatroskana dżdżownica. - Niestety nie. Napotykają wrogość ludzi, którzy nie chcą ich przygarnąć, ani zapewnić im godziwych warunków życia. Koczują na dworcach kolejowych. Są zsyłani do specjalnych obozów. Wielu z nich umiera w drodze do kraju docelowego, którym są Niemcy, Austria lub Wielka Brytania. Toną w morzu, giną stłoczeni w ciężarówkach. To już jest, jak widzisz, światowy problem. - Widzę... A co się z nimi stanie? - Mam nadzieję, że nie odeślą ich do Syrii, bo tam czeka ich pewna śmierć. Europa stoi przed poważnym problem. Napływ imigrantów rośnie w zastraszającym tempie.

Matylda zbliżyła się do telewizora i oglądała zapłakane twarze kobiet i dzieci. Patrzyła na bezradne twarze mężczyzn o skórze ciemniejszej niż jej towarzysza. Na ich tymczasowe „domy” wcale do domów niepodobne. Była wrażliwa i strasznie poruszył ją problem uchodźców.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Rozmowa z telewizorem — czytnik · opowiadania