Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 10 min czytania

Rycerz ognia - Prolog

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Prolog

Zza horyzontu w końcu przebiły się promienie słońca, które załamywały się na kroplach wody, skapujących leniwie z liści drzew, tworząc piękne tęczowe barwy. Dzień praktycznie niczym nie różnił się od wszystkich innych dni w Lonkerin. Była to mała wioska, położona w pobliżu jeziora, które było jedynym źródłem utrzymania tutejszych wieśniaków, gdyż można było tu znaleźć najlepsze ryby w całym królestwie. Raz w tygodniu do wioski przyjeżdżał handlarz ze stolicy, wymieniając to co rybacy złowili na rzeczy niezbędne do życia. Jednak tego dnia nastąpiło coś, co odmieniło życie wszystkich ludzi zamieszkujących tą wieś. Drogą przez las, w okolicy Lonkerin szła młoda kobieta, mogła mieć co najwyżej 20 lat. Była ubrana w błękitną suknie, która idealnie przylegała do jej smukłego ciała, mogło by się wydawać, że suknia ta nie dawała jej żadnej swobody ruchu, niczym drogie stroje balowe wielkich dam dworu, które z nieznanych żadnemu mężczyźnie powodów, zawsze musiały ubierać się w stroje zdecydowanie na nie za małe, nie ważne że praktycznie się dusiły, nie ważne, że w taki sposób można byłoby wyciągać z więźniów informacje, których nie chcieli za żadne skarby zdradzić, te kobiety płaciły za taki strój ogromne pieniądze. Jednak ta suknia była inna, pomimo, że była ciasna, nie krępowała ona w ogóle ruchów. Wydawała się być wręcz elastyczna. Co za tym idzie, jej cena była prawdopodobnie równowartością całego Lonkerin. Kobieta ta w rękach trzymała niemowlę zawinięte w czerwony kocyk. Wykonany z tkaniny, którą można było raczej spotkać na pałacowych salonach, a nie w wiosce na końcu świata. Oboje pomimo bardzo drogich strojów, byli brudni, wyglądali na przemęczony oraz wygłodzonych, a w dodatku roztaczali zapach, którego nie powstydziły by się dwutygodniowe zwłoki, leżące cały czas w czterdziesto stopniowym upale. Nagle zza ich pleców rozległ się krzyk. -Tutaj są, za nimi – W zasadzie ciężko było nazwać to krzykiem, ponieważ zdanie to zostało wypowiedziane głosem, co prawda bardzo donośnym, jednak całkowicie pozbawionym wszelkich emocji oraz barwy. Gdy dziewczyna to usłyszała, odwrócił się i jej oczom ukazała się czwórka jeźdźców. Byli oni ubrani w czarne szaty, u lewego boku przypięte mieli miecze, a na szyjach wszyscy nosili srebrne naszyjniki w kształcie pofalowanego sztyletu. Jednak sam ich ubiór nie był tak przerażający jak ich twarze. Bowiem był one blade, jak by nigdy nie miały kontaktu z promieniami słonecznymi, nie wyrażały kompletnie żadnego uczucia, jak by ich właściciele nigdy nie odczuwali żadnych emocji, można byłoby wręcz powiedzieć że wyglądali na znudzonych. Jeździec, który jechał pierwszy miał na twarzy, rzucającą się w oczy bliznę, od skroni aż do brody, wyglądała na pamiątkę po jakiejś bitwie. Kobieta niemiała wątpliwości, byli to członkowie bractwa cienia. Niemiała wyboru, musiała uciekać. Pomimo całkowitego braku sił, zebrała się w sobie i zaczęło biec. Oczywiste było, że nie ma najmniejszych szans uciec przez jeźdźcami na prostej drodze, wiedziała także, iż nie uda jej się pokonać aż czterech braci cienia. Jedynym logicznym wyjściem było opuszczenie drogi i przejście przez las, tam konie nie dawały praktycznie żadnej przewagi, to była jej jedyna szansa. Więc ścisnęła mocniej niemowlę i pobiegła najszybciej jak potrafiła, teren był nierówny co strasznie utrudniało jej ucieczkę, oprócz tego drzewa rosły praktycznie obok siebie, a ciągłe omijanie ich spowalniało bieg. Jednak dzięki tak gęstemu zalesieniu, jeźdźcy odpuścili pościg przez las i postanowili spokojnie tamtędy przejść aby konie przez przypadek nie połamały nóg, gdyż to oznaczało by koniec obławy. A przecież mogli spokojnie poczekać na bardziej sprzyjający teren, i wtedy dopaść młodą kobietę. Dziewczyna pomimo tego, iż znacznie się od nich oddaliła, dalej nie przestawała biec, wiedziała, że już długo nie wytrzyma, jednak nie mogła się zatrzymać, bo to oznaczał by koniec jej życia, a co ważniejsze dostali by dziecko. Właśnie dlatego uciekała, nie zwalniając ani na chwilę. W końcu ujrzała w oddali jezioro. -Tak, to jest moja szans.- Powiedziała do siebie w myślach, gnając w stronę zbiornika wody. Niemowlę o dziwo nie płakało, wydawało się być raczej rozbawione całą sytuacją. Gdy kobieta dobiegała do jeziora, w tym momencie bracia cienia opuścili las i doszli do miejsca, w którym mogli spokojnie kontynuować pościg, konno. Dziewczyna spojrzała przez ramie, przeciwnicy nacierali z niesamowitą prędkością, kopyta koni uderzały rytmicznie o ziemi z ogromną siłą, a za nimi ciągłą się krótka smuga ciemnego dymu, śmierć wydawała się wręcz nie unikniona. W tym momencie młoda kobieta wbiegła na jezioro, dosłownie wbiegła na jego powierzchnię, jak gdyby woda nie wiedziała, że powinna pozwolić dziewczynie zatopić się w niej. A co ciekawsze, mogło się wydawać że jezioro wręcz stara się jej pomóc, oddając jej część swojej energii, aby mogła biec dalej, ratując życie swoje i dziecka. Gdy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%