Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 2 godz. 50 min czytania

Sacrum

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

SACRUM {i}Czułem się zagubiony. Milion pytań, zero odpowiedzi. Dlaczego jestem, jaki jestem? Co ukształtowało mój charakter? Dlaczego lubię takie rzeczy, a nie inne? Co robię źle? Przyszedł moment, w którym stwierdziłem, że moje życie nie ma jasno sprecyzowanego celu, z którego wynikałby jakiś sens. Sprawy zaczęły wymykać się spod kontroli. Wszyscy wokół mnie stali się dziwnie obcy. Niby rozmawialiśmy, żyliśmy obok siebie, ale czułem się jakiś inny. Zacząłem mieć tajemnice, o których nikt poza mną nie wiedział. Bo nawet jakby się dowiedzieli, to i tak by tego nie zrozumieli. Czułem, że wybrałem złą drogę. A teraz pojawiło się skrzyżowanie i musiałem zdecydować, którędy pójść. Wszystko było bardzo skomplikowane… Wigilia w tym roku miała być inna od wcześniejszych. I nie chodziło tu przypadkiem o śnieg, czy choinkę, a o nastawienie. Już kilka tygodni temu zaplanowałem, że wezmę w pracy kilka dni wolnego, odpocznę od zgiełku, spędzę ten okres z rodziną. Czasem marzyłem, żeby właśnie tegoroczna Wigilia była tę wyjątkową. Zamiast spotkać przy świątecznym stole te same osoby co przez cały rok, zobaczyć większą część rodziny. Zamiast grać w karty i siedzieć w domu, wyjść na spacer jak za dawnych czasów, zorganizować wspólną wyprawę do kościoła. Kiedyś święta Bożego Narodzenia miały tę magię. Myślałem o nich już wiele tygodni wcześniej, czekałem na nie już jesienią. Tyle, że wtedy było inaczej. Wtedy nie wiedziałem, że tego szukam. Wtedy wszystko wydawało się takie piękne i radosne… {/i}

Danuta wstała tego dnia wcześniej niż zwykle. Zazwyczaj, kiedy miała wolne od pracy, chciała sobie trochę dłużej pospać. Co prawda, nie miała natury śpiocha, w odróżnieniu do męża i starszego syna. Lubiła wstać jako pierwsza. Chociażby po to, żeby na spokojnie pójść do łazienki i się odświeżyć, a następnie usiąść na chwilę na fotelu w salonie, napić się kawy i zaplanować cały dzisiejszy dzień. Marzyła o dniu, w którym wstanie i będzie inaczej. Ale prawda była taka, że nikt nie zrobi tego za nią. Może niepotrzebnie wprowadzała nerwową atmosferę przy wszystkich codziennych czynnościach, ale czasem trzeba było się w sobie zebrać. A już zwłaszcza dziś, kiedy jest tak wiele do zrobienia. Już od lat nie traktowała Wigilii jako najpiękniejszego dnia w roku. Boże Narodzenie oznaczało tylko dodatkowe wydatki, i do tego mnóstwo roboty. Może za x lat, dojdzie do chwili, kiedy jej obaj synowie będą mieli swoje własne rodziny, a do jej obowiązków będzie należeć jedynie ugotowanie jedzenia. Czasem wyobrażała sobie, jak to razem z mężem, ojcem Mateusza wybierają się do niego na Wigilię. Bo to on razem ze swoją nową rodziną miałby ją organizować. Najstarsze dzieci jej znajomych wzięły już śluby i zaczęły nowe życie, ale ona nie przejmowała się tym. Wiedziała, że wszystko nastąpi w swoim czasie, bez niepotrzebnego pośpiechu. Czekała ją niespodzianka. Kiedy zbliżała się jedenasta, trzeba było wejść do pokoju, w którym znajdowała się ich sypialnia i obudzić męża, którego zaraz miała wysłać do sklepu po zakupy. Po wejściu do pokoju, zorientowała się jednak, że Jerzego nie ma. W maluśkim pokoju, wypełnionym niemal w całości przez spore małżeńskie łoże, było bardzo mało miejsca. Niespodzianka polegała na tym, że łóżko nie dość, że było puste, to jeszcze pościelone. Weszła do środka. Kątem oka zobaczyła coś dziwnego na parapecie. I wtedy usłyszała „bu” i została popchnięta na łóżko. Serce zabiło jej mocniej, rozszerzyła oczy.

- Czy ty jesteś mądry?- skarciła męża ze złością, wiedząc, że to on jest autorem tego „niewinnego i jakże śmiesznego” żartu. - Zobaczysz dopiero, co wymyśliłem dla chłopaków- uśmiechnął się, siadając obok niej.

Danutę ogarnął pusty śmiech. Czasem wydawało się jej, że Jerzy pomimo upływu lat wciąż jest tym samym niewinnym, pięknym chłopcem, jakim był, gdy poznawała go szmat czasu temu. Przybyło mu od tamtej pory, co prawda, trochę kilogramów i siwych włosów, ale w duchu, wciąż był taki sam.

- I czego suszysz te zęby?- przedrzeźniał żonę Jerzy, łapiąc ją przy tym za nos. - Uspokój się- podniosła głos, śmiejąc się jednocześnie i próbując wstać. W końcu podniosła się i otworzyła drzwi do pokoju- Lepiej idź się myć, bo zaraz wstanie Bartosz. - A Mateusz? - Chyba wyszedł gdzieś rano- wydedukowała, po krótszym zastanowieniu. - Rano? Kiedy wchodziłem do nich w nocy do pokoju, to go nie było. - W nocy do ich pokoju? Co ty znowu wymyśliłeś?- zaśmiała się w duchu. - Zobaczysz.

Danuta opuściła pokój i skierowała się do kuchni, kiedy Jerzy wszedł do łazienki. Stała nad kuchenką, mieszając warzywny wywar przygotowany na zupę, gdy usłyszała nagle dźwięk swojego telefonu. Wyszła z kuchni, kierując się do salonu, gdzie na półce przy ścianie, leżał jej telefon. Dźwięk ustał po drugim sygnale, domyśliła się o co chodzi. To pewnie Bartosz obudził się i chce, aby matka przyszła na chwilę do pokoju. Sprawdziła wyświetlacz i okazało się, że miała rację. Skierowała się do jego pokoju. Jerzy odkręcił kran nad wanną. Kiedy uregulował wodę, sięgnął do stojącego na małej półce kubka ze szczoteczkami i pastami do zębów, po czym zorientował się, że brakowało jednej z nich. Nigdy nie miał szczególnej pamięci do kolorów, ale z tego co mu się wydawało, brakowało szczoteczki Mateusza. Stwierdził, że jak tylko się umyje, pójdzie zapytać o to Danutę. Ona zawsze miała rewelacyjną pamięć, do tego typu szczegółów. I może czasem bardzo przeszkadzało mu to, że była małostkowa i czepiała się nawet największych szczegółów, ale, mimo wszystko, tyle razy w życiu mu się to przydało. Gdyby nie jej pamięć, dbanie o szczegóły, planowanie, zapewne już wiele razy znalazłby się w niemałych kłopotach. Lata temu inaczej wyobrażał sobie małżeństwo i rodzinny dom, ale z czasem przyzwyczaił się do tego, jak jest i pokochał to. Może w niektórych momentach swojego życia, mógłby postąpić inaczej, albo postawić na swoim, ale z perspektywy czasu cieszył się z samego posiadania rodziny. Zawsze był jej istotną częścią, i pewnie będzie tak po wsze dni. Danuta włączyła małe radio, które stało na blacie, połączonym z parapetem przy oknie. Bywały dni, że bardzo lubiła słuchać muzyki. Radio Zet, które najczęściej włączała sprawiało, że był jakby spokojniejsza, a mętlik w jej głowie stawał się coraz mniejszy. Wstawiła wodę na herbatę. Kątem oka, zobaczyła wchodzącego do kuchni Bartosza, swojego starszego syna. Ten, ubrany jeszcze w piżamę, chwycił swój kubek, przemył go trochę wodą i wrzucił do niego torebkę swojej ulubionej herbaty Lepton. Picie herbaty było jednym z jego codziennych rytuałów. Podobnie, jak jego matka miał szereg zachowań i czynności, które wykazywał dosłownie każdego dnia. Nigdy nie zastanawiał się, czy owe czynności to już zwykła rutyna, przyzwyczajenie, czy może cały czas taka sama przyjemność, co na początku. Można było powiedzieć, że zaczynał się kolejny zwyczajny dzień. Z jednym wyjątkiem, że to nie był kolejny zwykły dzień. I nie chodziło tu już tylko o to, że rozpoczynała się Wigilia, a o wydarzenia, które nastąpią w najbliższych godzinach.

Danuta gotowała dalej różne potrawy, nie myśląc praktycznie o niczym innym. Pomocy udzieliła jej teściowa, matka Jerzego, która niedługo później zjawiła się w mieszkaniu. Jerzy po zjedzeniu śniadania, miał udać się do sklepu po świąteczne zakupy. Zastanawiał się nawet, czy nie wziąć ze sobą Mateusza, ale kiedy wszedł do jego pokoju, zorientował się, że nie ma go w domu. Początkowo ten fakt zdziwił go trochę, gdyż zegar wskazywał już dwunastą. Domyślił się, że syn na pewno gdzieś wyszedł. Może Danuta będzie wiedziała coś na ten temat. Bartosz założył kurtkę, przeczesał włosy grzebieniem przed lustrem w przedpokoju, po czym rzucając krótkie „idę” opuścił mieszkanie. Danuta, trzymając w ręku kubek z zieloną herbatą, udała się do salonu i usiadła na fotelu tuż przy drzwiach. Pomiędzy nią a Jerzym na kanapie siedziała Irena, przed którą stała filiżanka kawy i mała kanapka z serem żółtym.

- Zimno na dworze?- zapytała najzwyczajniej w świecie Irenę Danuta. - Oj… straszny dzisiaj mróz. - Niedobrze, będę musiała niedługo wyjść na trochę- mówiąc to, posmutniała. - Jutro świąteczny trening Cracovii- zaśmiał się pod nosem Jerzy, który zajadając suchary, spoglądał w telewizji na telegazetę. - Mateusz poza domem?- zainteresowała się Irena, jego babcia. - Chyba tak- odpowiedziała niepewnie Danuta, biorąc łyka herbaty. - Zajrzałem do jego pokoju, ale go tam nie ma. Pościelone łóżko, może wyruszył w poszukiwaniu prezentów- rzucił odkrywczo Jerzy, wyłączając telewizor po sprawdzeniu wiadomości sportowych. - W nocy też go nie było- zauważyła Danuta. - Jak to?- Irena nie kryła zdziwienia. - Kiedy wróciłam wczoraj z pracy, zajrzałam do niego, ale nikogo nie było w pokoju. - To gdzie on jest?- Jerzy robił się coraz bardziej ciekawy. - Może zadzwoń do niego- zaproponowała Danuta.

Jerzy wstał, odniósł do kuchni talerz i pudełko z sucharami, po czym wrócił do pokoju i chwycił swoją komórkę leżącą na półce. Zadzwonił do Mateusza, ale ten nie odbierał. Po pięciu sygnałach włączyła się poczta głosowa. Jerzy rozłączył się.

- Może miał coś do załatwienia- skomentował- Mam nadzieję, że będzie później na Wigilii. - A niby czemu miałoby go nie być?- zdziwiła się Danuta. - Racja. Idę do sklepu. Sporo tych zakupów- westchnął, spoglądając na kartkę z listą- Może Bartosz mi pomoże, skoro Mateusza nie ma. - Przecież Bartosz poszedł po choinkę. - A no tak. Zapomniałem.

