Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 46 min czytania

Rozpierducha w Kibelkowie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Na początek należy zaznaczyć, że Kibelkowo leży w południowej części Śmierdzielandii. Jest to tak daleko jak stąd do kibla. Dlatego też książkę tę będzie wam się miło czytało podczas posiedzenia w ww. miejscu. Bohaterem tej niezwykle interesującej oraz wybitnie pouczającej opowieści będzie bobek, który uwielbia myć ręce, co jest naprawdę rzadko spotykane wśród bobków. Tak naprawdę to nie znam innego bobka, który lubiłby myć ręce, czy też jakąkolwiek inną część ciała. Bobek ten zwie się Moczymorda, syn Purchawki i Bohomaza, który był gównym zarządcą Bobkowej Rady ds. wwozu śmieci na teren miasta i gminy Kibelkowo. Natomiast bobek Moczymorda nie mógł się już pochwalić tak szacowną posadą - był jedynie skromnym właścicielem sklepu z używanymi artykułami spożywczymi. Co prawda klientów miał wielu, bo mało który bobek oprze się zgnitej i nadgryzionej kanapce lub robaczywym serom, które na samym początku nie były pleśniowe, ale artykuły te były zbyt tanie, by Moczymorda mógł ubić na nich interes, tym bardziej, że nigdy nie mógł oprzeć się pokusie i nie zeżreć połowy artykułów ze swego sklepu. Opowieść ta zaczyna się w momencie, kiedy Moczymorda postanowił otworzyć pierwszą w mieście restaurację z potrawami przygotowanymi z używanych produktów spożywczych. Pomysł ten podsunęła mu ciotka Popierdołka kiedy spróbowała przygotowanej przez niego potrawy, zwanej końską odbytnicą w polewie z soku kiełbasianego. Jeżeli komuś cieknie ślinka na myśl o tym rarytasie, szybciutko podam przepis:

Składniki: • o,5 kg końskiej odbytnicy (to najbardziej delikatne i aromatyczne mięso, szczególnie, jeżeli jest naturalnie nadziewane) • o,5 l octu • 40 dag przeterminowanej o 2 lata kiełbasy • 3 g soli • o,5 kostki zjełczałego masła obłożonego przez tydzień parą starych skarpetek człowieka chorego na grzybicę • 10 dag szpinaku • 30 ml bimbru (do smaku) • 20 jajek kurde, pomyłka, nie ten przepis • 20 jajek • 30 ml wody (takiej przez ,,o'' z kreską) • 20 dag świeżutkiej, mięciutkiej czekoladki (może być wyjęta z mięsa, które jest w tym przepisie)

Wykonanie: Wszystkie jajka rozbić w garnku i roztrzepać, a następnie ugotować razem z masłem. Końską odbytnicę pieczemy z octem. Do ugotowanych jajek i masła dolewamy bimbru i dodajemy pociętą na kawałki kiełbasę i to wszystko miksujemy. Należy zapamiętać, że przed włączeniem miksera, należy zamknąć jego pokrywę, bo inaczej, cała jego zawartość znajdzie się na tobie, drogi i umiłowany czytelniku. Po zmiksowaniu dodajemy szpinak, sól, wodę przez ,,o'' z kreską i smażymy na wolnym ogniu. Po usmażeniu po całej potrawie rozsmarowujemy czekoladkę i tą polewą zalewamy upieczone mięsko. SMACZNEGO!!!!!

Mam nadzieję, że w tym miejscu zrobiłeś sobie przerwę aby upichcić to pyszne danie. Mniam! Aż tutaj czuję ten charakterystyczny zapach. Coś jakby stare skarpetki w połączeniu z paloną gumą. Mmm... Ale wróćmy do naszej opowieści. Aby otworzyć restaurację, Moczymorda musiał sprzedać wiele cennych rzeczy. Poświęcił nawet niektóre pamiątki rodzinne, jak np zdjęcie babci z ciastem kupkowym na głowie. Mam wielką ochotę zamieścić przepis na to ciasto, ale, cholera, czas mnie goni, bo zaraz muszę skoczyć w ustronne miejsce. Cóż, nie przechytrzy się fizjologii... Tak więc, gdy już sprzedał swoje pamiątki, a także kilka mebli oraz komplet kolorowych flamastrów, kupił lokal, który poprzednio był nielegalnym kasynem. Mieścił się on między barem ,,Menel i spółka'' a Psią Budą czyli tzw. komisariatem policji. Urządził swoją restaurację i uroczyście otworzył ją. Od tej pory ,,Zajebiście stare dania u Moczymordy'' stała się najbardziej popularną restauracją w mieście i gminie Kibelkowo. Jego menu było niezwykle popularne, prawie jak śmieci z McDonald's, ale przecież powszechnie wiadomo, że prawie robi wielką różnicę. W skład menu wchodziły między innymi:

