Fantastyka · 14 min czytania
Sa`Fuhr
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Samotna postać z trudem przedzierała się poprzez gęstą mgłę. Jej krok był wolny i chwiejny. Widocznie była ranna. Świadczyły o tym krwawe ślady, które zostawiała na błotnistej ścieżce. Okolica spowita mgłą była zaciemniona i mroczna. Pokręcone drzewa rosnące wzdłuż błotnistej ścieżki poruszały się miarowo jakby żyły własnym życiem. Ich gałęzie nachylały się nad postacią jakby chały zatrzymać ją dla siebie. Na wieczność. Wśród nich, trochę głębiej w karłowatym, żyjącym lesie majaczyły kamienne, prastare nagrobki.
Ranny, młody krasnolud przystanął na chwilę. Czuł, że z każdą sekundą opuszczają go siły. Jego ciężki oddech mieszał się z cichymi szeptami roznoszącymi się po okolicy. To drzewa. Te przeklęte drzewa szeptały i szeptały. Bezustannie. Krasnolud zasłonił uszy. Nic jednak to nie dało. Głosy zdawały się rozbrzmiewać w jego głowie przyprawiając o obłęd. Za sobą słyszał te przeklęte wrzaski i człapanie.
Przeklinał swoją chciwość, która sprowadziła go tu. Wraz z czterema towarzyszami kierując się legendami oraz pogłoskami wyruszyli na poszukiwania drogocennego ołtarza. Błądzili jakiś czas i po kilku dniach wędrówki trafili do starożytnych ruin. Dotarli do kamiennej bramy pokrytej tajemniczymi inskrypcjami. Jednak przejść przez nią dane było jedynie jemu. Kiedy tylko wkroczyli w jej cień do ich uszu dotarł przerażający skrzek. Z karłowatego lasu wyłonił się olbrzymi, zakrwawiony ożywieniec. Rzucił się na nich w furii. Towarzysze dzielnie walczyli, jednak przeciwnik był zbyt potężny. Krasnoludy ginęły jeden po drugim i tylko jeden z nich uszedł z życiem. Właśnie on. W ferworze walki nie namyślając się, w panice przekroczył kamienną bramę. Od razu po tym pożałował swego wyboru. Jednak inne drogi ucieczki były już dla niego zamknięte. Zombie powoli ruszył za nim w pogoń.
Krasnolud kierował się na północ, tak jak prowadziła go błotnista ścieżka, podążając ku majaczącej we mgle masywnej budowli. Wiedział, że to jego jedyna nadzieja. Na otwartej przestrzeni nie miał szans z tak potężnym przeciwnikiem. W budynku jednak mógł się zabarykadować lub stanąć przy ścianie osłaniając plecy i boki. Poza tym liczył, że ożywieniec zniechęci się długim pościgiem i zaniecha go. Liczne, głębokie rany na jego ciele skutecznie spowalniały ucieczkę. Jednak żywy trup był jeszcze wolniejszy.
Krasnolud powoli ruszył dalej. Budowla z każdą sekundą powiększał się, aż w końcu stanął u jej wrót. Okazała się średniej wielkości piramida schodkową. Do jego uszu dobiegały coraz głośniejsze odgłosy ciężkich kroków. Nie namyślając się dłużej krasnolud wkroczył do środka.
Mrużąc oczy, aby przyzwyczaić je do półmroku panującego w świątyni rozglądał się dookoła. Jego oczom ukazał się kamienny posąg stojący na środku okrągłej sadzawki. Posąg przedstawiał piękną, lecz zarazem budzącą przerażenie kobietę. Wyraz jej twarzy powodował ukłucia strachu w umęczonej duszy uciekiniera. Złożył dłonie, aby nabrać wody nie odrywając oczy od pomnika. Powierzchnia była zupełnie czarna i niczym nie zmącona. Jednak wszędzie było słychać odbijający się echem plusk spadających kropel. Ugasiwszy pragnienie młodzieniec, pchany ciekawością ruszył w kierunku północnym w kierunku otworu drzwiowego, z którego bił tajemniczy blask.