Chwilę później Jerzy ubrał się, po czym w ciszy opuścił mieszkanie. Danuta przez chwilę zastanawiała się, gdzie może być Mateusz. Szukała w swojej pamięci jakiejkolwiek informacji o jego miejscu pobytu. Sama także zadzwoniła jeszcze raz do młodszego syna. Stwierdziła, że może nie chce odebrać od ojca, bo się pokłócili. A może najzwyczajniej nie mógł odebrać, a teraz już może. Wszystko było jednak dziwne, bo zazwyczaj wiedziała, kiedy jej syn wróci i gdzie przebywał. Było to o tyle dziwniejsze, że dziś była Wigilia. Pewnie jednak niedługo się zjawi i powie, co się z nim działo. Jerzy wsiadł do samochodu, po czym ruszył w drogę do sklepu. Zastanawiał się nad dodatkowymi, specjalnymi prezentami na wieczór dla swoich bliskich. Ze swojej niezbyt dużej pensji nie miał za dużo pieniędzy. Ale według niego warto raz na jakiś czas kupić coś lepszego. Może nie zawsze był w zgodzie ze swoją rodziną, ale to była jego rodzina- jedyna, jaką miał od zawsze i na zawsze. Od lat marzył, aby ta najbliższa Wigilia była wyjątkową. Kiedyś, gdy chłopcy byli młodsi, Wigilia ich w domu była niesamowita. Bartosz i Mateusz mówili o Bożym Narodzeniu już kilka tygodni wcześniej. Zastanawiali się, jakie prezenty dostaną. Przyjeżdżali też jego teściowie, rodzice Danuty. Ci nigdy nie byli specjalnie zadowoleni z wyboru męża przez Danutę. Już wtedy spodziewali się, że pomimo, iż sprawiał wrażenie miłego, kulturalnego, to w przyszłości może mieć problemy z utrzymaniem rodziny. Kiedy chłopcy byli mali, oboje z Danutą pracowali, a ich pensje były na tyle dobre, że nie mieli żadnych problemów finansowych. Ale czasy zaczęły się zmieniać. Telewizja w której pracował zbankrutowała, potem druga. Znajomości z telewizji skończyły się, a każdy poszedł swoją drogą. Przez wiele miesięcy próbował znaleźć jakieś zajęcie, ale nigdzie nie chcieli go zatrudnić. Nieodpowiedni wiek, brak odpowiedniego wykształcenia, słaba znajomość języków obcych, prawie żadnych znajomości. W końcu znalazł jakieś zajęcie, ale dalekie od ideału. Wierzył w swoich synów, zwłaszcza w młodszego. Wiedział, że to oni są przyszłością. Tak bardzo chciał, żeby coś osiągnęli. Nie za bardzo mógł im w tym wszystkim pomóc, ale to nic. Jego oszczędności były tak niskie, że o pomocy materialnej jego synowie mogli zapomnieć. Młodszy syn jeszcze się rozwijał. Robił, co mógł, żeby zdobyć jakieś wykształcenie, ale Jerzy wiedział, że bez pieniędzy i znajomości będzie mu niesamowicie ciężko. Starszy syn już dawno stwierdził, że dalsza nauka nie ma większego sensu.

{i}Zastanawiałem się, czy uporać się z tym samemu, czy może z kimś porozmawiać. Rodzice nie byli odpowiednimi osobami. Co prawda, to dwie osoby, na których zawsze mogłem polegać, ale nie tym razem. Nigdy nie zapomnę dzieciństwa, które z nimi spędziłem. Moi znajomi zawsze mi zazdrościli. Powrotów do domu, w którym była pełna chata i cała szczęśliwa rodzinka. Ojca, z którym mógłbym porozmawiać na każdy temat. Matki, która bardzo się mną opiekowała i zawsze we mnie wierzyła. Nigdy nie zapomnę wycieczek do Kamieńczyka, gdzie spędziłem najcudowniejsze lata mojego dzieciństwa. Wyprawy na grzyby, byczenie się nad Liwcem, granie w siatkówkę, w karty, niedzielne wyprawy do kościoła. Ale nic nie trwa wiecznie. Wszystko się kiedyś kończy. Teraz bałem się być z nimi całkowicie szczery, w jakimś sensie straciłem do nich zaufanie. Co prawda, byłem już dorosły, miałem swoje pieniądze, myślałem nieraz o usamodzielnieniu się i zostawieniu rodzinnego domu, ale wiedziałem, że oni zrozumieją to inaczej niż ja. Miałem wszystko pod kontrolą, bo wiedziałem, że w każdej chwili mogę się zatrzymać, powiedzieć pas, dać sobie spokój, wrócić do domu i powiedzieć „przepraszam”. A rodzice nie muszą wszystkiego wiedzieć. Ponoć czego oczy nie widzą, temu sercu nie żal. Jak dla mnie to święta prawda. Oni nie byliby do końca obiektywni. Może i zrozumieliby w końcu, o co tak naprawdę mi chodziło, ale byli rodzicami. Troszczyli się o mnie, kochali mnie, byłem ich dzieckiem. A to wszystko sprawiało, że nie widzieliby obrazu całości. To tak jakbyś miał rysunek i jedną dłonią zakrył jego część. Szukałem kogoś innego. Kogoś, komu będę mógł powiedzieć o swoim sekrecie. O tym, czego poszukiwałem. {/i}

Mijały kolejne godziny. Bartosz wrócił z choinką. O dziwo, w tym roku wybrał taką, nad której dostosowaniem do mieszkalnych warunków nie trzeba było pracować potem przez dwie godziny. Razem z Jerzym zabrali się za ubieranie jej, włączając przygotowane przez Jerzego, specjalne przeboje na święta. Dekorowali drzewko, tak samo jak zawsze. Chcieli, aby zgrały się ze sobą wszystkie kolory. Niebieskie lampki, złote łańcuchy, srebrne bombki, do tego zielony odcień drzewka. Irena i Danuta wciąż pracowały w kuchni nad pysznymi potrawami na całe Boże Narodzenie. Co jakiś czas, Danuta lub Jerzy odbierali telefon z życzeniami świątecznymi. Co jakiś czas, pod choinką pojawiały się kolejne prezenty. Na twarzach wszystkich można było dostrzec ogromne uśmiechy. W głębi duszy, pomimo natłoku spraw, jakie oznacza przygotowanie do świąt, kochali święta. Tylko wtedy byli wszyscy razem, spożywali wspólny posiłek, słuchali kolęd i po prostu cieszyli się, że są razem. I wszystko było zapewne cudowne, jak w ostatnich latach, gdyby nie brak Mateusza. Nikt nie mówił tego na głos, ale każdy w głębi duszy martwił się, że wraz z upływającymi godzinami, nie ma go w domu. Na zegarze wybiła siedemnasta. Wszyscy siedzieli już w salonie, ubrani w odświętne stroje. Danuta po raz kolejny próbowała dodzwonić się do Mateusza, zostawiła mu na poczcie głosowej piątą wiadomość, żeby natychmiast się odezwał i wrócił do domu, bo jest już późno. Wszyscy martwili się coraz bardziej.

- Znowu poczta- mówiła ze smutkiem matka Mateusza- Gdzie on jest? - Spokojnie, za chwilę na pewno będzie- próbowała ich uspokoić Irena. - Przecież to się nigdy nie zdarzało- dziwił się Jerzy. - Może tobie powiedział, gdzie poszedł?- wpadła na pomysł Danuta, pytając Bartosza. - Nie mam pojęcia- podniósł głos Bartosz. - Cicho, po co krzyczysz?- skarcił go ojciec. - Bo mówiłem to już chyba z pięć razy. - Wszyscy się martwimy, gdzie on jest. Rozmawiałem z nim we wtorek. Mówił, że idzie do pracy i będzie późno- Jerzy próbował sobie na spokojnie przypomnieć całą sytuację. - To trzy dni temu- skomentowała ze złością Danuta. - To kiedy ty widziałaś go ostatni raz? - Nie wiem… jak wróciłam wczoraj z pracy, to go nie było… zanim wychodziłam, byłam w jego pokoju, ale go nie było… - Ja go wczoraj nie widziałam- odezwała się Irena- a byłam tu u was. Nawet nie wchodziłam do jego pokoju. - Przedwczoraj był na chwilę w moim pokoju- zaskoczył Bartosz- Pytał mnie, czy mam czyste płyty. - I co?- Jerzy otworzył szerzej oczy. - No nic… Oglądałem powtórkę meczu Legii i powiedziałem, że potem mu przyniosę, ale zapomniałem. - To znaczy, że od wtedy nikt z nas go nie widział. - Nie ma jego kurtki i adidasów- zauważyła Danuta. - A może zniknęło coś w jego pokoju? Może zostawił jakąś informację?- próbował wpaść na jakiś pomysł Jerzy. Sprawdźmy. - Przestań, przecież nie będziemy grzebać w jego rzeczach. Wiesz, że tego nie lubi. - To siła wyższa. Nie będę przecież tak bezczynnie siedział! - Bartosz, może zadzwoń do jego znajomych- Kuby, lub Asi. Może oni coś wiedzą, albo widzieli się z nim dziś lub wczoraj- poprosiła starszego syna Danuta. - O Jezu, nie chce mi się. - Oj rusz się- poprosiła go babcia- Może naprawdę coś wiedzą.

Bartosz skierował się do swojego pokoju, gdzie na jednej z półek trzymał telefon. Chwycił za niego i wedle prośby babci i mamy, postanowił wykonać połączenia do dwójki najbliższych znajomych swojego brata. Nie wykazał jednak większej rozpaczy, kiedy ani jedno, ani drugie nie odbierało komórki. Odłożył telefon na półkę, po czym postanowił usiąść na chwilę przed komputerem i sprawdzić wyniki najnowszych wydarzeń sportowych. Sport, a zwłaszcza piłka nożna była jego największą pasją od najmłodszych lat. To ojciec zaraził go zamiłowaniem do oglądania meczy. Z czasem Bartosz wciągnął się w obstawianie meczy w STS-ie. Zaczęło się od małych kwot i pojedynczych zakładów. Teraz stawiał już niemal codziennie, za minimum kilkanaście złotych. Przeglądając Internet, przez chwilę czuł się jak w innym świecie. Pokój był jego twierdzą. Uwielbiał siedzieć do późna, przed komputerem lub telewizorem i oglądać jakiś film lub mecz. Brat nieraz zarzucał mu, że z takim postępowaniem daleko nie zajdzie. Proponował mu poznanie jakichś znajomych, wychodzenie z domu. Tyle, że to wszystko nie leżało w naturze Bartosza. Czasem wychodził spotkać się ze swoimi kumplami na piwo, ale głównie przesiadywał w domu, w swoim pokoju. Wiedział doskonale, że rodzice i babcia coraz mniej w niego wierzą. Wiedział także, jakie mają o nim zdanie. Że nie jest taki ambitny, jak jego młodszy brat, że jest leniwy. Nie lubił tych wszystkich porównań. Tyle razy próbował zrobić coś ze swoim życiem, ale za każdym razem spotykała go bolesna porażka. Mateusz zawsze miał od niego więcej szczęścia i tyle.

{i}Tym kimś nie był także mój starszy brat. Czasem leciała mi z oka łza, gdy widziałem na ekranie swojego komputera, oglądając film, prawdziwą braterską miłość. Bójki za brata, wspólne picie, sekrety przed rodzicami i całym światem. Kiedy byliśmy mali, poza sobą nie widzieliśmy nikogo innego. Byłem tylko ja i brat, mój najlepszy przyjaciel z dzieciństwa. Ale czas minął, obaj dorośliśmy, a nasz świat nie kończył zaczął wykraczać poza nasze osiedle. Nowe perspektywy, plan w połączeniu ze znajomymi ze szkoły, z imprez, a nawet różne zainteresowania sprawiły, że Bartosz przestał być moją bratnią duszą. Już nie rozmawialiśmy tak jak kiedyś, gdy byliśmy młodsi. Przez te wszystkie lata każdy z nas nauczył się, że ma brata, a nie była to łatwa nauka. Oznaczała, że nie możesz spożyć wszystkiego samemu, bo musi zostać coś dla niego. Wiedziałem, że jeśli było coś w domu do zrobienia, to musieliśmy to robić obaj. Zawsze byliśmy dwaj. I czy tego chciałem, czy nie, tworzyliśmy razem pieprzony duet. Tyle, że w moim życiu przyszły takie dni, w których zaczęło mi to przeszkadzać. Skończyły się tematy do rozmowy. Nie miałem już na tyle zaufania do brata, żeby obgadywać rodziców, rozmawiać o swoich nałogach i słabościach. To sprowadza się też do tego samego, co w przypadku rodziców- że ta druga osoba nie będzie obiektywna. Zawsze zostanie ta wewnętrzna troska, rodzinna miłość, którą będziesz otoczony, tylko dlatego, że jesteś jego bratem. Mieliśmy innych znajomych, inaczej spędzaliśmy praktycznie cały swój czas. Staliśmy się sobie całkowicie obcy. Niby mieszkałem od prawie dwudziestu lat w pokoju za ścianą, a tak naprawdę nie wiedziałem o nim nic. Chciałbym się dowiedzieć, czemu tak się stało. Czemu mój brat nie jest już takim kumplem, jak za dawnych lat? Zawsze będę mu jak najlepiej życzył, pomimo sporów i kłótni, ale widziałem, że jesteśmy kompletnie różni. I tak jest już za późno na wszystko. Za późno, abym dowiedział się, co działo się u niego przez kilka ostatnich lat. Za późno na poznanie jego planów, oczekiwań i życiowych idei. Nie mówiłem mu o niczym. I tak by nie zrozumiał. I tak nie znalazłby tego ze mną. Musiałem przebyć tę drogę z kimś innym… {/i}

Ojciec wszedł do pokoju. Bez pukania, jak zwykle. Nieraz mówił, że gdyby któryś z jego synów był dziewczyną, to by pukał. Gadanie. Bartosz odwrócił głowę.

- I co? Nie wiedzą, co z nim?- zapytał ojciec, podchodząc bliżej. - Nie odbierają. Ani Asia, ani ten cały Kuba. - Chodź, przejdziemy się na górę do Asi. Pogadamy z nią- zaproponował. - I będziemy jej przeszkadzać w Wigilii?- zdziwił się Bartosz. - Wiem, że to niekulturalne, ale ona może wiedzieć, gdzie jest Mateusz. - Za bardzo się tym przejmujesz, na pewno zaraz wróci… - Skąd wiesz? Mówił ci coś? - Nie, ale znam go- powiedział z całkowitym przekonaniem o swoim bracie- On nigdy nie opuszcza Wigilii, przecież sam wiesz. - Ostatnio prawie w ogóle nie ma go w domu- żalił się Jerzy. - Ma wiele spraw. Szkoła, praca, znajomi. - A on teraz ma jakąś dziewczynę? - Nie wiem, ojciec. My nie gadamy ze sobą o takich rzeczach. - Myślałem, że po prostu wiesz. Chodź do Asi. Głupio mi iść samemu. - No dobra.