Dania główne: • Bela w białym morzu (zapleśniała kiełbasa w przypalonym mleku) • Grzyb w malinowym bagnie (pokrojona pieczarka zmieszany z malinowym kisielem) • Kaczka w sosie z pomidorów (gumowa kaczuszka z ketchupem) • Nadziewane jądra bizona • Zupa z dupy • Danie na walentynki (ułożone w serce świńskie półdupki) • Qoorchuck po angielsku

Fast-Foody: • Ekstra hot-dog francuski (z żabim mięsem) • Super hot-dog (z świńskimi uszami i ryjami) • Hot-dog tradycyjny (z psiego mięsa) • Cheeseburger (beztłuszczowy - bez sera) • Chamburger (z mięsem z chama) • Frytki na słodko • Kebab z dżemem

Pizze: • Meksykańska (z kawałkami kaktusa) • Chłopska (ze zbożami) • Włoska (z włosami kucharza) • Biedoty miejskiej (samo ciasto) • Olimpijska (uwaga, ucieka!) • Multiwitamina (z tabletkami)

Ciasta: • Mrowisko (kupa błota) • Dziadek (alternatywa dla babki) • Szarlotka (dla szarlatanów) • Sernik (do wyboru: z serem gouda lub cammembert) • Szachownica (figury gratis)

Napoje: • Kawa mocna (gratis rękawice bokserskie) • Kawa ze śmierdzianką • Cuppoccino • Kawa zbożowa (z pływającymi kawałkami zbóż) • Coca-cola (w wersji ,,coca-ina'') • Sok z biedronki

Alkohole: • Piwo ,,Walka'' • Piwo ,,Tuskie'' • Piwo ,,Bóbr'' • Jabol • Wódka bezalkoholowa • Szampon • Ruski spirytus • Bobofrut Do wszystkich alkoholi przepita gratis!

Dodatki: • Ketchup • sól • popieprz • musztarda • sos malinowy pikantny • przyprawa do dup • mielony papier toaletowy

