Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 12 min czytania

Rytuał

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Prolog

Stuk kieliszka był jedynym świadkiem ich wzajemnego szczęścia. Karolina z zadowoleniem zerkała na palec, na którym widniał srebrny, zgrabny pierścionek. Pierścionek, który pieczętował ich zaręczyny. - Za nas. – Krzysztof uniósł do góry kieliszek i upił z niego łyk. Zrobiła to samo. Nie potrafiła przestać się uśmiechać. Otóż właśnie spełniało się największe marzenie jej życia. I co z tego, że musiała zrezygnować z pracy? Dla niego była w stanie to zrobić. Dla jego ciemnych włosów, niesfornego zarostu, a przede wszystkim dla jego miłości. To na niego czekała całe życie. I w końcu się doczekała. Dziś. Po krótkiej kolacji poszli się kochać. Wiedziała, że tak będzie. Krzysztof zawsze był tajemniczy i spontaniczny. Zawsze wiedział kiedy należy coś powiedzieć, ale wolał milczeć, gdy nikt nie zmuszał go do wypowiedzi. Tak było wygodniej. I to tak ją w nim pociągało. Przynajmniej na początku… - Zamknij oczy. – powiedział. Zrobiła co chciał. W tej chwili była gotowa skoczyć w ogień gdyby tylko kazał jej to zrobić. Razem przeszli do sypialni. - Otwórz – powiedział. Oniemiała z wrażenia. Łóżko, podłoga, wszystkie meble obsypane były płatkami róż. Łzy szczęścia popłynęły jej po twarzy. - Kocham cię. Wiesz? – założyła mu ręce na szyję i oddała mu się bez reszty.

Osiem lat później

1

Miała dwadzieścia trzy lata, ale jak na swój wiek wyglądała bardzo dojrzale. Ciemne loki opadały na szczupłe ramiona, a idealnie ułożona grzywka, lekko zakrywała oczy nie odbierając im ani krzty uroku. Wyszła z domu jak zwykle pewnym siebie krokiem, jak zwykle zwinnie przeszła na druga stronę ulicy i jak zwykle z tej odległości już widziała wielki, oświetlony napis „Nowy Klub”. Płaszcz zasłaniał jej seksowną, czerwoną sukienkę, ale nie ujmował nic z jej gracji, a wręcz przeciwnie podkreślał jej kształty pod każdym względem. - Jolka! Jolka! Chodź szybko! – podbiegła wołana przez przyjaciółkę, Martę, która już czekała pod drzwiami. Kiedy znalazła się tuż obok niej, uśmiechnęła się szeroko i zapytała: - To co dziś oblewamy? - Tomek zdał prawko. Stawia pierwszą kolejkę. - Zapowiada się niezła zabawa. - Pewnie. Kiedykolwiek z to wątpiłaś? – obie dziewczyny wybuchły gromkim śmiechem. Głośna muzyka wydobywająca się ze środka klubu zadziałała na nie porywająco. Doskoczyły do barczystego, łysego ochroniarza stojącego w drzwiach i prezentując uśmiechy spróbowały go wyminąć. - Dokumenty. – zatrzymał je głosem nieznoszącym sprzeciwu. Marta szybko wyjęła portmonetkę i podała dowód. Jola zaczęła nieporadnie szukać torebki i w tym momencie zrozumiała, że popełniła błąd. - Zapomniałam. – przepraszająco spojrzała na przyjaciółkę i szybko dodała – idź się bawić. Wrócę szybko do domu, wezmę co trzeba i przybywam. - Dobra. Czekam – Dziewczyna pomachała jej na pożegnanie i zniknęła za progiem. Jolka spojrzała na zegarek. Dochodziła północ. Szlag! Nie popisała się dzisiaj. Już biegła w stronę domu, gdy usłyszała czyjś głos. Ktoś ją wołał. Pomyślała, że to jeden z jej znajomych, dlatego z zainteresowaniem obejrzała się za siebie. Jej uszu dobiegło dziwne stukanie. Zaczęła się zastanawiać, co też wydaje z siebie taki dźwięk. W tym samym momencie coś ciężkiego spadło jej na głowę.

2

Piękna… Tak. Była piękna. Od pierwszej chwili wydała mu się nieprzeciętnie piękna. Nie jak inne kobiety. Miała w sobie coś niespotykanego. Była nie tylko piękna. Przebijała charyzmą i urodą każdą kobietę jaką do tej pory widział. Nie umiał jej nie pomóc. Nie chciał opuścić jej w potrzebie. Wołała, błagała o pomoc. Tak jak teraz. Udawała, że zrobiła to zupełnie przypadkiem ,a jednak. Zdecydowała się na zupełnie samotny spacer w nocy. W myśli podziękował jej za to. Następnie chwycił kij leżący u jego stóp, a potem przeżegnał się i wysiadł z samochodu. Zbliżał się bezszelestnie. Nie chciał jej w końcu wystraszyć. Bynajmniej nie o to mu chodziło. Z daleka obserwowała jak płaszcz opina jej pośladki i podkreśla talię. Tak. Bez wątpienia była piękna.

3

Obudziła się zlana potem. Znowu jej życie zaczęło przypominać horror. Czwartą z rzędu noc śniły jej się koszmary. Czuła, że opuszczają ją siły. Nie była na to gotowa. Spojrzała na zegarek. Dochodziła czwarta rano. A może raczej w nocy. Otarła pot z czoła i przewróciła się na lewy bok. Od dziecka nie potrafiła zasnąć w pozycji wyprostowanej. Była to jedna z niewielu rzeczy, które w ciągu ostatnich kilku lat nie uległy zmianie. Poza tym jednym dziwnym przyzwyczajeniem wszystko było inne. Poleżała na boku około czterdziestu minut, po czym wstała zrezygnowana i ruszyła do kuchni zaparzyć sobie herbaty. Nic nie działało na nią tak jak mocna, gorzka herbata z rana. Poza tym jednym mogła nie jeść absolutnie nic i normalnie funkcjonować. Czajnik był stary. To fakt. Przeżył swoje i wyglądał już na niemało sponiewierany. A jednak Ewa nie miała ochoty wymieniać go na nowszy moment. Nie było takiej potrzeby. Czuła wewnętrzny sentyment do tego kawałka blachy, który służył jej od sześciu lat, nieprzerwanie. Gwizdek dał znać, że woda w czajniku wrze. Wstała i jednym ruchem dłoni zdjęła go po czym zalała sobie do pełna szklankę z herbatą. Aromat popieścił jej nozdrza, a Ewa delektując się Zachem, chwyciła sprawnie wrzątek, tak by się nie poparzyć i ruszyła do stołu. Usiadła, i zaczęła dmuchać. Ta czynność została jednak brutalnie przerwana przez telefon, który zaczął rozbrzmiewać po mieszkaniu. Spojrzała na zegarek. 4.33. Kto może do niej dzwonić o tak wczesnej porze? Niechętnie, ale i z nieukrywaną ciekawością wstała i podniosła słuchawkę. - Słucham? - Ewa Zarzycka? – oniemiała na dźwięk tego nazwiska. Od dawna go nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Rytuał — czytnik · opowiadania