Przyjaźń · 22 min czytania
S.O.S. MEGO SERCA CZ.I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- I co? Podobał ci się ten film? - Oczywiście, bo udowodnił, że to ja mam rację!- odpowiedziała zadowolona z siebie Julie. - Nieprawda! Film ten przedstawiał jedynie konkretny przypadek. Nie zawsze tak jest- stwierdziła pewna siebie Charlotte. - Nie wierzę w przyjaźń damsko-męską. To jest niemożliwe. Widziałaś już przecież tyle dowodów na to, że taka więź nie może przetrwać, bo w końcu przeradza się w miłość. W większości przypadków bez wzajemności. - Ale przecież są też przypadki… Julie jej przerwała - Nie, nie ma. Nie wierzę w to i nigdy nie uwierzę! W tamtej chwili Julie nie wiedziała, że zaprzecza samej sobie. Przekonała się o tym po dłuższym czasie w chwili, gdy w jej życiu pojawił się bardzo interesujący, urokliwy młodzieniec. I wtedy uwierzyła…
Julie Mittchel i Charlie Prince znali się już od siedmiu miesięcy, odkąd on wprowadził się do domu naprzeciwko. Bardzo szybko zżyli się ze sobą i zaprzyjaźnili. Mieli po tyle samo lat i chodzili do tej samej szkoły średniej w South Yorkshire. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu… - Wstawaj! Wstawaj! - Co? Co jest? - No rusz się wreszcie! Znowu się spóźnimy. - Po co tu przyszedłeś? Przecież mam budzik! A poza tym nie możesz widzieć mnie w takim stanie. - Dlaczego? A co do budzika, to już dzwonił i to tak, że usłyszałem go w moim domu. Charlie znowu obdarzył ją tym zniewalającym uśmiechem. Julie też się uśmiechnęła, bo wiedziała, że niektóre rzeczy trzeba mu wytłumaczyć jak dziecku. W końcu kobiety są z Wenus a mężczyźni z Marsa, chociaż czasami Charlie zachowywał się tak, jakby w ogóle pochodził z innej, bardzo odległej galaktyki. - Charlie posłuchaj i zapamiętaj- zwróciła się do niego bardzo ciepłym głosem, jakby tłumaczyła pięcioletniemu dziecku, że dwa plus dwa zawsze równa się cztery. - Tak niewiele wiesz o kobietach. Ale masz szczęście, że jestem twoją przyjaciółką i z taką ogromną cierpliwością wprowadzam cię w ten tajemniczy dla ciebie świat. Ale nie przejmuj się za bardzo. Każdy facet tak ma! Charlie usiadł. Było już za dziesięć ósma i ich spóźnienie było tak oczywiste jak nic innego. Nigdy jej nie przerywał. Choć to Julie twierdziła, że zużywa na niego cały swój zapas cierpliwości, tak naprawdę to on był oazą spokoju. Nawet polubił z czasem te jej wywody na temat różnic damsko-męskich. Jego cierpliwość bardzo się wtedy przydawała. - Posłuchaj, albo nie, lepiej uważnie mi się przyjrzyj. - No i…? - I co widzisz? Jak według ciebie teraz wyglądam? Właśnie wstała z łóżka. Miała na sobie nocną, błękitną koszulę, sięgającą do kolan. Jej włosy sterczały w każdą stronę. - Wyglądasz normalnie- odparł Charlie, ale zrobiło mu się gorąco. Pomimo tego, że Julie nie miała makijażu i ogólnie mówiąc była trochę zaniedbana i tak wyglądała bardzo ładnie. - Normalnie? Normalnie- obróciła się wokół własnej osi i wskazała na twarz.- To według ciebie jest normalnie? - No dobra, ale każda dziewczyna wygląda tak po przebudzeniu, prawda? - Tak, ale nie o to w tym chodzi. Dobra, wyjaśnię ci to do końca. Nie powinieneś oglądać mnie w takim stanie. Powinieneś widzieć mnie tylko i wyłącznie, gdy jestem już zrobiona. - Zrobiona?- zdziwił się Charlie. - To znaczy pomalowana, uczesana, odświeżona, ubrana, itp. - Przecież jesteś ubrana! - Nie zaczynaj- załamała ręce. Julie chyba straciła poczucie czasu, zatracając się w rozmowie ze swym najlepszym przyjacielem. Uwielbiała jego towarzystwo i choć wygłosiła mu kazanie na temat swego wyglądu, tak naprawdę czuła się przy nim swobodnie. - Julie?