Komedia · 13 min czytania
ROZTERKI
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ktoś kiedyś powiedział, że ‘miłość jest ślepa’...Jeszcze niedawno polemizowałabym z takim poglądem. Ja kobieta niezależna i rozsądna zawsze potrafiłam panować nad wszelkimi emocjami. A miłość czyż nie jest emocją wyidealizowaną przez organ powszechnie nazywanym sercem?!... Moje rozważania intelektualne dotyczące sfery uczuciowej, pozwalały wysnuć wniosek, że zdecydowaną rolę nadrzędną sprawuje rozsądek. Ostatecznie sama sobie utarłam nosa... Cóż – zakochałam się... Głupio, bo głupio, ale przynajmniej wiem, że potrafię. Mój rozum musiał przyjąć rezolucję przegłosowaną przez resztę ciała, że nie jestem samowystarczalna. Potrzebuję miłości, potrzebuję JEGO !!! Jest odwrotnością ideału skrzętnie pielęgnowanego przez moją wybujałą wyobraźnie, ale serce zdecydowało, że to TEN. Jest szalony, oszczędny w tkliwych gestach i całkowicie obojętny na mój niebanalny wdzięk. Czy ktoś powiedział, że ‘miłość jest ślepa?. To stwierdzenie zasługuje na pokojową nagrodę Nobla!
***
{i}Znowu ubrałam się jak idiotka{/i} – pomyślałam próbując ogrzać ręce oddechem. Postawiłam wyżej kołnierz, lecz brak szalika odczuwałam przy najmniejszym powiewie wiatru. Zanurzona w rozmyślaniach o własnej głupocie ruszyłam machinalnie do przodu... - Marta!- Usłyszałam zdławiony krzyk.{i} O jak dobrze znam ten głos!{/i} W panice poszukiwania drogi ucieczki ruszyłam w najmniej odpowiednim kierunku. Dźwięk klaksonu przywołał mnie do porządku. Odskoczyłam na chodnik, oblewając się silnym rumieńcem. {i}Że on znów musiał zobaczyć, jaka ze mnie niezdara...{/i} Podbiegł blady i zdenerwowany. - Wszystko w porządku? – Zapytał. - Jeszcze żyję – rzuciłam zaczepnie. -Czy ty kiedyś zaczniesz na siebie uważać? – Chochliki rozbawienia niebezpiecznie zapaliły się w jego błękitnych oczach. Oblałam się rumieńcem nastolatki. - Zamyśliłam się – bąknęłam. - W to akurat wierzę, wołałem ciebie kilka razy – uśmiechnął się promiennie – przynajmniej widać, że nie reagujesz na zaczepki przygodnych mężczyzn. Oto cały ON! Już wiem, że za kilka minut będziemy prowadzili pustą dyskusję, że mężczyźni są z Marsa... Zaczniemy sobie dokuczać i rozstaniemy się z uczuciem niedosytu i wrażeniem, że mogłoby być inaczej gdyby... Nie wiem, dlaczego właśnie Daniel, robi na mnie tak silne wrażenie. Już nawet nie pamiętam, co mnie do niego tak intensywnie pociągnęło. Był moment, że bardzo się zbliżyliśmy. Rozmawialiśmy o życiu, marzeniach i nagle coś pękło... - Czy ty w ogóle mnie słuchasz? – Schylił głowę, by spojrzeć mi w oczy. - Oczywiście – skłamałam gładko. {i}Nie patrz mi w oczy, bo znów nie będę spać w nocy!{/i} Schyliłam się sięgając do torebki po paczkę gum. - Chcesz? – Spytałam, wyciągając rękę. - Nie, dzięki – uśmiechnął się smutno – wiesz ja nadal czekam na twoją odpowiedź... - Moją odpowiedź – powtórzyłam prawie bezgłośnie.{i} Skup się dziewczyno! To nie jest takie trudne. O co on pytał?