Jerzy i Bartosz przeszli do salonu. Oznajmili, że Asia nie odbiera telefonu i idą na pierwsze piętro, aby porozmawiać z nią osobiście. Danuta oczywiście nie była zadowolona z tego pomysłu, wiedząc, że przeszkadzanie w Wigilii jest niewskazane. Asia na pewno spożywa teraz ze swoją rodziną świąteczną kolację, raduje się. Poza tym matka Mateusza była przekonana, że jej młodszy syn na pewno zaraz się pojawi. Jerzy i Bartosz opuścili mieszkanie i udali się do Asi. Danuta z Ireną siedziały na fotelach, martwiąc się coraz bardziej. Obie były już bardzo głodne, zegar wskazywał już blisko osiemnastą. Nagle, rozległ się dzwonek do drzwi. Danuta zerwała się, mając ogromną nadzieję, że to Mateusz. Otworzyła drzwi, ale ku swojemu zaskoczeniu ujrzała jakiegoś mężczyznę. Był ubrany w puchową kurtkę i eleganckie spodnie. Danuta nigdy wcześniej go nie widziała. Wyglądał, jakby miał gdzieś koło pięćdziesiątki, a więc niedużo starszy od niej.

- Dobry wieczór. Przepraszam, że przeszkadzam w ten szczególny dzień- rozpoczął, zdejmując czapkę z daszkiem- czy pani młodszy syn, Mateusz Kowalczyk jest w domu? - Nie ma… ale kim pan w ogóle jest? - Przepraszam, nie przedstawiłem się. Włodzimierz Szczypiorski, współpracuję z wydziałem śledczym policji warszawskiej.

Ta informacja wywołała ogromne zdziwienie i mocniejsze zabicie serca u Danuty.

- Boże jedyny, czy coś się stało mojemu synowi?- Danuta była przerażona. - Proszę się uspokoić, na pewno wszystko jest dobrze. Problem polega na tym, że to ja muszę zadać państwu parę pytań odnośnie Mateusza. Czy mógłbym wejść?

Danuta wpuściła policjanta do środka. Ten zdjął kurtkę, po czym usiadł na jednym z krzeseł przy świątecznym stole. Jerzy i Bartosz byli tuż przed drzwiami mieszkania, w którym mieszkała Asia, przyjaciółka Mateusza. Zapukali.

- Chyba nikogo nie ma- stwierdził Bartosz po dłuższej chwili- Pewnie pojechali gdzieś na Wigilię. - Czekaj, coś słychać- nastawił uszu Jerzy- ale to chyba stąd- pokazał palcem na drzwi naprzeciwko.

To było stare budownictwo komunistyczne. Czteropiętrowy blok, na każdym piętrze znajdowały się po cztery mieszkania. Jerzy podszedł bliżej tych drzwi, aby przekonać się, czy to na pewno stamtąd słychać głosy. Uronił łzę, słysząc ucieszoną rodzinę, śpiewającą kolędę „wśród nocnej ciszy”. Było słychać też śmiechy najmłodszych, płacz jakiegoś brzdąca. Rodzinna, wigilijna sielanka. Jerzy wrócił wspomnieniami wstecz. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek spędził Wigilię w ten sposób, co dziś. Od lat spędzał ten czas ze swoją żoną, matką i dwoma synami, a więc swoją najbliższą rodziną. Kiedyś miał ochotę spotkać się z większą częścią rodziny, ale teraz już nie. Tę magię tworzył właśnie klimat spotkania z tymi najbliższymi. Przed którymi nie trzeba nic grać, ani udawać, jest się po prostu sobą. Nagle, drzwi otworzyły się. Wychyliła się starsza kobieta, idąca o lasce, ubrana w szlafrok. Obaj wiedzieli, że jest to babcia Asi.

- Dzień dobry. Przepraszamy, że przeszkadzamy w ten szczególny dzień- mówił Jerzy- ale szukamy pani wnuczki, Asi. - Asi?- zapytała lekko niedosłysząca kobieta. - Tak, pani wnuczki- powtórzył nieco głośniej Bartosz. - Asi nie ma. Jest z mamą u Kazimierza, ona już tu nie mieszka. - Dziękujemy za informację. - Czy coś się stało?- zainteresowała się kobieta. - Szukamy Mateusza, nie ma go od jakiegoś czasu. Myśleliśmy, że Asia będzie coś wiedziała na ten temat, a nie odbiera telefonu. - Nie widziałam go od dawna. - Dziękujemy, do widzenia, wesołych świąt.

Babcia Ani zamknęła drzwi, a Jerzy i Bartosz zaczęli schodzić na dół.

- Biedna kobieta. Ciekawe, czemu nie pojechała z nimi na święta- zaciekawił się Jerzy- Jak ona może siedzieć sama w taki dzień? - To grubsza sprawa. - Kim jest ten cały Kazimierz? - Przyszywany ojciec Asi, narzeczony jej mamy. - Aha. Ale to bardzo dziwne, że siedzi sama. Choć to nie nasza sprawa.

Obaj weszli do mieszkania, przeszli do salonu i ku swojemu ogromnemu zdziwieniu zobaczyli tajemniczego gościa, siedzącego na krześle. Ten przedstawił się im i przeprosił za zakłócenie spokoju w ten szczególny dzień.

- Szukam państwa syna, Mateusza- zwrócił się do Danuty i Jerzego policjant. - W tym problem, że my też nie możemy go znaleźć- opuścił wzrok Jerzy. - Od kiedy nie ma go w domu? - Wygląda na to, że od przedwczoraj. - Czemu nie zgłosiliście państwo zaginięcia na policję? - Prawdę mówiąc- mówił niepewnie Jerzy- nie zauważyliśmy jego zniknięcia. Byliśmy jednak pewni, że dziś się pojawi, w końcu to Wigilia. Zawsze spędzał Wigilię z nami. - Rozumiem, że nie odbiera telefonów, i nikt z jego przyjaciół nie wie, gdzie on jest? - Dzwoniliśmy do dwójki jego najbliższych znajomych, ale nie odbierają. W sumie to nic dziwnego, w taki dzień. Ale zaraz, czemu pan w ogóle szuka naszego syna? - To długa opowieść. Nie ma na to czasu, ale postaram się ją państwu streścić. - Proszę zaczynać- zadecydował Jerzy, a cała czwórka słuchała opowieści z największą uwagą. - Od kilku miesięcy warszawska policja tropi niejakiego Daniela Wilczyńskiego. Nie wiem, czy się państwo orientujecie, zapewne nie, ale jest to dość niebezpieczny osobnik, poszukiwany za zabicie swojej żony i córki. Nie mogę zdradzić szczegółów śledztwa, sam zresztą nie wiem zbyt dużo, ale… - Ale co to wszystko ma wspólnego z naszym synem?- zdenerwował się Jerzy, przerywając mężczyźnie. - Już do tego dochodzę, panie Jerzy. Proszę się uspokoić. - Przepraszam. - Jak już mówiłem, policja tropiąc tego mordercę dotarła do pewnego baru na Targówku. Było to trzy dni temu, wczesnym wieczorem, jakoś po dwudziestej. Czy państwa syn był wtedy w domu? - Raczej nie- odpowiedziała Danuta, szukając w pamięci- on chyba był wtedy w pracy… - To ciekawe, co pani mówi- zaśmiał się policjant- ale zaraz do tego przejdziemy. Wilczyński siedział w barze około godziny, wypił dwa piwa. Podczas swojej wizyty posługiwał się także swoim telefonem, dostał kilka sms-ów, kilka wysłał. Udał się też do toalety, gdzie zdarzyła się pewna niemiła sytuacja. Został nieoczekiwanie zaatakowany przez młodego chłopaka, który zabrał mu telefon. Widocznie spodobał mu się ten model. Oczywiście, proszę się nie martwić, bo nie chodzi tu o waszego syna. Kiedy policja dotarła następnego dnia na miejsce, obejrzała wszystko to, co zarejestrowały kamery. Okazało się, że pracownicy doskonale znali tego młodego chłopaka. Policja złożyła mu wizytę w domu i jak się okazało, nie zdążył sprzedać jeszcze telefonu. Okazało się, że sms-y jakie doszły do Wilczyńskiego, gdy siedział w barze, zostały wysłane z numeru państwa syna… - To niemożliwe. Po co Mateusz pisałby do jakiegoś przestępcy?- dziwił się Jerzy. - Nie mam pojęcia. Jednakże na tym nie kończy się cała historia. W tym samym barze, godzinę po wyjściu Wilczyńskiego widziano waszego syna- ta informacja wywołała ogromne osłupienie u domowników- siedział tam koło półtorej godziny, wypił ze dwa piwa, ale nie był sam. Czy znają państwo tę osobę?

Policjant pokazał rodzinie Kowalczyków, kartkę z wydrukowanym zdjęciem, na którym przedstawiona była młoda brunetka z rozpuszczonymi włosami i niewielkim uśmiechem na twarzy.

- To przecież Asia. Nasza sąsiadka, a przyjaciółka Mateusza- zareagował Bartosz. - Dokładnie, znają się od lat- dodał Jerzy. - Do sytuacji doszło w miniony poniedziałek. Nikt z pracowników nie wie, gdzie udali się państwa syn z przyjaciółką. Wiadomo jedynie, że wspólnie opuścili bar o dwudziestej trzeciej czterdzieści. - To bardzo dziwne, Mateusz powinien być wtedy w pracy- zdziwiła się Danuta. - Gdzie pracował państwa syn? - W kinie Silver Screen przy Głębockiej. Już od kilku miesięcy. - Wygląda na to, że tego dnia nie było go w pracy- stwierdził policjant- Powiedzieli państwo, że waszego syna nie ma w domu od przedwczoraj. Więc kiedy był tutaj po raz ostatni? - Zjawił się na chwilę w moim pokoju- przypomniał sobie Bartosz. - Kiedy to było? - Parę dni temu. To było późne popołudnie, oglądałem powtórkę meczu Legii. To było w poniedziałek. - Wszystko wskazuje na to, że państwa syna nie ma w domu już od trzech dni- próbował ułożyć wszystko Włodzimierz- ale nie to jest najważniejsze w tym wszystkim. Wygląda na to, że jego przyjaciółka, jak to państwo powiedzieli Asia, widziała go jako ostatnia. Muszę z nią porozmawiać. - Nie ma jej w domu- stwierdził Jerzy- W domu została tylko jej babcia. - Pojechała do jakiejś rodziny na Wigilię?- zapytał policjant. - Jest ze swoją mamą i jej narzeczonym- odpowiedział Bartosz- Zazwyczaj spędza z nimi święta. - Czy znają państwo adres? - Nie, ale byłem tam kiedyś raz… dawno temu- grzebał w pamięci brat Mateusza- mógłbym tam trafić… - Chyba nie będziemy im przeszkadzać w taki dzień- zareagowała Danuta. - Nie możemy tak siedzieć bezczynnie. Trzeba pojechać i porozmawiać z Asią- wyglądało na to, że Jerzy podjął już decyzję- Jest spora szansa na to, że powie nam, gdzie jest Mateusz. - Może zadzwońmy jeszcze do niej- proponowała Danuta. - Zapewne znowu nie odbierze. Jedźmy. - Jadę z tobą- stwierdził Bartosz. - Właściwie to z nami. Możemy pojechać moim samochodem. Daleko to stąd?- odezwał się policjant. - Na Bielanach. Niedaleko. - Dobrze byłoby, gdyby pani, pani Danuto też pojechała z nami. Nie wiadomo, czy przyjaciółka państwa syna będzie chciała z nami rozmawiać. Pani jako kobiecie może się zwierzyć. - To miła dziewczyna, na pewno wam wszystko powie- przekonywała Danuta. - Jesteś pewna? Jak długo ją znamy?- tym pytaniem Jerzy wprowadził pozostałych w lekkie zakłopotanie. Wyglądało na to, że był coraz bardziej zdeterminowany, by odnaleźć swojego syna. - Dobrze, jadę z wami. Mamo, mama tu zostanie, na wypadek, gdyby Mateusz wrócił, dobrze?- zwróciła się do Ireny. - Ma babcia nasze wszystkie numery?- zapytał Bartosz. - Tak.

Cała trójka, razem z policjantem skierowała się do samochodu. Włodzimierz ruszył, obok niego siedział Jerzy, na tyle Danuta i Bartosz.