Już na drugi dzień po otwarciu, do ,,Zajebiście starych dań Moczymordy'' waliły tłumy. Wszyscy tak się ryli, że gnietli się nawzajem, a biedni ochroniarze od razu zrezygnowali z pracy. Moczymorda musiał pięć razy dzwonić po pogotowie. Po policję też dzwonił, ale powiedzieli mu, że skoro jego lokal jest tuż obok, to żeby ruszył dupsko i przyszedł zamiast dzwonić, bo na ten nr miała właśnie zadzwonić żona komendanta z życzeniami urodzinowymi. Wobec tego Moczymorda wymknął się tylnymi drzwiami i ostrożnie pobiegł na komisariat. Policjanci niechętnie wysłuchali jego zażaleń i poszli z nim do restauracji. Próbowali uspokoić rozentuzjazmowany tłum, ale kiedy zobaczyli jakie dania serwuje Moczymorda, sami zaczęli przedzierać się do kolejki, torując sobie drogę pałkami. Po całym dniu restauracja wyglądała jak chlew. Zabrakło tylko świń, kiedy wyszli klienci. Moczymorda był zrozpaczony. Usiadł przy jednym ze stolików i nalał sobie pełny kieliszek Bobofruta. Nagle usłyszał jakiś głos: - Moczymordooo... Rozejrzał się zdziwiony, ale nikogo nie było w pobliżu. Jedynie na podłodze pod sąsiednim stolikiem leżał jakiś nieprzytomny klient, który został chyba dosyć mocno pobity w zamieszkach. - Mooczymordooo... - Kim jesteś, podaj swoje imię, nazwisko, adres zamieszkania, nr telefonu, imię matki i ojca, nr pesel, wzrost, wagę, nr buta, kolor oczu i włosów oraz kod PIN twojej karty kredytowej! - Za dużo chcesz wiedzieć, szlachetny młodzianie... - Podaj, a dam Ci gratis kebab z dżemem! - Serio? - Jak nie, jak tak? - No to dobrze. Nazywam się Młotencjusz Piękny i jestem duchem średniowiecznego rycerza. Od ponad stu tysięcy lat nawiedzam ten lokal. No to co, dostanę ten kebab? - Ależ oczywiście. - Mam małą prośbę... - Tak? - Czy zamiast tego kebaba mógłbym dostać coca-colę? Przez tyle lat moja cenna zbroja zdążyła porządnie zardzewieć i potrzebny mi jakiś odrdzewiacz. - Ok, dostaniesz coca-colę, cwaniaku, ale musisz mi jeszcze powiedzieć dlaczego mnie zaczepiasz w tak okropnym dla mnie dniu. - Co?! Miałeś mi dać colę jak powiem ci, kim jestem! Oszukujesz, już nieszlachetny młodzianie, a właściwie staruchu, bo to już w końcu nie ten wiek... - I kto to mówi, ty stary śmierdzielu! Dało się słyszeć świst powietrza. - Tylko nie śmierdzielu! Brałem kąpiel miesiąc przed śmiercią! - O fuj! Wynocha z mojej restauracji, bo jak przyjdzie sanepid, to zamkną to miejsce na następne sto tysięcy lat! - Mam ci przypomnieć kiedy ty ostatnio się kąpałeś? Moczymorda zastanowił się. - Hmm... Chyba przed Bożym Narodzeniem w 2000. - Taa... Chyba w 2000 przed naszą erą! - A skąd ty to możesz wiedzieć?! - Jak to skąd? Przecież jak mi się nudzi, to latam po całym mieście i czasem nawiedzam różne domy. Kiedyś usłyszałem śpiew dobiegający z twojej łazienki, a że masz głos jak baba, pomyślałem że to kąpie się jakaś dama. Przeniknąłem przez drzwi, a tam w wannie siedziałeś ty. Woda była taka brudna jakbyś mył się pierwszy raz w życiu! A jak zobaczyłem twoje zwały tłuszczu, to myślałem, że się porzygam! Z ciebie możnaby robić smalec! Ubiłbyś na tym fortunę, bo twoje zapasy są nieograniczone! Moczymorda pomyślał, że to niezły pomysł, ale na przyszłość, bo teraz musi się zająć restauracją. - No dobra, koleś. - powiedział. - Dam ci tą colę i odwal się ode mnie, ok? Moczymorda poszedł na zaplecze i przyniósł kilka butelek napoju. - Wolisz zwykłą colę, czy może coca-colę zero lub light? - Coca-colę light. - No co ty! To jest dla bab! Rycerz zaszmurgotał dziwnie. Moczymorda zastanowił się co to znaczy ,,zaszmurgotać'', ale stwierdził, że właśnie to określenie najbardziej pasuje do odgłosu, jaki rycerz z siebie wydał. - A skąd wiesz, że nie jestem babą? - powiedział