Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 21 min czytania

Rozżarzone niebo

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Mulder, ale czy my naprawdę musimy tam jechać. – Scully zrobiła minę zbitego psa i popatrzył błagalnie na swojego partnera. - To nie ja to wymyśliłem rozkaz z góry. Skinner powiedział, że musimy pojechać na to szkolenie, niech zacytuję, aby udoskonalić naszą wzajemna komunikacje i współpracę. Sam też najchętniej zająłbym się czymś innym, ale jak już powiedziałem to nie mój pomysł i nie moja wina. – Pochylił się w stronę Scully i delikatnie poklepał ją po ramieniu. - Mulder, ale przecież możesz cos wymyślić cokolwiek. Nie wiem wampir atakujący ludzi, wielka stopa w samym centrum Nowego Jorku, może być lądowanie statku kosmicznego na dachu białego domu. Cokolwiek, zgadzam się na wszystko tylko tam nie jedźmy, błagam… - jeszcze raz spojrzała na niego w ten sposób - tak jakby był jej ostatnią deską ratunku. Uśmiechnęła się do niego jak tylko najładniej i najniewinniej potrafiła, poczym zamrugała oczkami jak mała dziewczynka próbująca przekonać do czegoś swojego ojca. - Scully nic nam nie pomoże. Musimy tam pojechać. Poza tym powinnaś spojrzeć na to z innej nieco jaśniejszej strony… - puścił do niej oczko i wstał z kanapy. - Co masz na myśli? - Scully jedziemy do Miami – słońce, plaża, woda. Nareszcie się opalisz, ja zresztą też, zobaczysz będzie fajnie i do tego wszystkiego będziemy legalnie mieszkać w jednym pokoju hotelowym. Pójdziemy trochę potańczyć rozerwiemy się, przyda ci się to, bo ostatni jakoś dziwnie się zachowujesz, chyba jesteś przepracowana. - Mulder czy ty widziałeś rozkład zajęci na weekend??? - Tak widziałem i bardzo mi odpowiada. Żadnego siedzenia w salach, jedynie gry zespołowe na plaży, jakaś drobna rywalizacja a reszta to czas wolny na integracje dla partnerów. To gdzie twoja walizka? – Spytał i rozejrzał się po salonie. Po chwili dostrzegł stojący przy ścianie bagaż, podszedł do niego i zabrał go. - Spakowałaś dwuczęściowy kostium kąpielowy, prawda? Chyba nie zamierzać grać w siatkówkę plażową w jednej ze swoich garsonek? – Spytał podchodząc do drzwi i spoglądając z radością w oczach na swoja partnerkę, która niechętnie podnosiła się z kanapy. - W ogóle nie zamierzam grać w siatkówkę. – Powiedział otwierając drzwi przed Mulderem. - Żartujesz prawda. Za każdą konkurencję zdobywa się punkty. Jak egzemy najlepsi to mam nagrodę. Scully nie zrobisz mi czegoś takiego. Nie powiesz mi teraz, że nie umiesz grać w siatkówkę, Scully, nie możemy dać wszystkim satysfakcji. Już słyszę te docinki i komentarze… Wyobrażasz to sobie? – Scully delikatnie uderzyła go w żebro. - Tak wiem, co będą mówić i tylko żartowałam zagramy. Nie dam nikomu satysfakcji. – Powiedziała i wyszli z mieszkania zamykając za sobą drzwi. - Ale strój masz dwuczęściowy? – Mulder spytał wsiadając do samochodu. Na co Scully jedynie się uśmiechnęła i nic nie powiedziała.