- To musi być jakaś pomyłka- zaczęła Danuta, gdy już jechali- Po co Mateusz pisałby do tego poszukiwanego? - Dobrze, że mi pani przypomniała. W schowku mam kartkę z zapisaną treścią sms-ów, jakie Wilczyński dostał z numeru waszego syna. Może coś to państwu pomoże. Może pan wyjąć, panie Jerzy?- wskazał palcem policjant. - Jasne- odpowiedział, po czym znalazł odpowiedni papier- Sms-ów było cztery- czytał na głos, już po znalezieniu- Treść pierwszego jest dość krótka, brzmi „Myślałem sporo nad tym”. W drugim znajdujemy coś takiego- „To nie jest takie łatwe. Nie wiem, co on może zrobić i nie wiem, czy ci ufać”. W trzecim czytamy- „Gdzie to znajdę”. Na koniec czwarty sms, a w nim- „Będziemy w kontakcie. Dam znać, gdy podejmę decyzję”. - To dość skomplikowane i niejasne sms-y- mówił policjant- ale może wiedzą państwo o czym jest mowa. - Nie mam bladego pojęcia. Z tych sms-ów nie wynika nawet, czy Mateusz jest ich autorem. - To prawda. Dlatego musimy porozmawiać z Asią. - Czy może mi pan odpowiedzieć na pytanie?- zainteresował się Jerzy. - Jasne, proszę walić. - Dlaczego policja nie interesuje się tę sprawą? Może oglądam zbyt dużo filmów… Jednakże proszę mnie poprawić jeśli się mylę, ale zazwyczaj takimi sprawami interesują się policjanci. - Tak, to prawda, ja jedynie współpracuję z policją. Odpowiedź na pańskie pytanie jest bardzo prosta. Otóż policjanci postanowili odłożyć tę sprawę do nowego tygodnia, do po świętach. Poza tym, oni wcale nie uważają, że sms-y od waszego syna, albo z jego numeru są tutaj kluczowe. - A pan dlaczego tak twierdzi? - Bo kiedyś znałem Wilczyńskiego i nie chcę zostawić tak tej sprawy. Jest mi bardzo przykro, że wszystko dzieje się podczas świąt, ale z doświadczenia wiem, że każda godzina może okazać się cenna. - Tutaj proszę skręcić w lewo- odezwał się Bartosz.

Wszyscy troje stawali się coraz bardziej zaniepokojeni całą sytuacją. Nie tak wyobrażali sobie Wigilijny wieczór. Jerzy zastanawiał się, o co w tym wszystkim chodzi. Danuta i Bartosz wciąż wierzyli, że to jakaś pomyłka. Mieli nadzieję, że lada moment zadzwoni Mateusz i spyta, czemu nie ma ich w domu. Opowie jakąś śmieszną historię, czemu go tak długo nie było, albo coś w tym stylu. Tylko Jerzy był pewien, że coś jest w tym wszystkim nie tak. Nie mógł darować sobie, że wcześniej nie zauważył braku Mateusza w domu. Zawsze miał z nim dobry kontakt, przynajmniej tak myślał. Nie rozmawiali już o wszystkim tak, jak kiedyś, ale Jerzy był pewien, że ma wszystko pod kontrolą. Jego syn uczył się, pracował, miał znajomych, może nawet jakąś dziewczynę. Wszystko było w porządku. Nie zauważył, aby zmieniło się coś w jego zachowaniu. Mateusz nie interesował się co prawda rodziną, rzadko kiedy cokolwiek go interesowało, ale to dobry chłopak. Jerzy wiedział, że to po prostu taki okres, kolej rzeczy. W życiu każdego człowieka nadchodzi moment, w którym zaczynamy żyć coraz bardziej samodzielnie i nie jesteśmy już uroczymi dzieciakami z podstawówki. U jednych ten moment przychodzi szybciej, u innych wolniej. Mateusz rozwijał się znacznie szybciej od swojego o cztery lata starszego brata. Zapewne do samodzielności i dorosłego życia zbliżyły go znajomości z niektórymi osobami, podejmowane prace, studia. Co tak naprawdę mógł zrobić w całej tej sytuacji? Śledzić go, wypytywać o wszystko? Przecież i tak rzadko kiedy odpowiadał, a nawet jeśli już coś mówił to ogólnikowo. Poza tym Jerzy nie miałby pewności, czy to prawda. Ostatni raz rozmawiali poważnie kilka miesięcy temu. Mateusz zwierzył mu się nieco ze swoich spraw, opowiedział o dziewczynie, z którą był związany. Tyle, że już się rozstali. Nie usłyszał tego wprost od syna, ale był tego pewien. Może Mateusz znalazł sobie jakąś nową dziewczynę, a może zraził się na jakiś czas do płci przeciwnej. Tak naprawdę dopiero teraz uświadomił sobie, jak niewiele wiedział o swoim synu. Jak wiele chciałby mu zadać pytań. Ale nadrobią to wszystko, jest jeszcze czas. Najważniejsze, żeby go odnaleźć. Panie Boże, miej go w swojej opiece.

Asia miała uśmiech na twarzy. Nie drwiący, nie ironiczny i nie wymuszony, tylko taki prawdziwy, szczery. Choinka, przyozdobiona kolorowymi bombkami i lampkami, stojąca w rogu pokoju, dodawała tego świątecznego klimatu. Zamykając oczy, przypominała sobie swoje najpiękniejsze Wigilie z wczesnego dzieciństwa. Wtedy, gdy wszystko wokół niej wydawało się takie piękne, nie miała żadnych zmartwień. Ale gdy stawała się starsza, nie było już tak kolorowo jak na choince. Jej ukochana mama robiła, co mogła, aby Asia była szczęśliwa. Najpiękniejsze prezenty, ulubione potrawy na stole miały sprawić, by jej córka poczuła się wyjątkowo. Ale tak nie było. Zawsze pozostawał ten niesmak. Zazdrościła Mateuszowi, swojemu przyjacielowi, że jego Wigilia wygląda znacznie lepiej. On od zawsze miał kochającą rodzinę, wspaniały dom, starszego brata, o jakim ona zawsze marzyła. Tegoroczne święta miały być zupełnie inne. Asia w przeciwieństwie do niektórych, potrzebowała do szczęścia tak niewiele. Życie do tej pory nie było dla niej łaskawe. Swojego ojca ostatni raz widziała na komunii, kilkanaście lat temu. To wtedy powiedział jej jasno i wyraźnie, że nie jest jego córką i że już nigdy się nie zobaczą. O dziwo, akurat w tym słowa dotrzymał. Pamiętała, że to wydarzenie było dla niej ciosem. Odcisnęło na niej sporo piętno. Pomimo tego, że matka mówiła jej, że w zachowaniu ojca nie było jej winy, ona twierdziła inaczej. Ale jak wytłumaczyć ośmioletniemu dziecku, że ojciec zaczął nowe życie z inną kobietą? Jak dodać mu otuchy, zapewnić, że będzie wszystko dobrze? Miała cudowną matkę, która robiła, co mogła. Czasem nie dawała sobie rady, uciekając w alkohol, ale takie było życie. Nie zawsze wszystko jest usłane różami. Obie miały tylko siebie, przynajmniej do pewnego momentu. Kiedy Asia stawała się starsza, widziała, jak wiele robi dla niej ukochana mama. Ile wydaje na nią pieniędzy, jak się stara, jak bardzo ją kocha i w nią wierzy. Jej mama żądała od niej tak niewiele- skończ szkołę i zdaj maturę, tylko tyle. W życiu jej mamy, było tak, a nie inaczej. Tak bardzo chciała, żeby jej córka nie popełniła tych samych błędów, co ona kiedyś. Wiedziała, że nie za bardzo może jej pomóc finansowo, jak i w nauce, ale ona po prostu czuła, że się uda. Kiedy Asia przekazała jej tę wesołą wiadomość, że zdała maturę, była w siódmym niebie. Jednak życie toczyło się dalej. Jej mama wprowadziła się do swojego narzeczonego. Mimo, że widywały się niemal codziennie, Asia czuła się z tym źle. Brakowało jej mamy, tego wszystkiego. Mimo, że gdy jej mama mieszkała z nią i babcią, narzekała, teraz było jej żal, że się wyprowadziła. Nie mogła poradzić sobie z tym, że kiedyś zostawił ją ojciec, teraz mama. Wiedziała, że jej mama chciała w końcu spróbować. Tak długo na to czekała. Ta Wigilia miała być inna. Kilka dni wcześniej mama przekazała jej wesołą wiadomość. Zapytała jej, czy po świętach nie chciałaby wprowadzić się do niej na kilka dni, a potem zobaczą, co będzie dalej. Asia nie potrafiła opisać swojego szczęścia. Wszystko nagle stało się proste i łatwe. Na kolację Wigilijną, przybył także brat pana Kazimierza ze swoją rodziną. O ile do tej pory, Asia nie przepadała za takimi świętami, teraz miało być inaczej. Zazwyczaj wszyscy wciąż pamiętali różne urazy, poza tym szybko sięgano po alkohol. Dzieląc się opłatkiem z mamą i panem Kazimierzem, była taka wesoła. Poprosiła ich, żeby chociaż dzisiaj nie sięgali po wódkę, ani piwo i żeby chociaż raz było wyjątkowo. Nie spodziewała się, że lada moment sytuacja zmieni się diametralnie.

{i}Miałem tylko dwie osoby, poza rodziną, które były mi wyjątkowo bliskie. Asia, dziewczyna z sąsiedztwa, nieraz była dla mnie jak młodsza siostra. Kochałem ją jak rodzinę. Nie zawsze zachowywała się tak, jakbym tego sobie życzył, ale było w niej coś takiego, nie do opisania, że byłem gotowy zrobić dla niej wszystko. Kiedy poznawałem kogoś, to ona była pierwszą osobą, która dowiadywała się o wszystkim. Liczyłem się z jej zdaniem, jak mało z czyim. Jednocześnie wierzyłem w nią. Asia była przecież dziewczyną inteligentną, miała swój potencjał, tyle, że nie była ambitna. Może w innej rzeczywistości byłoby to możliwe, ale nie w dzisiejszym świecie. Teraz nie wystarczy już tylko mieć marzeń. Żeby mogły się spełnić, musi się ułożyć milion różnych czynników i okoliczności. Bywały chwile, kiedy Asia wierzyła, że jest w stanie coś zrobić, ale najczęściej trwały bardzo krótko. Za dużo przeżyła w swoim życiu, żeby mieć jeszcze tę dziecięcą naiwność, że wszystko się uda. Była wytrwała, ale zazwyczaj tylko w tych małych sprawach. Zbyt duża liczba pokus i nieodzowne jej charakterowi przywiązanie do znajomych, dobrej zabawy i relaksu sprawiało, że bała się zaryzykować. Brakowało jej osoby, która zapewniłaby jej ten start. Może to wszystko przez to, że wychowała się tylko z matką. Ale przecież w jej domu nie brakowało męskiej ręki. A jej mama była na tyle cudowną kobietą, że świetnie wykonywała obydwie role- matki i ojca. Były najlepszymi przyjaciółkami, nigdy nie brakowało jej troski, opieki. Zbyt duża liczba zawodów sprawiła jednak, że zazwyczaj bała się zaryzykować ten jeszcze jeden raz. Może doznała o jednej porażki za dużo. W każdym razie, to ona bardziej potrzebowała pomocy ode mnie. Zrobiłbym dla niej wszystko, ale nigdy nie miałem całkowitej pewności, czy ona odwzajemniłaby się tym samym. Niby mówiła, że traktuje mnie jak brata, ale od słów do czynu daleka droga. Nie powiedziałem jej nic o swoim kłopocie, poszukiwaniach i bezsilności. Do końca sam nie wiem, dlaczego. Nakreśliłem jedynie sprawę, ale dla niej to nie był problem. Ona była do tego wszystkiego przyzwyczajona, ja jeszcze miałem odczucie, żeby się wydostać…{/i}

Policjant zaparkował tuż przed blokiem, gdzie w jednym z mieszkań odbywała się Wigilia Asi i jej rodziny. Na początku zastanawiano się, kto powinien wysiąść z samochodu. Jedynie Włodzimierz nie miał większych skrupułów, żeby przeszkodzić w Wigilijnej wieczerzy szczęśliwej rodzinie. Poza tym Danuta, Bartosz i Jerzy coraz bardziej czuli się bezradni. Do Danuty dopiero powoli docierało, że to pierwsza taka Wigilia. A może i całe święta. Przecież nie było pewności, że uda się odnaleźć Mateusza. Ona była jednak pewna, że cokolwiek przydarzyło się Mateuszowi, to nie z jego winy. Ufała swojemu synowi. Wiedziała, że na pewno nie mówi im o wszystkim, ale przecież relacje całkowitego porozumienia i rozmów pomiędzy rodzicami a dzieckiem zawsze trwają tylko do pewnego momentu. O ile jej starszy syn, Bartosz był nieco bardziej nieśmiały, lubił przesiadywać w domowym zaciszu, o tyle Mateusza zawsze gdzieś rwało. Jak tylko coś się działo, on musiał tam być. Danuta nawet nie chciała myśleć, o tym, co mogło mu się przydarzyć. Ostatecznie z samochodu wysiedli wszyscy. Stwierdzili, że skoro przyjechali, to czas załatwić tę sprawę. Mieli nadzieję, że nie potrwa ona długo. Drzwi na klatkę schodową były otwarte, więc podeszli do windy, po czym pojechali na piąte piętro. Bartosz wahał się, pod którym numerem mieszkała rodzina Asi. Starszy brat Mateusza zastanowił się chwilę, po czym wybrał jedne z drzwi. Do drzwi podeszła mama Asi, którą Bartosz razem z rodzicami rozpoznali. Ona też ich poznała, tyle że była całkowicie zdziwiona tę wizytą.