- popatrzył na nią tymi uroczo błękitnymi oczyma i na chwilę zatraciła się w nich.- Jest za 5 ósma. - Oh, przepraszam cię! Trzeba mnie było upomnieć. - Nie śpiesz się- powiedział, łagodnie się uśmiechając. -Pójdziemy na drugą lekcję. - Jesteś cudowny- powiedziała i pocałowała go w policzek, biorąc też swoje ciuchy z oparcia fotela, na którym siedział. - Daj mi 10 minut- krzyknęła z łazienki. Charlie uśmiechnął się. Wiedział, że zajmie jej to 20 minut. Warto było czekać, bo jak to sama mówiła-zrobiła się-i teraz była olśniewająco piękna. -Pamiętaj! Pamiętaj!- powtarzał sobie myślach Charlie- Pamiętaj o obietnicy. Wyszła. Aż zaparło mu dech w piersiach. Wyglądała jak zwykle, ale krótka, zwiewna sukienka w kwiatki dodawała jej jeszcze więcej uroku i dziewczęcości. - I jak?- zapytała.- Widzisz różnice? Chciał szczerze powiedzieć, ze wygląda przepięknie, ale nie mógł. - Teraz wyglądasz jak człowiek- powiedział i na chwilę posmutniał. - To nie chce sobie wyobrażać jak wyglądałam według ciebie wcześniej.- Julie uśmiechnęła się promiennie i wzięła go za rękę zbiegając ze schodów. Przyjaźnili się już od pół roku i byli ze sobą bardzo zżyci. Chociaż Julie zawsze twierdziła, że nie wierzy w przyjaźń damsko-męska zmieniła zdanie, gdy poznała Charliego. Wyrażali swe emocje z dużą swobodą, więc było dla obojga naturalną sprawą, że całowali się w policzek na powitanie, przytulali się do siebie lub brakli za rękę, Np. podczas biegu do szkoły. Ani ona, ani on nie widzieli w tym nic złego i traktowali to jako objawy przyjaźni. Lecz inni patrzyli na to w zupełnie innym świetle. Z czasem oni też zrozumieli swój błąd. Przestali biec i teraz szli już chodnikiem. Do szkoły mieli jeszcze spory kawałek. Obok nich przejechał czerwony, sportowy samochód i kawałek dalej zatrzymał się z piskiem opon. Oni też się zatrzymali. - No nie znowu on- powiedział Charlie i zrobił taką minę, jakby przebywanie w obecności kierowcy auta było dla niego wielką torturą. - Oj przestań, zupełnie nie rozumiem dlaczego tak go nie znosisz. Mężczyzna z samochodu opuścił szybę. - Cześć Billy -zawołała Julie. - Cześć piękna- uśmiechnął się zawadiacko Billy. - Oh przestań, mówiłam ci, żebyś tak do mnie nie mówił- zawstydziła się Julie. - Mówiłem do Charliego- odpowiedział i wybuchł śmiechem. Charlie nie wyglądał na zadowolonego, wprost przeciwnie, nie znosił tego typa, a w szczególności jego głupich żartów. Julie się jednak roześmiała i to go chyba najbardziej wkurzyło. Złapał ją za rękę i powiedział- Chodź już, bo i na drugą lekcję się spóźnimy. - Mogę was podrzucić, przecież też tam jadę. Wsiadajcie.- Julie szybko przystała na tę propozycję, więc Charlie nie miał wyboru. Gdy już wchodzili do szkoły objął Julie ramieniem. Tak po prostu jako przyjaciel, ale to nie był prawdziwy powód. Były 2 powody: po pierwsze chciał, y Billy poczuł, że to on tryumfuje, a po drugie miał nieodpartą chęć przytulenia jej. Rozstali się przy końcu korytarza, bo zajęcia mieli w osobnych salach. Billy już dawno został w tyle patrząc maślanymi oczyma na oddalającą się Julie, podobnie jak Charlie. Tylko w przypadku Charliego różnica była taka, że nikt nic nie zauważył, a w przypadku Billa chodziły już po szkole plotki od miesiąca, że próbuje poderwać obiekt swych westchnień. Niektórzy nawet widzieli kilka nieudolnych prób zawładnięcia jej sercem. Charlie też parę razy był tego świadkiem i zawsze to poprawiało mu humor. Jednak przeliczył się w swoich oczekiwaniach. Był pewny, ze nikt nie zauważył zmiany jego nastawienia w stosunku do Julie, ale na jego nieszczęście pewna