Na lotnisko dotarli kilkanaście minut później. Mulder cały czas próbował rozweselić Scully, która cały czas próbowała wymyślić coś na tyle istotnego i ważnego żeby nie jechać na szkolenie. Łapała się nawet najbardziej absurdalnych wytłumaczeń, które jednak po chwili sama odrzucała widząc jakieś niedociągnięcia w swoim planie. Zdali bagaże i przeszli przez wszystkie bramki. Usiedli na krzesłach i w ciszy czekali na swój lot. Scully zaczynała się robić coraz bardziej zła, a Mulder nie wiedział, o co chodzi. Usłyszeli jak wyczytują ich lot i proszą wszystkich o stawienie się w samolocie. Scully i Mulder wstali ze swoich miejsc i powoli zaczęli iść w kierunku swojego terminalu. Mulder cały czas próbował namówić Scully do rozmowy, dlatego zaczął iść przed nią tyłem do kierunku, w którym zmierzali a twarzą do niej. Próbował naśladować jej zawiedziona i zmartwioną minę i nie zwracał uwagi na to gdzie idzie. To był błąd. Zaczepił się o odstający kawałek dywanu i wylądował na tyłku z głośnym łomotem. Wszyscy ludzie na około nich zaczęli się uśmiechać pod nosem a Scully chichotała jak mała dziewczynka. Mulder natomiast lekko się zaczerwienił i jak najszybciej potrafił podniósł się z podłogi i stanął obok Scully. Pochylił się nad nią. - Nawet nie wiesz jak mnie teraz tyłek boli. – Wyszeptał jej do ucha. – Będę tam totalnie niesprawny i obolały. – Kontynuował. – Poszło mi w kręgosłup, cholera by to wzięła. Ale wiesz, co mam pomysł jak to naprawić. – Spojrzał na nią znacząco. - Mulder nie wymasuje ci pleców, nawet o tym nie marz. – Powiedział i uśmiechnęła się do niego szeroko. - Może ja nie to miałem na myśli. – Odpowiedział i odszedł od niej na kilka kroków zostawiając ją samej sobie, w dodatku w totalnym osłupieniu. Dopiero po chwili Scully nabrała do płuc powietrza i wypuścił je. Spojrzała w kierunku wchodzącego do samolotu Muldera, pokręciła głową i ruszyła w jego kierunku. Nie mogła uwierzyć, że zasugerował jej coś takiego. Wcześnie zawsze z nią pogrywał, wszystko było na granicy, ale akurat, kiedy powiedział coś takiego zbalansował na niej i znalazł się jedną nogą po drugiej stronie. Dana powoli zaczęła iść w kierunku wyjścia, przeszła przez nie dotarła do samolotu, zajęła swoje miejsce obok Muldera i przyrzekła sobie, że nie odezwie się do niego dopóki on tego nie zrobi. Zrobiła tak jak zamierzała, a wręcz utrudniła Mulderowi rozpoczęcie jakiejkolwiek rozmowy, gdyż najzwyczajniej na świecie zasnęła.

Kiedy dolecieli na miejsce, Mulder zwinął gazetę którą czytał w rulonik i delikatnie uderzył nią Scully w kolano. Nie była to najprzyjemniejsza forma zbudzenia, jaką wyobrażał sobie Dana, a do tego jeszcze Mulder przerwał jej niezwykle przyjemny sen. Spojrzała na Muldera i od razu na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Szybko odwróciła twarz w inną stronę żeby Mulder czegoś przez przypadek nie zauważył, ale było już za późno. Fox pochylił się nad jej uchem… - Dlaczego agentka Scully rumieni się jak nastolatka? – Wyszeptał, co sprawiło, że kolory na policzkach Scully stały się jeszcze bardziej płomieniste. Samolot wylądował i na szczęście dla Scully oczywiście trzeba było opuścić swoje miejsca. Wyszli z samolotu odebrali bagaże i oboje poszli żeby wynająć samochód. Mulder wybrał czarnego forda i oboje udali się do auta. Wsiedli i rozpoczęli podróż w kierunku hotelu. Żadne z nich nie powiedziało ani słowa i z każdą minutą, atmosfera w samochodzie robiła się coraz cięższa. Na szczęście dojechali do hotelu i mogli wysiąść z samochodu i na chwilę oddalić się od siebie. Podeszli do recepcji i poprosili o zarezerwowany dla nich pokój. Dopiero wtedy przypomnieli sobie, że będą musieli mieszkać razem przez dwa dni. Oboje zaczęli układać sobie w głowach