rycerz. - Przecież nigdy mnie nie widziałeś. - Wydaje mi się, że rycerze byli facetami. - Niekoniecznie. Znasz może Fontannę S' Marc? - Hmm... A w których dyskotekach ona bywa? - Ona nie bywa na dyskotekach. - To chyba nie jest zbyt rozrywkowa. - Jak coś, to była. Ona już nie żyje. Moczymorda poczuł, że strzelił gafę. - Och, przepraszam. - powiedział speszony. - Bardzo mi przykro... Nie dostrzegłem nigdzie klepsydry... - Ona zmarła już kilkaset lat temu, baranie! Moczymorda speszył się jeszcze bardziej. Nie chciał jednak dać tego po sobie poznać, więc spytał: - Kurde, koleś, bierzesz się za takie staruchy? - To była moja siostra. Moczymorda zdumiał się. - Kurde, koleś, bierzesz się za własną siostrę?! To nieźle masz nasrane pod tą metalową puszką, którą zwiesz hełmem. - Ja się za nią wcale nie biorę! Kto ci naopowiadał takich głupot? Pójdę i nakopię mu do tyłka! Owszem, ta sytuacja, w której zastał nas zacny Don Baleron mogła być dwuznaczna, ale to było dawno i nieprawda! Bobek Moczymorda poczuł, że wkroczył na grząski grunt, więc nie chcąc bardziej naruszać prywatności Młotencjusza, podał mu coca-colę light. - Napij się, stary. To ci dobrze zrobi. Butelka coca-coli powędrowała gdzieś w powietrzu, po czym przechyliła się do góry nogami. Moczymorda przeraził się, że wszystko wyleje się na nowy parkiet, ale napój nagle zaczął znikać gdzieś w przestrzeni. - Co się tak gapisz? - spytał Młotencjusz. - Nie widziałeś nigdy pijącego ducha? Moczymorda zaprzeczył ruchem głowy i wpatrywał się w zjawisko z szeroko otwartymi ustami. Na jego brodę pociekła strużka śliny. - Ej, chłopie. - powiedział Młotencjusz. - Co ci jest? Wypływa z ciebie jakaś ciecz. Moczymorda nie zareagował. Gapił się wciąż przed siebie. - Halo, tu ziemia! Ale z ciebie zawias. Pomachałbym ci dłonią przed oczami, ale jestem duchem, więc i tak niczego byś nie zobaczył. - To pomachaj mi przed oczami butelką. - powiedział Moczymorda, nie poruszając ustami, jak brzuchomówca. Całkiem nieźle mu to wychodziło. Cola znów powędrowała w powietrzu i zaczęła się kiwać tuż przed oczyma bobka. - Nie taką butelką. - powiedział Moczymorda w taki sam sposób jak wcześniej. - Cola na mnie nie działa. Cola oddaliła się w stronę zaplecza, co musiało znaczyć, że rycerz właśnie tam się udał. Po chwili na sali znów zjawiła się butelka, ale tym razem już nie coli, lecz ruskiego spirytusu. - Musisz wziąć jeszcze przepitę, bo bez niej zwymiotuję. - powiedział Moczymorda, nadal wpatrując się gdzieś w przestrzeń. - Nie obawiaj się, ona jest gratis do każdego alkoholu. Rycerz wrócił na zaplecze i zaraz wrócił z jeszcze jedną butelką - jabolem. - Alles gut. - powiedział Moczymorda. W takich transach zazwyczaj stawał się poliglotą. Młotencjusz podszedł, a właściwie podleciał, bo duchy zazwyczaj nie stąpają po ziemi, po czym zaczął machać Moczymordzie tuż przed oczami obydwoma butelkami naraz. - Nie machaj obiema w tym samym momencie. Nie lubię drinków. - powiedział bobek nadal nie poruszając ustami. Rycerz zaczął machać raz spirytusem, a raz jabolem. Nagle Moczymorda ocknął się. Otrzepał się gwałtownie i zamrugał oczami. - Co się stało? - zapytał zdziwiony. - Chyba musiałem przysnąć. - Nic ważnego. - odparł duch, a zaraz potem dodał podstępnym głosem - Lepiej, żebyś nie wiedział. Moczymordzie często zdarzały się tego typu zawiasy, np. kiedy się czegoś przeraził lub gdy coś go zdziwiło. Jego psychiatra stwierdził, że jest to rodzaj urazu. Nabawił się go w dzieciństwie, kiedy pewnego razu niespodziewanie wpadł do kibla podczas oddawania stolca. Zaklinował się tam i nie mógł wyjść. Potwornie się przeraził, ponieważ myślał że złapią go za tyłek klozetowe potwory i wciągną gdzieś na morza