Fantasy · 4 min czytania
Saga gwiazd - odsłona 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zaprzysiężenie na kadeta zawsze było wielką galą, ale chyba nigdy nie denerwowała się tak jak teraz, a przecież to nie była jej przysięga... Znów nerwowo wygładziła mundur. Gdy tylko osiągnęli tłum zgromadzony wokół grupki kadetów, Andriej zostawił ją i wmieszał się w grupę pozostałych kadetów. Czuła się tutaj obco. Wszystko to było takie wesołe, beztroskie. Wojsko takie nie powinno być, nie było za jej czasów. Zastygła, gdy usłyszała cichy szelest kroków za sobą, a potem poczuła bladą dłoń na swoim ramieniu. - Witaj Verde... - cichy szept prawie nie poruszonych perłowych ust. Nie musiała się oglądać, żeby je widzieć. - Teraz jest inaczej, Azul. Kopę lat. - odpowiedziała podobnie. Dłoń ścisnęła jej ramię, a potem opadła. - Nie przesadzasz z tą ilością? Zaledwie siedemnaście. - Tak, siedemnaście... Jak ten czas leci. - Prawda? - pojawił się inny głos, głębszy, męski. - Violet. - skinęła głową wciąż nie obracają się. Wzrokiem wciąż wodziła za Andriejem, jakby nie chciała go wypuścić. - Wyrósł na silnego mężczyznę, tak jak jego ojciec. - Violet zbliżył się i stanął przy Azul. Słyszała szelest i lekkie uderzenie jego buta o obcas jej oficerek. - I tak jak jego ojciec nie powinien pchać się do walki. - Ale tak jak jego ojca ciągną gwiazdy i przygody. - Dlatego nie mogłam go powstrzymać, wiem, co znaczy poczuć ten zew i jak boli walka z nim. - odwróciła się zamykając najpierw oczy. Gdy je otworzyła zobaczyła parę przyjaciół z dawnych lat, którzy zdawali się niezmienni, jakby nie widziała ich dni, a nie lata. Azul Troi - niewysoka kobieta o bladej cerze, dużych chabrowych oczach i uśmiechu na pełnych, perłowych ustach. Wciąż jednak widziała oczami pamięci jak te usta zaciskały się z wysiłku i bezsilności, te oczy bez uśmiechu, zimne