Psychologia · 6 min czytania
Rozmyślenia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zmysły wyostrzone do granic możliwości. Niemal wyczuwam, leniwie cyrkulujące po pomieszczeniu, letnie powietrze. Siedzę bez ruchu wsłuchując się w ciszę. Cichy szmer dochodzący z korytarza zaburza idealną harmonię otoczenia. Wzdrygam się, jakbym rozbudził się z delikatnej drzemki. Ale nie spałem. Dawno już nie spałem. Ile to już godzin? 60? 70? Coś koło tego. Ile w tym czasie wciągnąłem tego gówna? Dużo. Ta myśl przypomina mi o dwóch kilkunastocentymetrowych, idealnie równych kreskach białego proszku, usypanych na biurku. Po amfetaminie robię się pedantyczny. Symetria. Symetria jest fascynująca. Jest substytutem idealności. Idealność nie istnieje. Jest wzorem. Nieuchwytnym celem, do którego dążymy każdego dnia. Symetria jest pojęciem bardzo bliskim idealności. Dlatego wszędzie doszukuje się symetrii i sam ją tworze. Nawet usypując ten pieprzony proch, w dwóch idealnie równych i równoległych liniach, idealnie na środku biurka. Czemu ludzie nie dostrzegają piękna symetrii? Dlaczego ja musze wciągnąć kilka gram białego proszku i nie spać dwie noce, żeby je dostrzec? Co za różnica. Już czas. Skręcam idealnie równą rurkę, z małej karteczki i wciągam dwie idealnie identyczne kreski, do dwóch idealnie równych dziurek w nosie. Zamykam oczy i z delikatnym uśmiechem czekam na to, co się zaraz stanie. Po kilku niecierpliwych chwilach oczekiwania, czuje delikatny ucisk w skroniach i nagły przypływ euforii. Pod zamkniętymi powiekami, niemal widzę serotoninę, dopaminę i noradrenalinę, gwałtownie wydzielone do mojego mózgu. Boli mnie nos. Czuje, że cieknie z niego krew. Podnoszę się z kanapy. Właściwie to nie ja się podnoszę, tylko moja powłoka cielesna. Teraz, jak nigdy przedtem, czuję barierę pomiędzy cielesnością i umysłem. Duszą? Nie. W boga nie wierzę, więc i w duszę też nie. Niech będzie umysł. To nie umysł wykonuje czynność unoszenia się. On tylko rozkazuje powłoce cielesnej. Czuje wstyd. Dziwny, niewytłumaczalny wstyd. Jestem taki niedoskonały. Taki niesymetryczny. Teraz mam ochotę zmienić niemal wszystko w sobie. Podchodzę do lustra. Widzę jak po mojej niedoskonałej i niesymetrycznej twarzy cieknie jedna, niesymetryczna i obrzydliwie krzywa strużka krwi. Zatrzymuje się w kąciku ust i dalej spływa niemal prostopadle do podłoża. Czuje obrzydzenie. Obrzydzenie do świata, do ludzi i do samego siebie. Odkręcam kran i zmywam krew z twarzy. Słyszę, że ktoś wchodzi do mieszkania. Współlokator. „Siema.” „Witam.” „Co Ci się stało?” „Nic.” „Wszystko w porządku?” „Tak.” Ludzie są tacy żałośni. Tak bardzo dbają o pozory. Chłopak doskonale wie, że się naćpałem. Krew z nosa, dzikie i błyszczące oczy, szara cera i nienaturalnie powiększone źrenice, nie reagujące na światło. Zna mnie na tyle dobrze, że od pierwszego spojrzenia widzi, że jestem naćpany. Ale musi zachować pozory. Pozory, że wszystko jest w…