i oceany, gdzie się utopi. Mama znalazła go w strasznym stanie. Był blady, mokry, śmierdzący, a ze strachu zrobił kupę, chociaż jeszcze chwilę temu miał z tym trudności. Do tego cały się poślinił i nie reagował na żadne bodźce zewnętrzne. Nawet nie mogła go wyciągnąć z kibla, bo ze strachu cały zesztywniał. W końcu następnego dnia zadzwoniła po pogotowie z kaftanami i oni pomogli jej i biednemu, małemu Moczymordzie. Żeby wydostać go z kibla musieli użyć łomu. Po tym traumatycznym przeżyciu Moczymorda stał się bardzo nerwowy i wrażliwy na stres. Na szczęście jego psychiatrze udało się na tyle go wyleczyć, że ataki stały się krótsze i, co najważniejsze, bobek odzywał się w ich trakcie, co prawda z zamkniętymi ustami, ale inaczej się nie dało, bo dostawał wtedy szczękościsku. - Dobrze się już czujesz? - spytał Młotencjusz zaniepokojony. - Znacznie lepiej. Ale wolałbym już stąd iść. Miałem dziś okropny dzień. Chciałbym się trochę rozerwać. - Znakomicie. Możemy razem się gdzieś wybrać. - Dzięki, ale dziś wolałbym już iść do domu... - Nie ma sprawy. Pójdę z tobą, zrobisz nam kawy, obejrzymy film na dvd i pogadamy na temat restauracji. Moczymorda za nic nie miał ochoty iść do domu z jakimś ledwo poznanym duchem, ale ten nie dawał za wygraną. W końcu zgodził się. Razem wyszli z restauracji. - Ty tu wszystko pozamykaj, a ja pójdę już do twego automobilu. - powiedział rycerz. - A skąd ty wiesz gdzie zaparkowałem? - zdziwił się bobek. - Rano okropnie chciało mi się pić, a z twego pojazdu coś wyciekało na drogę, więc poszedłem się napić. Ty do tej pory śmierdzisz tym świństwem. - Co?? To musiała być benzyna! Mam nieszczelny bak! Zaraz, ty piłeś benzynę? Nie wiem jak to było w średniowieczu, ale teraz tego się nie pije... - To nie była benzyna, ty tłumoku, tylko lody truskawkowe, które wczoraj zostawiłeś w bagażniku! Za życia byłem uczulony na truskawki i do dziś mam do nich uprzedzenie. Moczymorda zamknął lokal i odjechali. Bobek zdziwił się nieco, że przez całą drogę Młotencjusz nie odzywał się. Nawet kiedy wyszli z auta, panowała cisza. Bobek nie chciał zaczynać rozmowy, bo nie wiedział z której strony znajduje się duch i gdzie ma się zwrócić gdy będzie mówić. Weszli do mieszkania. Duch nadal milczał. W końcu Moczymorda zagadał do niego, ale ten nie odpowiedział. Wtedy bobek uznał, że Młotencjusza w ogóle z nim nie ma. Pewnie z jakiegoś powodu zrezygnował z wizyty i został w restauracji. Minęło jakieś pół godziny, kiedy Moczymordę owionęło zimne powietrze i skrzypnęły sprężyny w wersalce obok niego. - O żesz ty, kurde, koleś... - odezwał się Młotencjusz. - Ale jaja! Wiesz jak szybko leciałem?! Do tego pobłądziłem, bo po tej wizycie w twojej łazience, dokładnie nie zapamiętałem gdzie mieszkasz. Ale jak widać, wreszcie mi się udało trafić. - Dlaczego nie przyjechałeś ze mną samochodem? - Bo zaistniał pewien problem. Jak powszechnie wiadomo, duchy przenikają przez ściany, więc jak ruszyłeś, to ja po prostu zostałem na asfalcie. - Och, przykro mi... To musiało boleć. Nie pomyślałem o tym... Rany, mogłem cię zabić! Rycerz prychnął. - Zabić? Mówienie takich rzeczy do umarlaka, jest wielce nietaktowne. - Umarlaka?!! A więc jednak cię zabiłem? Przepraszam, jak mogę ci to wynagrodzić? - Po prostu się zamknij. Przypomnę ci tylko, że ja już byłem umarlakiem, kiedy się poznaliśmy. - Ach, fakt... To wszystko przez to, że cię nie widzę. Dziwnie się rozmawia z niewidoczną osobą. Młotencjusz zachichotał. - Jest na to pewien sposób. - powiedział rycerz tajemniczo. - Staję się widoczny tylko wtedy, gdy... - głos rycerza przeszedł do szeptu, cicho wypowiadanego wprost do ucha Moczymordy. Bobek uśmiechnął się łobuzersko. - Da się zrobić.

