Inne · 4 min czytania
Rozpalone myśli
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozpalone myśli
Po wyczerpujących emocjonalnie tygodniach zapowiadało się, że już będzie dobrze. Gdy nagle niemalże spersonifikowana choroba (uosobienie zła) postanowiła zaatakować moją zdrową część i ostatecznie wygrać w moim organizmie.
Pojawiły się myśli, że mógłbym komuś zrobić krzywdę, nawet najbliższym, szczególnie tym, którzy pomagają mi zwalczyć chorobę.
Natrętne to myśli. Bardzo dziwne myśli. Te myśli się przepoczwarzały, przychodziły jakieś nowe… Jedna gorsza od drugiej. A ja nie nadążałem z ich interpretacją.
Myśli, że mógłbym sobie zrobić krzywdę.
Samobójcze. Poczucie, że znalazłem się w zupełnie nowej sytuacji, w której jeszcze nie byłem. Nie miałem bowiem nigdy wcześniej myśli samobójczych, była to nowa dla mnie myśl. Nie wiedziałem jak to się skończy… Gonitwa myśli Ostre grzebanie w filozoficznych wątpliwościach, agresywne filozofowanie, nie wiadomo dokąd głowa mnie doprowadzi. Strach, że odkryję straszną prawdę, której jeszcze nikt na świecie nie odkrył. Ta prawda może wyrządzić potworne rzeczy. Przestraszyłem się swoich myśli, że stracę kontrolę nad sobą. Że przyjdzie jakaś myśl tak straszna, że sobie z nią nie poradzę. Lęk przed tym co mi może jeszcze przyjść do głowy. Paniczny lęk przed czymś nieokreślonym. Mój organizm nie nadążał z trawieniem natłoku myśli. Myśli przekraczające wszelkie granice moralne. Rozpalone to. Wyolbrzymione do granic niemożliwości. Byłem bardzo pobudzony fizycznie i psychicznie. Ogromny niepokój. Nie wiedziałem wtedy co ze sobą zrobić Chciało mi się wyć i biegać po ścianach. Nikomu nie życzę takiego stanu... Wymiotowałem tymi myślami na zewnątrz. Mówiłem najbliższej osobie każdą, nawet najdrobniejszą swoją myśl. Po to tylko,…