plan rozmowy, którą powinni przeprowadzić, ale żadne z nich nie miało pojęcia jak ją zacząć. Wzięli klucz i powoli poszli do swojego pokoju. Kiedy tam weszli lekko się zdziwili. Pokój był oczywiście ogromny, z łazienką, balkonem i wszystkimi możliwymi bajerami, ale to, czego im zabrakło było najbardziej prozaiczną rzeczą na świecie… Otóż w pokoju stało tylko jedno, ale za to ogromne łóżko. Popatrzyli na siebie i oboje mieli takie sam wyraz zwątpienia na twarzy. Jednak po chwili na twarzy Muldera pojawił się szeroki uśmiech, zabrał z rąk, Scully bagaż i postawił go przy szafie. - Zamierzasz tak stać cały wieczór przebieraj się i idziemy na kolacje a później się zobaczy. Nie przejmuj się łóżkiem nareszcie będziemy mogli sypiać ze sobą oficjalnie. – Powiedział zanim zrozumiał to, co mogła z tego wywnioskować Scully. Spojrzał na nią speszony, ale ona po raz kolejny zadziwiła go. Podeszła do swojej torby, wyjęła kilka rzeczy i skierowała się do łazienki, totalnie olewając jego wypowiedź. Wyszła piętnaście minut później, ubrana dość dziwnie jak na nią. Miała na sobie jasne i obcisłe jeansy, które luźno trzymały się na jej biodrach. Do tego założyła czarną koszulkę na ramiączkach i sandały, więc była niższa o kilka centymetrów. Mulder patrzył na nią i nie mógł się nadziwić, że do tej pory nie zauważył, że jest aż tak ładna. Wyglądała o wiele młodziej niż w tych swoich kostiumach i garsonkach i musiał przyznać, że w momencie, w którym weszła do pokoju, temperatura podniosła się w nim momentalnie. Podniósł się z łóżka i podszedł do niej. Sam na szczęście zdążył się już przebrać, bo chyba nie byłby w stanie oderwać od niej wzroku i pójść do łazienki się przebierać. Coś takiego mogłoby go zabić… Objął ją ramieniem i ruszył w kierunku drzwi. - To, dokąd idziemy? – Spytał, kiedy wyszli z pokoju. - Najpierw pójdziemy coś zjeść a później zobaczymy. – Powiedziała i uśmiechnęła się do niego. Zeszli na dół do restauracji, oprócz nich było tam jeszcze kilkunastu agentów FBI, którzy przyjechali na szkolenie. Z niektórymi wymienili jedynie krótkie cześć i zajęli jeden z wolnych stoików. Mulder cały czas obserwował wygłodniałe męskie spojrzenia w kierunku Scully i sam sobie zazdrościł, kiedy wiedział, że połowa z nich szczerze nienawidzi go za to, że może obcować, na co dzień z tak piękną kobietą. Był z siebie dumny. Nachylił sę nad stolikiem… - Ładnie wyglądasz. – Powiedział do niej cicho i uśmiechnął się. Scully uśmiechnęła się do niego. - Dziękuję. – Odpowiedziała lekko się rumieniąc. Po chwili podszedł do nich kelner, złożyli zamówienie i cierpliwie czekali, aż potrawy zostaną przyniesione. Napięcie, które powstało miedzy nimi, znikło jak kamień w wodę i rozmawiali sobie swobodnie. Kolację zjedli przypominając sobie niektóre sprawy. Za każdym razem, kiedy Mulder rozglądał się do okoła widział zazdrosne spojrzenia innych agentów… Po skończonej kolacji zamówili sobie po drinku, za tym poszedł następny i kolejne. Po kilku kolejkach tequili Mulder próbował wyperswadować Scully dalsze picie, wiedział, że jak na nią to i tak było już za dużo, ale stało się to, czego najbardziej się bał – Dana straciła zdrowy rozsądek i umiar… W końcu stwierdził że już naprawdę wystarczy, wstał ze swojego miejsca i podszedł do niej. Wiedział, że wieść o pijanej Danie Scully, Królowej Lodu rozejdzie się z prędkością światła pomiędzy agentami i nie chciał dawać im satysfakcji… - Scully wystarczy już, chodź wracamy do pokoju, powinnaś pójść spać… - powiedział jej do ucha, praktycznie krzycząc bo wszystko zagłuszała muzyka. Pokręciła głową, ale mimo wszystko wstała z krzesła, a dokładniej to Mulder pomógł jej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Rozżarzone niebo — czytnik · opowiadania