* * *

Moczymorda z obawą patrzył na migoczący płomień zapalniczki. - Jesteś pewien, że duch nie może się podpalić? Młotencjusz ryknął śmiechem. Zaczęły już być widoczne jego kontury. W ręce męczył zapalniczkę, a u jego ust trząsł się jeszcze nie odpalony skręt. Ten należał do Moczymordy, duch swojego już wypalił, a teraz pomagał Moczymordzie, który nie umiał posługiwać się zapalniczką na kółko. W końcu mu się udało i oddał bobkowi dymiącego jointa. Był już prawie całkiem widoczny. Okazał się wysokim blondynem, chudym jak szczapa. Miał ogromne wąsiska zaplecione w warkoczyki i ubrany był w podrdzewiałą zbroję. Na nogach miał adidasy, na szyi czerwono-biały szalik z napisem ,,Wisła-Kraków''. Na jego plecach, na wypolerowanym fragmencie zbroi widniał nabazgrany sprayem znak: litera ,,A'' w kółku. - Z ciebie jest zacny koleś. - powiedział i zaczął tak bardzo rechotać, że aż się popłakał i posmarkał. - Moczymordo, mordo ty moja!!!! Buhaahhhaaa!!!!!!!!!!!!!!!! Bobek zaciągnął się mocno, po czym zaczął wypuszczać kółka z dymu. - Umiesz tak, mój ty rycerzyku? - spytał niewyraźnie. - No, no, tylko nie twój, bez poufałości. Hha, hhaa!!! A jasne że umiem! Co mi tam kółka! W latach sześćdziesiątych to ja wypuszczałem z dymu nawet pacyfki! Hha, haaaa...!! - Młotencjusz wydał z siebie coś w rodzaju pisku i charkotu w jednym. - A tak umiesz? - Duch nabrał powietrza, po czym jego oczy wyskoczyły na chwilę z orbit, prawie uderzając Moczymordę w twarz, a już po chwili z uszu rycerza zaczęły powoli sączyć się spiralnie skręcające się wstążki dymu. - O, ! Stary, ale zajebisty trik! Full wypas, że aż czacha dymi! - Moczymordę prawie rozsadzało ze śmiechu. - ...czacha... dymi... - mamrotał duch, zanosząc się śmiechem. - To łaskocze w uszy! Mogło się zdawać, że obaj zaraz poduszą się, bo w tej chwili nawet już się nie śmiali, tylko sapali i popiskiwali niczym miechy w akordeonie, trzęsąc się przy tym i trzymając za brzuchy. Bobek podniósł w górę rękę, zapewne chcąc coś powiedzieć, ale nie mógł przestać się śmiać. Nagle rozległo się bębnienie do drzwi. Chłopaki momentalnie ucichli. - Psiarnia...? - spytał Młotencjusz zaniepokojony. - Pójdę sprawdzić. - odparł Moczymorda i poszedł do drzwi. Po chwili wrócił i oświadczył szeptem - To Myjnikowa, stara, nawiedzona dewotka z góry. Chyba jesteśmy zbyt głośno. - zachichotał. - Otwórz i ją przeproś. Nie wolno niepokoić dam, nawet starych, pomarszczonych i upierdliwych. Obaj wyszli do przedpokoju i otworzyli drzwi. Myjnikowa była maleńka, chudziutka i cała w zmarszczkach. Przyszła w szlafroku, na nogach miała różowe kapcie z pomponami, a w ręce wałek. - Będziecie wy mi cicho?!!! - wrzasnęła, zadziwiająco mocnym głosem, jak na swoją posturę. - Wiecie która godzina?! Dwudziesta! Porządnym ludziom srać, znaczy spać nie dajecie!! Zaraz zadzwonię na milicję!! - babcia zamachnęła się wałkiem i prawie zdzieliłaby nim Moczymordę w głowę, ale w ostatniej chwili zrezygnowała. Przysunęła się do nich i zaczęła węszyć, poruszając nozdrzami. - Co to za zapach? - spytała. - Jaracie? Młotencjusz zachichotał, pozorując zakrztuszenie. Babcia weszła do mieszkania, poruszając długim nosem jak pies węszący zwierzynę. Na stole w dużym pokoju znalazła kilka niedopalonych skrętów. Wzięła jeden w swoje zasuszone dłonie, przytknęła do ust i mocno się zaciągnęła. Kaszlnęła lekko i wydmuchała chmurę dymu. - Uchchh... - westchnęła. - Zarąbczasty