- Dobry wieczór- rozpoczął Jerzy- Przepraszamy, że przeszkadzamy w tak wyjątkowym dniu, ale musimy koniecznie porozmawiać z pani córką, Asią. - Oczywiście, proszę wejść- kobieta dalej kompletnie zdziwiona, przepuściła ich w progu- Asiu, chodź na chwilę- krzyknęła do dziewczyny.

Cała czwórka weszła niepewnie do środka, do przedpokoju skierowała się równie zdziwiona Asia.

- Może się państwo rozbiorą i czegoś napiją?- zaproponowała z uśmiechem kobieta. - Nie, dziękujemy. My tylko na chwilę, nie chcemy robić kłopotu- delikatnie uśmiechnął się Jerzy. - Proszę dać spokój, Bóg w dom, gość w dom… - Naprawdę dziękujemy. - Dobry wieczór- z równie ogromnym zdziwieniem powitała gości Asia. - Cześć Asiu- powitali ją pozostali. - Państwo chyba znają rodzinę Mateusza, natomiast ja się nie przedstawiłem- odezwał się mężczyzna- nazywam się Włodzimierz Szczypiorski, współpracuję z warszawską policją- ukłonił się lekko, pokazując niewielką odznakę- Musimy zadać kilka pytań odnośnie Mateusza, pani Joanno- zwrócił się do dziewczyny. - Czy coś się stało?- zarówna Asia, jak i jej mama wyglądały na zaniepokojone. - Miejmy nadzieję, że nie. -Proszę wejść do środka, zapraszam, nie będziemy tak stać w progu- odezwała się mama Asi.

Chwilę później, wszyscy znaleźli się już w pokoju obok. Niektórzy usiedli na krzesłach, inni na niewielkiej kanapie.

- Mateusza nie ma od kilku dni- rozpoczął policjant- czy wiesz, gdzie on może jest? - Jak to nie ma?- Asia była mocno zaskoczona- Przecież dzisiaj Wigilia- tym stwierdzeniem pozbawiła uśmiechu Danutę, Jerzego i Bartosza. Cała trójka opuściła lekko wzrok na moment. - To bardzo pilna sprawa, inaczej byśmy nie przychodzili. Mateusz był po raz ostatni w domu w miniony poniedziałek. Jeszcze tego samego dnia, wieczorem byliście widziani w barze na Targówku. - Tak, to prawda, spotkaliśmy się wtedy- potwierdziła Asia. - To akurat wiemy- stwierdził mężczyzna- Ale wygląda na to, że jesteś ostatnią osobą, która widziała Mateusza. Czy chłopak mówił ci, dokąd się wybiera, albo co chce zrobić? - Nie…- Asia była w małym szoku- Przecież Mateusz taki nie był, zawsze cenił rodzinę, nie mógłby zrobić państwu czegoś takiego… - Asiu, podchodzisz do tej sprawy emocjonalnie, to normalne- wtrąciła się jej mama- ale staraj się odpowiadać na pytania. - Nie mam pojęcia, co dalej się z nim działo. Siedzieliśmy przez jakiś czas w barze, wypiliśmy po parę piw, a potem poszliśmy do autobusu. Wysiedliśmy na naszym przystanku. Tyle, że ja poszłam jeszcze na chwilę do koleżanki, która mieszka niedaleko nas, miała mi oddać pieniądze, ale mniejsza o to. Mateusz odprowadził mnie i poszedł. Chciał nawet poczekać, ale powiedziałam mu, że ta sprawa może trochę potrwać, a on nie chciał wchodzić. - Czy od tamtej pory nie dawał znaku życia? - Właśnie nie i to mnie zdziwiło. Nie odpisał na moje życzenia świąteczne, właściwie nic nie pisał. - Może podczas rozmowy powiedział o czymś istotnym- wtrącił się Jerzy- Asiu, wiem, że ci trudno, bo przychodzimy podczas takiego dnia, ale chcemy odnaleźć Mateusza. O czym rozmawialiście? Może nam pomóc nawet jakiś mały szczegół. - Rozmawialiśmy tak jak zawsze. O wszystkim i o niczym- tym stwierdzeniem wywołała u wszystkich niezadowolone miny. Wszyscy zapewne spodziewali się usłyszeć coś bardzo ważnego- Opowiadałam Mateuszowi o tym, jak spędzę święta. Że pogodziłam się z mamą- w tym momencie spojrzała na nią- i o tym, że po Bożym Narodzeniu wprowadzę się do niej. - A czy Mateusz powiedział, jak spędzi święta?- zapytała nieoczekiwanie Danuta. - Powiedział, że tak jak zawsze. - Więc zdarzyło się coś nieoczekiwanego- wydedukował Jerzy. - Albo nie powiedział Asi całej prawdy- wtrącił się policjant- o czym jeszcze rozmawialiście? - Rozmawialiśmy też o sylwestrze, o szkole. W tej rozmowie nie padło nic, co wskazywałoby na to, czemu nie ma Mateusza. Choć, zaraz, było coś ważnego. - Co takiego?- zainteresowali się pozostali. - Podczas rozmowy Mateusz odebrał telefon. Umawiał się z kimś, dogadywał godzinę i miejsce spotkania. Kiedy się rozłączył, zapytałam z kim się umawia, odpowiedział, że z Kubą, czyli swoim najlepszym kumplem. - To jakiś trop- odpowiedział policjant- Gdzie i kiedy mieli się spotkać? - Nie mam pojęcia. O to już nie zapytałam, ale chyba następnego dnia. - To oznacza, że jeśli spotkanie doszło do skutku, to nie jesteś ostatnią osobą, która z nim rozmawiała. Musimy porozmawiać z tym Kubą. - Nie odbiera telefonu, bo już próbowałem do niego dzwonić- odezwał się Bartosz. - Nic dziwnego. Ja też odłożyłam dzisiaj telefon na prośbę mamy. - Musimy do niego pojechać- zadecydował policjant- Jaki jest do niego adres? - Nie wiem. Byłam u niego parę razy, ale dokładnego adresu nie znam- odpowiadała Asia. - Trafiłabyś do niego?- zapytał Jerzy błagalnym głosem. - Myślę, że tak, ale… - Jedź z nimi, potem cię odwiozą, prawda?- zadecydowała mama Asi. - Oczywiście, to byłoby dla nas coś wielkiego, ale naprawdę nie chcemy sprawiać kłopotu. Zawsze można zdobyć ten adres inaczej. - Tak, czekać aż odbierze- mówiła mama Asi- Jedźcie, nie ma czasu do stracenia.

Asia nie była z tego powodu specjalnie zadowolona, ale wiedziała, że w tym momencie tylko ona może pomóc przyjacielowi. Nie wiedziała, co się z nim dzieje, więc informacja o jego zaginięciu była dla niej szokiem. Kto jak kto, ale Mateusz nie robił nigdy takich numerów. Na pewno musiało się coś stać, ale co? Kiedy spotkali się parę dni temu w barze, wszystko wyglądało tak jak zawsze. Miła rozmowa, trochę zwierzeń, potem wspólny powrót do domu. Trzymali się ze sobą od tak dawna. Traktowali siebie jak rodzeństwo. Ale do tej pory Asia rzadko kiedy, mogła udowodnić, jak bardzo zależy jej na Mateuszu. Teraz był właśnie taki moment. Mimo, że bardzo chciała zostać w domu, wiedziała, że jest coś ważniejszego. Zaczynała się robić zaniepokojona. Tuż przed wyjściem, jeszcze raz po cichu poprosiła mamę, żeby za dużo nie pili, po czym zaczęła schodzić na dół. Asia usiadła w samochodzie na tyle, koło Danuty i Bartosza. Czuła się lekko skrępowana, jadąc do Marek, gdzie mieszkał Kuba, razem z jakimś policjantem i rodziną swojego przyjaciela. Tyle, że teraz trzeba odłożyć na bok wszelkie szczegóły.

- Nie chciałem tego mówić przy twojej mamie, żeby się nie martwiła- zaczął policjant, gdy już jechali- ale jesteś w tym momencie jedną z podejrzanych. - Powiedziałam wszystko o moim spotkaniu z Mateuszem- zareagowała Asia. - Dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę, bo inaczej mogłabyś mieć kłopoty. Cieszę się też, że twoja mama nie robiła problemów. - Można wiedzieć o co panu chodzi? - Mówię tylko o tym, że nawet jakbyś chciała zostać, to i tak byśmy cię ze sobą zabrali. - Proszę się uspokoić- zareagował Jerzy- Wszystkim nam zależy na odnalezieniu Mateusza. - Na to liczę. Cieszę się, że wszyscy mamy taki sam cel. Dobrze jadę? - Na razie cały czas prosto…

Asia miała ogromną nadzieję, że Kuba będzie miał trochę więcej wiadomości dotyczących Mateusza. Chciała go odnaleźć pewnie tak samo mocno, jak jego rodzice i brat, ale w tym momencie nie chodziło tutaj o to. Były pewne rzeczy, o których nie chciałaby, aby wiedziała policja. A jeśli rzeczywiście stanie się podejrzaną, rozpocznie się śledztwo, którego ona by nie chciała. Było parę spraw, o których nie wiedziała nawet jej mama. Jeszcze raz wróciła myślami do ostatniego spotkania. A jeśli Mateusz chciał jej coś powiedzieć? A może potrzebował pomocy, tylko nie potrafił jej o tym powiedzieć? Niby znali się tak długo, ale o takich sprawach nie jest łatwo mówić. Opowiadała cały czas o sobie, o tym jaka jest szczęśliwa, o konflikcie z mamą, który dobiegł końca. Przypomniała sobie, jak czule pożegnał się z nią Mateusz, kiedy już ją odprowadził. A co, jeśli miało to być ostateczne pożegnanie? Jeśli zaplanował to wszystko? Nawet nie chciała myśleć w ten sposób. Cała sprawa to na pewno jakieś kosmiczne nieporozumienie, które niedługo zostanie wyjaśnione.

Kuba nie spodziewał się rano, że tak dziwnie zakończy się jego dzisiejszy dzień. Otwierając oczy, uświadomił sobie, że jest Wigilia- dzień, na który czekał od dawna. Sięgając wstecz w swojej pamięci próbował przypomnieć sobie równie cudowne zakończenie roku. Schodząc na dół po schodach, czuł zapach pysznych ciast, które gotowały jego mama i babcia. Usłyszał odgłos bajki, którą w salonie oglądał jego młodszy brat na video. Przeszedł do salonu, zobaczył padający śnieg za oknem i coraz bielszy podjazd do garażu. Na kanapie, przy ścianie siedziała jego siostra. Bawiła się telefonem, a na jej kolanach leżały ich dwa małe pieski. Spojrzał na swój telefon. Zobaczył sms-a od swojej ukochanej Marty. „Dzień dobry kochanie. Śpisz jeszcze? Ja już zjadłam śniadanie i pakuję prezenty. Dla ciebie mam coś wyjątkowego”. Czytając tego sms-a, Kuba czuł wewnętrzne ukojenie, spokój i zachwyt, jakiego nie czuł od tak dawna. Jego dzieciństwo nie było udane. Zawsze pamiętał je jako czas, w którym było pełno problemów i rozterek. Razem z mamą i siostrą byli zdani na pomoc innych osób, zwłaszcza dziadków. To wtedy w jego głowie zrodził się pogląd, że w życiu nie ma nic za darmo, a o wszystko trzeba walczyć. Wraz z upływem wieku, uczył się tego wszystkiego, co trzeba robić w domu. Zaczęło się od najprostszych spraw, jak sprzątanie, czy odkurzanie. Z czasem Kuba zajmował się wszystkimi najważniejszymi czynnościami w domu, które powinien robić facet. Wszystko to ukształtowało jego charakter. Dojrzał, nauczył się, jak żyć w rodzinie. I mimo tego, że nie miał ojca, chciał wyjść na ludzi i wiedział, że mu się to uda. Traktował mamę jak swoją najlepszą przyjaciółkę. Wiedział, że ona nigdy go nie zostawi, że może jej powiedzieć o wszystkim. Ale kiedy zrobił się starszy, naturalna kolej rzeczy sprawiała, że chciał znaleźć kogoś innego, kto będzie jego najbliższym przyjacielem. Poznanie Mateusza odcisnęło pewnego rodzaju piętno na jego życiu. Po raz pierwszy zwierzył się komuś, kto na początku był mu całkowicie obcy. Nigdy wcześniej nie miał kumpla, który lubiłby go, bez względu na jego przeszłość, przyzwyczajenia i nawyki. Wspólnie odnaleźli w sobie potrzebę filozofowania. Lubili się spotykać, rozmawiać, oglądać filmy, słuchać dobrej muzyki, czasem imprezować. Ale czas nie stał w miejscu. Trudno wszystko ze sobą pogodzić. Wiesz, że możesz na niego liczyć, ale nie jest już jak wcześniej. Coraz więcej wydarzeń, w których nie bierzecie wspólnego udziału. Prawdziwym przełomem w jego życiu było poznanie Marty. Chodził z nią do jednej klasy w liceum. Na początku traktował ją jak zwykłą koleżankę, ale przy bliższym poznaniu wiele zyskała. Na tyle, żeby Kuba mógł się w niej zakochać z wzajemnością. Zaczął przeżywać rzeczy, jakich nigdy wcześniej nie doznał. Przekonał się, jak cudownie jest mieć kogoś, kto aż tak bardzo cię kocha. Marta nie była dla niego tylko zwykłą dziewczyną, ale i jego przyjaciółką. Z miesiąca na miesiąc, ufał jej coraz bardziej, a co za tym idzie zaczął mówić jej o sprawach, o jakich nigdy wcześniej nie mówił nikomu. A co najważniejsze, stawał się częstym gościem w jej domu, co bardzo mu się spodobało. Marta była jedną z tych osób, które miała prawdziwą, cudowną rodzinę. Kochający rodzice, młodszy brat. Uwielbiał gościć w jej domu, spędzać z nimi czas. Doskonale bawił się na wspólnych kolacjach. Zaczął przeżywać to, czego nie zaznał. I choć teraz, z pójściem na studia, mieli dla siebie znacznie mniej czasu, wciąż pokonywali wspólnie przeszkody. Dalej mieli te swoje rewelacyjne pomysły, jak spędzić razem urodziny, czy sylwestra. A jednym z takich pomysłów miała być wspólna Wigilia. Marta, razem z rodzicami i bratem miałaby przyjechać do Kuby, do Marek. Nie było to łatwe do zrealizowania, gdyż nawet najmniejsza kolacja w takim wspólnym gronie nie doszła do tej pory do skutku. Tym razem było jednak inaczej. Kuba przekonywał przez parę dni swoją mamę, Marta swoich rodziców. I w końcu się udało. Od samego rana trwały przygotowania w domu Kuby. Chciał, by wszystko było zapięte na ostatni guzik. Kiedy zjawili się nieco po szesnastej, na jego twarzy zagościł ogromny uśmiech, a w jego sercu ukojenie. Złożył pocałunek na ustach Marty, ciesząc się, że udało im się tego dokonać. Do tej pory podświadomie zazdrościł swoim niektórym znajomym, takim jak Mateuszowi, że mieli taką fajną Wigilię. Ale teraz i on będzie taką miał. Przynajmniej tak myślał. Nie wiedział, że rodzina Mateusza, razem z Asią i policjantem za chwilę u niego będzie. Wszyscy usiedli do stołu. Byli też dziadkowie Kuby i to oni wstali, aby przemówić i złożyć wszystkim świąteczne życzenia jako pierwsi.