bardzo roztropna dziewczyna zaczęła domyślać się wszystkiego. Jednak nie będąc do końca pewną i nie mając dowodów, wolała nie mówić o tym wprost. Zresztą i tak nie powiedziałaby nikomu oprócz swej najlepszej przyjaciółki, którą była Julie Mittchel. Właśnie weszła do klasy, usiadła obok niej i zaczęła jej się przyglądać. - Cześć Charlotte! Wiesz, mam dzisiaj bardzo dobry humor. -Popatrzyła na nią i wiedziała, że coś przed nią ukrywa. Była jej przyjaciółka od lat i coraz częściej rozumiały się bez słów. - Mów, słucham- powiedziała spokojnie Julie. - Ale co? Nie wiem o czym mówisz.- odpowiedziała zmieszana Charlotte. - Widzę, że przyglądasz mi się i nad czymś się zastanawiasz. Zawsze tak robisz, gdy chcesz coś przede mną ukryć... - Dalej, mów. - Ok...Pewnie masz taki dobry humor z powodu Charliego? - Charliego? Charliego, o co ci chodzi? - No dobrze, chciałam cię zapytać, ale tylko z ciekawości, nie żebym sobie cos myślała... Z Charlie to tylko przyjaźń? - Tylko i wyłącznie. - Aha, rozumiem. Zaczęła się lekcja i nie mogły już rozmawiać. Nauki było bardzo dużo, a jak nie uważało się na lekcjach, trudno było później połapać się w materiale. No tak- uroki szkoły średniej. Julie jednak na tej lekcji nie była skupiona. Myślała o swoim życiu i była z niego zadowolona. Mieszkała na przedmieściach, miała piękny dom, kochająca rodzinę, mnóstwo znajomych, oddaną przyjaciółkę i co najważniejsze najbliższą jej osobę- Charliego. To on był na każde jej zawołanie i pomagał jej w każdej chwili, kiedy go potrzebowała. Prawdziwy skarb. Jednak stwierdziła, że brakuje jej jednego ułamka szczęścia. Nie miała chłopaka i nigdy nie była naprawdę zakochana. Wprawdzie wielu jej kolegów dużo by dało, by powierzyła im swoje serce, jedna do nikogo nie czuła nic głębszego. Właśnie zauważyła, że chłopak z sąsiedniego rzędu wpatruje się w nią. Nie było w tym nic dziwnego. Julie była bardzo ładna. Miała blond włosy sięgające łopatek, była średniego wzrostu szczupła osóbką. Jednak tym, co ją wyróżniało była bijąca od niej łagodność urok. Pomyślała przez chwile o tym, dlaczego Charlotte miała zastrzeżenia do szczerości przyjaźni między nią a Charlim, ale z zamyślenia wyrwał ją dzwonek. Wyszła z nią na korytarz i poszły do stołówki. Tam przy ich stoliku siedział już Charlie z Darenem. Charlotte na widok Darena Praxteda zatrzymała się na chwilę. Julie pociągnęła ją za rękę. - Oj, nie przesadzaj. Moglibyście wreszcie znowu ze sobą rozmawiać. - Powiedziałam już, że to moja decyzja i żebyś nie napierała. -Ok., jak chcesz, ale wiesz co, jeszcze do tego wrócimy. Usiadły przy stole mając już przed sobą swoje porcje obiadu. Julie wymieniła z Charlim znaczące spojrzenia. Oboje wiedzieli, że musza w końcu pogodzić dwójkę swych najlepszych przyjaciół, bo atmosfera zrobiła się nie do wytrzymania. Po zjedzeniu posiłku pierwsza odezwała się Charlotte, wprawiając wszystkich w niemałe zdziwienie tym co powiedziała. - Charlie chciałabym z tobą porozmawiać. - Ok. Mów śmiało- powiedział. - Na osobności! Daren spojrzał na nią jak na zdrajczynię, Julie też coś przewróciło się w żołądku i poczuła niemiłe uczucie zazdrości. Po chwili szoku odzyskała mowę. - Jak możesz mieć przed nami tajemnicę? -prawie wykrzyknęła. - Przestań, nie wiesz, o co jej chodzi?- zapytał Daren. -Przecież ona nie chce, żebym ja był przy tej rozmowie. - Nieprawda- zaperzyła się Charlotte.- Chce porozmawiać tylko i wyłącznie z Charlim. Julie gotująca się ze złości już miała jej wygarnąć, co o tym myśli, lecz uprzedził ją jej przyjaciel. - Charlotte daj spokój. Porozmawiajmy przy nich. Przecież i tak bym…