towar. - Pani Myjnikowa, bo się pani w głowie zakręci. - powiedział Moczymorda z troską w głosie. Tak naprawdę chodziło mu tylko o to, żeby sąsiadka nie wyjarała im całej trawy. - No i git. - odparła babcia, a jej oczy śmiały się do świata. - Co za laska... - westchnął Młotencjusz, kiedy Myjnikowa już sobie poszła. Moczymorda spojrzał na niego zdumiony. - No co, chyba tak się teraz mówi na miłe damy...? - bąknął rycerz nieśmiało. Chyba jeszcze niezbyt opanował współczesny slang. - Nie sądzisz, że ta ,,laska'' jest nieco za stara? - Cóż, nie moja wina, że wolę młodsze od siebie... - westchnął duch. Przyjaciele wypalili jeszcze po jednym joincie i postanowili wyjść na miasto. Na podwórku pod kamienicą Moczymordy nie było nie było nic ciekawego. Tylko pod trzepakiem wypróżniał się jakiś kundel. Poszli dalej. Z radością zdali sobie sprawę, że w bramie jakiś frajer zostawił motor - błyszczącego harleya. Otworzyli drzwiczki i wsiedli do motoru. - O, cholera! Weszliśmy do baku. - powiedział bobek zdezorientowany. - Przecież motory nie mają drzwi. Wyszli z baku i usiedli na siedzeniu. A właściwie tylko Moczymorda usiadł, a duch tylko przytrzymywał się jego ramienia, bo nie chciał znów zostać na asfalcie. Postanowili jechać do baru ,,Menel i spółka''. Co prawda, Moczymorda nie za bardzo chciał tam się udać, bo uważał, że oni nie są menelami, ale Młotencjusz mądrze stwierdził, że mogą być spółką. Wystartowali. - No, stary, pokaż, co potrafi ta kupa zardzewiałego żelastwa! - wrzasnął Młotencjusz piskliwie i wydał z siebie bojowy okrzyk. - Phi, jeżeli to jest kupa zardzewiałego żelastwa, to kim ty jesteś? - zadrwił Moczymorda, wymownie spoglądając na zbroję swego kompana, który powiewał na wietrze z prawej strony motoru. Bobek dodał gazu. Prędkościomierz dochodził do dwustu. Jechali bardzo wąską uliczką. - Mordo ty moja, co oznacza znak wyglądający jak czerwone kółko z białym paskiem na środku? - spytał nagle rycerz. - Drogę jednokierunkową od drugiej strony, a co? - Bo taki znak stał u wlotu tej ulicy... Moczymorda ryknął śmiechem. Czuł się tak lekko i szczęśliwie jak nigdy przedtem. - No to jedziemy pod prąd! Yeah!!!!! - wrzasnął. Wtedy oślepiły ich światła. - O maaaaaaatkoooo!!!!!!!!!! - krzyknął duch. - Dlaczego to auto jedzie wprost na nas?!! - Bo jedzie prawidłowo. Co my teraz zrobimy?!! - Zginiemy. Trudno. - zaszlochał rycerz. - Nie chcę umieeeraaać!!! Ja tak bardzo kocham życieee!!! - Łatwo ci powiedzieć, bo ty i tak nie żyjesz... - burknął bobek. - Wieczne odpoczywanie racz nam dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj nam świeci. Amen. - Nie! Tylko nie światłość! To auto tak mi daje po oczach, że mi wystarczy. - To wymyśl coś prędko! Nagle Młotencjusz zaczął gwałtownie łapać powietrze i nadymać się. Potem szybko je wypuścił i ku zdumieniu bobka wyglądał teraz jak wielka płachta. Nakrył sobą szczelnie cały motor, razem z Moczymordą. - Ej, co ty wyprawiasz, idioto?! - oburzył się Moczymorda. - Jestem duchem i przenikam przez ściany. Okryłem cię i razem przenikniemy przez to auto! - Chyba zwar... - zaczął bobek, ale nie skończył, bo nagle poczuł coś dziwnego, jakby przez jego ciało przeszedł prąd elektryczny lub nagle wpadł do lodowatej wody. To naprawdę nie było miłe uczucie. Gdy to minęło, przed

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Rozpierducha w Kibelkowie — czytnik · opowiadania