{i}Kuba był moim najlepszym przyjacielem. I pewnie dalej nim będzie, tyle że nasze relacje wyglądają zupełnie inaczej niż w przeszłości. Kiedyś było łatwiej. Były imprezy, mnóstwo wolnego czasu, banalne problemy. A potem zaczął się ogrom nauki na studiach, do głosu doszło nowe środowisko, nie było czasu na spotykanie się niemal codziennie, nie mówiąc już o rozmowach o pierdołach. Dwudziesty pierwszy wiek stworzył nowe możliwości i chwała za to tym, którzy stworzyli zaawansowane technologie. Pewnie gdyby nie Internet i komórki, nasza przyjaźń zostawiona byłaby już wcześniej na ogromną próbę. Pomimo tego, że nie było już tak jak kiedyś, pozostawały cudowne wspomnienia. I to chyba one sprawiały, że czułem ogromny sentyment, kiedy przypominałem sobie dawne, spędzone razem chwile. Przecież nigdy nie zapomnę momentu, kiedy poznaliśmy się kilka lat temu na jednej z kolonii. Kiedy patrzysz na drugą osobę, to po prostu wiesz. I wtedy właśnie wiedziałem. Trafiliśmy do jednego pokoju na kolonii, a potem to już jakoś samo się potoczyło. Nigdy nie zapomnę, jak leżeliśmy na boisku ostatniego dnia, patrzyliśmy w gwiazdy i zaczęliśmy się sobie zwierzać. Nigdy nie zapomnę, jak spotkaliśmy się i postanowiliśmy się upić. Nigdy nie zapomnę, jak Kuba pocieszał mnie, gdy rzuciła mnie pierwsza dziewczyna. Nigdy nie zapomnę, jak zawsze był przy mnie, zwłaszcza wtedy, gdy nie było za dobrze. Na samą myśl o tym wszystkim, przechodzą mnie ciarki. Wtedy zamykasz oczy, przypominasz sobie to wszystko i jesteś szczęśliwy. Wiesz, że masz osobę, której możesz powiedzieć wszystko. Dosłownie wszystko. Nie wstydzisz się niczego. Możesz z nią pogadać o ostatniej dziewczynie, o szkole, a może nawet o kolorze tapet w swoim pokoju. Ta osoba zawsze cię wysłucha. Nigdy nie będzie to dla niej ciężarem, bo wie, że odwdzięczysz się jej tym samym, kiedy to ona będzie potrzebowała mówić. Tyle, że jakoś tak się potoczyło, że ostatnio zwierzaliśmy się sobie znacznie mniej. Chcąc, nie chcąc, nie znaczyłem już tyle, co kiedyś dla Kuby. Spokój, ukojenie, troska, dobroć- wszystko to dostał przecież od Marty. Zmienił się na lepsze, a może to ona go zmieniła. Dojrzał przez te miesiące. A z miłością jest tak, że czasem na tyle przysłania ci oczy, że nie zdajesz sobie sprawy, iż poza nią jest coś jeszcze. Kuba stawał się kimś innym. Chciałem powiedzieć mu o tym wszystkim, ale bałem się, że nie przyjąłby tego, tak jak bym chciał. Napomniałem jedynie o Ani. Bo to od niej się wszystko zaczęło. Tyle, że Kuba nie zrozumiał tego, jak ja. Ostatnio bardzo się poróżniliśmy… {/i}

Kuba dzielił się opłatkiem z Martą, mamą i pozostałymi domownikami. Cieszył się, że wszyscy byli zadowoleni. Bo to przecież on i jego dziewczyna byli autorami tej wspólnej Wigilii. Nieraz zastanawiał się, czy tak będzie już zawsze. Był z Martą już ponad dwa lata. Z jednej strony to ogrom czasu, jeśli spojrzeć na to, ile razem przeszli. Druga strona medalu jest jednak taka, że to dopiero początek tego wszystkiego, całej drogi, jaką trzeba ze sobą przejść. Pomimo różnych prób tak naprawdę nie wiadomo było, czy przetrwają wszystko. Do tej pory los był dla nich łaskawy i nie rzucał im kłód pod nogi. Oboje mieli też cudownych rodziców, którzy pomagali im i ułatwiali mnóstwo spraw. Przeprowadzali już nawet próbę, jak to jest razem mieszkać, podczas paru wyjazdów nad morze, na działkę Kuby. Wiedzieli doskonale, że wyjazd nawet jeśli tylko we dwójkę i na parę tygodni, ale zaledwie wakacyjny, to nic w porównaniu z prawdziwym mieszkaniem we dwoje. Podczas codziennego życia ludzie zmagają się przecież z dużo większymi problemami. Ale tak naprawdę najważniejsze było to, że pomijając te wszystkie przeciwności losu, jakich na ich drodze do tej pory nie było wiele, wciąż darzyli się takim samym uczuciem i namiętnością, co na początku swojego związku. Kiedy spoglądali na siebie, cały czas od drugiego biło ciepło i miłość. Nie robili nic na siłę, nie chcieli bić żadnych rekordów, ani chwalić się, jak cudownego partnera ma każde z nich. Stworzyli coś wspaniałego, swój własny świat. I w tym momencie pojawiało się najważniejsze pytanie. Czy to wystarczy? Przecież w jakimś miejscu, obok stoją też przyjaciele, rodzina, nauka, ewentualna praca, zainteresowania, hobby, plany na przyszłość. Czy to wszystko da się pogodzić? Generalnie tak, ale czasem zdarza się sytuacja, w której trzeba coś wybrać. I tu nie chodzi o zwykłe wybory, (czy dziewczyna nadaje na takich samych falach), z jakimi nieraz spotykał się Mateusz. Sprawa jest dużo poważniejsza. Bo rzadko kiedy, ale zdarza się, że trzeba postawić tylko na jedną z tych najważniejszych spraw. Trzeba zaryzykować. Bo nigdy nie wiadomo, czy wybór okaże się słuszny, zwłaszcza kiedy kierują nami emocje i uczucia. Wszyscy zasiedli do wspólnego posiłku. Słychać było kolędy z magnetofonu, a wśród domowników śmiechy i miłe żarty. Nagle, rozległ się dzwonek do drzwi. Nikt nie miał pojęcia, kto zawitał. Byli już chyba wszyscy. Do drzwi podeszła mama Kuby. Otworzyła je i ku swojemu ogromnemu zdziwieniu ujrzała koleżankę swojego syna, razem z kilkoma osobami.

- Dobry wieczór. Przepraszamy, że przeszkadzamy- rozpoczął z błagalną i niezadowoloną miną Jerzy- Naprawdę nie chcemy przeszkadzać w taki dzień, ale jest niezwykle pilna sprawa. Musimy natychmiast rozmawiać z Kubą. - Oczywiście, proszę wejść.

Kobieta przepuściła ich w progu. Nie za bardzo wiedziała, co ma robić. Poszła po Kubę, może on jakoś to wyjaśni. Poprosiła go, mówiąc, że ma gości. Chłopak był niezwykle zdziwiony, nikogo już nie oczekiwał. Nie miał bladego pojęcia, kto przyszedł. W progu zobaczył Asię, rodziców i brata Mateusza oraz nieznajomego mężczyznę. Policjant przedstawił się, po krótce wyjaśnił, jaki jest cel ich wizyty, po czym wszyscy znaleźli się w pokoju obok. Kuba przeprosił wszystkich, mówiąc, że to coś bardzo pilnego, bo zaginął jego kolega. Marta czuła się lekko skrępowana podczas jego nieobecności. Zastanawiała się, czy nie pójść z nim do drugiego pokoju, ale widząc, że nawet jego mama wróciła do stołu, postanowiła poczekać. Kuba zapewne powie jej zaraz, o co chodzi. Kuba nie krył swojego zdziwienia. Przeczesał włosy dłonią, zagryzł wargi, po czym zaczął mówić.

- Tak, miałem się spotkać z Mateuszem, to prawda. - Dzwonił do ciebie przy mnie, gdy byliśmy w barze- odezwała się Asia. - Tak, dzwonił do mnie w poniedziałek. Tyle, że we wtorek koło jedenastej zadzwonił do mnie jeszcze raz. Powiedział, że bardzo mnie przeprasza, ale nie możemy się spotkać. - Powiedział dlaczego?- zapytał policjant. - Tak. Stwierdził, że musi pilnie pojechać do Ani, aby coś z nią załatwić. Nie byłem specjalnie zadowolony, gdyż planowaliśmy spotkać się przed świętami już od jakiegoś czasu, ale znowu nam nie wyszło. - Czyli podsumowując nie spotkaliście się. Więc kiedy widziałeś go po raz ostatni?- pytał dalej policjant. - Ze dwa tygodnie temu, na mieście. - Czy Mateusz wyjaśnił, co miał załatwić z tą Anią? - Powiedział, że jak się spotkamy, to wszystko mi opowie, ale nie był skłonny do zwierzeń. Wiedział doskonale, że ja nie patrzę na nią z taką empatią, co on. - Pisał coś do ciebie od tamtej pory, lub dzwonił? - Właściwie to nie. Spodziewałem się jakiegoś telefonu dzisiaj. Wysłałem mu sms-a z życzeniami i z pytaniem, jak załatwił tę sprawę i czy widzimy się po Bożym Narodzeniu, ale mi nie odpisał. Potem odłożyłem telefon na półkę, bo przyjechała moja dziewczyna z rodziną. - Czyli nie mamy pewności, czy- dedukował policjant- Mateusz w ogóle pojechał do tej Ani. - Niestety nie. - Znasz adres lub telefon tej Ani? - Numeru nigdy nie brałem, a dokładnego adresu nie znam, ale zawiozłem go tam kilka razy. Ania mieszka w Łochowie, to kilkadziesiąt kilometrów stąd. - Zdaje się, że będziesz musiał nas do niej zawieźć- powiedział policjant z małym żalem- Przepraszam, że proszę cię o to w taki dzień, ale to siła wyższa. - Możesz nam pomóc?- pytał ojciec Mateusza- chcemy go odnaleźć, nie wiemy, co się z nim stało. - Bardzo przepraszam, ale nie mogę teraz z wami jechać- mówił ze smutkiem Kuba- Jest Wigilia, jak już wspominałem przyjechała Marta, jej rodzice i brat. Planowaliśmy taki spend już od paru tygodni. - Obawiam się, że nie możesz odmówić- mówił policjant. - Naprawdę bardzo mi przykro. Nie mam bladego pojęcia, co stało się Mateuszowi i czemu nie ma go na Wigilii w domu, ani gdzie teraz jest. Chciałbym pomóc, ale nie mogę teraz wyjść. - Każda godzina jest cenna- wtrąciła się Asia- Ja też wyszłam z domu, choć chciałam zostać. Za dwie godziny będziesz z powrotem. - Kuba, nie ma z tobą mamy, więc będę z tobą szczery. Mi również jest przykro, że muszę cię wyciągać z takiej imprezy, ale jesteś w tym momencie jednym z podejrzanych, a ponadto jako jedyny wiesz, gdzie mieszka Ania, która wydaje się kluczem do całej sprawy.

