Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 6 min czytania

saga o donaldach

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Saga od donaldach"

Skaczące donaldy napadły na niskopodłogową wioskę w krainie o niezapomnianym kształcie i obok pastwisko, a na pastwisku ja. Było w tym fakcie coś niepokojącego zarówno dla mnie jak i dla donaldów i ich synów. Synowie donaldów znani byli wówczas nie tylko z ogromnych liści na plecach, lecz także hodowali bydło, migdały i sierpce. Podczas gdy oni zajmowali się dobytkiem, ich ojcowie synów donaldów – donaldy - rabowali wioski i gwałcili ich mieszkańców mając przy tym niezły ubaw - bo rajcowało ich gwałcenie, a tym bardziej, że niejednokrotnie gwałcili się nawzajem na oczach zdezorientowanej okolicznej. Chyba właśnie dlatego czułem się nieswojo stojąc na pastwisku, podczas gdy donaldy bawiły się w najlepsze chendorząc moich znajomych i lubieżne ich ruchy sprawiły że i ja zacząłem czuć zapach jednego z nich, tzn. z tych donaldów, a jak wiadomo zapach ten nie jest bynajmniej trujący. On oznajmia tylko że donald wie, że donald czuje ze coś, albo raczej ktoś usiłuje zrobić z niego głupka bądź poczęstować go czarem "obezwładnienia donalda". Ten czar rzucałem właśnie ja lecz nie mogłem się skupić bo bez przerwy rozpraszał mnie niepokojący rysownik tej właśnie sceny - co chwila mnie dźga ołówkiem. On jest jak mucha i to masara!! Tymczasem w wiosce panował już niezły zamęt. Chaty płonęły, a ci którzy z nich wybiegali potykali sie o własne nogi i bez uśmiechu parowali w las, tam jednak czekał na nich gorszy los. A jaki? Tego się wieśniacy nigdy nie dowiedzą bo ilekroć w las chcieli, to sie nie dało. Każdy co na imię Fred miał, a było ich we wsi niemało, kucał gdy tylko zobaczył las i koniec, a że końca nigdy nie widział to tylko las jak zobaczył. Płonęły też plakaty wieśniaków, a na nich bohaterowie z super piątki, których imiona dzieci wymawiały jednym tchem, a byli to: komar strażak, wesoły chomik, bocian psychopata, borsuk w laciach i lew dobrodziej. Pomyślicie: A właściwie czemu dzieci nie wymawiają pozostałych bohaterów fantastycznego zespołu z dawien dawna? Mowa oczywiście o "Warchlaku Wizjonerze - Patrzy i Chleba" oraz o noszonym przez Lwa Dobrodzieja - "Karpiu Organiście". Otóż to. Oni sie przeżyli. Wymieniana przez wieśniaczą dziatwę piątka wraca i to wraca w wielkim stylu, murowany sukces. Gdyby tylko stara wiedziała jak to sie skończy ... Ale teraz wracamy do sytuacji na pastwisku. Rozjuszone donaldy ganiają się jak wariaty, jeden drugie tarmosi, ciągnie za włosy i dusi w obliczu zagrożenia trawą z pastwiska. Ofiary pragną znalezienia własnej, dziewiczej odrobiny zachwytu. Towarzyszy temu niesamowity harmider i stukot malutkich donaldzich nóżek, które to z takim powodzeniem obijają się o niskopodłogową wioskę. Wtedy to blady strach pada na wszystkich wieśniaków i ich zebry pasące się nieopodal pastwiska*. Ze swojej chaty wytoczył się Klepicho, wioskowy opryszek i dureń a także siłacz. Obrzucił sytuacje tępym wzrokiem i zaczął rozdawać cepy na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
saga o donaldach — czytnik · opowiadania