Wchodząc do wielkiej komnaty zauważył to dla czego narażali życie. Był to wielki, monolityczny kamienny ołtarz. To właśnie od niego bił blask. Czuł potworną energię, którą emanował. Na ścianach powywieszane były wszędzie kamienne tablice z wyrytymi tajemniczymi inskrypcjami. Obok ołtarza zauważył siedzącą postać ze spuszczoną głową i skrzyżowanymi nogami. Mamrotała półgłosem jakąś egzotyczną mantrę. Miarowo i jednostajnie. Krasnolud chwycił mocniej wyszczerbiony topór i ruszył w jej kierunku. Zamachnął się, aby ciąć przez kark. Jednak postać wykonała nieznaczny gest dłonią o długich palcach i krasnolud stanął w miejscu. Jego mięśnie jakby zamieniły się w kamień. Umysł oraz wszystkie inne zmysły miał sprawne, nie potrafił wykonać jednak żadnego ruchu, gestu czy nawet mrugnięcia okiem. Zamienił się w żyjący posąg.
Postać uniosła powoli głowę. Jej twarz była ciemnoskóra oraz pomarszczona. Setki, może tysiące lat sprawiły, że włosy stały się białe jak mleko. Biel włosów harmonizowała z zaćmą na oczach. Był to ślepy, wiekowy drow. Przepływała przez niego wyczuwalna moc. Pradawna, kosmiczna moc, która pozwalała mu żyć przez setki lat.
Część 22 / 2
Mroczny elf uśmiechnął się zimno przerywając modlitwę. Niewidzącymi oczyma świdrował przerażonego krasnoluda.
- Witaj wędrowcze. - głos drowa był mocny i basowy. Jednak był lekko zniekształcony, jakby spękany.
- Czy wiesz gdzie ośmieliłeś się wkroczyć? Znajdujesz się w prastarej świątyni. Ja jestem strażnikiem. Zostałem wyznaczony by strzec ołtarza, który jest największym skarbem na tym świecie.
Drow wstał powoli i majestatycznie zaczął przechodzić się po komnacie. Szedł wzdłuż ścian i dotykał po kolei każdej z kamiennych tablic. Tajemnicze inskrypcje pod wpływem ciemnych, długopalcych dłoni rozbłyskały czerwonym światłem, które gasło gdy strażnik cofał rękę.
- Na tablicach tych opisana jest historia kultu. Prastarej religii bogini Sa`Fuhr, której wizerunek dane było ci już oglądać. Tak, kamienny posąg to jej podobizna. Przetłumaczę ci te starożytne runy. Musisz je usłyszeć. Musisz je poznać. Twój los i tak został już przesądzony.
Elf usiadł na swoim miejscu wpatrując się w nieszczęśnika. Krasnolud przeklinał swój los. Modlił się do swych bogów o ratunek. Był chory z przerażenia. Chciał jedynie uciec stąd jak najdalej. Chciał zapomnieć o wszystkim. Jednak nie mógł wykonać najmniejszego gestu. Próbował przełamać czar, jednak nic to nie dało. Silna wola kapłana - strażnika była silniejsza od wszystkiego co go spotkało na tym świecie.
- Opowieść moja zaczyna się w zamierzchłej przeszłości. Kiedy świat nasz zamieszkiwały starożytne rasy. Dzisiaj już nikt o nich nie pamięta. Jednak bogini ma przekazała mi tą wiedzę. Patrzyłem na świat jej oczyma. Wtedy pierwszy raz zeszła z gwiazd, aby zaszczycić ten świat swoją obecnością. Zdarzenie to nazwane zostało pierwszym nawiedzeniem. Obserwowała ziemię od dawna. Musiała jednak czekać na odpowiedni układ planet. Wtedy właśnie otwarły się wrota przez które bogini mogła przejść. Na świat zstąpiła ciemność. Są`Fuhr postawiła swą stopę na prastarej ziemi. Była niestety słaba i zmęczona. Po zejściu potrzebowała mnóstwo energii, aby odzyskać siły po podróży między wymiarami. Zgromadziła wokół siebie mnóstwo wyznawców. Zesłała na nich wielką potęgę, a oni wielbili ją za to. Podbijali inne rasy, które służyły jej jako…