Kuba nie był zadowolony z tego, że będzie musiał wyjść. Mateusz był jego najlepszym kumplem i on też zmartwił się, że nie wiadomo, co się z nim dzieje. Tyle, że było mu tak cholernie głupio teraz wychodzić i zostawiać Martę i rodzinę. Poza tym on wcale nie uważał, że ta cała Anka jest kluczem do rozwiązania sprawy. Mateusz nigdy nie robił takich numerów. Na pewno zaraz zadzwoni, albo da znać. Poprosił swoją mamę do kuchni. Bał się powiedzieć Marcie, że musi pojechać do Łochowa, aby pokazać im, gdzie mieszka Ania. Wiedział, że byłaby zła, że musi wyjść, pomimo, że robi to, aby odnaleźć swojego kumpla. Mamie powiedział prawdę, ale poprosił ją, żeby przekazała to Marcie i reszcie dopiero za kilka minut. Wziął swój telefon, założył ciepłą kurtkę, po czym z niezwykle niezadowoloną miną opuścił dom. Pozostali czekali już przed samochodem. Kuba oznajmił, że i tak jest już za dużo osób, a więc pojedzie swoim autem. Policjant stwierdził, że oni będą jechali za nim. Kiedy Kuba wsiadał już do auta, podbiegła do niego Asia. Powiedziała, że głupio jej jechać z resztą. Kuba pozwolił jej wsiąść. Powiedzieli policjantowi, że tak będzie lepiej, bo Kubie będzie raźniej, a i pozostałym będzie luźniej w samochodzie Włodzimierza. Kuba wyjechał na główną ulicę, policjant tuż za nim. Z domu wybiegła Marta. Krzyczała za Kubą, ale nie zdążyła przed jego odjazdem. Zaczęła płakać. Natychmiast wybrała połączenie do swojego chłopaka…

Irena nie spodziewała się takiego przebiegu Wigilii. Sięgając w pamięci wstecz, nie przypominała sobie, żeby którekolwiek Boże Narodzenie rozpoczęło się w taki sposób, co dziś. Przez ostatnie kilkanaście lat była stałym gościem w domu swojego syna i jego najbliższej rodziny. Wszyscy spotykali się w mieszkaniu, które kiedyś należało do niej. Irena pomagała im, jak tylko mogła. Sama jakoś da sobie przecież radę, już tyle lat sobie radziła. Zastanawiała się, co mogło stać się Mateuszowi. Przecież kiedyś był takim grzecznym chłopcem. A może to tylko jakieś nieporozumienie, albo Mateusz nieświadomie wpadł w jakieś kłopoty? Wizyta policjanta przeraziła ją. Jerzy z Danutą i Bartoszem wyszli razem z nim, ona została sama. Od tamtej pory nie miała żadnego sygnału od nich, nie wiedziała, co się z nimi dzieje. Ponoć brak wiadomości oznaczał dobrą wiadomość, ale ona już za wiele przeżyła, żeby w to wierzyć. Stwierdziła, że nie może bezczynnie siedzieć w taki dzień i czekać na informacje od syna lub synowej. Została jej tylko modlitwa. Wzięła z torebki swój różaniec i zaczęła się modlić. Popłakiwała trochę, martwiąc się całą sytuacją.

{i}Gdy byłem młodszy, babcia była mi niesamowicie bliska. Kochałem ją nad życie, zresztą wciąż bardzo ją kocham. Tyle, że babcia jest najlepszą instytucją, kiedy dzieci są małe. Rodzice pracują, a babcia będąca już wówczas na emeryturze, pomaga w wychowaniu, przy tym gotuje, sprząta i wykonuje inne czynności domowe. Tak było i w moim przypadku. Babcia robiła dla mnie wszystko. Począwszy od karmienia, poprzez naukę czytania i pisania, a na wspólnej modlitwie kończąc. Pamiętam naszą zabawę w samochodziki, które w postaci ziemniaków lub mięsa parkowały na parkingu, znajdującym się w moim brzuchu. Pamiętam wycieczkę zatłoczonym autobusem do Wilanowa, tylko dlatego, że to ja chciałem jechać. Rzecz jasna, musiałem siedzieć na samym przedzie i obserwować kierowcę. Nigdy nie zapomnę również tego wspaniałego czasu, jaki poświęcała mi babcia i opieki, jaką mnie otoczyła. Będę jej za to wdzięczny po wsze dni. Ale w życiu każdego człowieka przychodzi moment, w którym zaczynasz iść własną drogą. Praca, studia, swoje sprawy, dziewczyna, znajomi. Nie ma w nim czasu na regularne rozmowy z ukochaną babcią, odwiedzanie jej. Były też chwile, kiedy chciałem najzwyczajniej pobyć sam, lub zrobić coś. Gdy rodzice wyjeżdżali, a ja zostawałem sam w domu, babcia musiała mnie odwiedzać. Twierdziła, że musi opiekować się domem, zadbać o mnie, nie wspominając już o zwykłej potrzebie posiedzenia razem ze mną. Właściwie nie wiem czemu, ale czasem niesamowicie mi to przeszkadzało. Niby powinienem się cieszyć z tego wszystkiego, ale tak nie było. Chciałem w końcu spróbować czegoś samemu, podjąć tę próbę, wysiłek. Znajomi, którzy mieszkali już sami, albo nie mieli aż tak dobrych relacji z rodziną, przekonywali mnie, że powinienem korzystać z tak wspaniałej rodzinnej pomocy, ile tylko się da. Jeśli rodzice i babcia są tacy dobrzy i chcą pomagać, to czemu się temu sprzeciwiać? Jeszcze przyjdzie czas, gdy ich zabraknie i trzeba będzie sobie radzić bez nich. Tak powinno być w każdej rodzinie. Ale ja zawsze musiałem robić wszystko po swojemu. Myślałem, że jestem mądrzejszy od wszystkich. Poza tym czułem się dziwnie, kiedy to oni robili prawie wszystko za mnie. Wszystko to sprowadzało się do tego, że nie rozmawiałem z babcią jak kiedyś. Nie mówiłem jej o tym wszystkim. Nie chodziło tu tylko o czas. Bałem się, że nie wszystko się jej spodoba. Między mną a nią była różnica dwóch pokoleń. Młodzi chcą zmieniać, tworzyć coś nowego, poznawać, odkrywać. Starsi żyją już tylko wspomnieniami, wierzą w zasady, prawo i to, co poznali przez lata. A jednak paradoksalnie, mimo wszystko, to babcia była jedyną osobą, której powiedziałem za dużo. Przypadkowo, wymknęło mi się, a potem już tylko pociągnęła mnie za język. Chyba nie zdawała sobie z tego sprawy, ale poznała część mojego największego sekretu, mojego mrocznego pasażera. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że babcia była w ogromnym niebezpieczeństwie… {/i}

Kuba i Asia jechali samochodem w milczeniu, a przynajmniej owa cisza utrzymywała się już od dobrych kilku minut. Oboje zastanawiali się nad tym, co się właśnie stało. Kuba był niesamowicie zły. Nie tak wyobrażał sobie dzisiejszy dzień. Miało być wyjątkowo, pięknie, jak jeszcze nigdy do tej pory. Tyle, że nigdy nie wiesz, co cię czeka. W co, do diabła wplątał się Mateusz? Kuba wiedział doskonale, że jego najlepszy kumpel może być teraz w tarapatach. Mówił mu, że znajomość z tą całą Anką nie przyniesie niczego dobrego, ale on nie chciał go słuchać. Nie powiedział tego nikomu, ale posprzeczali się. Nie tak ostro, ale wystarczająco, aby obaj krzyczeli do telefonu. Mateusz mówił Kubie, żeby chociaż raz w niego uwierzył. On znalazł swój ideał, Mateuszowi jeszcze do tej pory się nie udało. A był romantykiem, chciał znaleźć tę jedyną. Tyle, że Kuba odradzał Mateuszowi Anię. To nie była dziewczyna dla niego. Był przekonany, że relacja z nią zakończy się kolejną porażką. Ale nie to było powodem ich sprzeczki… Telefon Kuby dzwonił po raz kolejny.

- Odbierzesz w końcu ten telefon?- krzyknęła zdenerwowana Asia. - Nie. To nie Mateusz- odpowiedział, nie odrywając oczu od tego, co dzieje się na drodze. - Ale to Marta. - Wiem, ale nie odbieram. Będzie niesamowicie zła. Czekam, aż trochę ochłonie. - Ja na jej miejscu byłabym teraz jeszcze bardziej zła na ciebie. Wyjechałeś, nic nie mówiąc, prawda? - Uwierz mi, że tak będzie dla niej najlepiej. Nie pierwszy raz ją zawiodłem i zapewne nie po raz ostatni. - Ja też nie jestem jakoś specjalnie zadowolona z tego, że musiałam z nimi jechać- opuściła wzrok Asia. - Ta Wigilia miała być wyjątkowa. - Moja również- Asia powstrzymywała się przed płaczem- A teraz na pewno już nie będzie. Jak wrócę, oni na pewno będą pijani, jak zwykle zresztą. - Co ten Mateusz wymyślił? - Myślisz, że to jego wina?- zaczęła się zastanawiać. - Nie wiem, co mam o tym myśleć. To mój najlepszy kumpel i pomogę mu, choćby nie wiem co, ale wkurza mnie to wszystko! To wszystko musiało zdarzyć się właśnie dzisiaj?! - Nie wiemy, co tak naprawdę się stało. - Mateusz ostatnio się zmienił, nie jest już taki, jak kiedyś. - Masz coś konkretnego na myśli?- Asia była bardzo ciekawa. - Chodzi mi o tę sprawę z Anką. To nie jest dziewczyna dla niego. - Może jemu się podoba. - Ale tu nie chodzi o wygląd. Jestem pewien, że to przez nią wpadł w tarapaty. Kompletnie nie podoba mi się pomysł, żeby jechać do niej i z nią rozmawiać i do tego jeszcze w Wigilijny Wieczór. Powinienem być teraz z rodziną. - A co ja mam powiedzieć? Ja też zupełnie inaczej chciałam spędzić te święto.

Telefon dzwonił po raz kolejny, ale Kuba nie chciał odebrać.

- Odbierz ten głupi telefon, bo ja go odbiorę!- krzyczała Asia - Daj sobie spokój.

Asia chwyciła jego telefon i odebrała. Kuba zareagował spontanicznie i wyrwał jej swoją komórkę.

- Nie odbierałem, wiem… ale co ci miałem powiedzieć? Muszę odnaleźć razem z nimi Mateusza. Wiedziałem, że będziesz zła… mam nadzieję, że wrócę jak najszybciej… Pogadamy potem.

Kuba również był bliski od płaczu. Cała Wigilia zamieniała się w jakiś dramat. Dlaczego musiało się to dziać właśnie dzisiaj?