{/i} - Wiem, wiem. Cały czas uważnie słuchałaś, ale przypomnę, o co pytałem – mrugnął szelmowsko – Będziesz dzisiaj u Gośki? - A ty? - Czy zawsze na moje pytania musisz odpowiadać pytaniem? – Zbulwersował się. - Bo w zasadzie to, czy ty będziesz, ma decydujące znaczenie. Przecież wiesz, że bez ciebie moje życie nie ma znaczenia. Jesteś moim natchnieniem i... - Nie rób sobie ze mnie żartów! – Przerwał moje szczere wyznanie. No, może ton mojego głosu na to nie wskazywał, ale nikt nie jest doskonały! Skruszona spojrzałam w jego oczy.{i} Będę tego żałować!{/i} - Wybieram się do Gośki – rzuciłam krótko – Nie wiesz czasami, co ona planuje na dzisiaj? Znów jakiś melodramat? - Nie mam pojęcia, ale przynajmniej jest szansa się rozerwać – uśmiechnął się szeroko. Oboje wiemy, że imprezy u Gośki nie należą zbyt do udanych. {i}Ja idę tam dla niego, a on? No, tak „żeby się rozerwać”.{/i}
***
- Marta! – Wyrwało mi się może zbyt ostro, ale na Boga, czemu ona włazi pod koła... Pewnie znów się zamyśliła. {i}Ta kobieta kiedyś zginie, jeśli się nią nie zaopiekuję!{/i} Podbiegłem zdecydowanie za szybko. - Wszystko w porządku? W jej oczach zapaliły się niebezpieczne ogniki. - Jeszcze żyję – odparła. O jak bardzo chciałem przytulić ją do siebie i szepnąć: Kocham cię. Jej zacięta mina postawiła mnie jednak do pionu. Nie była za bardzo szczęśliwa na mój widok. {i}Kiedy w końcu dam sobie spokój z tym uczuciem!{/i} – Skarciłem się w myślach. - Czy ty kiedyś zaczniesz na siebie uważać?! – Wróciłem do mojego stałego żartobliwego tonu. {i}Czy ona się rumieni? Niemożliwe, Marta nie umie się rumienić. Przecież ją znam. Właśnie to w niej lubię. Potrafimy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Może inaczej... Potrafiliśmy...Kiedyś...{/i} Rozmowa przebiegała stałym torem. Ja mówiłem, ona nie słuchała. Ostatecznie nie jest źle. Zobaczymy się dzisiaj u Gośki. {i}Nie odstąpię ją nawet na krok. Niech wie, że nie jest mi obojętna. Znajdę w sobie odwagę!{/i}
*** Mieliśmy rację, impreza u Gośki okazała się denna. Próbowaliśmy kilka razy się zintegrować, ale nic z tego. W końcu rozeszliśmy się po pokoju i w mniejszych grupach zajęliśmy się zabijaniem nudy. Ja trafiłam na Tomka. W innych okolicznościach, to towarzystwo uznałabym za interesujące. Niestety, tym razem całą moją uwagę przykuwał widok mojej wielkiej miłości, obdarzającej czarującym uśmiechem skąpo ubraną blondynkę. {i}Co to za dziewczyna? Czy na tej kanapie naprawdę jest tak mało miejsca, czy ma inne powody, żeby siedzieć tak blisko?!...{/i} - Zauważyłaś, że wszyscy mamy skłonność zamykania się w szczelnych skorupach? – Tomek próbował nawiązać ze mną konwersację. Skinęłam mimowolnie. - Bo na przykład ty – {i}Ten to potrafi być uparty{/i} – zawsze jesteś duszą towarzystwa. Żartujesz, flirtujesz i masz kilka pomysłów na minutę - przerwał na chwilę – a dzisiaj jesteś nieobecna, zamyślona i nie przesadzę, jeśli powiem, że nieszczęśliwa... - Ależ skąd!– Zareagowałam może zbyt pośpiesznie – Tylko trochę mi słabo. Chyba po tym drinku – dodałam bezwiednie. - Możliwe – uśmiechnął się.{i}Ma nawet ładny uśmiech{/i} - Jeżeli naprawdę źle się czujesz, może przejdziemy się na mały spacer? - Wiesz, to nawet nie jest zły pomysł – uśmiechnęłam się. {i}Właśnie tego mi potrzeba - świeżego powietrza!{/i} Chwyciłam podaną mi dłoń, wstałam z podłogi i przedefiladowałam przed nosem Daniela, rzucając lakonicznie – Na razie! - Gdzie idziesz? – Zdrętwiał. Blondyna…