Fantastyka · 7 min czytania
Sala motyli
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
•Sala motyli• - Nauczycielu, ja tam nie chcę wchodzić – powiedziała Dziewczyna. Stanęła na drodze i potarła piętę bosą stopą. – Bolą mnie nogi. Nauczyciel wyprzedził ją o kilka kroków i również się zatrzymał. Odwrócił się. Z nieśmiałym, czającym się gdzieś w kącikach ust uśmiechem odparł: – To miejsce, w jakim jeszcze nie byłaś. Dziewczyna spojrzała na niego krzywo spod ciemnej grzywki. W końcu podparła się pod boki i dzielnie zawołała: – Zatem muszę tam wejść, żeby wiedzieć, co znajduje się w środku. Ty mi tego nie zdołasz opowiedzieć. Chcesz, żebym przekonała się na własnej skórze, tak? Nauczyciel skinął głową, przymykając nieco oczy. Dziewczyna westchnęła. Uśmiechnęła się do Nauczyciela i ruszyła za nim. – Niech będzie. Z brukowanej kocimi łbami uliczki skręcili w piaszczystą ścieżkę. Tam nie dochodził już zwyczajny gwar miasta, stłumiony przez rosnące wzdłuż dróżki stare akacje z poskręcanymi konarami. Słońce rozgrzało piasek, a Dziewczynę jeszcze bardziej rozbolały strudzone całodzienną wędrówką stopy. Krzywiła się co chwilę, gdy nastąpiła na większy kamień. – Nauczycielu, kiedy dostanę buty?... – jęknęła, ale mężczyzna przystanął nagle i przyłożył palec do ust na znak ciszy. – Posłuchaj. Dziewczyna niechętnie przestała pocierać stopą piętę. Wytężyła słuch. Gdzieś z końca dróżki, zza akacji dochodził przenikliwy szum. Nie było to szemranie chłodnego strumyka ani szept deszczu. Liście drzew również się nie poruszały. Spojrzała z zainteresowaniem w oczy Nauczyciela, próbując coś z nich wyczytać. Jednak jego twarz była tak spokojna i tajemnicza, jak zawsze. – Co to...? – Przekonasz się sama. Szli dalej. Cichy szum powoli narastał, a gdy dotarli do powykręcanych przez czas akacji rosnących prostopadle do tych wzdłuż ścieżki, nagle zobaczyli dużą furtkę ogrodową, zrobioną z białych, metalowych prętów. Była otwarta na oścież. Nauczyciel śmiało przestąpił próg. Zaraz za nim, choć mniej zdecydowanie, zrobiła to Dziewczyna. W środku za podłoże również służył piasek. Przez stalowe pręty ogrodzenia zaglądały do środka gałęzie akacji. Gdy jednak Dziewczyna dostrzegła źródło szumu, przestało ją interesować wszystko inne. Z szeroko otwartą buzią oglądała dziesiątki - nie, setki! - klatek dla ptaków, zwieszających się z lin na różnych wysokościach. W każdej klatce bezradnie trzepotał skrzydłami kolorowy motyl. Dziewczyna chodziła pomiędzy wiszącymi małymi więzieniami, wyciągała do nich dłonie. Szum motylich skrzydeł nagle wydał jej się wołaniem o pomoc. Natychmiast obiema rękoma chwyciła drzwiczki metalowej klatki. Z cichym szczęknięciem otworzyła je i najdelikatniej, jak potrafiła, wyjęła ogromnego, błękitnego motyla ze środka. Na chwilę zamknęła go w klatce ze swoich palców. Wrażliwe skrzydła motyla zostawiły na dłoniach Dziewczyny ślad, gdy motyl zaczął trzepotać. – Leć! – powiedziała do niego. Chciała podrzucić go do góry, aby pofrunął, ale owad nie potrafił wzbić się w powietrze. Próbowała tak kilka razy, namawiała go miłymi słowami i położyła nawet na ziemi (bo być może ręce nie są dobrym miejscem do zaczynania lotu?). Nic to jednak nie dało. – Nauczycielu! – zawołała ze smutkiem. – On nie umie latać! Mężczyzna powoli podszedł do klęczącej przy motylu Dziewczyny. Usiadł na ziemi naprzeciwko niemrawego owada. – Dlaczego on