- Co miałeś na myśli, mówiąc, że Mateusz nie jest już taki, jak kiedyś?- Asia próbowała sprawić, aby myśli Kuby odpłynęły chwilowo od Marty. - Naprawdę chcesz o nim gadać? - Wiesz, związek twój i Marty to wasza sprawa, ja nie chcę się wtrącać, a już na pewno nie jestem osobą, z którą chciałbyś na ten temat gadać. - To nie tak, Asiu. Bardzo cię lubię, ale jakoś tak wyszło, że nigdy nie było okazji rozmawiać na takie tematy. - To prawda. Ja też przeżyłam swoją wielką miłość, więc coś o tym wiem. Tyle, że Łukasz mnie zostawił. - Na pewno jednak było warto się z nim związać. - Wartościowa jest też moja przyjaźń z Mateuszem. Jest moim kumplem praktycznie od zawsze. Pomaga mi jak może, pociesza, rozśmiesza. Moja mama zawsze śmieje się, że kiedyś będziemy razem. - He He. Moja mama także lubi Mateusza. Zresztą ja też bardzo go lubię, kiedyś rozumieliśmy się bez słów, teraz tak już nie jest. - Myślisz, że to jego wina? - Ponoć wina zawsze leży po dwóch stronach, ale w tym przypadku nie jestem tego taki pewien. Czasem mam wrażenie, że to jeszcze dzieciak. - Nie do końca cię rozumiem. Mateusz studiuje, pracuje, rozwija się. - To o czym mówisz, to nie wszystko. Poza tym sama dobrze wiesz, jak on traktuje tę pracę. - Właściwie już do niej nie chodzi. I to według ciebie źle? Gdyby mnie traktowali tak jak jego w tej pracy, to też bym sobie darowała. - Praca to praca. Najbardziej chodzi mi o Anię. - Któryś raz już o niej wspominasz, a ja naprawdę nie wiem, o co ci chodzi. To miła dziewczyna. - Na początku też tak uważałem, ale do pewnego momentu. Sama wiesz, jak oni siebie traktują. - To, że spotykają się tylko w jednym celu i po nic innego to ich sprawa. - Gdyby Mateusz się postarał. - Ale przecież on się starał! Nie pamiętasz jego zawodów po tym, jak rzuciły go Ewa, czy Kasia? Bardzo to przeżył. - One nie były jego warte. - Trudno, ale chłopak był zaangażowany. Zresztą on zawsze bardziej angażuje się od nich. - Teraz już nie. Od samego początku reguły jego związku z Anią były jasne. - Może nie wiemy wszystkiego? Może ma jakieś sekrety przed nami. - Jasne, że ma. Nie mogę pojąć, co się stało, że dziś zamiast siedzieć ze swoimi rodzinami i bliskimi w domach, my jeździmy po Polsce i go szukamy. - Może wpadł w jakieś tarapaty. - Przez Anię. - Co tych chcesz od tej Anki? Ciągle mówisz, że to wszystko przez nią i tylko przez nią. - Ostatnim razem, gdy się widzieliśmy, opowiedział mi trochę o niej i o tym, co ich spotkało. - Mi nic nie wspominał. O czym konkretnie mówisz? - Spotkaliśmy się tak jak zawsze. Pogadaliśmy trochę, po czym Mateusz powiedział, że musi jechać do Anki, do Łochowa, bo jej obiecał, że wpadnie. No to odwiozłem go na przystanek. Pomijając już, że było późno i że musiał wydać na bilet. - Wszystko do tej pory wygląda ok. - Poza faktem, że umawialiśmy się na ten wieczór od jakiegoś czasu, a jednak Ania okazała się dla niego ważniejsza. - Dla Ciebie Marta też jest ważna, prawda? - Niby tak, ale to co innego. W każdym razie, pojechał na miejsce. Potem zadzwonił do mnie i spytał, czy nie mam pożyczyć paru stów, bo musi jej pożyczyć. - Na co? - Podobno była komuś winna i zaczaili się na niego pod blokiem. Jakieś zwykłe chłopaczki. No to mówię, że wezmę kumpli, przyjedziemy i sobie z nimi poradzimy, ale on stwierdził, że to nie jest dobry pomysł, bo oni wcale nie są tacy ciency, a jego Anka miała spore kłopoty. - Ale jakie kłopoty? O co chodziło? - Podobno z koleżankami upiły się, albo naćpały i rozwaliły szybę w czyimś samochodzie. Nie byłoby to aż takie straszne, gdyby nie fakt, że to auto ojca jednego chłopaka, który jest grubą rybą. Pożyczył wtedy autko synowi, a ten zobaczył to. Przyczepił się tylko do niej, bo ta druga zrzuciła wszystko na Anię. No i miała mu zapłacić za tę szybę, ale nie miała z czego. I stąd Mateuszowi potrzebne były pieniądze. - Ale przecież Mateusz miał pieniądze, zarabia… - Zapomniałaś o? - No tak, skrobanka trochę kosztowała… - Myślisz, że rodzice Mateusza o tym wiedzą? - Pewnie nie. Nie mówił im prawie o niczym. - Kiepska sytuacja. Gdyby z nimi pogadał, może pożyczyliby mu jakąś kasę, choć w sumie w to wątpię. On nigdy nie chciał od nich niczego pożyczać. Był na to zbyt dumny. Mówiłem mu, zostaw ją, ona cię pakuje w same kłopoty. - A on co na to? - Powiedział, że nie może jej zostawić. Ale nie dlatego, że ją kocha czy coś, tylko co śmieszniejsze, bo ona jest z kimś powiązana, a on chciał do tej osoby dotrzeć. - Nic nie rozumiem. Niby do kogo? - Powiedział mi tylko tyle, że do osoby, która zakończy to wszystko i dzięki której będzie mógł wrócić do dawnego życia. No i teraz ma. Normalne życie. - Może coś poszło nie tak. Dalej nic nie rozumiem. Kto miał co zakończyć? - Mówię ci, że nie wiem. Zapytałem go o to, ale odpowiedział mi tylko tyle, że czasem jesteś w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie, a potem musisz płacić za błędy. Poprosiłem go, żeby mówił nieco konkretniej, ale powiedział, że musi już kończyć i pożyczy tę kasę od kogoś innego.

Nagle, oboje usłyszeli dźwięk przychodzącej rozmowy w telefonie. Dzwonił Bartosz.

Jadący Włodzimierz narzekał nieco pod nosem na tych, którzy jechali obok, albo przed nim. Co ci ludzie robili tutaj w Wigilię? Czy oni nie mają domów, rodzin i bliskich? Przecież chyba każdy siedzi teraz w domu, a jednak są ludzie, którzy wolą być teraz na drodze. Wbrew pozorom było wiele osób, które muszą Np. pracować w Wigilijny wieczór zamiast siedzieć na kolacji z rodziną. On również należał do takich osób, które podczas Wigilii były poza domem. Tyle, że on nie pamiętał już świąt, które spędziłby w miły sposób. Od wielu lat spędza ten dzień przed telewizorem, lub przesypiając. Rodzinne święta, dobre sobie. Jerzy myślał nad tym wszystkim. Miał pewien pomysł, ale potrzebował do tego odrobiny pomocy. Chciał coś znaleźć. Danuta, siedząca na tylnim siedzeniu odebrała swój telefon.

- Cześć- odpowiedziała, rozpoczynając połączenie- Tak, wszystko ok… a siedzimy sobie w domu i odpoczywamy…zadzwonię do ciebie później, dobrze?

Bartosz i Jerzy spojrzeli na Danutę z wyrzutem. Zataiła coś bardzo ważnego. Obaj wiedzieli, kto dzwonił. O dziwo, wiedział o tym także i Włodzimierz.

- Myślałem, że pani rodzice są z Warszawy i razem spędzacie tę Wigilię- zaznaczył.

Nikt nie odpowiedział. Nie wiedzieli nawet, co mają odpowiedzieć.

- Myśli pani, że kłamstwo pomaga? Młodszego syna też pani tak oszukiwała? - O co panu chodzi?- zareagował Jerzy. - Pytam tylko pańską żonę, czy była szczera wobec syna. To rutynowe pytanie, proszę się nie przejmować. - A czy pan zawsze jest szczery wobec swoich bliskich?- zaskoczyła go Danuta. - Pani Danuto, chyba się pani zapomina, to ja tu zadaję pytania, a pani odpowiada. - Nie widzę związku pomiędzy tę sprawą a zaginięciem Mateusza, nie musisz odpowiadać- zwrócił się do Danuty Jerzy. - Takim sposobem na pewno sobie nie pomożemy, a chyba wszystkim zależy na tym samym. - Niech pan nie opowiada głupot. Jakie może pan mieć emocje odnośnie naszego syna? Jeśli rzeczywiście chce pan pomóc, a na to liczę, to na pewno nie pomaga pan takimi bezsensownymi pytaniami i wtrącaniem się w nasze prywatne życie. Razem z żoną i synami bardzo cenimy sobie naszą prywatność. - Ależ doskonale pana rozumiem, panie Jerzy. Po paru godzinach pana nerwy są na wytrzymaniu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedna mała sprawa. To państwo są podejrzanymi. Ja wykonuję tylko swoją pracę, drogi panie. A do moich obowiązków należy śledztwo w celu odnalezienia waszego syna. Nie oszukujmy się. Gdybym nie złożył dzisiaj państwu wizyty, siedzielibyście teraz razem z pana matką w domu, obgryzali paznokcie i odchodzili od zmysłów, zastanawiając się, gdzie jest państwa syn. Więc jeśli nasza współpraca ma dalej przebiegać pomyślnie, radzę odpowiadać na pytania, a swoje emocje i pretensje zostawić, w jak to pan określił w czterech ścianach. - Dobrze, ma pan rację, może trochę przesadziłem- mówił Jerzy ze skruchą w głosie- Więc proszę powiedzieć, co na celu mają pańskie pytania o rodziców mojej żony? Skąd pan w ogóle wiedział, z kim rozmawiała Danuta? - Miałem wystarczająco dużo czasu, żeby przeczytać akta waszego syna i jego rodziny. Nie chcę się tutaj bawić w psychologa, bo to nie moja rola w społeczeństwie, ale patrząc obiektywnie na całą sprawę, wasz syn od dawna żył w swoim świecie. - Czy ma pan rodzinę, panie Włodzimierzu?- zapytała nieoczekiwanie Danuta- Domyślam się, że pan również wychowywał w swoim życiu ileś dzieci i pana pociechy są idealnymi obywatelami? - Niestety, nie mam dzieci, jednak wiem jedno- kiedy rodzi się dziecko, rodzic przyrzeka nie tylko przed samym sobą, ale i przed całym światem i społeczeństwem, że będzie je wychowywał i opiekował się nim przez całe jego życie. Bo to dzięki rodzicom, to dziecko jest między nami. Niestety, wiele rodziców błędnie interpretuje rodzicielstwo, odpuszczając po jakimś czasie, najczęściej, po kilkunastu, a w ostateczności po dwudziestu kilku latach. - Czyli uważa pan, że najlepiej kontrolować je do późnej czterdziestki? - Uważam, że to rodzice biorą odpowiedzialność za swoje dziecko. Dlatego chcę zapytać jeszcze raz- czy kiedykolwiek okłamała pani swojego młodszego syna? - Nie wiem… nie pamiętam… raczej nie. - Dobrze, żeby była pani tego pewna. A pan, panie Jerzy? - Oczywiście, że nie. To mój syn! - A pan, panie Bartoszu? Czy zawsze jest pan szczery wobec brata? - Pewnie. - I mam uwierzyć, że nie jest pan ani trochę zdegustowany tę rozmową, potwierdzając, że pana rodzice są wobec was wyjątkowo szczerzy. - Tak, potwierdzam. - Proszę mi teraz opowiedzieć, kim jest Ania. Dziewczyna, do której jedziemy. - Zastanawialiśmy się nad tym, ale niestety nie wiemy- odpowiadał Jerzy- Podejrzewamy, że jest to jego nowa dziewczyna. - To znaczy, że Mateusz miał już jakieś dziewczyny w swoim życiu? - Tak, kilka. Poznaliśmy nawet niektóre. - Czy jest pan w stanie wymienić ich imiona? - Chyba tak… Ewa… była też Karolina…. Chyba Agnieszka. - Kasia- dodała Danuta. - Ani nigdy państwo nie poznali? - Niestety nie. Widocznie nie są ze sobą zbyt długo związani. - Może nie tyle długo, ale wystarczająco, aby po raz pierwszy spędzić Wigilię poza domem. - To raczej niemożliwe- odpowiedział Jerzy z całkowitą pewnością. - Skąd ta pewność? - Uczestniczyliśmy w procesie wychowawczym naszego syna od dawna. Ufam mu i znam go na tyle, żeby wiedzieć, ze coś musiało się stać. Nie mógłby tak po prostu wyjść i nie wrócić na Wigilię. Nie wierzę w to. - To dobrze, że tak bardzo ufa pan synowi i jest pan tego taki pewien. A co w tej kwestii uważa pani, pani Danuto? - Tak samo jak mój mąż… - A pan, panie Bartoszu? - Nie wiem… trudno powiedzieć. Wydaje mi się, że Mateusz mógł to zrobić. - W takim razie nie mam więcej pytań- stwierdził policjant- Kurczę, muszę zatankować, trzeba zjechać na stację benzynową. - Tu chyba będzie jedna za jakieś pół kilometra. - Może pan, panie Bartoszu zadzwonić do pozostałych, żeby i oni zjechali na stację? - Jasne.

Niebawem, na pobliskiej stacji benzynowej zatrzymały się dwa samochody. Pierwszy zatrzymał się tuż przy zbiorniku, drugi kawałek dalej. Znajdował się tutaj także mały parking, a kawałek dalej mały budynek, gdzie był umieszczony niewielki samoobsługowy sklep. Z samochodu wysiadła Asia, z kieszeni wyjęła papierosa, była zdenerwowana. Włodzimierz wysiadł i zaczął tankować, z auta wysiadł także Jerzy, który podszedł do stojącej obok auta Asi.

- Chce pan papierosa?- zapytała dziewczyna. - Dziękuję, rzuciłem parę lat temu. - Jak się państwo trzymają? Jestem pewna, że niebawem odnajdziemy Mateusza- uśmiechnęła się do niego. - Jesteś bardzo miła. Wiedziałem, że mój syn ma wartościowych przyjaciół. - A to już komplement. - Mam pewien pomysł, ale będę potrzebował do tego waszej pomocy. - O co chodzi?

Jerzy wyjaśnił jej, o co chodzi, po czym otworzył boczne drzwi samochodu policjanta.

- Chodź, Bartosz, zapalisz sobie- zwrócił się do syna, po czym odeszli kawałek dalej.

W tym samym czasie Włodzimierz kończył tankowanie i skierował się na stację, żeby zapłacić. Z samochodu wyszli także Kuba i Danuta, aby rozprostować kości. Jerzy i Bartosz skierowali się kawałek dalej. Rzekomo, żeby pójść za potrzebą, ale tak naprawdę, żeby pogadać.

- Nie mamy zbyt dużo czasu, więc przechodzę do rzeczy- rozpoczął Jerzy. - Co się stało? - Muszę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sacrum — czytnik · opowiadania