Aktualności · 6 min czytania
Rusz się człowieku!
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Do dziś pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu słyszałem „rusz się człowieku” z ust mojej mamusi, gdy przychodziła pora wstawania do szkoły. Umysł jeszcze nie ochłonął po sennych libacjach, a tu już rysowała się perspektywa niepotrzebnego przesilania mózgu – mojego drugiego ulubionego narządu… Tym razem ową sentencję wypowiedziała do mnie jedna z najbardziej nie lubianych przeze mnie osób – mój wredny, podstępny, podcinający skrzydła młodym talentom, szef. Dowiedziałem się, iż końcowa faza Mistrzostw Świata 2007 ( konkretnie półfinały, mecz o 3 miejsce i finał ) odbędą się na hali pogwizdowskiego gimnazjum. A jako iż ta mieścina jest rzut moherowym beretem ode mnie, rola korespondenta przypadła mnie – Oliverowi Cwaniakowi… Od początku wiedziałem, że dobry reportaż telewizyjny powinien opierać się na obrazie – sam na sztuce operatorskiej znam się tyle co na koszeniu trawy, dlatego też postanowiłem tę funkcję przydzielić Marianowi – znajomemu rolnikowi, którego kunszt filmowy objawił się u mojej cioci na imieninach. Gimnazjum w Pogwizdowie im. Macierzy Ziemi Cieszyńskiej to główny organizator całego przedsięwzięcia. Szefostwo w Komitecie Organizacyjnym mistrzostw sprawuje nauczyciel wf, mgr Cezary Kałużny. Oprócz wysokiego stanowiska, z Michałem Listkiewiczem ( trzeba przyznać otwarcie – nie ominie się bez porównań obu panów ) łączy go hobby – był sędzią głównym wszystkich odbywających się tu meczy. Dyrekcja zmobilizowała całe winne grono pedagogiczne, a także uczniów – frekwencja dopisała, wolontariusze się znaleźli – Jurek Owsiak może nam pozazdrościć! Przygotowania trwały na długo przed samymi mistrzostwami. Czirliderki w pocie czoła ćwiczyły kroki, zawodnicy szkolili swoje umiejętności, a służby porządkowe pilnowały by jakiś muzułmanin nie zrobił święta Św. Patryka podczas meczu finałowego. Impreza rozpoczęła się 3 kwietnia, około godziny 14 przemarszem wszystkich drużyn: Brazylii, Meksyku, Holandii oraz Polski, w rytm skocznej melodii. Widzowie z całego świata w końcu ujrzeli swoich idoli w blasku reflektorów, na Hali Olimpijskiej w Pogwizdowie. Następnie Cezary Kałużny przywitał wszystkich zgromadzonych, wytłumaczył pokrótce „o co kaman?” i odbył się pierwszy półfinał: Brazylia vs Meksyk. Mecz nie rozpoczął się, jak Tradycja nakazuje, od przekupienia sędziego, lecz od przywitania zawodników oraz wylosowania odpowiednich stron boiska. Krótka modlitwa do Jezusa, Mahometa, Buddy – kto kogo woli, okrzyk motywacyjny ( oczywiście bez głupich dogadywanek – wszystko zgodnie z fair-play ) i w końcu długo oczekiwane rozpoczęcie spotkania. Brazylia otworzyła turniej w wielkim stylu; to co oni zrobili to był istny „Powrót syna marnotrawnego” – pierwsza akcja i od razu gol. Sprawcą całego zamieszania był Miszczyk – czołowy napastnik Canarinhios. W dalszej części partii, widać było, iż Meksykanie poczuli nóż w swych plecach. Stracili drugą bramkę, nie wykorzystali rzutu…