Historia · 8 min czytania
Rozwiążmy króla z damskiej sukni.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
,,Rozwiążmy króla z damskiej sukni"
Wreszcie Warszawa. Mała ojczyzna. Nic tu się nie zmieniło od jego ostatniego pobytu. Ta sama szarość ulic, melancholijność budynków, nieufność w każdej napotkanej twarzy. Jednak coś jest nie tak...gdzie są polskie flagi wiszące na każdym murze? Gdzie królewskie sztandary? Gdzie ten patriotyzm, który towarzyszył niespełna rok temu trzeciemu majowi? Mijając miejscową grupkę szlachty ,doszedł wreszcie do Zamku. Zamku Królewskiego. Wskakując po kilka stopni na raz ,otworzył z zamachem główne drzwi. Gdyby zrobił to parę sekund wcześniej uderzył by nimi zaczytanego w jakichś dokumentach chudzielca. Przestraszony mężczyzna nagłym ruchem odwrócił się ku niemu. - Panie Józefie!- krzyknął , na jego twarzy pojawił się olbrzymi uśmiech- Antoni tak się niecierpliwił. Wysłał już chyba ze trzech posłańców do Pana. - Ile razy mam ci mówić ,że nie jestem żaden ,,Pan”, co? Znamy się tyle lat ,a ty chyba nigdy tego nie zrozumiesz. - Przepraszam. W końcu to ty jesteś tu bratankiem króla nie ja. - A co to ma do rzeczy? - No wiesz... w polityce ważne są nazwiska i jeszcze ważniejsze tytuły. - Polityka dobra jest przy rozmowach z tępymi Prusakami ,a nie podczas spotkań ze starymi przyjaciółmi. No dobra, powiedz mi lepiej co tam u ciebie słychać Panie Małachowski? Słowa te wypowiadał niewysoki człowiek. Czarna broda, baki i włosy okalały delikatną twarz. Na pierwszy rzut oka mężczyzna miał około trzydziestki ,jednak gdy się lepiej przyjrzeć sieć drobnych zmarszczek orała jego buzię. Niebieskie oczy spoglądały wesoło na rozmówcę. Odziany był w żołnierski mundur który (ze względu na swoją pozycję- piastował urząd między innymi jednego z królewskich dowódców) nosił prawie zawsze. Józef. Józef Poniatowski- tak nazywano owego człowiek. Chudzielec uśmiechnął się słabo. - Ty jak zwykle- pełen poczucia humoru. Chcesz wiedzieć co u mnie? A więc powiem ci: nie najlepiej. Odkąd skończyliśmy świętowanie konstytucji ,wszystko zaczęło się walić. Spełnia się to co mówiłem od samego początku: Napisać ustawę jest łatwo, wprowadzić w życie trudniej. Twój wuj twierdził natomiast ,że wszystko będzie w porządku i teraz ma. Trzeba było iść za moją radą. - A co jest nie tak? Józef nie dostał odpowiedzi ,gdyż dalszą rozmowę przerwała jedna ze służących. - Szlachetny Panie ,król prosi do siebie. Znaczy do sali głównej.- oznajmiła uprzejmie. - Więcej dowiesz się od swego wuja. Pewnie po to cię tu ściągnął. Miło było znów się z tobą spotkać. Nie zdążył odpowiedzieć- Małachowski zniknął już w otchłani ciemnego korytarza. - Prowadź więc- rzekł do służki poprawiając zawieszoną szablę u pasa. - Jak sobie życzysz Panie.
X X X X X X X X X X X X X X X X
Józef nie przepadał nigdy za Zamkiem Królewskim. Za bardzo kojarzył mu się ze zgrają rozdętych polityków czy zadufanych dyplomatów ,których zawsze można było tu spotkać. Poza tym architektura i wystrój pałacu ,zostały zaprojektowane według niego schematycznie. Nic ciekawego- zamek jak każdy inny. Dotarli wreszcie sali głównej zwaną też salą obrad. Nie zachwycił go wiszący nad wejściem dwudziesty już ,widziany przez niego podczas tej paru minutowej przechadzki ,obraz Stanisława Augusta. - Król czeka- powiedziała służka naciskając na złotą klamkę drzwi. Bratanek elektora wszedł do środka. Sala nie była duża. Olbrzymie ilości światła wpadały do niej przez okna w kształcie portali. Ściany poobwieszane były coraz to bardziej wymyślnymi podobiznami władcy. Na środku pomieszczenia leżał długi, czerwony dywan prowadzący aż do jego końca. Liczne szafki stojące po kątach zawierały trunki różnego pochodzenia. Od francuskich win po…